Aktualności
Seszele (20.III.2018) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

CZY SESZELE TO DOBRE MIEJSCE NA WCZASY POD GRUSZA ? 

 

 

Seszele to prymusi. Zawsze stoja w parze z Malediwami, czasami probuja kolo nich zakrecic sie Hawaje, Mauritius czy Reunion, kroku dotrzymuje im Tahiti i moze Fiji. Nie ma watpliwosci, marke maja rewelacyjna i w pelni zasluzona. Dobrze sie kojarza!! Sa male (glowna wyspa 150km2), zgrabne i elitarne (90 tys ludzi).

Jak to ugryzc?

Zaczynamy od gryzienia biletu. Z Wiednia czy Berlina leciec mozna po 2300 zl, z Warszawy po 2500 zl, ostatnio pojawil sie Ethiopian Airlines za 1700 zl, ale mimo wszystko nie wspieramy latania na plaze za takie pieniadze. Zbieracze mil, punktow Payback i innych Biedronek leca z Wiednia liniami Ethiopian Airlines za 35000 mil i 500 zl i takie kombinacje lubimy. Zbieranie mil to jednak proces zmudny, Ci latajacy w korporacji biznesem maja o wiele latwiej.

Oby nikomu nie przyszlo do glowy wpuszczac na Seszele wynalazkow typu Air China czy Rainbow, niech bedzie jak jest, pusto i kameralnie, troche luksusowo i drogo, nie trzeba tu chinskiej stonki, ktora spustoszyla juz Azje Poludniowo -Wschodnia. Chinskim turystom i chinskim biznesmenom mowimy stanowcze nie.

Jak ugryzc nocleg? 90% noclegow jest prawdopodobnie z polki 1000 zl i plus za dobe, na szczescie airbnb daje opcje 100-120 zl za osobe. Na glowe lac sie nie bedzie, bedzie rodzinnie, uroczo, ale pajaki i jaszczurki oczywiscie beda w pakiecie. To sa tropiki i musza byc pajaki, musza byc karaluchy, choc pod tym wzgledem Seszele sa jak pod kazdym innym endemiczne i odizolowane. Nawet w Kempinskym i 4 Seasons, z noclegami po 5-6 tys zlotych za dobe, pajaki rownie sa zakwaterowane. Seszele to nie plaskie i lyse Malediwy, tu dzungla wydaje sie bujniejsza niz stracone juz lasy na Borneo, wchodzi praktycznie do morza, zostawiajac tylko miejsce na jedne z najpiekniejszych na swiecie plaz (obowiazkowo z palmami nachylonymi pod katem 30-60 stopni, zakonczone wielkimi charakterystycznymi glazami). Obok rosna mango, kokosy, wanilia, jack fruit, bananowce i niezliczone inne cuda na kiju, nad nimi co jakis czas przeleci czarna papuga albo owocolubny nietoperz.

W ogole zdziwia sie Ci, ktorzy mysla, ze Seszele to tylko plaze dla zblazowanych panienek. To calkiem spore parki narodowe, z dziesiatkami szlakow przez gory, najwyzszy szczyt to przeciez 950 m (Morne). To ogrody botaniczne, ze slynnym kwiatem Coco de Mer (w ksztalcie krocza? posladka?), choc wszystkie wyspy archipelagu wygladaja jak wielkie ogrody. To zolwie i morskie (choc trzeba podplynac poza glowne wyspy) i olbrzymie zolwie ladowe, ktorych na Mahe nie ma, ale na Praslin i La Digue jest wiecej niz psow. Lud operuje glownie na tych 3 wyspach, zalecam odpowiednio 4,3 i 1 dzien na kazdej z nich, dla grubych portfeli pozostaja wyspy prywatne i drugi najwiekszy atol na swiecie, Aldabra, prawdziwy Swiety Gral podroznika (jak tam dotrzec??)

Jesli szukac noclegu to najlepiej wokol Petit Anse, Anse Soleil, Anse Takamaka, Anse Intendance, Port Launay, czyli zachodnie wybrzeze Mahe. Na Praslin zlote strzaly to Anse Georgette i Anse Lazio.

Jak ugryzc obiad?? Restauracji i barow jest malo, turysci jedza w resortach, a miejscowi w domach. Nie stac ich na popularne jedzenie „na miescie”, choc wygladaja na bardzo zadowolonych z tego gdzie zyja. A zyja w jednym z najpiekniejszych panstw swiata. Wprawdzie calkowicie zaleznym od Emiratow Arabskich (szejkowie maja tu palace, resorty naleza do nich), ale jednak panstwie. Co ciekawe, miedzy 1977 i 1991 wyspa nieoficjalnie rzadzili Rosjanie, ale na szczescie ZSRR upadlo i czerwononosa holota wrocila do siebie, zostawiajac Seszele opuszczone i zagubione. I wtedy ktos wpadl na pomysl zbudowania kilku resortow...

Wracajac do jedzenia, my ustrzelilismy sobie restauracje, gdzie codziennie maszerujemy 2,5 km (transport publiczny zanika po 18.30). Za 11 euro (najnizsza cena za jaka na Seszelach mozna cos zjesc, posilki z reguly mieszcza sie w polce 20-30 euro plus) serwuja tam wybitne curry (to Ocean Indyjski, wiec musza byc wplywy hinduskie). Absolutnie wybitne. Chicken, creol fish, prawn i osmiornice w kokosie.

Seybrew, czyli lokalny browar, po 1,5 euro. Na Seszelach podobno tylko 2 towary (a moze 3...4?) sa produkowane na miejscu. Wlasnie piwo i tunczyk, pakowany lokalnie. Wszystko inne jest importowane, oblozone podatkiem i dlatego tak zle cenowo wyglada na polkach.

Do tego lokalny transport za stala cene 0,5 euro za przejazd (mpk objezdza kazdy kat i Mahe i Praslin, na wyspie Digue obowiazuja rowery), ewentualnie 40 euro za auto i robia sie nam z tego wczasy pod grusza na kazda kieszen ????

Reasumujac, kiedy z taksowkarzem ucinalem sobie pogawedke i probowalem argumentowac, ze zycie w Europie, ze zmiennoscia, czterema porami roku, kultura moze byc tez atrakcyjne, zrobil wielkie oczy i stwierdzil, ze on z miejsca gdzie caly rok swieci slonce, gdzie nie ma monsunow, cyklonow, susz i gdzie temperatura zawsze waha sie miedzy 24 i 31 stopni, nigdzie sie nie wybiera!!!


 
Rozne zimowe 2018 (6.V.2018) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

Czyli Dolomity na Sylwestra, Szwajcaria w styczniu, Szwecja, Bieszczady, Gorce, Tatry i Beskidy w marcu.

 

ZDJECIA  


 
Dolomity - narty (6.I.2018) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

Madonna di Campiglio - jeden z bardziej znanych i kochanych przez Polaków rejonów Włoch. A raczej okolice, bo na samą Madonnę stać naprawdę niewielu. Chyba że jesteś beneficjentem kryptowalutowej bańki, wtedy nawet Szwajcaria stoi otworem.  W Val di Sole pogoda zgodnie z nazwą jest dość interesująca, stabilna, klasyczna lampa, z reguły znacznie lepsza niż po północnej stronie Alp. Dlatego też Marilleva, Forgalida czy właśnie Madonna pełna jest aut i zamyka parkingi pod stacjami już chwilę po otwarciu wyciągów, czyli mniej więcej o 9.15. Warto więc na stoku odrobić dniówkę (8.30-16.30).

 

https://www.bergfex.pl/madonna-di-campiglio/

https://www.bergfex.pl/folgarida-marilleva-val-di-sole/

 

Karnety w sezonie między 45 i 55 euro za dzień, czyli raczej alpejska średnia. Wypożyczenie nart przy stoku, to około 70-80 euro za tydzień, więc nie warto raczej inwestować i ciągnąć sprzętu z ojczyzny, chyba że narciarstwo traktujemy śmiertelnie poważnie i jeździmy więcej niż 5-10 dni w roku. Noclegi zaczynają się od 25 euro za osobę za noc, a tradycyjna włoska biesiada startuje od 10 euro za głowę.

 

ZDJĘCIA

 


 
Kuba (6.XII.2017) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

   Krótko o Kubie. Jeśli żyć w komunie, to właśnie na Kubie, a nie w ZSRR czy Korei Północnej, w której biedocie pozostaje tylko tania wódka i jedzenie kamieni z korzeniem.

Ernest

    Minęły już czasy, kiedy braćmi Castro straszono niegrzeczne dzieci. A w zasadzie tych czasów nigdy nie było, to był przecież komunizm z ludzka twarzą, z pomarańczą w ręku, a bracia zawsze chętnie wpuszczali do kraju zachodnich turystów, każdy komunizm musiał mieć jakieś kapitalistyczne źródło dochodów.

   Na przejściu granicznym wszystko odbywa się błyskawicznie, obowiązuje wprawdzie tarjeta de turista, karta turysty, ale za 17 euro można ja kupić za kontuarem check-in’u w mieście, z którego na Kubę się leci. Żadnych podroży do ambasady, żadnych pośredników, problemów, Raul zachęca jak może. Charakterystycznym dla modelu udanej gospodarki są widoki tabunów miejscowych, którzy do kraju wlatują z telewizorami, mikrofalówkami, odkurzaczami i szczotkami do czyszczenia sedesu.

   Na miejscu wpadamy w dualistyczny model ekonomiczny, w dwa światy, od momentu przybycia będziemy płacić za dostępne towary walutą 24 razy mocniejszą od waluty, którą używają na co dzień styrani przez wrogów rewolucji obywatele. W CUC’ach, w przeciwieństwie do Kubańczyków, płacących w CUP’ach. 1 CUC, popularny kuc, to sztywny amerykański dolar. 99% ludzi na Kubie za jakąkolwiek usługę zażąda stawki w kucach, drodzy imperialiści! (swoją droga Kubańczycy o polityce nie rozmawiają, a jeśli już, to nie wypowiadają się o Castro krytycznie). Za CUPy można odwiedzić jakiś mały lokalny targ, na którym do wyboru są zwykle maniok, trochę marchewki, z rzadka ananas, a najczęściej puste skrzynki. W sklepach za CUPy z reguły leży 10-15 towarów, które przeciętnemu turyście się nie przydadzą. Gwoździe, fasola w puszce, mąka, czerstwy chleb, już nawet nie cukier, bo z cukru (trzciny cukrowej) Kuba zrezygnowała. Na Kubie spać możemy w casa particulares, na popularnej kwaterze, stawki od 15-20 CUC za dwójkę poza Hawaną, od 25 CUC w stolicy. Standard z reguły na poziomie blokowiska z meblościanką i boazerią made in PRL 1970, ale jakie to ma znaczenie, jeśli całe życie i tak toczy się na ulicy?

   Ulica to osobna historia. To nie ulica, to dom publiczny, po którym obwożą klientów amerykańskimi cackami sprzed rewolucji! Smartfony używających hasz tagu #metoo rozładowałyby się po 30 minutach, jeśli w ogóle udałoby się podłączyć do Internetu, bo ten jest tylko w kilku punktach w mieście, za odpowiednią karta, zakupiona wcześniej w miejscowej telekomunikacji (własnej, kubańskiej!). Większości kobiet atrybuty praktycznie wypadają ze skąpej odzieży (Kuba to przecież wyspa jak wulkan gorąca!). Mężczyźni odwracają się, gwiżdżą, mlaskają, kobiety jednakowoż robią to samo, ale w odwrotnym kierunku. Tu nikt nie bierze jeńców, tu nie ma konwenansow, tu obietnic bycia Królową Nocy składa się bez liku, tu ciałem się bawi lub kupczy, albo jedno i drugie.

    Sprzyja temu konsumpcja rumu, dla turystów 7-letniego Havana Club, dla reszty coś lokalnego, dla wszystkich w postaci najlepszych koktajli, jakie kiedykolwiek nam zaserwowano. Mojito, cuba libre, daiquiri, cubanito, pinacolada w Hawanie i okolicach reprezentują klasę światową (ceny od 2 do 4 USD, zazwyczaj po 3). Wina się tu nie pija, piwo jest niezłe, ale po piwo latamy do Niemiec, a nie na Kubę.

   Przeciętny Janusz na Kubie będzie się więc dobrze czuł. Amerykańskie auta z lat 50-tych to około 40% ruchu na kubańskich drogach, niektóre są w świetnym stanie, niektóre w gorszym, ale to czysta mechanika, maja potencjał na długie lata, są dopieszczane, Kubańczycy wiedzą, że to ich asy w rękawie.

    Janusz i Juergen mają więc motoryzacje, alkohol, gorące rytmy miejscowych obywateli i towarzyszek, mają też piękne plaże kultowego, choć trochę zgranego Varadero (lepsze plaże widziałem chociażby na Filipinach, Dominikanie czy Mauritiusie), coraz bardziej odrestaurowaną Hawanę (niestety w 90% wciąż ruinę), kolonialny Trinidad i wapienne pagórki Vinales. Komunistyczna Partia Kuby dba o to, aby turysta był zadowolony i nie specjalnie doświadczył przejściowych (od 1959 roku) kłopotów w zaopatrzeniu i trzeba przyznać, ze dość dobrze się to Partii udaje. Ludzcy panowie! (Z tego, co wiem w 2018 roku Raul odda władze obecnemu premierowi i statek pod tym samym masztem popłynie dalej).

ZDJĘCIA KUBA  


 
Kalabria (31.X.2017) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

   Przepiękna, choć biedna cześć Włoch - Kalabria. Brak wysokiej kultury, nie ma tam zabytków Florencji, bogactwa Mediolanu czy tłumów Rzymu. Ale jest fantastyczna okolica wokół miasta Tropea, jedne z najpiękniejszych w Europie plaż, swobodnie dostępnych aż do końca października. Lot do Lamezia Terma zdecydowanie polecamy, pod koniec sezonu będzie pewnie taniej niż nad naszym Bałtykiem. Tropea i Capo Vaticano - to jest to.

ZDJĘCIA


 
Białoruś (15.IX.2017) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

   Białoruś. Na dźwięk tych słów nawet najgorzej zachowujące się dzieci chowają się głęboko do szafy. Zupełnie niepotrzebnie. Białoruś, przynajmniej ta zachodnia, nie za bardzo odbiega od tej polskiej rzeczywistości. Z kilkoma wyjątkami, dotyczącymi na przykład towarów objętych akcyzą, popularnych używek, które na Białorusi są nieprzyzwoicie tanie. Papierosy można kupić już za 0,5 euro, litr wódki za 1,5 euro, a benzynę za cenę 2 razy niższą niż w Polsce. Białoruska granica jest wciąż łakomym kąskiem dla wielu.

 

ZDJĘCIA

 

   A jak przekroczyć ją najłatwiej ?

 

  • Przylecieć na lotnisko w Mińsku i cieszyć się bezwizowym programem. Po prostu wyjść i ruszyć w miasto, a potem w kraj
  • Skorzystać z 5-cio dniowej wizy dostępnej na stronie bezviz.by, bezboleśnie do wyklikania za 50 zł. Minus jest jeden, ale dość znaczny. Na tej wizie możemy zwiedzić tylko Grodno i białoruski Kanał Augustowski
  • Skorzystać z kilkudniowej wizy na białoruską stronę Puszczy Białowieskiej, lokalne przejście graniczne chętnie Was przejmie, bo ruch tam jest żaden, a pogranicznicy znudzeni
  • Albo po prostu zamówić wizę w ambasadzie Białorusi, niestety pośrednictwo i sama wiza będzie kosztować nas 300 zł

 

   My poszliśmy w opcję drugą, czyli voucher przez Internet do Grodna i okolicy, należy pamiętać, że z Polski można granicę przekroczyć tylko w Kuźnicy, jest to przejście tylko samochodowe i rowerowe! Pozostaje szukać roweru we wsi, autostop albo po prostu swoje auto czy rower. I o ile autostop z Polski idzie bardzo sprawnie i szybko, o tyle w drodze powrotnej już praktycznie nie istnieje, każdy prowadzi swój własny plan przemytniczy i niepotrzebny mu dodatkowy problem w aucie.

 

 

 

 

   Przemyt odbywa się pełną gębą, w stronę Białorusi żywność, w drugą stronę towary klasyczne, czyli wódka i papierosy. Po prostu.

 

  Grodno, czyli miasto znienawidzonej przez licealistów Orzeszkowej, od granicy leży jakieś 15 km. To nie jest atrakcja na więcej niż kilka godzin. Bardzo skromna starówka, 2 zamki, "nowy" i stary, przepływający przez miasto Niemen, może odbudowana synagoga i areszt śledczy. Kilka knajp z niezbyt wyszukaną białoruską kuchnią. I można się ewakuować, w kierunku Kanału Augustowskiego, może być tanią taksówką, ceny pozostałych usług i towarów wcale jednak na Białorusi niskie nie są. W porównaniu do Polski.

 

  Z relacji tych, którzy Białoruś zjeździli, nie będzie to w najbliższym czasie żaden turystyczny hit. Większość tego obszaru to po prostu pola ziemniaków, trochę ostało się lasu, kilka niezbyt interesujących miast (Mińsk, Grodno, Brześć), zawsze na plus mogą być używane lokalne sentymenty Polaków, ale większość z nas Białoruś znana jest tylko ze strasznych bajek o Łukaszence. Pewnie prawdziwych w maksymalnie 20 procentach…


 
Majorka (21.VIII.2017) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

   Jeśli ktoś nie lubi Bałtyku, bo za za zimno, bo za drogo, bo za dużo ludzi.. to polecam Majorkę - droga, dużo ludzi, ale ciepła! Nie oszukujmy się, coraz trudniej znaleźć na niej bezludne plaże, ale takie miejsca jak Cala Varques nawet przy całkiem sporej liczbie towarzyszy będą imponować. Majorka jest piękna, Niemcy wybierając ją sobie na kolejny land, nie mogli się mylić.  Dla poszukiwaczy czegoś nowego, Minorka, 2-3 godziny promem z północnego wybrzeża, dużo mniej zatłoczona i zabudowana we wnętrzu wyspy, ale plaże pozostają równie oblegane co na starszej siostrze z południa.

   W sezonie trzeba się mocno natrudzić, żeby znaleźć coś w cenie 25 euro za osobę za dobę, nie bójmy się tego powiedzieć, raczej trzeba się próbować wstrzelić w 50, a może i nawet 75 w przypadku lepszych resortów. Jak zwykle trzeba przeszukać Internet, popularne wyszukiwarki, najmilej widziane są pobyty tygodniowe. Jedzenie w knajpach to jakieś 10 euro za danie, znacznie taniej niż w przodującej pod względem cen Chorwacji. Urok sezonu, który trwa przez 8-9 miesięcy w roku, w przeciwieństwie do 3-4. Majorkę opisano w Internecie na wszystkie strony, więc zapraszam na zdjęcia.

 

ZDJĘCIA 

 


 
Bałtyk (20.VIII.2017) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

   Plaże Bałtyku to absolutny światowy top. Polecam szczególnie te między Lubiatowem i Łebą, najlepiej w parku narodowym lub krajobrazowym albo te między Kuźnicą i Chałupami (utrudniony parking). Absolutnie w sezonie unikać Władysławowa, Jastrzębiej Góry, Helu i innego tego rodzaju dziwactw.

ZDJĘCIA 

 


 
Dolomity (17.VIII.2017) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

    Niedaleko stąd, 1000 km, znajdują się jedne z najpiękniejszych gór Europy - Dolomity. Zapamiętajcie kilka nazw - Tre Cime, Missurina, Sexto - żadne z nich nie zawiedzie. Idealne miejsce na Długi Weekend, choć może nie sierpniowy, bo Włosi wtedy masowo ruszają w teren.

  ZDJĘCIA

 


 
Jezioro Genewskie (27.VI.2017) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

   Na Szwajcarię namawiać nikogo nie będę, dopóki frank po 3,80-4,00 zl, nie miałbym serca. Ale to fantastyczne miejsce, mimo że większość mieszkańców dorobiła się na szeroko pojętym paserstwie, choć możemy to nazywać dyskretną bankowością tradycyjną. To chyba najpiękniejszy kraj w Europie. W każdym bądź razie do Genewy lata z Krakowa EasyJet, bilety od 200-300 zł w dwie strony. Genewa wybitnym miastem raczej nie jest, ale całe Jezioro Genewskie już tak. W tle bardzo dobrze prezentują się alpejskie szczyty, a mieszkańcy okolic pasa brzegowego wciąż mogą cieszyć się świetnym mikroklimatem, który doceniały już takie tuzy jak na przykład Włodzimierz Lenin.

 

ZDJĘCIA 

 

  

   Warto zaopatrzyć się w jakiś samochód (choć tanim on nie jest) i objechać całe jezioro. Zaczynamy w Yvoire, pięknie zachowanym średniowiecznym miasteczku, z kameralnym portem jachtowym (każde miasteczko na Jeziorem Genewskim ma swój maleńki lub większy port, coś mieszkańcy muszą popołudniami robić). Najprostsze danie już okazyjnie od 20 euro (bo to strona francuska). Następnie Evian, słynne z wody.. Evian, istnieje możliwość załadowania do plecaka zapasów wody, choć źródełko nie jest specjalnie rozreklamowane. We francuskich supermarketach wino jest tańsze niż woda, więc to ciekawa alternatywa dla tych, którzy źródełka Evian nie znajdą.

 

 

 

   Po Jeziorze Genewskim można popływać na łajbie w towarzystwie szwajcarskich emerytów, może uda się komuś zatrudnić przy na przykład koszeniu trawnika u pewnego milionera. Łodzie przecinają jezioro w różnych punktach, można więc sporo czasu zaoszczędzić na objeżdżaniu go wokół.

 

  Następnie Chilon, jeden z najpiękniejszych zamków Szwajcarii, średniowieczny, idealnie wkomponowany w jezioro, autostradę na palach i jak to w Szwajcarii, w kolejowe tory.

 

   Tuż zaraz Montreaux, miasto, w którym kilka swoich piosenek napisał i zaśpiewał Freddie Mercury, w miejscowym kasynie warto odwiedzić malutką, ale interesującą wystawę poświęconą Freddiemu, z odtworzonym na niby studiem muzycznym.

 

   Przez cudowne winnice Lavaux dojeżdżamy do lekko przemysłowej Lozanny, w której siedzibę ma między innymi MKOl i.. Philip Morris. Lozanna to maksymalnie jeden dzień naszego zainteresowania, choć port przy pięknej pogodzie robi znakomite wrażenie. Bogactwo mieszkańców kipi. Miasto położone jest na wzgórzu, więc z jeziora na górę lepiej dostać się metrem, które przybrało formę kolejki na Gubałówkę.

 

 

 

   Autostradą "90 na godzinę" ruszamy w kierunku Berna, stolicy Szwajcarii, w miejscowym urzędzie patentowym pracował sam Albert Einstein i na głównej ulicy miał nawet okno, z którego oglądał interesującą konstrukcję zegara Zytglogge. Wokół miasta płynie rzeka, dość wartka, jej początki są przecież tuż niedaleko, w Alpach Berneńskich. Na jej brzegach stworzono wybieg dla kilku niedźwiedzi, dopóki jest dobrze zabezpieczony, dopóty wydaje się świetną atrakcją.  W Bernie, na starym mieście, ciekawostką są piwnice, do których wchodzi się prosto z ulicy, zaadaptowane z reguły na magazyny, rzadziej na bary i puby, w Szwajcarii konsumpcja nie jest mile widziana. Szwajcarzy albo chodzą po górach albo chowają się w 4 ścianach.

 

 

 

   Przez Interlaken i dwa jeziora, warto dostać się do Lauterbrunnen, klasycznej szwajcarskiej wioski, w której kochali się już Byron czy Goethe, z wodospadami, halami pełnymi może nie fioletowych, ale brązowych krów i fantastycznymi punktami widokowymi w Schilthorn i w Jungfrau. Nie są to tanie sprawy, bo kolejka pojedzie za 100-150 CHF, ale zawsze można się tam samodzielnie wdrapać, idąc śladami Jamesa Lazenby Bonda, który dostał się tam w "Tajnej Służbie Jej Królewskiej Mości", przy okazji zabawiając się z kilkoma mieszkankami Schilthorn, pod czujnym okiem Telly Savallasa.

 

 

 

   Przez okolice Gstaad i Saanen kierujemy się w kierunku Jeziora Genewskiego, znakomite widoki rodem z opakowania po Milce umilają nam podróż. Zatrzymywać warto się co 500 m, sporo wokół tradycyjnych szwajcarskich domostw, nie ma odstępstwa od stylu, który główny plastyk Szwajcarii narzucił. Niesamowita spójność.

 

   Nie muszę chyba powtarzać, że Szwajcaria jest szaleńczo droga i polecam ją tylko na sponsorowane wyjazdy.


 
<< Start < Prev 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Next > End >>

Results 1 - 10 of 247

Gościmy

We have 2 guests online

Szukaj

Kantor Bitcoin



TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2018 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.