Przewodnik, czyli co, gdzie, kiedy i za ile (XII.2005) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Saturday, 31 December 2005

Sylwester. Wszyscy w gorączkowych przygotowaniach, żeby zdążyć przed innymi wykupić upatrzone buty, torebki wyrywane z rąk. Mężczyźni wyczekujący w tasiemcowych kolejkach do kas, w końcu ktoś musi za to wszystko zapłacić. Mimo że Empik jest jedną z lepiej zaopatrzonych księgarni, to jednak nie oferował nam tego, co w podróży po Bliskim Wschodzie będzie potrzebne. Cóż, jest jeszcze jedna szansa, "Sklep Podróżnika" na rogu Krupniczej i Szujskiego - 100 m od utartych szlaków, w podwórku w suterenie - sklep ze wszystkim, co globtroterowi potrzebne. 4 stopnie w dół, już zmierzcha, w podwórku jest ciemno, tylko od śniegu trochę jaśniej i raźniej. Mały szyldzik na zardzewiałym płocie mówi, że to tu, chwila zawahania, spocona ręka na klamce, zgrzyt... Otwarły się... Strumień blado trupiej neonówki oślepił mnie na moment. OK. Już widzę, tak to tu, jeszcze 2 stopnie w dół, już czuję zapach gumy, goretexu i innej maści nowiutkiego sprzętu do travellingu, backpackingu, climbingu itp. Ale nikogo wokół mnie nie ma. Myślę, hymm czyżby pognali na gorączkowe sylwestrowe zakupy!?! Podszedłem do półki.

LP Syria Lebanon

  Yeeeess yessss (całkiem jak premier Marcin.....cz). Są, nowiutkie, pachnące lasem. Sosna, nie, to chyba buk... ważne że są! Każdego wydania jeden egzemplarz. Turkey, nie, to nie to. Grecce, Somalia, Arabian Peninsula... nie, też nie. Serce bije coraz szybciej, tachykardia, puls 90, RR 180/120 mmHg (muszę wspomnieć, że mam bradykardię, w końcu sportsmen - się pływa, się skacze, hehe). Pot występuje na czoło, za plecami słyszę kojący kobiecy głos: "Czego pan sobie życzy?" Nie zdążyłem odpowiedzieć. Chyba wyczytała z moich ust albo domyśliła się... "Mam chyba to, co pana interesuje: Middle East lub Syria and Lebanon". Jak w delirium, drżącymi palcami wertuję nerwowo kartki. Chwila niepewności. Telefon do Jacka. Chwila zawahania, różnica w cenie niewielka - 20 zyla. W końcu płacę i jest - błękitny, lśniący LP-Lonely Planet "Syria and Lebanon" - mój!!!


 
Ostatnie tango w konsulacie (XII.2005) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Wednesday, 28 December 2005

JG Przychodzi upragniony dzień odbioru wizy. Dla mnie to nie pierwszyzna, w paszporcie dumnie prężą się wizy Kambodży, Wietnamu i Chin, ale Marcin, który był co najwyżej na Hawajach i w Nebrasce, gorączkowo przebiera z nogi na nogę. Oczywiście wizyta w konsulacie rosyjskim to przygoda, pod drzwiami spotykamy tym razem handlarza z Mongolii i młodego Koreańczyka, który za pomoc w wypełnieniu wniosku ofiaruje nam swój adres e-mailowy i obietnicę pomocy, gdybyśmy zjawili się "przypadkiem" w Seulu (niewiele ryzykował, bo przypadkiem to możemy się zjawić w Pcimiu, a nie kilkanaście tysięcy kilometrów stąd...). Mimo że pochodzi z krajów "zgniłego zachodu" to jednak współczuciem napawa mnie fakt, że za wizę polecono zapłacić mu 499 zł + opłaty bankowe. My bez żadnych większych problemów otrzymujemy jednokrotną tranzytową wizę do Rosji i choć konsul nie miał wielkiego gestu (ważna od 23.01.06 do ... 23.01.06), to jednak usatysfakcjonowani wychodzimy z budynku, rozdając na lewo na prawo wdzięczne "do swidanja, spasiba, haraszo!".

 
Operacja "Prawa ręka Bin Ladena" rozpoczęta (XII.2005) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Wednesday, 21 December 2005

Nasze pierwsze prawdziwe spotkanie z dziką Azją i Bliskim Wschodem zaczynamy niespodziewanie już na ... placu Biskupim w Krakowie. Nie, nie, nie chodzi o panie zza wschodniej granicy, które tam sprzedają swe wdzięki, ale o wizytę w konsulacie rosyjskim (dawne ZSRR). Wchodzimy za panią listonosz i w tym momencie z głośników wydobywa się ryk: "padażdi, nielzja, nie wchadić!". Jako, że parę lat mamy, pokornie wracamy, nie wiadomo, czy do obsługi tej placówki nie zatrudniono ex-czekistę, enkawudzistę czy po prostu oficera kgb na emeryturze. Po wywołaniu wchodzimy do środka, gdzie portierowi łamaną polszczyzną tłumaczymy, że przyszliśmy pogadać z konsulem o tym jak dostać się do jego pięknego kraju. Początkowo dyplomata ten jest pełen podejrzeń, pyta a po co, a kiedy, na ile, a jak, żąda wizy syryjskiej, biletów lotniczych, paszportu polsatu i legitymacji związku spożywców polskich. Próbuje wcisnąć nam ofertę biura podróży, wszystko fajnie, ale wtedy cena wizy wzrasta kilkakrotnie, z czego pewnie zresztą pan konsul ma niezły interes. Dopiero dostarczona rezerwacja samolotu i fakt, że będziemy w Moskwie ledwie 12 h (za mało żeby wykraść tajemnice Kremla i ciało Lenina), powoduje, że otrzymujemy obietnicę dostania wizy! Jest git, aha, z takich bardziej przyziemnych spraw (niech się dziewczyny nie obrażą) pod konsulatem poznajemy fajną kobitkę pracującą w czeskiej firmie logistycznej (albo polskiej działającej w Czechach?), jest tak fajna, że Marcin na recepcie wypisuje swój numer komóry , wsuwa ją (receptę, nie komórę), między drzwi Octavii jej (dziewczyny, nie recepty) szefa i po kilku godzinach otrzymuje odpowiedź, że jego propozycja wypicia wspólnie gorącej czekolady została zaakceptowana. Nieźle się zaczyna, 1:0 dla naszych! JacekG

 

Gościmy

We have 1 guest online

Szukaj

Kantor Bitcoin



TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2022 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.