Ukraina
Druga i ostatnia część zdjęć (2.VII.2008) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Wednesday, 02 July 2008
Zaczynamy podróż - w tle granica
 
Jeszcze raz Lwów - jeszcze raz lwowska opera
 
Misterne wnętrza kijowskiego dworca głównego
 
Plac Niepodległości w Kijowie
 
Ukraiński folklor
 
Cerkiew św. Andrzeja - Kijów
 
Lux room - dworzec w Kijowie - po lewej w rogu mecz Hiszpania - Włochy
 
Kilka reminescencji z ukraińskich kolei
 
...
 
Bez cyrylicy na Ukrainie łatwo nie jest
 
Wjazd na Krym
 
Tymi rurkami płynie z Ukrainy gaz do Polski
 
Letnie atrakcje Sudaka
 
Waga - przypomniała beztroskie dzieciństwo
  
Krym? Chorwacja? Krym?
 
Nowy Świat
 
Ukraiński Baywatch
 
Nowy Świat
 
Sudak - twierdza genueńska
 
Jałtański bulwar
 
Tu nas sprzedano
 
Puf
 
Jałtański burdelik
 
Sewastopol
 
Pomnik radzieckiego imperializmu w Sewastopolu
 
Popularna marszrutka
 
Tym zachwycał sie Mickiewicz
 
Bakczysaraj
 
Pałac Chana w Bakczysaraju
 
Ukraińskie Meteory
 
...
 
Piękne ławeczki w ukraińskich kolorach - Chmielnicki
 
Plackartny - wersja lux
 
Największy luksus naszych podróży. Gdzie? Na Ukrainie!
 
Nie wszystkie ukraińskie drogi wyglądają tak
 
Smotrycz pod Kamieńcem Podolskim
 
Kamieniec Podolski
 
Tu zamieszkają goście Euro 2012
 
:)
 
Chocim
 
Bonus
 
 
 
 

 
Kamieniec Podolski i Chocim + I cz.zdjęć (29.VI.2008) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Sunday, 29 June 2008

    Po wejściu do pociągu w Symferopolu czekała nas niemiła niespodzianka. Przyzwyczajeni do luksusowego podróżowania w ilości dwóch sztuk, zdziwiliśmy się na widok ukraińskiego nawalonego agresora, który z czerwonym nosem rozłożył się na dolnym łóżku. Nie uśmiechała się 22-godzinna męczarnia, udałem się więc do prowadnika, aby jakimś dekretem przeniósł nas do innego przedziału. Stanowczo odmówił, mówiąc, że nie ma aż tak wielkiej władzy, a miejscówka świętą jest. Nie pozostało nic innego, jak złożyć korupcyjną propozycję - za 10 zł od łebka znalazł się wolny przedział, herbata i zapewnienie o opiece na trasie do samego Chmielnickiego, gdzieś na wschodzie Ukrainy. Klasa pociągu na poziomie średnim, co potwierdziło, że pierwszy nasz skład na Ukrainie był wybrykiem natury. O podróży trudno pisać, płaskie, żytem i pszenicą obsiane krajobrazy Ukrainy szybko się nudzą, około 18 godziny podróży twój mózg zaczyna odmawiać posłuszeństwa. Naszego zachowania w pociągu nie wypada nawet opisywać. W Chmielnickim przesiadka i kolejne dwie godziny za ok. 30 hrywien do Kamieńca Podolskiego, kto nie czytał Trylogii ten pewnie nie wie, że miasto to było miejscem bohaterskiej obrony dowodzonej przez Michała Wołodyjowskiego w 1672 roku.

 

Kamieniec Podolski

 

 

    Napastnikami byli w tym przypadku Turcy. Na kartach książeczki mówi sie o wysadzeniu przez Ketlinga twierdzy w akcie honoru, rzeczywistość była bardziej prozaiczna, Ketling wysadził zamek przypadkiem, już po podpisaniu rozejmu. Trafiliśmy już tam w nocy, z racji jakiejś większej imprezy z udziałem biskupów nie udało nam się, wzorowym katolikom, znaleźć miejsca w przykościelnej hostnicy, generalnie wsjo obsadzone, z przesympatycznym taksówkarzem o prezencji ukraińskiego mafiosa objeżdziliśmy wszystkie hotele, dopiero po prawie godzinie przygarnął nas na lewo jakiś recepcjonista z hotelu, wziął do kieszeni po 100 hrywien i pozwolił zamieszkać w pokoju o największym standardzie w historii naszych podróży. Kazał tylko zabrać się około 9-tej rano. Kamieniec Podolski to piękne miejsce, nawet nam ciężko byłoby zdobyć twierdzę i stare miasto, zewsząd otoczone przez głęboki kanion, w którym płynie niejaki Smotrycz. Generalnie dla Kamieńca wysoka ocena, warto odwiedzić, przemycając na Ukrainę jakieś 4wd.

 

Chocim

 

  

    Po Kamienću przyszedł czas na Chocim, pół godziny drogi marszrutką, kolejnym miejscu z którego spogląda na nas kawał historii, jakby powiedział sportowy komentator. Chocim to znów XVII wiek i bitwy z Turkami, tu swoją wiktorię chocimską miał Jan III Sobieski, prosto stąd wybrał się po polską koronę. Tu do kieszeni wziął znów bileter (6 hr), a przekrętem wyjazdu okazał się pędrak obsługujący przyzamkowego grilla, który za pseudo szaszłyka wziął 55 hrywien. Stosunek jakości do ceny na poziomie 0,0001. Przestrzegam przed tym człowiekiem, bezczelnego chamskiego typa pożegnaliśmy słowem: "sabaka". Jeszcze tylko autobus do Czerniowców i najbardziej wleczący się pojazd świata, a mianowicie pociąg do Lwowa (300 km - 12 h), gdzie po raz pierwszy podczas tej wyprawy jechaliśmy w czwórkę, marszrutka do granicy i o 10.45 czasu polskiego przekroczyliśmy ojczystą granicę.

    Co do podsumowania - Ukraina - warto pojechać, warto zobaczyć, ale niekoniecznie tam często wracać. Jedzenie nisko-średnie, krajobrazy oprócz Krymu dość pospolite, miasta ciekawe, acz oprócz Kijowa mocno zaniedbane, ludzie bardzo mili, aczkolwiek strasznie styrani. Trzeba generalnie "uważać", wszystko dobrze wygląda, ale wdepnąć w jakieś g...o nie jest zbyt trudno :) Dziękuje za uwagę.

 I część zdjęć:

 

Żul z lwowskiej ulicy
 
A to już baciak (warszawski cwaniak, krakowski andrus) z tego samego miasta
 
Lubi i alkohol i śmieci

 

Lwiwskie podworce 
 
Pociąg wersja de lux - Lwów - Kijów
 
 
A to już wersja retro - Kijów - Symferopol
 
Kej Dżi Bi
 
Kijowska ulica - Krjeściatnik
 
Kijów - cerkiew św. Michała - wersja błękitna
 
Wersja zielona - cerkiew św. Zofii

 

 


 
Krym za nami (26.VI.2008) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Thursday, 26 June 2008

    Niestety, zdjęć nie będzie, bo się kabel gdzieś zapodział. Po jednodniowych wczasach w Sudaku daliśmy ciała, bo pojeni wódką ze spritem przez gościnnych Ukrainców (10 hr, pół na pół, nie tak jak u nas naparstek wodki + 0,25 L sprite), wstaliśmy o 11. Ufni w komunikację, ktora na Ukrainie działa lepiej niż w szwajcarskim zegarku, trochę sie zawiedliśmy, bo czekać trzeba było na wyjechanie z Sudaka półtorej godziny. (13.15-15.30, 80km, 20 hr). Co na złe nie wyszlo, bo byliśmy świadkiem walki o letnika pomiędzy miejscowymi babuszkami, ktore przepraszaly nas potem za taki widok, ale "emjeritury u nich niskie, kak zyc takoj rjebjata??".

 

    Zażywne panie prawie rozerwały gościa na strzępy, ale z uśmiechem, kultura i klasa. W Ałuszcie, do której dojechaliśmy mocno podmęczeni, nic wg nas nie można było zobaczyć, ja naciąłem się jednak na niezbyt smaczne ciasto z serem za 6 hrywien (nie dałbym za to nawet drugi raz 6 kopiejek) i wodę leczniczą o smaku zgniłego jajka. Za 12 hrywien dobiliśmy w końcu do Jałty, kiedyś miejsca gdzie sprzedano nas jak worek ziemniaków, dziś kurortu w stylu Nicei i Kołobrzegu. Szybko przejłl nas dziadek, którego jak każdegu tu "babuszka była polką" i zaproponował 2 mieszkania: norkę za 20 USD i apartamencik za 30 USD za dobę.  Namiary dał, ale numer pomieszał, więc nikomu nie pomogę. Wizyta w willi, gdzie pokroili Europę Roosvelt, Churchill i Stalin - ładna, gustowna, nie pasuje do tych dramatycznych wydarzeń.

    Znów trochę przyspaliśmy dziś, dopiero o 11.30 wsiadaliśmy do marszrutki odjeżdżającej do Sewastopola, muszę odszczekać słowa o braku kultury i uprzejmości tutejszego narodu, biją nas tym na kolana. Żadych agresorów, milicji też nie widać, bo chyba nie specjalnie potrzeba, ludziłem się spotkać tu dresów-chuliganów, ale wystepują oni tylko w Polsce i w Anglii. Nawet drogi nie takie złe jak o nich mówiono. Sewastopol - miasto Floty Czarnomorskiej, rzeczywiście, rdzewieje sobie ona spokojnie w portach. ZSRR wiecznie żywy, na każdym kroku pomnik Lenina, bohaterów spod Leningradu, Stalingradu, bohaterów czasów naszych dziadków i ojców. Generalnie niciewo ciekawego w etom gorodzie. Marcin, wychowany na poezji Mickiewicza, zapragnął jeszcze zobaczyć Bakczysaraj, lekka panika, że nie zdążymy, ale o 17.05 stawiliśmy się w Pałacu Chanów (marszrutka z Sewastopola 12 hr, ok. 1 godziny), który zamykali o 17.30.

 

Bakczysaraj

 

  Pałac Chanów rzeczywiście piękny, okolica również, Mickiewicz miał co opiewać, w następnych sonetach pisać będą o naszym wstępie do środka na tracącej ważność pół roku wcześniej legitymacji Erasmusa (wstęp 15 zamiast 30 hrywien za łebka). Pod wejściem chwila grozy, dorwał nas jakiś weteran z Groznego, rzeczywiście stan jego ciała wskazywał na 60, a nie 28 lat, ktorę posiadał. Pochwalił się ilu najemników czeczeńskich zestrzelił w Groznym (ponoć robił tam za snajpera), trochę w jego opowieści wydawało się nieprawdopodobne, że  służył również dla polskiej armii. Pożegnawszy go serdecznie udaliśmy sie kolejną marszrutką, której ceny nawet nie warto wspominać, bo taka niska, do Czufut-kale, domów mieszczących się w okolicznych skałach, do po prostu Skalnego Miasta. Spotkawszy po drodze jednych z 6 widzianych dotychczas Polaków z czystym sumieniem dotarlismy do Symferopola, z którego do miejscowości Chmielni cki przy granicy z Rumunią podróżować będziemy od 21.35 (uwaga!uwaga!) 22 godziny (143 hr w kupiennym). Fak, fak, fak....


 
Spaleni słońcem (24.VI.2008) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Tuesday, 24 June 2008

    Nie piszemy dużo, bo ukraińskie dzieci Internetu obsiadają tu wszystkie kafejki, których i tak jest jak kot napłakał (10 hr za godzinę gwoli ścisłości, pamiętajmy o prostym dzieleniu kwot przez 2 - otrzymamy cenę w złotówkach). O 16.15 wczoraj dotoczyliśmy się prawie po 16-tu godzinach do Symferopola na Krymie. Niestety, ale czar ukraińskich kolei prysnął. Tym razem nasz przedział pamietał czasy Orient Expresu i Agaty Christie, szkoda, że remontu żadnego od nowości nie widział. Ceratka na łóżkach, spalone żarówki, ledwie zipiąca klimatyzacja i kibel, o którym lepiej nie wspominać, ale będą zdjęcia, bo Marcin uwiecznił go podczas jednej z wielu w nim  sesji. Nie w takich warunkach jednak w zyciu sypialiśmy, nie takie niepowodzenia spotykały nas, tu udało nam się ponownie, znów nikogo nie dokwaterowali do kupiennego. Podczas podróży można korzystać z wrzątku, aby zalać Vifona, na stacjach babuszki oferują suszone rybki, człowiek z głodu nie zginie.

 

Trolejbusy w Symferopolu

 

    W Symferopolu lekki powiew klimatu wschodu i dekadencji, gorące powietrze, kamazy i trolejbusy, ktorę na Krymie obsługują trasy nawet długości jak z Krakowa do Zakopanego. Mickiewicza raczej nie pamiętają, ale czy czasów Lenina przypadkiem nie? Swoją drogą Lenin wiecznie żywy, często spotkać go można na pomnikach czy w nazwach ulic. Jako że klimat wschodu to i McDonald. Po eleganckiej kolacji (31 hr BigMac Menu, drogo), wybraliśmy marszrutkę do miejscowości nadmorskiej Sudak (2 h, 25 hr, wypadł mi paszport, ale dziewczę jakieś ochoczo mi go zwrociło), gdzie od razu wylansowało nas malżeństwo, ktore z Zielonej Góry sciągało kiedyś 30-letniego już chyba dziś Forda Sierrę. 8 USD za miejsce w pokoju dwuosobowym 15 minut od plaży to przeciętna cena tego rejonu w priwatnych kwartirach. Niestety, ale trafiliśmy w miejsce pokroju Łeby w sezonie, gofry, hotdogi, dmuchane krokodyle, rodziny z dziećmi, cuda na kiju i waty cukrowe, Shreki i Fiony potrafią nadwątlić budżety, dobrze, że nasze pociechy zostawiliśmy w domu, bo ceny takich badziewi zaiste wysokie.

 

Krymskie krajobrazy

 

 

    Krym to prawie jak Chorwacja. Prawie takie samo jest morze, prawie takie same skaliste plaże i schodzące do morza góry, prawie takie same kwatery, smażalnie ryb. Prawie jednak czyni taką rożnicę, że wybieramy Żywca, a nie piwo Tesco. Jeszcze długo zaskakujące momentami ukraińskie chamstwo (przy naszych paniach z Dworca Glównego panie z tutejszych kas biletowych to wiedźmy wcielone, ostentacyjnie ziewanie to najłagodniejsza odpowiedź na twoją probę kupienia biletu) i umiłowanie bylejakości każą wielu z nas omijać Ukrainę z daleka. Nie naprawi złego wrażenia gościnność pozostałych obywateli tego zacnego kraju. No i o alfabecie innym niz cyrylica można zapomnieć. Między bajki można też włożyć taniość tego zakątka. Owszem, można zjeść rybkę z frytkami za 10-15 złotych, ale będzie to rybka wysmażona o 8 rano, a potem bezczelnie do mikrofalówki wsadzona. Dobry obiad to wydatek rzędu 50-70 hrywien za łebka, jedyne co na prawdę tanie, to zimne pifko - 3,50 hrywien, dostępne w każdej dziurze, na każdym rogu, u każdego obywatela Ukrainy. Mimo wszystko jest znacznie lepiej, niż nas wcześniej straszono, Kijów to metropolia pokroju Paryża, Madrytu czy Wiednia, Morze Czarne znacznie cieplejsze niż Bałtyk, a obywatele sądząc po Cayennach trochę od naszych bogatsi. Po wycieczce na Nowy Świat, na który popłynęliśmy wodnymi rowerami, jak za dawnych podróży po Kryspinowie pisze to ja, ukraińska rjebjata, JacekG.

 

Krym

 


 
I smieszno i straszno kak na Ukrainie (22.VI) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Sunday, 22 June 2008
    O 12.30 w sobotę ujrzeliśmy zarysy Ukrainy. Ujrzeliśmy, bo do wjechania na jej terytorium brakowało jak się okazało jeszcze 3 godzin. Pokornie ustawiwszy sie z mrówkami, czekaliśmy na wjazd. Polska Zet to odpowiednia charakterystyka tego co zobaczyliśmy. Marcin, który jest mrówką od najmłodszych lat i z przemycanym spirytusem jest za pan brat, szybko sie zaadaptował. Mnie przerazil ukraiński milicjant, który dbał o porządek w kolejce, wyciągając do odprawy swoich rodaków, a Polakom kazał stać przez dlugie godziny (reperkusje po artykule Wyborczej, która udokumentowała zdjęciami chwile przyjmowania łapówek przez ukrainskich celnikow). Nie do rzadkości nalezało obrażanie i lekkie uderzenia pałkami. W końcu i nas wyciągnął z tłumu i wjechaliśmy do ukraińskiej republiki. Na pierwszy rzut oka przygotowania do Euro idą pełną parą. Szkoda, że chyba do Euro 2030. Szybko wtopiliśmy się w miejscową ludność, na Ukrainie alkohol można pić w miejscach publicznych, co uczyniliśmy przed miejscowym gastronomem. Marszrutka (mini busy przecinające Ukrainę wzdłuż i wszeż) dojechaliśmy za 14 hrywien (1HR=50gr) do Lwowa. Droga lepsza niż o niej w Polsce opinia. O 18 byliśmy w końcu we Lwowie (+1h). "I gdybym ja jeszcze urodzić się miał, to tylko we Lwowie" - słowa z kabaretu zanuciliśmy wychodząc z dworca. Bo Lwów to rzeczywiście czasami kabaret. Bilety MPK po 25 gr, woda w większości kamienic od 6 do 9 rano, a na ulicach kocie lby, ktore ukraińskie kobity dzielnie przecinają 15-centymetrowymi szpilkami. Wizyta w kuchni huculskiej uświadomiła nam, że Hucułowie znali się tylko na koniach - nie polecamy.
 
Lwów - starówka
 
    Stare Miasto we Lwowie zdecydowanie jest większe niż to krakowskie, przypomina trochę wrocławskie, no ładnie jest, ładnie, ale jakby czas zatrzymał się sto lat temu. Brak kasy na renowację, ale Lwów rokuje na przyszlość dobrze. Zakupiwszy wcześniej kupiennyje biliety na pociąg do Kijowa (127 hr), nie spodziewaliśmy się, ze o 22.47 odjedziemy w takim luksusie. Kupienny to przedział na 4 lóżka, nam na szczęście nie dokwaterowano majora KGB czy też innego radzieckiego kosmonauty w stanie spoczynku, przez 9 h jechaliśmy do Kijowa jak w Hiltonie de lux. W Kijowie napotkaliśmy jednak na ścianę. Babcie niewiadomego pochodzenia próbowały wcisnąć nam jakąś kwaterę, ale nie pomogły nawet moje piątki z rosyjskiego z elitarnego liceum specjalnego. Były dla nas prawie niezrozumiałe. Oficjalne ceny kwater w Kijowie zaczynają się od 300 hrywien za dwójkę, a my przecież przyjechaliśmy tylko z bogatego zachodu. Po negocjacjach, które przyniosły wielkie rozczarowanie obu ze stron, zdecydowaliśmy się dziś w nocy pojechać dalej. Wybór padł na Symferopol na Krymie, bo tylko tam były jeszcze kupiennaje. Plackartnych, czyli otwartych przedzialów z 40-ma lóżkami jeszcze się trochę boimy. 16-godzinna podróż do Symferopola zaczyna się dla nas dziś o 00.47, kosztuje 115 hr, jedyne co nam może jutro doskwierać to brak prysznica. Swieżość nasza jest bowiem tylko drugiej kategorii. Dla Kijowa szacunek. Miasto ładne, bogate, socrealistyczne budowle przypominają nam o wielkości imperium, którym straszyli nas nasi rodzice. Cerkwie i monastyry wszędzie, gdzie się okiem rzuci, poczytajcie se na wikipedii ich nazwy.
 
 
Kijów
 
    Moda ukrainska 2008 - koszula rozpięta co najmniej do połowy, fryzura 3 mm lub na czeskiego pilkarza wiecznie żywa, kobiety koniecznie tlenione blond wlosy i wspomniane już szpilki. Do tego czarne Cayenne, ewentualnie uboższy LandCruiser. Tylko czarne! Dobra, idziemy się polansować na Krieścienniku, o ile można lansować się w przepoconych sandałach i poplamionych szortach. Krymie, nadjeżdżamy!
 
Ukraińska ulica
 
Ławra -Kijów


 


TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2017 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.