Aktualności arrow Wyprawy arrow Gruzja i Armenia (by Trio vol.2)
Gruzja i Armenia (by Trio vol.2)
Gruzja - podsumowanie (12.VIII.2009) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Wednesday, 12 August 2009

GRUZJA BY ZBYSZEK

Gruzja, kilka uwag po powrocie.

    Po pierwsze o globtroterii. Pomysł niezły. Wciąga. Damian po dwóch dniach braku kontaktu ze światem gorączkowo szukał jakiegokolwiek miejsca, gdzie mógłby wysłać relację. Był nawet skłonny zapłacić 6 GEL (ok. 10 zł) za półgodzinne używanie internetu w Kazbegi. Powstrzymał go jedynie brak prądu. Niestety w związku z napiętym planem nie mieliśmy zbyt wiele czasu na pisanie relacji w trakcie wyjazdu. I tak w ciągu dwóch tygodni nie zdążyliśmy zobaczyć wszystkiego, co mieliśmy w planie. 

JG: tu się muszę zgodzić ze słowami powyżej. Globtroteria to wynalazek na poziomie koła.

   Po drugie o towarzyszach podróży. Damian spisał się znakomicie. Po pierwsze wymyślił i zaplanował cały wyjazd. Ja zupełnie nie wtrącałem się do układania planu podróży. W efekcie oglądnęliśmy dużo starych klasztorów i trochę pochodziliśmy po górach. Ja pewnie większy nacisk położyłbym na góry, przyrodę i może zdecydowałbym się na odwiedzenie jakiegoś parku narodowego, ale kilkusetletnie (i starsze) efekty działań człowieka też są moim zdaniem interesujace. Poza tym Damian jest osobą dość imprezową i bardzo towarzyską, co powoduje, że podróż z nim nie ogranicza się do (moim zdaniem nudnego na dłuższą metę) odwiedzania znanych miejsc, ale stanowi również okazję do poznawania "obyczajów ludności miejscowej" podczas wieczorno-nocnych kontaktów z przedstawicielami tejże. Przez pierwsze kilka dni podróżowaliśmy w trójkę. Też było fajnie, bo jak ktoś kiedyś powiedział "w grupie raźniej", no ale Anka zdecydowała się odłączyć od nas. 

JG:  Z tym planowaniem to jabym nie przesadzał. Wyjazd do Japonii też już nam kiedyś "zaplanował" ;)

   Na koniec o Gruzji (tylko o Gruzji, bo w Armenii spędziliśmy tylko dwa dni, zdanie mam nie do końca wyrobione, poza tym, że zdecydowanie drożej niż w Gruzji). Moim zdaniem zdecydowanie warto polecić Gruzję jako cel wyjazdu. Oczywiście nie wszystkim. Osoby preferujące luksusowe warunki podróży powinny na razie unikać tego kraju. Pewnie w Tibilisi i gdzieś nad Morzem Czarnym znalazłyby odpowiednie dla siebie warunki, ale w pozostałych miejscach mogłyby być z tym problemy.

   W Gruzji jest wiele miejsc, które warto zobaczyć, wiele bardzo starych klasztorów, miasta skalne (w tym Upliscyche, które zobaczyliśmy i Wardzia, które mieliśmy w planie odwiedzić, ale nie starczyło czasu), piękne góry. Morza nie polecam, bo byliśmy tylko na zaśmieconej plaży w okolicach Poti, ale podobno są ciekawe miejsca nad Morzem Czarnym nieco powyżej Batumi. Najprzyjemniejsze w zwiedzaniu Gruzji jest to, że turystów jest niewielu. Podczas kilkugodzinnej wycieczki po górach w okolicy Mestii spotkaliśmy tylko dwie kobiety szukające krowy, i to nie były turystki. Podczas drogi z Kazbegi do lodowca widzieliśmy tylko dwóch pasterzy owiec i podczas zejścia spotkaliśmy 3 osoby, które miały zamiar nocować w okolicach lodowca. Podobnie podczas zwiedzania klasztorów. W wielu miejscach nie było nikogo poza obsługą, a sama obsługa wyglądała na zdziwioną, że w ogóle ktoś przyszedł. W Upliscyche (moim zdaniem miejsce bardzo ciekawe i robiące duże wrażenie), gdzie spędziliśmy prawie 2 godziny, pod koniec naszego pobytu pojawiły się dwie inne osoby. To pewnie zmieni się za kilka lat, ale wtedy moim zdaniem nie będzie już tak przyjemnie. 

   Druga istotna cecha Gruzji to jej mieszkańcy. Wiele słyszeliśmy i czytaliśmy o gościnności Gruzinów i to potwierdziło się w pełni. Zwłaszcza podczas pobytu w Kachetii, gdzie w Velistsikhe oglądaliśmy odrestaurowany zakład produkcji win. Syn właścicielki, sam zajmujący się produkcją win, przyjechał po nas i oprowadził nas po tym miejscu, a następnie częstował nas obficie bardzo dobrym winem własnej produkcji. Było tam tak przyjemnie, że z dużym trudem udało nam się znaleźć drogę powrotną do Telawi. Tego samego dnia przygodnie poznani Gruzini zaprosili nas na chinkali z piwem. Siedzieliśmy z nimi do drugiej. Oczywiście tak jak wszędzie również w Gruzji zdarzają się ludzie, którzy psują nieco generalnie bardzo pozytywną opinię. Zdarzyło nam się kupić na śniadanie bułki w sklepie, które były kompletnie suche (mimo że sprzedawczyni sama zaproponowała, że zrobi nam świeże, bo te które są wystawione leżą od poprzedniego dnia).

 JG: Suchą bułkę to i w Polsce kupisz.

    Dla mnie w Gruzji najprzyjemnieszym zaskoczeniem były motyle. Zwykle, gdy gdzieś wyjeżdżam zabieram ze sobą aparat w celu zrobienia zdjęć lokalnych okazów. Tak też zrobiłem tym razem, ale nie nastawiałem się specjalnie na obfitość owadów. Wszak Gruzja to Europa. Jednak to, co zobaczyłem w okolicach Mestii przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Nie byłem dotąd nigdy w miejscu, gdzie latałoby tyle motyli i do tego tak wielu gatunków. Czułem się jak w motylarni. Efektem tego dnia było ok. 500 zdjęć motyli. W Kazbegi mieliśmy mniej szczęścia. Niestety pogoda była niezbyt dobra i motyle odwołały swoje loty. Wydaje się jednak, że łąki pokryte różnokolorowymi kwiatami miały potencjał. 

    Do podróżowania po Gruzji dobrze jest znać język rosyjski (oczywiście Gruziński byłby jeszcze lepszy, a pewnie najwygodniejszym rozwiązaniem byłby Gruzin(ka) mówiący po angielsku służący za przewodnika). Bez znajomości rosyjskiego proste zapytanie o to, gdzie jedzie marszrutka staje się problemem. Po rosyjsku mówią praktycznie wszyscy, po angielsku praktycznie nikt. Dużo łatwiej też, znając rosyjski, nawiązać jakiś kontakt z tubylcami, a przecież o to też w takich wyjazdach chodzi. I tak na przykład od kierowcy marszrutki wiozącej nas do Gori dowiedziałem się że Stalin (pod którego pomnikiem staliśmy przez chwilę) to "oczień charoszyj cziełowiek był". Oczywiście bez rosyjskiego też można sobie dać radę (spotkaliśmy kilku turystów z Europy Zachodniej). 

      W Gruzji obowiązują zupełnie odmienne od naszych standardy higieny. Najbardziej drastycznym przykładem jaki zobaczyliśmy była płatna toaleta na dworcu w Zugdidi. Drugi raz nie wszedłbym tam nawet za dopłatą. Lepiej też nie zastanawiać się nad higieną w barach i restauracjach. Wygląda na to, że instytucja typu Sanepid może w Gruzji nie istnieć. Zdarzyło nam się kilkakrotnie być w miejscu konsumpcji zbiorowej (trudno powiedzieć, czy to były bary, czy restauracje), w których w toalecie nie było bieżącej wody, lub toalety w ogóle nie było (nie jest jasne, czy w ogóle, czy tylko dla klientów).

   Wydaje się, że ciekawym pomysłem może być podróż po Gruzji samochodem. To na pewno jest możliwe, co potwierdzały samochody turystów z Europy, których spotkaliśmy w hostelu w Tbilisi. Choć na pierwszy rzut oka ruch samochodowy wydaje się być chaotyczny, to prowadzenie auta nie powinno być trudniejsze niż na przykład w Turcji. Damian w każdym razie radził sobie bardzo dobrze. 

   W Gruzji jest ogólnie niedrogo. W górach w Kazbegi nocowaliśmy za 20 GEL (ok. 35 zł) z wyżywieniem, jedzenie nie było specjalnie wyszukane (Damian po dwóch dniach miał absolutnie dosyć niałego słonawego sera, które jest tam podstawą pożywienia), a warunki noclegowe niezbyt luksusowe. W Mestii cena była ta sama (po dłuższym targowaniu się), ale warunki mieszkaniowe znacznie lepsze. Najdrożej było w Tibilisi (20 GEL, ale bez jedzenia). Piwo w sklepie kosztuje zwykle 1 GEL (1.75 zł) za pół litra, ale ceny w barach są niewiele wyższe (1.5 GEL), więc nie warto chodzić do sklepu. Jedzenie w barach/restauracjach również jest niedrogie. Ceny za danie obiadowe z piwem wahały się od 2.5 GEL za "kotlet" (przypominający bardziej nasz sznycel) w Zugdidi, 5 GEL hinkali w Telavi, 6.50 GEL za "soljankę" w Poti do 7 GEL za szaszłyk w Tibilisi. Negatywnie natomiast zaskoczyły nas ceny win. Wydawało nam się, że wino w Gruzji, a zwłaszcza w Kachetii słynącej z produkcji win, będzie dobre i tanie. Dobre jest, ale nie znaleźlismy wina czerwonego w cenie poniżej 14 zł za butelkę. Raz w sklepie kupiliśmy natomiast wino domowe (chyba zrobione przez sprzedawczynię) w cenie niższej, ale niespecjalnie nadawało się do spożycia.

    Zgodnie z planem zrobiliśmy dużo zdjęć. Po skasowaniu mniej udanych lub powtarzających się mnie zostało ok. 1900. Damian pewnie ma ok. 1000. Ja jeszcze nie wybrałem tych stu najciekawszych. Na razie są tylko motylki:
 

   Podsumowując, szczerze polecam Gruzję. Damian co prawdza twierdzi, że to jego ostatni raz (on ma zaplanowane wszystkie wyjazdy na następne 30 lat), ale ja chciałbym wybrać się tam jeszcze raz. Może Kazbek, może Wardzia, ale na pewno Swanetia i jej motyle. 

JG: Damian teraz wybiera się na eksplorowanie dzikiej Portugalii....


 
Skalne miasta (2.VIII.2009) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Sunday, 02 August 2009
 JG: Zakończył się również pobyt Anki na Kaukazie. Damian i Zbyszek wracają do kraju, a Anka przechodzi do relacji obok i znajduje się już w Turcji. Tu pojawią się jeszcze pewnie linki wszystkich podróżników do zdjęć z pięknego Kaukazu. Anka napisałą relację już z Turcji, tam "i" nie ma kropeczki!!!
 
CZWARTEK I PIĄTEK BY ANIA
 
    Muszę powiedzieć, że ostatnio na brak przygód nie mogę narzekać. W czwartek postanowiliśmy się z Zurą wybrać do Gori. Początkowo mieliśmy zrobić sobie tam jednodniowego tripa z Tbilisi, ale koniec końców Zura stwierdził, że zrobi sobie 2-dniowe wakacje i pojedziemy dalej. W Gori zastał nas dość niepokojący widok, wszędzie czołgi, wojskowe ciężarówki i kilka wojskowych helikopterów latających nad nami. Czyżby wojna szła? (a wyngiel przywieźli? przed wojną jak wyngiel przywieźli to też wojna wybuchła - przyp. JG). Z wiadomości w radio dowiedzieliśmy się ze Ruscy ostrzelali jakąś bazę wojskową w Gori i może to być początek kolejnej wojny :/ Nie wiem, czy to z powodu tych wydarzeń, czy zawsze tak jest, ale Gori to strasznie opustoszałe miasto.
 
Dom ojca Stalina w Gori
 
   Prawie nikogo nie było na ulicach. Oprócz policji. I tu chciałabym dodać małą erratę do mojego opisu ruchu drogowego w Gruzji. Otóż okazuje się, że nie można jeździć jak się chce, a drogówka owszem jest i ma jeszcze wiekszę poczucie misji niż ta nasza polska ;) (a jak się ich postawa wobec nietrzeźwych rowerzystów kształtuje, bo to mnie interesuje - przyp. JG). W ciagu 15 minut zatrzymali nas 3 razy i kazali Zurze dmuchać w alkomat, a za trzecim razem dostał mandat za wyprzedzanie! Tak czy owak, mimo wielu przeszkód, udało nam się w końcu dotrzec do naszego głównego celu Uplyscyche (dalej nie wiem, czy to dobrze piszę i wymawiam :P).
 
Uply coś tam
 
    Uplyscyche to skalne miasto niedaleko Gori. Wszyscy zachwalają, że niby takie stare z II wieku, ale niestety na mnie nie zrobiło specjalnego wrażenia :/ Jakaś skała z kilkoma grotami i na szczycie kosciół. Bez rewelacji, wszystko da się obejść w 15 min (a LP twierdzi, że potrzeba na to min 3h!). Następnie wybraliśmy się do Borjomi - taki kurort jak nasza Krynica. Mnóstwo sanatoriów, emerytów i wody mineralnej. Też nic specjalnego. Aczkolwiek od Borjomi na południe Gruzji zaczyna się moim zdaniem najpiękniejszy krajobraz tego kraju, trochę podobny do tego na północy Chorwacji.
 
Uply

    Z samego rana wybraliśmy się do Vardzi (kolejne skalne miasto. tym razem kolo Akhaltsikhe, przy granicy z Turcją). Tutaj pozytywne zaskoczenie! Vardzia jest dużo większa niż Uplyscyche i można zaobserwować dużo więcej szczegółów w grotach. Dodatkowo w samym centrum skalnego miasta jest wykuty kościół z bardzo głęboko wchodzącymi w skały korytarzami. Wszystko to umiejscowione w bardzo ładnej okolicy. Stawiam Vardzię na 1 miejscu MUST SEE w Gruzji!
 
Uply
 

 
Damian i Zbyszek kończą z Kaukazem (2.VIII.2009) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Sunday, 02 August 2009
JG: To już ostatnia relacja Damiana i Zbyszka z Kaukazu. Czy nie tylko mi wydwało się, że powinniśmy zmienić nazwę na Tour de Tbilisi? Po powrocie pojawią sie jeszcze zdjęcia, których Damian w swoim zwyczaju wrzuci pewnie 700 i każdy padnie na 123-cim, ale OK. Dlatego już tutaj apeluję o wstrzemięźliwość i wrzucenie ich do jednego folderu! Kaukaz opuszcza też Anka, która kieruje się do Turcji. Tu jeszcze umięścimy jej jedną relację, a następne będą już do odnalezienia w dziale Wyprawy -> Turcja (by Ania), który niedługo zostanie stworzony.
 
PIĄTEK I SOBOTA BY DAMIAN
     
    Po napisaniu relacji pojechaliśmy do Tbilisi, aby przesiąść się w marszrutkę do Gori, wcześniej w komunikacji SMS-owej dowiedzieliśmy sie, że Zura nam noclegu nie załatwi (Zura w tym czasie był z Anką :) - przyp.JG), więc stwierdziliśmy, że warto ograniczyć drogie noclegi w stolicy. Tak więc dojechaliśmy do Gori około 18 i rozpoczęliśmy szukać noclegu - trwało to chyba 5 minut, 4 osoby, których się zapytaliśmy o "gastinice". Znaleźlismy nocleg w starym, radzieckim, stylowym hotelu za 30 lari za pokój - zmieściło by się tam chyba z 10 osób. Swoją świetność ten hotel miał w latach chyba 40-tych, ale resztki przepychu i stylu pozostały do dzisiaj. Dla wyjaśnienia - prawie nic nie działało, no może poza włącznikiem światła.
 
Jest pięknie
 
Stylowy nocleg
 
    Po tym jak znaleźliśmy nocleg i zostawiliśmy plecaki, poszliśmy pozwiedzać - mieszkaliśmy w centrum tuż obok Muzeum Jozefa Wissarionowicza Dżugaszwili, lepiej znanego jako Stalin, według mnie największego zbrodniarza w historii ludzkości, chociaż kierowca marszrutki powiedział o nim, że to dobry człowiek :D. Ciekawe, że to muzeum i jego pomniki nadal tu są, na zdjęciach dom jego ojca oraz na pamiatkę wagon, którym jeździł po ZSRR.
 
Wózek Stalina
 
Stalin na Globtroterii

    Kolejnego dnia, czyli w sobotę, pojechaliśmy do Upliscyche i ogrom tego skalnego miasta zrobił na nas wrażenie, chodziliśmy chyba z 1,5 h po różnych komnatach, schodach, drogach itp. Niestety, zdjęcia nie ukazują ogromu tych zabudowań, w których ludzie zaczęli mieszkać w II tysiącleciu p.n.e. i mieszkali do XVI wieku, kiedy to Persowie najechali i zburzyli to miasto.
 
Skalne miasto
 
Skalne miasto c.d

    Kolejne miejsce na naszej drodze to stara stolica Mccheta, która pełni funkcję Watykanu, ponieważ w tym mieście swoją siedzibę ma katolikos Kościoła Gruzińskiego. Na koniec zrobiliśmy sobie mały, pół-dniowy spacer po Tbilisi - muszę powiedzieć, że coraz bardziej mi się to miasto podoba - odwiedziliśmy regiony "bardziej europejskie" z fajnymi, lecz niestety drogimi ogródkami. Po dzisiejszej wędrówce zwiększam też ilość kobiet, na które warto popatrzeć w Gruzji :) Niestety, to już koniec gruzińskiej tułaczki, jutro po 10 wylot do Kijowa.
 
tbilisi

Tbilisi City
 
Pepsi
 

 
W gruzińskiej stolicy żulerni (1.VIII.2009) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Friday, 31 July 2009

ŚRODA I CZWARTEK BY DAMIAN

   Po tym, jak napisaliśmy ostatnią relację, zmierzaliśmy w kierunku marszrutki, a tu na szyldzie restauracji coś jak pierogi, jako że byliśmy głodni, to od razu weszliśmy i poprosiliśmy chinkali (te, które Anka próbowała wcześniej -> przyp. JG: tzn, że ona je wypluła, a wy zjedliście teraz???), a które są bardzo charakterystyczne dla Gruzji. Tak oto chinkali zostały naszym głównym pożywieniem przez 2 dni. W środę już niewiele zobaczyliśmy, bo przyjechaliśmy do Telavi około 18. Tylko spędziliśmy czas jak miejscowi, na głównym placu z fontanną, jedząc słonecznik i popijając ohydne wino, kupione spod lady w jednym ze sklepów (że niby to gruzińska stolica wina).

Gruzińska stolica Coca Coli

    Nocleg skombinowaliśmy u starszej pani za 15 lari (około 30 PLN), ale miał prysznic z ciepłą wodą, a dla nas obecnie to luksus. Kolejny dzień zaplanowaliśmy dosyć ambitnie i udało się to zrealizować z nawiązką. Najpierw monastyr w Alawerdi, prawie najwyższy w Gruzji (ostatnio wybudowali w Tbilisi coś wyższego - jest na zdjęciach z Tbilisi nocą) - pierwsza wersja powstała w VI wieku, wiele razy go przebudowywali po najazdach lub też trzęsieniach ziemi. 

Alawerdi

    Później akademia w Ikalto - rownież VI wiek, ta akurat jest w renowacji, więc nie wygląda to najlepiej, z ciekawych rzeczy zachwały sie "marani", czyli specjalne dzbany na wino zakopane w ziemi. Skoro jesteśmy przy winie to zwiedziliśmy coś a la muzeum wina w miejscowości, której nazwy nie pamiętam. Ogólnie ciekawa historia się z tym wiąże, bo miejsce to polecał nam Polak, którego pierwszy raz spotkaliśmy w Kazbegi przy tym kościółku (pewnie dzisiaj spotkamy go w Gori :) ).

Wino

Muzeum wina

    Znaliśmy tylko miejscowość i numer rejestracyjny samochodu kobiety, która to prowadziła, te dane wystarczyły, aby w sklepie właściciel do niej zadzwonił i już po pół h przyjchał jej syn nowiutkim terenowym Nissanem i zabrał nas na zwiedzanie z degustacją - podsumowując wypiliśmy po butelce wina lub więcej i nie zapłaciliśmy nic - w czasie degustacji poznaliśmy właściciela miejscowego Orbis Travel z bardzo ładną asystentką.

Asystentka?

    Przed zwiedzaniem winiarni zobaczyliśmy pałac i ogrody w Cinandali. Wieczór zakończylismy w jakiejś knajpie na imprezie z niedawno poznanymi Gruzinami. Coraz bardziej nam się tu podoba. Teraz jedziemy do Tbilisi i w planie kolejne punkty z rozpiski. Anka cały czas z hostem z Tbilisi, bo próbowaliśmy nocleg tam skombinować, ale go nie ma w stolicy, Marcin ja bym się już zaczął obawiać ;) (ja również, bo chłopak jest ładny - przyp. JG).

Zbyszek pokazuje cuda
 
Ładna ta Gruzja

 


 
Gruzja nie tylko dla orłów (31.VII.2009) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Thursday, 30 July 2009
GRUZJA BY ANIA
 
    Marcin narzekał, że jest mało opisów, więc teraz będzie jeden wielki opis :) Jako że jestem tu już jakiś czas, myślę, że mogę podzielić się kilkoma spostrzeżeniami na temat Gruzji i Gruzinów (na temat Gruzinek może się Damian wypowie).
 
Gruzini i Gruzinki

   Ogólnie Gruzja nie jest łatwym krajem do podróżowania. Czasem trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby dotrzeć do właściwego miejsca albo upolować coś do jedzenia. Głównym powodem jest oczywiście bariera językowa, pojedyncze osobniki posługują się tu angielskim czy niemieckim, natomiast z całą resztą należy komunikować się za pomocą języka rosyjsko-migowego ;) Poza tym w Gruzji nie obowiązują żadne rozkłady jazdy, bus rusza wtedy, kiedy jest pełny.. a na to można czekać nawet cały dzień. Prawdziwym wyzwaniem jest zjedzenie czegoś w restauracji. Oczywiście menu dostępne jest tylko i wyłącznie po gruzińsku, a obsługa nie jest w stanie wyjaśnić co te ślimaczki oznaczają ;) Kończy się zwykle na pokazaniu najtańszej pozycji w cenniku, po czym i tak dostaje się coś, co przypomina ciasto jak do pizzy, nafaszerowane... no właśnie czym? Najgorsze jest to, że nawet po konsumpcji nie można być do końca pewnym, co to było ;) Na szczęście wszystkie te niedogodności w pełni rekompensuje ogromna gościnność Gruzinów oraz niesamowity krajobraz tego kraju.
 
Codzienność gruzińska
 
RUCH ULICZNY
 
    Śmiało można powiedzieć, że w Gruzji najłatwiej zginąć przechodząc na pasach przez ulicę. Samochody jeżdżą jak szalone, pojawiają się nagle, zupełnie nie wiadomo skąd i można zapomnieć o tym, że któryś z nich zwolni, widząc pieszego na ulicy. Najlepiej sytuację opisuje chyba ten znak:
 
Gruzińskie znaki

     Ruch uliczny jest w miarę podobny do tego w Egipcie, czyli na ulicy są dwa pasy, a w rzeczywistości jada po niej 4 rzędy samochodów. Kiedy przypadkiem się zdarzy, że na ulicy nie ma żadnych samochodów, wtedy najlepiej jechać środkiem albo jeszcze lepiej przeciwnym pasem (bo zawsze lepszy jest ten drugi :P).  Klakson jest tu niezastąpionym narzędziem komunikacji werbalnej. Trąbić należy w każdym przypadku, nawet bez powodu . Światła drogowe w mieście mają znacznie mniejszy priorytet niż ważne sprawy kierowców. Co ciekawe, niekiedy światła drogowe potrafią być schowane za billboardem albo drzewem (w końcu jakie to ma znaczenie, skoro i tak nikt z nich nie korzysta). Ogólnie ruch charakteryzuje się wysokim poziomem chaotyzmu (jest takie słowo?), ale i tak w miarę się sprawdza, bo wypadków drogowych jak na razie naliczyłam 2 :)
 
Kamazy
 
GRUZINI

   Gruzini są najgościnniejszym, najuprzejmiejszym i najbardziej pomocnym narodem świata! To jest po prostu nie do opisania! Zawsze uśmiechnięci, mimo iż sytuację życiową mają dość ciężką. Zawsze chcą pomóc, nawet jak nie potrafią się dogadać po angielsku. Jak nie potrafią wytłumaczyć jak gdzieś dojść, to cię zaprowadzą. A jak w restauracji nie umiesz nic zamówić, to zaproszą cię do swojego stolika, żebyś zjadł z nimi. Jak widzą, ze nie masz gdzie przenocować, to będą szukać dla ciebie noclegu i nie zostawią cie póki nie znajdą. Czegoś takiego nie spotka się nigdzie w zachodniej Europie gdzie każdy martwi się tylko o siebie. Jedyną ich wadą jak dla mnie jest to, że zawsze jak już uda się rozwiązać jakiś problem, to chcą się napić ;) A ja za ich trunkami nie przepadam.
 
Na Kaukazie w łazie

KUCHNIA GRUZIŃSKA
 
   Jak już wcześniej w relacji wspominałam, kuchnia gruzińska na kolana nie powala. Głównie opiera się ona na węglowodanach, czyli różnego rodzaju ciastach i bułach, wypełnionych Bóg raczy wiedzieć czym... Najpopularniejsze danie to chaczapuri, czyli taki placek pizzowy z serem w środku. Potem mamy pierogi hinkali. Również mega sycące, po trzecim nie da się wstać od stołu ;) Są też różnego rodzaju zasmażane ziemniaki i kasze. Wszystko oczywiście smażone na głębokim oleju z ogromną ilością soli (jak oni dożywają tak późnego wieku?!). Dzięki tej wspanialej kuchni, średnia waga kobiet wynosi 100 kilo ;) Ja przerzucam się od dzis na sałatki!
 
Pierożki Babci Maliny
 
Obiadek

LANDSZAFCIK
 
    Gruzińskie Góry są po prostu niesamowite! Takich widoków w Alpach nie zobaczycie ;) W zachodniej części kraju są dużo bardziej zielone, porośnięte gęstymi lasami, podczas gdy na wschodzie są znacznie bardziej surowe i budzą respekt. Smutne jest tylko to, jak ten przepiękny krajobraz został zniszczony przez człowieka. Opuszczone fabryki, zardzewiałe linie wysokiego napięcia, wszędzie gruz i ruiny opuszczonych domów. Najpierw myślałam, że są to skutki wojny, ale później okazało się, że ludzie po prostu masowo zaczęli uciekać z Gruzji (w ciągu ostatnich kilku lat populacja w Tbilisi zmalała o 0,5 miliona) porzucając swoje domostwa ot tak.. To nie jest zachodnia Europa, gdzie najpierw sprzedaje się swój dom, a potem kupuje drugi gdzie indziej. Tu nikt nie chce mieszkać, więc jedyne co pozostaje tym ludziom, to zacząć swoje życie od zera gdzie indziej. Smutne to, bo niektóre  domy musiały być kiedyś przepiękne, a teraz zniszczył je czas.
 
Widoczki
 
Ruiny

   Krajobraz Gruzji jest bardzo zróżnicowany. Są góry (Swanecja, Kazbegi i Tushetia), jest morze (Batumi, Poti), a także doliny, słynne na całym świecie z produkcji wina (Kahetia). I to wszystko na tak małym obszarze! Góry są na pewno numerem jeden dla mnie, natomiast nizinny obszar na wschód od Tbilisi też robi wrażenie ;) Niestety, nie można powiedzieć tego o wybrzeżu Morza Czarnego, które przez większość czasu raczy turystów kiepska pogoda i nie oferuje nic w zamian :/
 
W Gruzji pięknie jest

TURYSTYKA
 
    Turystyka w Gruzji jest bardzo bardzo słabo rozwinięta. Można powiedzieć, że właściwie dopiero zaczyna się rozwijać. Najlepszym tego dowodem jest to, że przez cały dzień łażenia po Tbilisi nie udało mi się znaleźć ani jednego straganu z pocztówkami ;) Dopiero Zura zawiózł mnie do jakiejś księgarni, gdzie udało mi się kupić jakieś 4 mega wymięte pocztówki spod lady (he he, jak za komuny :D). Poza tym brak menu w alfabecie łacińskim w restauracjach, jak i rozkładów jazdy na dworcach (to akurat w sumie nie jest potrzebne, bo i tak żadne rozkłady nie obowiązują). W większości miast/miasteczek nie ma żadnych Tourist Center, a nawet jeśli już przypadkiem jest, to wygląda jak budka z hotdogami i nikt nic nie wie. Do tego dochodzi fakt, że ciężko znaleźć dobry nocleg, bo baza noclegowa jest bardzo słabo rozwinięta. Dominują stare posowieckie hotele, które nie dość, że są syficzne, to w dodatku kosztują majątek. Czasem można znaleźć w miarę fajny nocleg w przyzwoitej cenie przy domu jakiegoś Gruzina, ale trzeba się w tym celu sporo nagimnastykować. Generalnie nie jest to Tajlandia, gdzie prześpisz się w super warunkach za 2 dolary.
 
Wodospad
 
 
A to co to, to nie wiem
 
 
W Gruzji fajnie jest

 
<< Start < Prev 1 2 Next > End >>

Results 1 - 9 of 16


TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2017 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.