Aktualności arrow Wyprawy arrow Portugalia
Portugalia
Galeria zdjęć z Portugalii (21.IV.2007) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Friday, 20 June 2008

    Po wizycie w pięknej i gorącej Portugalii pozostało tylko wspomniene, które, jakby powiedział poeta, warto pozostawić na kliszy i w długie, zimowe wieczory do niego powracać. O tym, co w Portugalii ciekawego, w relacjach poniżej, na razie proszę częstować sie fotkami prosto z dalekiej Portugalii, końcu Europy, gdzie wrony zawracają, gdzie przy dobrej pogodzie widać Amerykę i gdzie język przypomina ojczystą polszczyznę.

GALERIA 1

GALERIA 2


 
Portugalia cz. III - Lizbona, Coimbra, Fatima (20.IV.2007) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Saturday, 21 April 2007

    Kończąc temat Portugalii warto zwrócić uwagę na zbieżność naszej tam wizyty z wyborem Polski na gospodarza Euro 2012. Mało kto wie i pewnie mało kto uwierzy, ale sporządzony przez nas raport z tego, co widzieli my i słyszeli my, pozwolilł wyeliminować błędy polskiej kandydatury, co dało nam tyle radości ostatniej środy. Przez lata będzie wspominać się Listkiewicza, Olkowicza, Lipca, Olka Małego Krętacza i Tych Dwóch Co Ukradli Księżyc, nie wiedząc o tym, że z tajną, łamaną przez poufną misją byli tam Pilch i Gabryś. Osobista wizytacja dwóch stadionów w Lizbonie, stadionów w Porto i Aveiro, a także pobyt w promieniu kilku kilometrów od stadionów w Coimbra i Faro są tego najlepszym dowodem. Ale cóż, jedyne na co mogą liczyć tajni agenci, to co najwyżej uścisk królowej.

Estadio da Luz - Lizbona

     Co trzeba w Portugalii przezyć to Lisbon Story. Do Lizbony można od południa wjechać dwoma mostami. Jeden z nich to prawdziwe arcydzieło, drugi niewiele mu ustępuje. Pierwszy ma ok. 8 km, ciągnie się nad równie szerokim rozlewiskiem Tagu, który w tym miejscu wpada do Atlantyku. Drugi jest znacznie krótszy, ale i tak Most Dębnicki wygląda przy nim jak kładka dla liliputów. Przypomina most w San Francisco, które chyba ktoś budował na podstawie zdjęć właśnie z Lizbony. Z tego co pamietam z Nasha Bridgesa, SF też leży na wzgórzach, też można się przemieszczać stylowymi tramwajami, Golden Gate to wypisz wymaluj lizboński most, tylko gejów jakby mniej.

Golden Gate w Lizbonie

     Sporo w Lizbonie jest imigrantów, trudno w to dziś uwierzyć, ale Portugalia była w połowie ostatniego stulecia wielką potęgą, w jej władaniu były m.in. Brazylia, Angola, Mozambik, Wyspy Zielonego Przylądka i inne pomniejsze miejscówki. Przyszły jednak na Portugalię złe czasy, po odzyskaniu niepodległości przez wymienione kolonie zwaliło się do Lizbony tysiące Portugalczyków, którzy stracili dobre posady, a oprócz szeroko pojętego zarządzania i administrowania niewiele umieli robić. Po kilku latach w ślad za nimi ruszyły gromady Angolczyków, Brazylijczyków, których potomkowie do dziś proszą na ulicach nie tylko o wino. Wracając do naszej Lizbony, wjechaliśmy do niej ośmio-kilometrowym mostem Vasco da Gamy, który też był Portugalczykiem (Vasco, nie most, jak pamiętacie z języka polskiego most nie jest osobą). Przejazd nim robi olbrzymie wrażenie, człowiek kurczowo trzyma się kierownicy, żeby nie spaść razem z załogą do oceano-rzeki. Zawiewa raz z lewej, raz z prawej, Corsa jawiła się jako prawdziwa łupina targana przez żywioł powietrza i wody. Po szczęśliwym przejechaniu przez most i dotarciu wzdłuż wybrzeża do centrum, na wybrańców czeka niespodzianka, od razu mogę polecić w tym miejscu pensjonat Iris, leżący tuż obok stacji metra Restauradores, gdzie cena za dobę to tylko 30 euro za 3 osoby. Wprawdzie pensjonat nie zwycięży na pewno w kategorii najczystszych i najbardziej nowoczesnych tego typu miejsc w Europie, ale cena i położenie wynagradzają wszystkie niedogodności. To co godne polecenia w Lizbonie to na pewno tramwaje i windy. W starym dobrym stylu wczesnych lat pięćdziesiątych, do których, podobnie jak w Londynie jeszcze do niedawna bywało w autobusach, można wskakiwać i wyskakiwać w czasie podróży. W ładnym, gustownym żółtym kolorze są także tramwaje, łączące górne i dolne dzielnice, mijające się w połowie jak kolejka na Gubałówkę, ale bardziej topowe i chilloutowe.

 Lizbona by night

     No i na koniec prawdziwe windy, jeżdżące jak Pan Bóg przykazał w pionie, można nimi dostać się np. do Barrio Alto, dzielnicy Lizbony położonej wysoko na wzgórzu, gdzie czas jakby zatrzymał się kiladziesiąt lat temu, rzadko zaglądają tam samochody, a nad głowami rozpościera się morze prania, rozwieszonego na sznurkach pomiędzy sąsiadującymi po dwóch stronach ulicy kamienicami. Hmm, co jeszcze fajnego w tej Lizbonie mamy... jest posąg Chrystusa, wzorowany na tym w Rio de Janeiro, który góruje nad miastem i z którego jest całkiem przyjemny widok na okolice. Jest dzielnica Belem, a w niej wieża, z której żegnano wypływających w świat wielkich odkrywców, jak rzeczony Vasco da Gama, Ferdynand Magellan czy Amerigo Vespucci, aczkolwiek tego ostatniego portugalszczyzny nie jestem pewien. Za Belem rozpościera się już tylko wielki ocean, teraz już wiemy, że na nim czekają po drodze Madera, Azory czy inne Kanary, a potem Manhattan i New York, a w nim praca na domkach, na Greenpoint czy nazwanym na moją cześć Jackowie w Chicago, ale wtedy żeglarze mogli mieć stracha, zresztą uzasadnionego, bo Magellan do Europy niestety już nie wrócił, ginąc gdzieś bodajże na Pacyfiku.

 Lizbońskie klimaty

Lisbon Story

    Z Lizbony wyruszyliśmy w kierunku Fatimy. Pewnie większość zna tę miejscowość, nawet największym heretykom powinna coś mówić, na początku XX wieku objawiła się tam pastuszkom Franciszkowi, Łucji i Hiacyncie Matka Boska, o której to historii opowiadała mi podczas błogiego dzieciństwa babcia, na cześć tego wydarzenia stoi tam teraz wielka świątynia z placem wielkości pewnie tego watykańskiego. Nawet grzesznicy, a pewnie jechali tacy i z nami ;) pochylili głowy w tym miejscu, choć taśmowość odprawianych tam mszy w różnych językach może trochę przerazić. Matka Boska objawiała się ponoć w dwóch miejscach, pod dwoma drzewami, jedno z nich zostało totalnie zniszczone, ludzie brali gałęzie i jego pozostałości jako dewocjonalia, drugie drzewo trzeba było więc profilaktycznie ogrodzić. Miasto Fatima żyje tylko dzięki pielgrzymkom, mi w oczy rzucilł się pieciogwiazdkowy hotel Fatima Plaza, leżący tuż obok sanktuarium. Cóż, nie tylko biedni proszą, może też i bogaci dziękują?

Fatima

     Obiecawszy sobie poprawę, jedni wcześniej, drudzy później, ruszyliśmy do Coimbry, gdzie zatrzymawszy się u pewnej czeszki z HC odkurzyliśmy śmieszną dyskusję na temat naszych języków, bo czyż nie śmieszą Was zawsze i wszędzie słowa i sformułowania takie jak: szmaticzku na paticzku (parasol), rychlik (pociąg pośpieszny), nietoperek (batman), dachowyj zasraniec, whitney houstonova, zmarzliny i potraviny, a także czasownik szukać (spółkować)? Zdenerwowani cenami wynajmu mieszkania (180 euro za 2 pokoje, pamiętajmy o 300 euro za izbę w Madrycie) ruszyliśmy dalej na północ, o czym wspominałem już wcześniej, spokojnie jak na wojnie łapiąc lot z Porto do (nie)pięknego Madrytu, który coraz bardziej nas męczy, który ma jednak jedną wielką zaletę, a mianowicie niezbyt dobry system ochrony na Santiago Bernabeu, który dziś znów spróbujemy przełamać, bo zapowiada się wielki mecz Realu z Valencią! Po trzech zamieszczonych tu notkach o Portugalii, po dwóch galeriach, żyję nadzieją, że kraj ten poznaliście na tyle dobrze, żeby móc o nim dyskutować na przykład na imieninach albo i randce, taka rola tej strony, aby leniom czy też pracusiom podać na monitor to, czego sami nie mogą dosięgnąć w obecnej chwili. Pamiętajcie, że wykonujemy na Połwyspie Iberyjskim misję niebezpieczną i trudną, mając przy tym nadzieję, że przyszłe pokolenia czerpać będą z niej wielkimi garsciami ;).

Gościmy u Czeszki w Coimbra

 

 


 
Portugalia cz. II - Algarve (16.IV.2007) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Tuesday, 17 April 2007

    Po powrocie z Portugalii już nic nigdy nie będzie takie samo. Właściwie nie wiem dlaczego i co miałoby się zmienić, ale tak warto zacząć tę relację. Pojawiliśmy się w Faro we wtorek wczesnym popołudniem, już lotnisko zwiastowało ciekawy kraj, z samolotu do terminala podjezdżało się autobusami przypominającymi nasze sławne "ogórki", na których już widok niektórzy dostawali choroby komunikacyjnej, tzw. pawia. Trochę dobre wrażenie zepsuła nam wypożyczalnia samochodów, oferując Opla Corsę 1.2 na 3 dni za 182 euro. To najniższa cena, jaką udało się znaleźć, samochód dostaliśmy w promocji na trochę ponad 3 dni. Wysokie ceny za takie usługi to chyba domena krajów niezbyt dobrze rozwiniętych, pamiętam, że w Nowej Zelandii koszt takiej przyjemności był 3 razy niższy, mimo jednak tego że oba kraje można swobodnie porównać - jeden to koniec świata, a drugi Europy. Suma sumarum Corsa spisała się świetnie, przejechawszy 920 km chciała jeszcze i jeszcze, mimo 5 grubasów w środku i bagażnika pełnego walizek (Gosia wzięła 7 par butów, Łukasz zapas kremów Nivea na handel, a Adam rower).

 

Algarve. 10 kwietnia.
 
Faro

     Pierwszym przystankiem było Faro i od razu zachwytom nie było końca. Portugalia jest dosyć ciekawym miejscem. Język należy chyba do rodziny języków romańskich, pełen jest dzwięków znanych z naszej polszczyzny, co spowodowało, że już w drugim dniu mogliśmy swobodnie między sobą po portugalsku rozmawiać :). Wraz z poziomem bogactwa nie idzie często inteligencja, Portugalczycy mają znacznie więcej do powiedzenia na temat świata niż ich o wiele bogatsi wschodni sąsiedzi, a co najważniejsze, uczą się obcych języków! Swobodnie dogadasz sie po angielsku w tym kraju, co w Hiszpanii przyjdzie Ci z równie wielkim trudem, jak znalezienie polityka SLD, który uczciwym jest. W Portugalii życie biegnie znacznie spokojniej niż w Hiszpanii, w co jednakowóż pewnie trudno uwierzyć. Ulice są wyludnione, w słońcu wygrzewają się spasione, dzikie koty (z Minnesoty?), na glównym rynku w Faro przyjemnie jest sobie zerwać dojrzałą i słodką pomarańcz, ryzykując przy tym pogonienie przez miejsowego Azora, a wieczorem posiedzieć w kawiarni przy kawie, ktora w Portugalii jest niewiele droższa niż w automacie na szacownym AGH´u, a czy lepsza, niech każdy sam zgadnie. Wprawdzie zarabia się w Portugalii znacznie gorzej niż w reszcie Europy (nawet pasterze w Grecji kasują lepiej!), to jednak na ulicach znacznie więcej widać luksusowych bolidów niż nawet w Madrycie. Zastaw się, a postaw się, maksyma bliska i odległym od nas o 3500 km Portugalczykom. Faro jest wprawdzie trochę zaniedbane, ale i tak nikt nie może mu odmówić uroku.

Klify Algarve

     Co do Algarve, to jest to najładniejsze portugalskie wybrzeże, pełne pół golfowych, apartamentowców, ale też i przyjemnych zatoczek wśród klifów, w ktorych niejeden nudysta znajdzie odrobinę ciszy i intymności, a także namiastkę Australii, bo bardzo podobne widzieliśmy z Marcinem w południowej Australii, do której przyszło nam lecieć prawie 3 dni, w przeciwieństwie do 3 i kawałka godzin z Warszawy do Lizbony. Co ciekawe, bardzo łatwo i tanio można w Portugalii spędzic przedsionek lata. Gdy nie ma jeszcze sezonu, ale gdy można już przyjąć na ciało trochę promieni słonecznych i nie trzeba być morsem, aby wchodzić do oceanu, można wynająć chatkę na 10 osób na należącej do Portugalii, leżącej blisko od brzegu wyspie, za jedyne 60 euro, co daje cenę mniejszą niż kwatera u pani Stasi w Murzasichlu. My za to w Faro zamieszkaliśmy u niejakiego Bezugha, który przyjąl do swojego apartamentu 5 naszych sztuk, zaprowadził do miejscowej świetlicy, gdzie zaśpiewały dla nas fado matka i córka, ostentacyjnie okazując niechęć do wykonywanej przez rywalkę muzyki. Fado troche przypomina zawodzenie kojota, ale jeśli Słowacki wielkim poetą był, to i fado należy się zachwycać...

Środek kwietnia w Portugalii

 


 
Portugalia cz. I - Porto, Aveiro (15.IV.2007) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Monday, 16 April 2007
    O Lizbonie jeszcze napiszę, bo to przeciez stolyca, ale najpierw parę słów o Porto, portugalskim Krakowie, który rownież bywa straszliwie krzywdzony przez władze centralne, ale ostatnio i dla niego powiało dobrze. W całej Portugalii na każdym kroku widać korzyści, ktore przyniosły Mistrzostwa Europy w piłce nożnej w 2004 roku, na przykład ciekawy jest wjazd do Porto od strony Aveiro, miasta ok. 70 km na południe. Można bowiem od strony Aveiro wjechac dwoma autostradami - platną i bezpłatną, obiema o podobnej długości, obiema miłymi do prowadzenia, jednej wybudowanej specjalnie na Euro, drugiej stojącej tam od boomu związanego z przystąpieniem Portugalii do UE w 1986 roku, a co za tym idzie, z potokiem pieniażków płynących z Brukseli. Pół księżniczki i królestwo temu, kto zgadnie, ktorą autostradę wybraliśmy.
 
Stadion w Aveiro i polscy fani chuligani

 
    Porto przeżywa teraz jednak swoje 5 minut, wybrano je europejską stolicą kultury, odremontowano elegancko 2 stadiony, na których grali (bo my nie graliśmy) 3 lata temu, zaczęto budować nawet metro, którego wagoniki są prawie identyczne z naszym szybkim tramwajem i zdecydowanie za rzadko wjeżdżają pod ziemię, ale przynajmniej są szybkie. Według standardów portugalskich trzeba by wybudować jakiś tunel w Krakowie, puścić nim przez 500 metrów na przykład 7-kę i będzie można to nazwać metrem! Wypisz wymaluj więc Porto to Krakow. Tylko że u nas nie ma Atlantyku, żule nie popijają porto, w zimie bywa o 40 stopni mniej i nie wygraliśmy Ligi Mistrzów. Ale reszta się zgadza. Porto jest przykładem miasta bez dobrego PR'u. Mało się o nim mówi, nie ciągną tam wielkie wycieczki z Orbisu, nie stawia się go w rzędzie miejsc MUST VISIT. A szkoda, bo nigdzie indziej rzeka tak fajnie nie wyrzeźbiła kanionu, na którego zboczach wybudowano miasto, mało gdzie z taką klasą Eiffel przerzucił przez rzekę mosty swojej konstrukcji - mosty, ktore łączą ze sobą część rozrywkową, pełną knajpek i pijalni wina, z częścią miasta mieszczącą zaopatrzenie dla części pierwszej - pełnej magazynów porto wszelkiego rodzaju.

 

Mosty Gustawa Eiffela w Porto
 
Rzeka rzeźbi w skałach takie cuda

    Rożnie bywało w tej Portugalii, raz biedniej, raz bardziej bogato, ale buteleczka dobrego porto zawsze musiała na stole sie zjawić. Nie można sobie nigdy odmówić w Portugalii rzeczonej filiżanki kawy za grosze, tym razem doszło do spotkania na szczycie, nad brzegiem Douru rozgorzała dyskusja na temat futbolu pomiedzy nami, Belgami i Portugalczykami, z którymi gramy w jednej grupie do Euro 2008! Biedni Belgowie... Na koniec Łukasz chciał pokazać wszystkim jak gra Smolarek, najbardziej przy tym mogły ucierpieć okna okolicznych mieszkańców. W dalszą drogę po mieście ruszyliśmy z prośbą, aby nie przejeść tak pieniędzy z Unii jak oni, wzięliśmy sobie te rady do serca i obiecaliśmy brać mniej łapówek. Rano ruszyliśmy Ryanairem do stolicy Hiszpanii, było wesoło, gromada 11 Portugalczyków leciała na wieczór kawalerski, humory dopisywały, pełniące role stewardess Czeszki Lenka i Barbara musiały chronić swoje pośladki, ktore bez przerwy były obiektem co najmniej wzrokowego kontaktu Portugalczyków. Miały nawet dość cięty język i nie były puste :) jak to twierdzi o wszystkich kobietach jeden z naszych kolegów, na pytanie jednego Portugalczyka co radzi mu w małżeństwie, Lenka odpowiedziała, żeby nie podrywał nigdy dziewcząt w samolocie. Ah, te kobiety, zawsze rozważne i wierne :) Tych co doczytali do konca zapraszam do kolejnej galerii, w której umieszczam kilka zdjęć Adama, który dysponuje lepszym trochę sprzętem niż my, a może i większym talentem, ale to już nie jest takie pewne :).

Portugalia - to tu na emeryturę

 


 


TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2017 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.