Aktualności arrow Wyprawy arrow USA (by Damian)
USA (by Damian)
Joshua Tree, Grand Canyon i The End (23.VII.2008) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Wednesday, 23 July 2008

KOŃCZYMY RELACJĘ Z USA, DAMIAN WRÓCIŁ, PREZENTÓW NAKUPOWAŁ, SZKODA, ŻE TYLKO WYBRANYM KOBIETOM. W RELACJI WIDAĆ JUŻ TĘŚKNOTĘ ZA KOLEJNYM WYJAZDEM, MOŻE JESZCZE ZOSTANIE DRUGIM TONYM HALIKIEM (JG).

     Jak już wcześniej pisałem, na ostatnie 4 dni mojego pobytu miałem zaplanowane:
 
  • Grand Canyon,
  • Joshua Tree National Park,
  • Anza Borrego Desert State Park wraz z Saltem Sea
  • Mojave National Preserve

 Ponieważ reszta ekipy wylatywała w środę około południa, to na tą cześć wyprawy wyruszałem z kolegą Andrzejem z Warszawy. Wstaliśmy rano w celu wypożyczenia samochodu i przejechania jak największej ilości mil, mimo iż wypożyczenie poszło bardzo sprawnie, wyjechaliśmy z LA dopiero około 10, kierując się w kierunku pustyni Anza Borrego. Samochód mniejszy, aczkolwiek całkiem przyjemnie się prowadził, w środku skóra, itp. Po drodze do pustyni wstąpiliśmy jeszcze do Best Bay po GPS, gdyż wypożyczenie na te kilka dni to prawie połowę jego ceny (aha, rozumiemy, że kupiliście, a nie wypożyczyliście - przyp. red.).

Tu mamy kol. Andrzeja w hotelu, w którym spało kiedyś U2

Pojazd, którym pokonywano trasę 

    Droga do pustyni ciekawa, można było obserwować jak zmienia się otoczenie. Pustynia ta jest inna niż np. Sahara, kojarząca się nam z piaskiem, wydmami (tak, to powszechne mniemanie, że tak wygląda Sahara - przyp.red.). Ta składa się głównie z kamienistych wzgórz, co ciekawe na jej skraju jest miasto, nie wiem po co tam ktoś mieszka, ale mieszka (wszystko w życiu ma jakiś sens - przyp. red.). Temperatura, jaką wskazywał samochód, to 116 st F czyli około 46,666 st C. Ogólnie jak wychodziłem z samochodu, w którym oczywiście mieliśmy klimę włączoną, to tak jakbym wchodził do suchej sauny. Dojeżdżając do pustyni, zatrzymaliśmy się w miejscu widokowym, to co mi się bardzo podobało, to naprawdę bardzo mocny gorący wiatr, jaki wiał w kierunku pustyni z miejscowych gór – wiatry na Chopoku to nic przy tym ;).

Amerykański mini van
 
Marian&Stach - usługi budowlane
 
W drodze do Joshua Tree
 
8%-owa degradacja
 
Rzeźba jest, się skacze, się pływa w Anzo-Borrego NP
 
Pustynia
 
    Następnie pojechaliśmy do Saltem Sea, gdyż jezioro to tak naprawdę znajduje się obok pustyni. Sprawdziłem słoność wody, ale nie wydawała mi się bardziej słona niż Bałtyk. Jezioro jest największe w stanie Kalifornia i znajduje się w najniższym punkcie pustyni. Większość jego powierzchni leży poniżej poziomu morza – 60 metrów – depresja jest tylko o 1,5 metra mniejsza niż największa depresja w słynnej Death Valley. Co ciekawe, jezioro to powstało dosyć niedawno, ponieważ na początku XX wieku i było efektem powodzi, jaką wywołała słynna rzeka Colorado. Rzeka wtedy prawie zmieniła swój bieg. Po tym wydarzeniu zaczęto planować budowę tamy, która ostatecznie stanęła w górnym biegu rzeki - Hoover Dam. Zapachy z jeziora niestety nie były zbyt zachęcające, w okolicy, co jeszcze bardziej mnie zdziwiło, mieszkają  ludzie, pytanie tylko, co tam można robić – jedyne co mi przychodzi do głowy, to jakieś tajne podziemne bazy USA ;) (za dużo Jerycha - przyp. red.). Zwiedzając okolicę jeziora można zauważyć, iż ta mieścina ma więcej dróg niż mieszkańców – wybudowane około lat 50-tych w czasie rozkwitu tego miasta, później z jakichś powodów prawie wymarło… Następnie pojechaliśmy przez dalszą część pustyni na północ do Joshua Tree. Co ważne, poruszając się po tym terenie trzeba mieć ze sobą litr wody na każdą godzinę podróży per osoba – znając Amerykanów, to pewnie policja może to kontrolować. Do granicy Joshua Tree National Park dojechaliśmy około 17, zdecydowaliśmy się nie zwiedzać parku tego dnia, tylko pojechać do miejscowości 29 Palms i znaleźć jakiś lokal, park zapragnęliśmy pooglądać następnego dnia. W wyszukaniu noclegu pomógł nam GPS (trzeba powiedzieć, iż w Stanach te mapy są bardzo dokładne).
 
 
Urokliwe te Stany
 
W drodze
 
Wiemy skąd ten smród
 
Saltem Sea (nigdy o tym wcześniej nie słyszałem)
 
Wjazd do 29 palm
 
    Znaleźliśmy nocleg w motelu, w którym mieszkało kiedyś U2 (zdjęcia z hotelu na początku). Jeśli ktoś chce autograf, to proszę dzwonić na numer 0 700 123 123 ;), chętnie udzielam (autograf przez telefon? za dużo czasu na pustynii - przyp.red.) Wieczorem zjedliśmy coś meksykańskiego oraz odwiedziliśmy miejscowy market spożywczy. Muszę przyznać, iż ciężko jest kupić tam coś na jedno śniadanie, wszystko pakowane w mega paczki. Miejscowość ta była pełna mężczyzn, tak samo ogolonych, w wieku 22 – 26, wysportowanych, co by wskazywało na jakieś ćwiczenia czy też aklimatyzację amerykańskich marines do warunków panujących w Iraku i Afganistanie. Po kolacji z Andrzejem zaplanowaliśmy kolejny dzień, czyli mieliśmy w planie wstać wcześnie, około 5 – 6, zwiedzić Joshua Tree Park i pojechać do Grand Canyonu, następnie również go zwiedzić, nocleg w okolicach Kanionu i powrót do LA.
 
Okolice Joshua Tree
 
Rodzi nam się nowy młody Gudzowaty
 
Tak to na pustyni bywa
 
 Kto jeżdzi rowerem po pustyni??
 
To chyba te drzewka
 
Tu na razie jest kamienisko
 
    Następnego dnia wstałem wcześnie (Andrzej odpuścił zwiedzanie Joshua Tree) i pojechałem do Joshua Tree. Joshua Tree to takie specyficzne drzewa wytrzymujące w bardzo ciężkich warunkach. Zobaczyłem również bardzo dużo ciekawych krajobrazów oraz terenów, po których można się wspinać. Zrobiłem sobie dla odmułki od samochodu  30-minutowego tripa do tamy Barker Dam. W tych terenach wydobywano w chałupniczy sposób srebro aż do lat 50-tych ubiegłego stulecia. Następnie wróciłem z parku po Andrzeja do motelu i dowiedziałem się, iż Andrzej właśnie się zorientował, że wylatuje w piątek, a nie tak jak ja, w sobotę. Aby zdążyć na samolot musiał zrezygnować z Grand Canyonu (to co Andrzej widział w USA?? :) - przyp.red.) i od razu w czwartek wyruszyć do LA. Zaczęliśmy więc szukać jakiegoś transportu. Ponieważ w Stanach każdy ma samochód, a na dalsze odległości podróżuje się samolotami, to nie ma tam czegoś takiego jak PKS czy inne sieci autobusowe (Szwagropol, Transfrej - przyp. red.), pozostało nam jedynie wypożyczenie samochodu, jako że byliśmy na mega zadupiu najbliższa wypożyczalnia była dopiero ponad godzinę drogi w kierunku przeciwnym do Canyonu.
 
Tereny do wspinania
 
Fajne te Joshua Tree, na prawdę
 
Joshua Tree NP
 
Cukierkowo
 
Barker Dam
 
Drzewko Jozuego
 
    Niestety, nie było innej możliwości, więc ruszyliśmy do miasta o nazwie Palm Springs, a ja wiedziałem, że w czwartek uda mi się jedynie dojechać do Grand Canyonu. W czasie drogi do tego miasta natrafiliśmy na chyba największą na świecie farmę wiatraków produkujących energię. Co ciekawe, Palm Springs ma większe lotnisko niż Kraków, co pokazuje jak kiepsko jest u nas w Polsce rozwiązany transport, a liczba mieszkańców to niecałe 43 000. Następnie oddzielnie ruszyliśmy w swoich kierunkach (to musiał być widok jak z dobrego westernu, dwóch jeźdźców w promieniach zachodzącego słońca oddala się od siebie... - przyp. red.), ja miałem około 6 h drogi, a Andrzej jakiś 3-4 (pewnie w korkach więcej). W czasie tych moich godzin jechałem drogą po horyzont, mijając samochód co 0,5 – 1 h. W tamtych rejonach wiedzie również słynna amerykańska droga US Route 66. Oczywiście przejechałem się nią jakieś 30 mil. Amerykanie nie mając za dużo zabytków, zrobili z niej atrakcję i postawili znaki z informacją o niej prawie na każdym zjeździe na autostradzie US 40 (wiele razy te drogi się przecinają). Może nie wszyscy wiedzą, więc US Route 66 jest drogą, która została wybudowana w latach 20-tych ubiegłego stulecia, łączyła Chicago z Los Angeles, a od 1936 z Santa Monica. Przebiega przez stany Illinois, Missouri, Kansas, Oklahomę, Teksas, Nowy Meksyk, Arizonę i Kalifornię i jej długość to 2448 mil (3939 km). Droga znana jest z filmów oraz kilku muzyków coś tam o niej śpiewało. To, co na niej warto zobaczyć, to już w tym momencie ruiny różnego rodzaju starych stacji benzynowych, moteli, restauracji oraz pięknie zmieniające się widoki wraz z jej biegiem. W końcu wieczorem około 19 dojechałem do miejscowości Williams, gdzie miałem zarezerwowany nocleg w motelu "super 9" (intryguje ta nazwa, czyżby to miejsce, którego szukaliśmy? - przyp. red.). Z ciekawostek, jest on prowadzony przez Polaków, a dokładniej górali z Nowego Targu. Chwilę z nimi porozmawiałem i okazało się, że w tamtych regionach mają dość mroźne zimy (- 24 ostatniej) oraz całkiem fajne wyciągi narciarskie.
 
Farma wiatraków
 
Z bliska
 
Ruiny na Route 66
 
Po horyzont
 
Konfidenci :)
 
 Krajobrazy USA
 
Arizona State
 
Taki sam znaczek widnieje na moich jeans'ach
 
route 66
 
 Do Grand Canyon droga wiedzie
 
Rustykalne krajobrazy Kalifornii
 
Dobra, ostatnie zdjęcie z Route 66
 
    Dostałem również wskazówki co do oglądania Grand Canyonu – o nim nie będę nic pisał, bo chyba wszyscy wiedzą. Niestety nie poleciałem helikopterem / samolotem nad kanionem, ponieważ brakło mi już na to czasu, mimo ceny prawie 200 $ czas oczekiwania to około 2,5 -3 h. Po oglądaniu wybrałem się w podróż powrotną do LA, która trwała blisko 8 h, ponieważ po drodze przegapiłem ostatnią stację przez pustynię i musiałem się wracać, przez co nadłożyłem około 60 mil (mnie się wydaje, że serwowała tam hamburgery kelnerka z bluzką zawiązaną pod biustem i ona była twym celem - przyp. red.).
 
Jedziemy na Kanion
 
Grand Canyon!
 
GC
 
To może się podobać
 
Seria zdjęć z GC
 
Panicz bardzo zadowolony
 
Położony w północnej części stanu Arizona
 
Głównie łupki, wapienie, piaskowce
 
Każda seria warstw skalnych posiada inny odcień
 
Czas powstawania kanionu szacuje się na około 10 milionów lat
 
Wielki Kanion ma 349 km długości
 
W najgłębszym miejscu (Granite Gorge – Wąwóz Granitowy) 2133 m głębokości
 
Przed wybudowaniem w 1963 r. zapory wodnej Glen Canyon rzeka niosła przez kanion dziennie 500000 ton osadu, obecnie zaś zaledwie 80000 ton.
 
 Największy przełom rzeki na świecie
 
Można by tak bez końca oglądać
 
Jak ta sosna rozdarta
 
Fantazyjne kształty
 
Grand Canyon
 
To już ostatnie
 
    Ostatniego dnia przedpołudnie ponownie spędziłem w LA, tym razem ponownie byłem w punkcie widokowym na ulicy Mulholland Drive, skąd zrobiłem zdjęcie wzgórza z napisem Hollywood, niestety nic nie widać, bo tego dnia w LA pogoda typowa dla Londynu, 18 stopni i brak słońca, co uniemożliwiło mi kąpiel w oceanie – sprawdziłem jego temperaturę i nie odbiegała mi znacznie od Bałtyku, na zdjęciach też ciężko się wyznać czy to Santa Monica w USA, czy może Władysławowo w Polsce. Tak naprawdę jedynym potwierdzeniem, że to jednak Santa Monica jest napis przed główną kwaterą ratowników i grająca w siatkówkę Pamela Anderson ;). Później już tylko zwrot samochodu, osoba go przyjmująca sprawdziła czy bak jest pełny i czy zapala, na koniec check-in na lotnisku. Może kolejny kierunek jak na samolocie widzianym przez okno lotniska...? Dodatkowo już na sam koniec pilot we Frankfurcie stwierdził, iż coś samolot niepoprawnie działa – lepiej, że na ziemi, niż w powietrzu - przez co nie zdąrzyłem na lot do Krakowa i koczowałem w Monachium dodatkowe 6 godzin.
 
Tu podobno jest Hollywood
 
Plaża w Santa Monica
 
Tu rządzi David Hasellhof
 
Pamela Anderson w akcji
 
Słoneczne plaże Kalifornii
 
Baywatch rewir 
 
ZWYKLE TO WSZYSTKO WYGLĄDA TAK: 

 


    I tak skończyła się ta wyprawa panicza Damiana, dostarczył nam niezapomnianych wrażeń podczas swej dwutygodniowej tułaczki. Ale nic tu po nas, biegnijmy kupować dolary po 2 złote i jedźmy oglądać Wuja Sama, póki jeszcze nas stać. Dziękujemy Ci Donald za ten cud! :) Prędzej czy później na www.globtroteria.pl pojawią się kolejne przygody kolejnych zapaleńców, już teraz można oglądać relację z Nowej Zelandii, na którą Damian tak tęsknie spoglądał w LA (JG).
 
Nowa Zelandia - namiastka

 

 

 

 
Już na polskiej ziemi (21.VII.2008) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Tuesday, 22 July 2008

    Damian już grzecznie siedzi za biurkiem w swojej korporacji, ze źródeł zbliżonych do niego wiem, że lada chwila będzie relacja z ostatnich 3 dni pobytu w Stanach. Zmaga się jednak jeszcze Damian z jet-lagiem, który powoduje zasypianie w najmniej odpowiednich chwilach i miejscach. Na zachęte obrazek z USA:

 

Grand Canyon i okolice

 


 
Dziś bardzo skromnie (17.VII.2008) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Friday, 18 July 2008

    Dziś Damian nie powalił nas z nóg swoją wylewnością. Z informacji telefonicznej, którą dostałem, jeden z uczestników wycieczki zapomniał, że wraca do Polski dzień wcześniej niż pozostali i trzeba było nadłożyć kilkaset kilometrów, aby go zawieść w pobliże lotniska. Damian nie przyjmuje już zamówień na prezenty, żadnych dmuchanych aligatorów i innych cudów na kiju (JG).

    "Zmiana planów, dzisiaj zwiedziłem pustynię oraz Joshua Tree, jutro jadę do Wielkiego Kanionu, rezygnuję z Las Vegas chyba i w piątek powrót do LA, bez Mojave National Preserve, ponieważ braknie czasu na plaże w LA, Santa Monica oraz nie ma tam nic, czego byśmy już nie widzieli. Tanie hotele już zabookowane, nadal myślimy o helikopterze nad Wielkim Kanionem, ale zobaczymy jak nam pójdzie droga. Nie ma dzisiaj zdjęć i chyba nie będzie już do powrotu, bo gdzieś mi się zapodział kabel do ściągania z aparatu, a nie ma gdzie kupić..."


 
Sequoia National Park + LA (16.VII.2007) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Tuesday, 15 July 2008
    Dziś tylko zdjęciowa relacja, Damian przebywał w Parku Narodowym Sekwoi, jednego z najpotężniejszych drzew iglastych na świecie. Takie drzewo liczy sobie od 2500 do 3500 lat, wysokość ich sięga 135 m, a średnica 12 m. Swego nie znacie, cudze chwalicie, w zachodniej Polsce też mamy swoje sekwoje. Park Narodowy Sekwoi jest drugim najstarszym w USA (po Yellowstone), tworzy jedną całość z Parkiem Narodowym Wielkiego Kanionu, co ni mniej, nie więcej oznacza, że niedługo powinniśmy zobaczyć zdjęcia z tamtego rejonu. 
 
Bestie przy wodopoju
 
    Kolejny dzień, pobudka wcześnie rano i znowu wsiadamy do rumaków, tym razem jesteśmy w lepszej sytuacji, bo już po 2 h dojeżdżamy do parku. Niestety, za wjazd od samochodu pobierają haracz 20 $ - za to zrobiłem zdjęcie miejscowego rangera ;).
 
Ranger - wersja kobieca
 
    W pierwszej kolejności pojechaliśmy do miejsca widokowego, z którego można było podziwiać King Canyon - niestety nie mieliśmy czasu, aby przejechać przez cały -> 100 mil w obie strony. Dodatkowo zdjęcia jeziorka, które jeszcze 100 lat temu było miejscem, w którym zbierano i ładowano drewno na wagony kolejowe. Wielki Kryzys ubił ten biznes, teraz został wyczyszczony, drzewa zasadzone i wygląda jakby nic się tam nie zmieniło od 10000 lat ;). Kolejnym przystankiem na naszej drodze były drzewa sekwoje - najgrubsze na świecie, najwyższe i równocześnie najmniej trwałe, dlatego może pozostało ich kilka do dzisiaj - po ścięciu spadające drzewo roztrzaskiwało się o ziemie i nie nadawało się do niczego. To, przy którym mam zdjęcie ma tylko 1700 lat :) i 82 metry wysokości... malutkie - 3 pod względem wielkości na świecie.
 
Park Narodowy Sekwoi
 
To chyba nie są te sławne sekwoje??
 
A może to są sekwoje?
 
To są sekwoje!
 
Dla wyobrażenia sobie średnicy podstawy...
 
Dla dendrologów
 
Orbis Tour 2008
 
Damian i jego sekwoja
 
Nowoczesne konstrukcje budowlane
 
Cool
 
...
 
Krajobrazy ładne, rustykalne
 
    Spotkaliśmy również mamę niedźwiedzia z małym niedźwiadkiem. Niestety, nie udało się nam już odwiedzić jaskini - zamknęli nam przed nosem. Dodatkowo kilka zdjęć z panoramą okolicy, wykonane z wysokości 2150 metrów, aby tam wyjść musiałem 5 minut iść pod górę, czyli na około 2100 da się wjechać samochodem (panowie i panie, szacunek! - przyp.red.). Najwyższy szczyt, który niestety nie jest widoczny, ma ponad 4100 metrów, pewnie już na nim troszkę śniegu jest. Wieczorem powrót na równinę do hotelu z pysznym jedzeniem meksykańskim po drodze - taco to jakiś szit przy tym.
 
To ten niedźwiadek - wygląda jak pies

 
Dla romantyków
 
Widoki
 
    Następnego dnia zrobiliśmy sobie off i pojechaliśmy do Los Angeles. W mieście niestety niewiele jest do zobaczenia. Jak na razie byłem na słynnej Alei Gwiazd, ogólnie ulica wygląda na kiczowatą, takie nasze odpusty... Zupełnie inaczej, gorzej niż w telewizji na rozdaniu Oskarów. Jako że niewiele można zobaczyć w LA, to wybraliśmy się po raz kolejny na zakupy, już nie mam jak przywieźć tego, co kupiłem, do Polski. Poniżej kilka zdjęć LA nocą z jednego ze wzgórz, z ulicy o nazwie Mulholland Drive (byłe też film o takiej nazwie). Było już za ciemno, aby zamieścić zdjęcia słynnego napisu, ale obiecuję, że pojawi się jakoś w sobotę.
 
W drodze do LA
 
Kijów?
 
Jakieś 50 km od centrum LA
 
Skajskejpery jak wszędzie
 
Kodak Theatre
 
Top Gun, Samuraj...
 
Lot nad kukułczym gniazdem, Batman...
 
Coś bardziej ludzkiego
 
Kryzys, a energia leci...
 
Jak na Emaus

Okolice Beverly Hills
 
Widok z Mulholland Drive - tu kalifornijczycy kończą pierwsze randki
 

    Zmieniliśmy plany - jutro z rana ruszamy do Grand Canyon -> z 8 h drogi, planujemy zahaczyć o Las Vegas, aby wygrać pierwszy milion, a później w drodze powrotnej jeszcze następujące atrakcje:
 
  • Joshua Tree National Park

  •  Mojave National Preserve

  • Anza-Borrego Desert State Park

 

i powrót do LA pewnie w czwartek lub piątek i reszta czasu już w LA. Może nad Wielkim Kanionem przelecimy się helikopterem, zobaczymy jak będziemy z kasą (będziecie dobrze, dolar już poniżej 2 zł, wasza siła nabywcza rośnie każdego dnia - przyp. red.).

 

 

 


 
Yosemite National Park (14.VII.2008) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Monday, 14 July 2008

WYPRAWA NABIERA RUMIEŃCÓW, CZĘSTOTLIWOŚĆ RELACJI GODNA KLASYKÓW GATUNKU, PRZYPOMINAM, ŻE PO NAJECHANIU NA ZDJĘCIE POJAWIA SIĘ MOJ BZDURNY KOMENTARZ (JG).

     Z SF wyjechaliśmy około 10 30 po śniadaniu i pakowaniu bagażu przez 40 minut: 4 samochody, 17 osób, 34 walizki (ileście tych iPhonów nabrali? - przyp. red.). Ale udało się i w końcu pojechaliśmy w kierunku Yosemite. Na początku droga miała 4 pasy, a później zwężała się do 2, bez pobocza. Drogi w górach utrzymane rewelacyjnie, a też w zimie mają tam mrozy... W ciągu dnia przejechaliśmy około 600 km, z tankowaniem tego potwora do pełna za całe 90 $ (piękny kraj). Przez te kilometry zmieniało się otoczenie wielokrotnie:

Zaczynamy od rolniczych klimatów
 
Piwo po 50 gr.
 
Bezkresne krajobrazy Dzikiego Zachodu i jego łanów pszenicy
 
Domek na prerii
 
Coś zaczyna się dziać
 
Cały czas siedzą na ogonie srebrnemy Dodge'owi
 
Ale Texas Ranger czuwa
 
Dziki Zachód  
 
I wyżej i wyżej
 
I dalej i dalej, cały czas za srebrną strzałą
 
Chyba dojeżdżają
 
Tak, już są
 
Prawie jak na Słowacji
 
 Pozdrowienia znad Raby w Pcimiu
 
Wnętrza, jakie zna każdy szanujący się fan Hollywood

     Po drodze jedliśmy w typowej knajpie amerykańskiej rewelacyjny obiad za 12 $ -> coś jak szwedzki stół, gdzie można brać tyle, ile się da zjeść (a wiadomo, że Polak potrafi - przyp. red.). W tych rejonach kiedyś znajdowały się kopalnie złota, niestety już się nam na tym nie udało wzbogacić. Co do parku to w skrócie:

 

 

  • duże różnice wysokości,
  • piękne wodospady,
  • rzeka w dole -> można na niej spływać pontonami,
  • zamarznięte jezioro -> ale chyba tylko w zimie,

 

Yosemite National Park
 
Wodogrzmoty Mickiewicza
 
Z bliska taka Siklawa
 
 
    Ogólnie muszę przyznać, iż na prawdę warto zobaczyć. Jedyny minus to czas spędzony w samochodzie -> 14 h :(, ale samochody, którymi jeździmy, posiadają wszystko, co chyba może być na wyposażeniu (no proste, przecież nie wzielibyście byle Astry ;) - przyp. red.). W ciągu dnia zrobiliśmy kilka OeS-ów po krętych górskich drogach i muszę powiedzieć, iż samochody mogłyby się trzymać lepiej. W czasie pobytu w górach złapała nas burza i staliśmy w korku w parku. Miejsca są tak przygotowane, aby każdy (również taki lekko chodzący już) Amerykanin mógł je zobaczyć (nazywajmy rzeczy po imieniu, czyli takie udogodnienia, jak parking na Giewoncie, winda na Dzwon Zygmunta - przyp. red.) Kolejna relacja jutro z Sequoia National Park oraz zdjęcia największych drzew na świecie...

Wsi spokojna...
 
Krajobraz po burzy, gdzieś tam stoją w korku
 
Palić??? W parku narodowym??
 
Droga na Łysą Polanę
 
Yosemite National Park
 
Nad Morskim Okiem
 
Pan Świata
 
Pozostawmy bez komentarza
 

 
    Ponieważ pojawiły się prośby przedstawienia zdjęć samochodu, to proszę, mała sesyjka, te rumaki prowadzą nas przez bezdroża Kaliforni.

 

No rzeczywiście, nie jest to LOW BUDGET TRAVELLING :)
 
Od przodu
 
I od tyłu

 


 


TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2017 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.