Aktualności arrow Wyprawy arrow Indonezja (by Marta)
Indonezja (by Marta)
Bali - sztuka, a nie pijaństwo i rozwiązłość...(22.III.2010) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Monday, 22 March 2010
still alive...
 
    Wracam na Bali, do mojej miejscówki w Kucie - mam dziś wolne od zwiedzania, więc umawiam się na romantyczny wieczór z koleżanką (tak, z koleżanką (JG: a czy rodzice już wiedzą???), notabene dziewczyną, którą poznałam zupełnie przypadkiem, jadąc motorkiem i zatrzymując się przy jednej ze świątyń - jak się później okazało - galerią malarza, jednego z najbogatszych ludzi na Bali). Przyjmuje nas bardzo wyedukowana, ładnie mówiąca po angielsku (a to raczej rzadkość tutaj) córka, z przyjemnością oprowadzając nas po galerii i swoim dworku. W prezencie za wizytę dostaję mega wysokie czerwone szpilki (JG: będzie gdzieś prezentacja?), które sama zaprojektowała. Wieczór spędzamy w bardzo ekskluzywnej KU DE TA - knajpa na samej plaży wśród palm - leżymy na kanapach oglądając przepiękny zachód słońca. Bardzo polecam to miejsce - zaraz koło Kuty w Seminyak.
 
Bali

    Kolejny dzień trochę bez planu, a jeszcze tyle rzeczy do zobaczenia.

    Dowiedziałam się w recepcji hotelu, że jest możliwość wynajęcia prywatnego kierowcy, z którym można zaplanować fajną trasę w głąb wyspy.

   Jeden dzień kosztuje Rp 450 000 (niecałe $45) - z opcją zobaczenia "prawdziwego Bali". Więc jedziemy.

Bali
   
   Pierwszy dzień zaczynamy od artystycznego centrum Bali - Ubud i okolice. Już przejeżdżając przez małe, okoliczne wioski można podziwiać bardzo szczelnie poobstawiane pobocza ulic wszelakiego rodzaju figurkami z kamienia lub drewna, a w tym podobizny bogów i elementy świątyń (co do świątyń - generalnie jest ich wiele, wręcz powiedziałabym, że... tysiące - w wioskach każda rodzina ma swoją ogrodzoną murem świątynię - jest ona przeważnie wielkości domu lub większa. Jest też duża wspólna świątynia dla okolicznej wsi, w której przeważnie odbywają się lokalne "ceremonie" - jak oni to powszechnie nazywają).
 
Rękodzieło

    Każda wioska specjalizuje się w różnego rodzaju rękodziele - jest to przeważnie tradycyjne lub współczesne rzeźbiarstwo w kamieniu i drewnie (głównie maski i lalki używane później przez aktorów w czasie tradycyjnych balijskich tańców), malowanie tkanin (najpopularniejszą techniką, pochodzącą z Jawy, jest batik - czyli misterne farbowanie płótna nasączonego wcześniej woskiem pszczelim tam, gdzie płótno ma zostać niezabarwione, batik jest także bardzo popularny w wersji fabrycznej - czyli ornamentowe kobiece torebeczki, męskie koszule czy tekstylia), jubilerstwo oraz religijne, plecione z palmowych liści koszyczki. 

     Udało mi się odwiedzić dom jednego z najsłynniejszych balijskich twórców masek. Chwalił się, że najwięcej klientów zagranicznych pochodzi z USA - jakoś nie bardzo mogę w to uwierzyć. (JG: a czemu? to że jest kryzys wcale nie znaczy, że nie stać ich na indonezyjską maskę)

     Następnie jedziemy do Goa Gajah - jaskini słonia ze świętym źródłem. Świątynia jest jedną z pierwszych łączących elementy hinduizmu i buddyzmu.

Indonezja
 
   Generalnie "religia balijska" (bo tak ją trzeba nazwać, występuje tylko tutaj na Bali) jest dość skomplikowana (dla kogoś, kto nie ma jej w genach). Tak przyglądając się tym wszystkim ich rytuałom można stwierdzić, że dość dużo czasu poświęcają na przygotowywanie i praktykowanie wszystkich poszczególnych świąt (tak więc biznes z Balijczykami, np eksportowanie biżuterii do Włoch, przy zatrudnieniu kilku lokalnych osób, jest dość wymagający - 'jutro nie jestem dostępny z powodu ceremonii, za dwa dni mam próbę gry na gamelanie' - btw bardzo piękny instrument i nie ma szans na przesunięcie terminów - co świadczy o fundamentalnej roli religii w życiu mieszkańców).

    Dla mnie każde odkrycie nowego aspektu tego życia jest bardzo fascynujące. Tak np. ichniejszy Nowy Rok (Nyepi) - w tym roku przypadał na 16-go marca. Jest to Dzień Ciszy, w czasie którego cała wyspa zamiera: nie wolno w tym dniu pracować, używać światła i ognia, wychodzić z domu - czyli wszystko jest pozamykane, nie ma w tym dniu lotów. Ten dzień jest poprzedzony wielkimi procesjami, w czasie których mieszkańcy przechodząc ulicami dźwigają ogromne posągi zwane OGOH OGOH, przeważnie zrobione z drewna lub styropianu, które każda rodzina prezentuje wraz z odpowiednim układem tanecznym (przy tym jest też organizowany konkurs na najlepszą choreografię - przygotowania trwają ok. 2 miesiący). Po ceremonii następuje wielkie spalenie potworów zakończone rodzinną ucztą (podczas zwiedzania Bali widziałam wiele tych ichniejszych monsterów - muszę przyznać, że kreatywność Balijczyków jest nieziemska).

    Co do mniejszych codziennych obrządków - 2 razy dziennie (na podłodze, więc trzeba uważać, żeby w to nie wejść) przed każdym sklepem, każdym domem czy hotelem składana jest ofiara w postaci małego, palmowego koszyczka z kwiatami, ryżem, ciastkami i kadzidełkiem na znak ułaskawienia demonów, a koszyczki umieszczane na przyległej kapliczce - dla bogów. Nawet kierowcy umieszczają je za szybą samochodów.
 
Marta i Indonezja

    W religii balijskiej jest jeden najwyższy bóg (Sanghyang Widi Wasa), w dziewięciu różnych wcieleniach. Jest to swoista odmiana hinduizmu, która przez wiele lat wykształciła się łącząc elementy starej balijskiej religii z hinduizmem wprowadzonym przez Jawajczyków.
 
    Balijczycy mają też fajne zwyczaje, np. szlifowanie górnych zębów u nastolatków, na znak pozbawienia ich wszelkich cech demonicznych (oni naprawdę mają niesamowite uśmiechy!), albo zaraz po urodzeniu dziecka łożysko umieszcza się w skorupie orzecha kokosowego i zakopuje na podwórku.
 
    To o religii na razie tyle. Wracając do mojej podróży, właśnie wstępujemy do ogrodu przypraw. Mam okazję spróbować wszelakiego rodzaju kaw i herbat. Jakie oni tam mają aromatyczne gorące kakao... Ale najlepsza jednak była kopi luwak - jest to najdroższa kawa na świecie, wydobywana z odchodów zwierzątek, zwanych luwak, które zjadają owoce kawowca, pestki są fermentowane w przewodzie pokarmowym, gdzie pozbawione są kawowej goryczy i wydalane. Potem oczyszczane i prażone. A konsumenci bulą za to jak za woły. Za 1kg trzeba zapłacić ok 1000 euro.
 
    Na drugi dzień kupuję bilet na przedstawienie jednego ze świętych balijskich tańców: Barong i Rangda. Generalnie kultura tańca jest tu bardzo rozwinięta. Czasem przedstawienia mają charakter wyłącznie rozrywkowy, a czasem towarzyszą one konkretnym obrzędom religijnym, zawierając elementy zachowań transowych i duchowego opętania aktorów (np. wbijanie sobie sztyletów w gardło przy wręcz satanistycznej muzyce). 
 
Teatr jednego aktora

    Moje przedstawienie to historia mitycznych istot, Baronga i Randgi, które są ucieleśnieniem dobra i zła. Ciągnąca się przez całą sztukę walka nigdy nie zostaje rozstrzygnięta (zgodnie z wierzeniami Balijczyków - w ich świecie dobro i zło zawsze występują razem). Stroje aktorów są niezwykle kolorowe, całości akompaniuje gamelan - zestaw instrumentów, który składa się nawet z 40-stu części: mosiężnych elementów perkusyjnych, bambusowych fletów i lutni.
 
Pola ryżowe

   Kolejnym miejscem, które polecam to region Kintamani z widokiem na wulkan i jezioro Batur. Następnie jadę zwiedzić, chyba najładniejszą dla mnie, świątynię Ulun Danu Temple nad jeziorem Beratan. Potem po drodze mijam przepiękne górzyste tereny ze słynnymi polami ryżowymi. Przy słonecznej pogodzie kolor młodego ryżu jest wręcz seledynowy, co robi niesamowite wrażenie. Mój mały przewodnik musiał zatrzymywać się co 5 minut, przy każdym nowym wzgórzu tarasowym i przy każdym wystającym słomianym kapeluszu - te rejony to istny raj dla fotografów.
 

    Po powrocie idę jeszcze na chwile na plażę na zachód słońca i popodziwianie surferów :) (JG: Uff, kamień z serca po początkowych paragrafach).

Nie zatankujesz - nie pojedziesz
    
A. Może jeszcze kilka słów o Kucie - hmm...miejsce fajne na bazę wypadową. Ale żeby spędzać tam czas, to tak nie bardzo. Sami turyści, a lokalni są zupełnie inni niż w pozostałych częściach wyspy - bardzo zaczepni, bardzo nachalni. Już kupiłam markera, żeby sobie na czole napisać:

"I do not need:

- transport
- massage
- transport including massage
- taxi"

    Ale za to można na 2h wyskoczyć na mega tanie zakupy i nabyć sobie balijskie kadzidełka, trochę przypraw i kultowe kolorowe Ray Bany.
 
     Następnego dnia wracam do Jakarty Lion Airlines i później już prosto do Dubaju.

    


 
Ciężkie życie na indonezyjskich wyspach (13.III.2010) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Saturday, 13 March 2010

    Teraz może trochę relaksu - czyli 3 dniowy wypad z dużej wyspy Bali na trzy mniejsze (tak, przyda się trochę relaksu podczas wykonywania tej ciężkiej pracy na Indonezji - przyp. JG).

Marta w Indonezji

    Płyniemy szybką łodzią (czyli trochę ponad 2h, ta wolniejsza i dużo tańsza płynie około 6) na prześliczne i totalnie odjechane Gili Islands - leżące zaraz przy Lombok. 100 ichniejszych zlociszy to cena w dwie strony.

Indonezja

    Docieramy do największej i najbardziej rozwiniętej Gili Trawangan (pozostałe to Gili Meno i Gili Air). Dopływamy do brzegu - i pierwsze co powala to totalnie turkusowy kolor wody. Już z łódki widać kolorową rafę, z wręcz oswojonymi jaskrawymi rybami, które już na wstępie szczypią po kostkach, gdy się idzie ok. 3 metrów z łódki do brzegu (a może to pijawki?? - przyp. JG). Pierwsze powitanie należy do lokalnych reprezentantów lobby małych bungalowów, ktore można wynająć nawet za $8. Generalnie wyspa wolna od miejscowego indonezyjskiego zgiełku - 0 samochodów, 0 motocykli (jedyne transportowe urządzenie to mini-zaprzęg z mini-koniem, przypominającym wiecznie zmęczonego i załamanego Kłapouchego).

Kłapouchy

  Oczywiście zamiast ulic są tylko piaszczyste dróżki, po których przeważnie chodzi się boso. Tylko część wyspy jest zagospodarowana turystycznie - wzdłuż plaży mamy kilkadziesiąt małych knajpek do wyboru - przeważnie na piasku postawione, jak ja to nazywam, "chilloutowe miejscówki" z poduchami, na których wybiera się najwygodniejszą pozycję horyzontalną, sącząc sok ze świeżych owoców z lodem, wpatrując się w idealnie odbijające się w wodzie chmury.... uwielbiam te poduchy.

Poduchy

   Miejscowi pochodzą głównie z Lombok. Dbają o bungalowy, sprzedają napoje i zabawiają turystów, grając wieczorami na plaży reagge, tańcząc z dziewczynami, paląc wszystko, co tylko się da (hmm) i przygotowując gorącą czekoladę dla wybranych, korzystając z przenośnej walizkowej kuchenki.

    Po kilku dniach pobytu wszyscy na wyspie się znają, przynajmniej z widzenia i o dziwo podobno jest gdzieś jakiś punkt lokalnej policji, ale nikt z jej usług raczej nie korzysta. 'Peace everywhere'. (also love ? - przyp. JG).
 
:)
  
  Główną atrakcją wysepek jest przepiękna rafa koralowa. Kilka firm oferuje zaawansowane kursy nurkowania. Ja kilkakrotnie snoorkowałam - wrażenia nie z tej ziemi - wszędzie pełno ogromnych żółwi. Nawet udało mi się jednego złapać za brzuch, ale szybko uciekł, bo jakoś chyba nie bardzo przypominałam żółwicy :)

   Jeden dzień spędziłam na Gili Meno - to już bardzo luksusowa wyspa. Dosłownie kilkanaście drogich bungalowów poobwieszanych łańcuchami koralowców, ze 3 restauracje i cudne plaże. Bardzo romantyczne miejsce (czy zaprosisz tam kiedyś jakiegoś przystojnego kawalera? :) - przyp. JG). Wyspę obeszłam w 2 godziny, co chwilę wchodząc do wody, bo upał po prostu był rozbrajający (jakoś nie możemy sobie tego wyobrazić... - przyp. JG).
 
Gagatek

     Następnego dnia miałam okazję wziąć udział w miejscowym iwencie - urodzinach Mahometa. Tego dnia przeprowadzane są walki pomiędzy młodymi miejscowymi mężczyznami, upamietaniające sławne walki o muzułmańską dziewczynę, w czasie których zwyciężca ucina przeciwnikowi głowę. Współcześnie odbywa się to na głównym placu wyspy, z chustkami na głowach, przy użyciu kijów palmowych, które zostawiają ciemno-czerwone pręgi na nagich plecach uczestników (to musi baaardzo boleć).

Indonezja

    W tym dniu cała ludność lokalna zbiera się w miejscu walki, organizując dodatkowe zawody dla małych chłopców - wspinaczka po 30-metrowym palu, na którym umieszczone są różne prezenty do ściągnięcia (jakie te dzieciaki są silne - bez żadnej asekuracji w 10 sekund wspinają się na sam szczyt) lub zbijanie ceramicznych misek z żółtą wodą za pomocą drewnianego kija. Robię tym wszystkim ludziom zdjęcia i tak się zastanawiam, gdzie jakieś rozrywki dla dziewcząt. Pytam jednego miejscowego, czy jeśli bym chciała rozbić taką miskę, to czy cały ten rytuał pogrąży się w hańbie. A on zawiązuje mi oczy i wrzuca na środek areny. Wszyscy krzyczą, wiwatują i finalnie prawie udaje mi się wykonać zadanie. Generalnie chłopcy mają 3 próby - ja miałam tylko jedną, ale zachwyt i gratulacje dla jedynej białej dziewczyny na wyspie, która odważyła się sprostać temu zadaniu, są przeogromne.

Walki kogutów

    Wieczory na wyspie są ciepłe i przyjemne. Wszędzie rozstawione małe lampki i świece. Każdy z każdym rozmawia, spotykamy się na wspólnej kolacji przy pełni księżyca.
 
Indonezja

 

Więcej szczegółow nie pamiętam.... i poprawę obiecuję :)


Wracam na 3 dni na Bali, a potem lot do Jakarty i Dubaj.


 
A te małpy jedne... (9.III.2010) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Tuesday, 09 March 2010
   JG: Witam wszystkich ponownie, z powodu do Izraela zarządu, trzeba było zbuforować relację z Indonezji.
 
-------

   MR: Mam właśnie dość spore przeziębienie, ale daję radę - to skutek tego, że i w hotelu i w taxi jest klima na maksa (zrezygnować z hoteli i taxi, przerzuciś się na chicken busy i riksze - przyp. JG), a na zewnątrz odczuwalne 60 stopni. Ale jest wreszcie okazja skorzystać z ubezpieczenia i wybrać się do ekskluzywnej kliniki na Bali. Wizyta z lekami kosztuje prawie 100 dolców, ale mam nadzieję, że w Polsce grzecznie uznają wszystkie moje rachunki :) (katar nieleczony trwa 7 dni, a leczony tydzień - przyp. JG).

   A co z Bromo - mnie i tak najbardziej podobają się te wszystkie podróże pomiędzy miejscami "wartymi zobaczenia". Z Jogyakarty do Probolinggo (zaraz przy wulkanie Bromo) podróżowałam busem. Na ofercie pobliskiej agencji było napisane "comfortable mini bus air con" - przyjechał totalny grat, któremu właśnie! zepsuła się klimatyzacja, po 2h podróży jednej ze współtowarzyszek złamało się w pół oparcie, a kierowca cały czas się gubił - więc 12-godzinna podróż była na prawdę pełna rozrywek. Całe szczęście, że ekipa składała się ze mnie, hiszpańskiej pary i 2 Holenderek (jeszcze był jakiś skośnooki, ale najpierw wyglądał na kierowcę, a potem okazał się być podróżnikiem, który jakimś cudem znalazł się za kierownicą tego busa, nie wiedząc gdzie jedzie) - wspólnymi siłami daliśmy radę dotrzeć do celu, było super, wykonaliśmy taska!
 
Wulkan Bromo

      Dotarliśmy do hotelu zaraz pod wulkanem (powiedzmy "dość skromnego"). Wstajemy o 3.30 rano, o 4.00 wyjazd jeepami na punkt widokowy. Temperatura 4 stopnie, ale jeśli nie ma wiatru, to odczuwalne jest jakieś 10. Wschód słońca jest ładny, ale mnie dużo bardziej podobał się poranek przy samym wulkanie - na ogromnej przestrzeni pokrytej ciemnym popiołem widzimy stada małych kucyków - ich właściciele proponują podwiezienie pod sam krater. Jednak pieszo było przyjemniej.
 
Te kropki to kucyki

    Wracamy do hotelu na śniadanie - i następnie zaczyna się jeszcze bardziej rozrywkowa podróż - już dużym lokalnym autobusem do Denpasar na Bali. W autobusie można generalnie wszystko (czy na prawdę wszystko?? - przyp. JG)  - przewozić deski, warzywa, można palić, grać na gitarze, śpiewać, tańczyć, zagajać białe dziewczyny, a nawet oglądać TV, ale nie takie zwykłe TV - to są specjalnie dobrane i nienagannie zmontowane amatorskie teledyski techno z porno-fitness dance.
 
Marta i gitara

Fitness porn

   Indonezyjskie dziewczyny w bardzo skąpych bikini pokazują gibkość swego ciała. I nie to, ze nikt tego nie ogląda - wręcz przeciwnie, każdy siedzi na sztywnego (nie opierając się o krzesło) i uważnie obserwuje zmieniające się dziewczyny (to kiedy robi się te pozostałe rzeczy?? - przyp. JG). Ta taśma leciała ze 3 razy, ale lokalni ani trochę się tym nie przejęli, korzystając z niepowtarzalnej okazji. Oczywiście przerzucali nas 3 razy z autobusu do autobusu - ale generalnie już tylko czekałam, aż do środka wpadnie stado świń - chyba i tak nie zrobiłoby to na mnie spektakularnego wrażenia. Potem już tylko prom przy zachodzie słońca i oczywiście masaż - ale naprawdę niezwykły.
 
Masaże

    Kilka krzyków muezzinów dalej.

OK. Jestem już na Bali - zalogowana w Kucie. Pierwszego dnia, podróżując motorkiem z kolegą, zwiedziłam całkiem ładne miejsce - Pura Luhur Uluwatu (X w.) - usytuowany na 70-metrowej skarpie. Jedna z największych morskich świątyń na wyspie. Jakoś tak wyszło, że akurat tego dnia wypadło "małpie wesele" - co dopiero poźniej okazało się przekleństwem. Na zdjęciach widać i tak te najmniej groźne momenty. Tak dla sprostowania - to nie ja lubię małpy tylko one mnie! (masz na myśli tych wszystkich mężczyzn? :) - przyp. JG).
 
Marta i małpa
 
Marta i małpy

Zaraz koło Uluwatu jest przepiękna plaża - mogłaby być moją prywatną, ale to byłoby na razie na tyle - mamy 21.49, a jeszcze muszę się spakować, bo jadę na 3 dni na Gili Islands. Następnym razem opiszę trochę święta, jakie się teraz tutaj obchodzi....
 

 
Nie posyłajcie tam swoich dzieci (27.II.2010) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Saturday, 27 February 2010

    OK, możemy kontynuować!

MR

   Kupiłam bilet na pociąg pierwszej klasy z Jakarty do Jogyakarty (w skrócie Jogja) za 210 000 indonezyjskich rupii ($21). Przed wyjazdem wpadłam na mały targ, aby kupić trochę owoców (mam nadzieję, że je przemyłaś w gorącej wodzie, następnie obrałaś skórkę i jeszcze raz przepukałaś, ja tak zawsze robię w podróży - przyp. JG). 10-godzinna trasa to prawdziwy raj po pobycie w Jakarcie. Wreszcie zielono, dookoła tropikalna roślinność. Wszędzie pola ryżowe, gaje bananowe, stumienie, pola kukurydzy, wioski jawajskie.

Jedzie pociąg z daleka

    Dojeżdżam do Jogjy. Tutaj dopiero grzeje! (około 30-32 stopni wg Internetu - przyp. JG). Mam prześliczny hotelik za $15 (hmm, szybko  założyłaś tam własny biznes - przyp. JG). Spotykam się ze znajomymi (ogromne dla nich buziaki za pomoc). Z Anią idę na Pasar Burung - bardzo znany ptasi targ. Ale nie taki zwykły - na stoiskach stoją ogromne misy z żywym jedzeniem dla ptaków i innych zwierząt - mrówki, karaluchy, świerszcze i inne tam larwy. Przeszłyśmy dzielnie, w końcu jesteśmy w Azji, to normalne, że zamiast czipsów jada się karaluchy.

Karaluszki

   Potem udałyśmy się do Taman Sari - czyli wodnego zamku sułtana. Generalnie Jogyakarta to jedyny region Indonezji, gdzie zamiast gubernatora wciąż urzęduje sułtan (niestety ma już żonę) -> nie ma takiego wagonu, którego nie da się odczepić... przyp. JG. Udało nam się uczestniczyć w odbywającej się co 8 lat ceremonii sułtańskiej, w czasie której zaprezentowano wszystkie 10 rodzajów armii oraz rozdano owoce i warzywa na znak błogosławieństwa płodom rolnym.

Święto lasu

    Wracając do hotelu, przeszłyśmy przez wesołe miasteczko - uwierzcie, nie chcielibyście tam posłać swoich dzieci :). Jogja jest uroczym miastem - bez wierzowców, bez tłumów koczujących na ulicach - jest podobna troszkę do miasteczek hiszpańskich - kolorowa, czysta i pełna małych przytulnych knajpek - zupełne przeciwieństwo do Jakarty. Przyjeżdza tu dość dużo turystów, ktorzy spędzają tu tydzień odwiedzając pobliskie świątynie.  Ja właśnie wróciłam z wycieczki do Borobudur (największy buddyjski zabytek na świecie), Gunung Merapi (pobliski wulkan) i Doliny Królów, a pośrodku niej kompleks świątyń Prambanan. Pozostała tylko niewielka część po trzęsieniu ziemi, ale to miejsce naprawdę warto zobaczyć. Poznałam bardzo fajnych Japończykow, więc było raźniej:)

Piękne zabytki
 
     Jutro (w oryginale było tomorrow, ale nie puści mi tego Rada Ochrony Języka Polskiego - przyp. JG) jadę na wulkan Bromo, na wschód słońca - podobno magiczny, a stamtąd już prosto na Bali. See ya!

 

Na targu fajnie jest

 
Wstępujemy do Indonezji (22.II.2010) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Monday, 22 February 2010

WSTĘP BY JACEK G
 

    Żaden z nas specjalnie nie wie, co kobietami kieruje, w każdym razie jak się dowiemy, to obiecujemy zadzwonić. Jednakowóż od czasu, kiedy kobiety wsiadły na traktory, ruszyły także w samotne podróże. W taką podróż ruszyła Marta R., która w zeszły czwartek skierowała swe kroki do Indonezji, gdzie dotarła prawie na weekend, kiedy wielu z was otwierało pierwszą butelką piwa przed Superkinem. To kolejny wyczyn biednych i dyskryminowanych kobiet, po zeszłorocznym wyjeździe Anki P.S., która samotnie przemierzała Turcję i Gruzję. Tak po prawdzie to obie korzystają na miejscu z pomocy zaprzyjaźnionych mężczyzn, ale to normalne, że kobiety potrzebują naszej pomocy ;)
 
    Ale do rzeczy. Lot Emirates Airlines: Kraków - Wiedeń - Dubaj - Dżakarta przebiegł ponoć w porządku i Marta stawiła się na Jawie, gdzie leży stolica tego 237-milionowego państwa, państwa o największej liczbie muzułmanów na świecie. Stawiła się na jednej z 17 tysięcy wysp, Indonezja bije na głowę Filipiny, gdzie ostatnio bawiliśmy, o prawie 10 tysięcy wysepek. Przypominam, że Polska ma 2... Wolin i Uznam.
 
   Oddaję głos Marcie, która debiutuje na naszych łamach, będzie mało opisów, a więcej zdjęć, poczekamy, na ile wystarczy zapału.
 
Indonezyjskie dziewczynki
 
-----
 
CLUE BY MARTA R
 
    W skrócie - na 5 dni zostałam w Jakarcie - miasto przeogromne i totalnie przerażające. Pełne niespotykanych kontrastów, bogactwo w centrum przytłacza nawet turystów takich jak ja :), a bieda - do mateczników tej prawdziwej nikt nigdy nie wchodzi. Udało mi się zobaczyć kilka miejsc, przez które jak się przechodzi trzeba najpierw przeżegnać się, a potem robić wiele, żeby od razu się z nich nie wycofać. Nie dlatego, że jest niebezpiecznie, ale dlatego, że jest tak okropnie, przeraźliwie biednie....
 
?
 
Port drewniany

Port
 
   Takie miejsca jak Kota, obszar starówki Batawii (dawna nazwa Jakarty), gdzie na placu odbywają się obrzędy ze związanymi dziećmi, Glodok (ichniejsze Chinatown) z wielką Plazą (czyli marketem - wielkosci kilu naszych Galerii Kazimierz) bez wyjść i okien (a w środku ludzie mieszkający w swoich stoiskach z tanią elektroniką, bawiące się w przejściach i pełzające małe dzieci), a skonczywszy na razie na Sunda Kelapa - najstarszym na świecie porcie drewnianym - i rybakami z rodzinami żyjącymi w skleconych na wodzie domkach - to robi wielkie wrażenie.
 
Bida aż piszczy

    Dla mnie - najbiedniejsze i najpiękniejsze dzieci na świece, najbiednijesi i najmilsi ludzie.

Marta

 

    Jutro (wtorek) jadę 10h pociągiem do Jogyakarty - środkowa Jawa, to o czym wspominam, to tylko 0,001% tego, co chciałabym przekazać...


 


TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2017 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.