Aktualności arrow Wyprawy arrow Egipt (by ABB team)
Egipt (by ABB team)
Egipt (27.III.2010) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Saturday, 27 March 2010

Egipt – rejs po Nilu – 19.02.2010 - 5.03.2010

    Egipt to zdecydowanie miejsce gdzie spotkać może nas wiele przygód. Wielkie połacie pustyni urozmaicone zielonymi oazami, kolorowy podwodny świat, oraz grobowce pełne labiryntów zachęcają do odkrywania tego kraju. W Egipcie każdy może w sobie odkryć coś z Indiany Jonesa. Dlatego też postanowiłyśmy zasmakować w przygodzie...

Kair z lotu ptaka

    Zdecydowałyśmy się skorzystać z usług biura podróży i tutaj dobra rada na sam początek. Oferty „last minute” mają sens, jeśli chcemy poleżeć i odpocząć na plaży. W przypadku ofert objazdowych zdecydowanie lepiej jest wybierać oferty około 1-1,5 tygodnia przed wyjazdem - nie ma wtedy wielkich obniżek cenowych, ale przynajmniej można lecieć z wybranego przed siebie miasta.  W naszym wypadku okazał się to być lot ze stolicy...

Luxor

Dzień 1 – 19.02.2010 (piątek) – lot do Hurghady

    Po koczowniczej nocy na lotnisku w Warszawie udało nam się szczęśliwie dolecieć na Hurghady – mmm. Już pierwszy oddech, powiew ciepłego wiatru i promienie słońca na twarzy zdawały się zapowiadać wspaniały pobyt...

    Stosując się do rad naszych szacownych kolegów z Globtroterii – już na dzień dobry zdecydowałyśmy się na odkażenie organizmu, tak na wszelki wypadek. Buteleczki z % bywają w Egipcie na prawdę przydatne – nawet zemsta faraona im się poddała.

Znieczulenie
 
    Warto zaznajomić się już na samym początku z instytucja tzw. Bakszyszu - czyli rodzaju napiwku, zawoalowanej jałmużny, którą powinniśmy dawać na każdym kroku, poczynając od bagażowych (uwierzcie nam walka z nimi o to, żeby samemu zająć się swoim bagażem, bywa mało skuteczna), sprzątaczy, na zwykłych obywatelach pozujących do zdjęć kończąc. Nie są to jakieś wielkie kwoty, bo tak na prawdę każdy daje tyle ile uznaje za stosowne, przeważnie 1-5 funtów egipskich (na dzień dzisiejszy ok. 5L.E=1$) Warto pamiętać, aby zabrać ze sobą, jeśli to możliwe, jak najwięcej drobniaków. Bakszysz, dzielenie się z biednymi, stanowi jeden z filarów wiary muzułmańskiej , dla nas może mało zrozumiały, ale jednak: w krajach muzułmańskich nie ma możliwości, aby ktokolwiek umarł z głodu (daje do myślenia, nieprawdaż?).
 
Cairo
   
   Szczególnym przypadkiem są tutaj dzieci, które w odróżnieniu od dorosłych nie liczą na pieniądze, ale na kolorowe długopisy, których niestety mają tutaj niedostatek. Tak, tak – nie zapomnijcie zabrać wszelkiego rodzaju środków do pisania - flamastrów, kredek wszelkiej maści, bo uśmiech na twarzy dziecka trzymającego w swoich łapkach kolorowy długopis na prawdę zapada w pamięć i pozwala zupełnie inaczej spojrzeć na polską rzeczywistość. Słodycze też się przydają!
 
Junior Egipcjanin
  
   A jak lokalni ludzie rozpoznają Polaków? Podróże kształcą, zatem my też zdobyłyśmy wiedzę niezbędną do rozpoznania krajana na zagranicznych wojażach - otóż: Polacy mają duże nosy!

Dzień 2 – 20.02.2010 (sobota) – leniuchowanie na plaży.

     Morze Czerwone słynie ze swoich wspaniałych raf koralowych, dlatego zobaczyć Egipt bez oglądania bogactw kryjących się pod woda, to jak nie zobaczyć go wcale. Dlatego warto pamiętać o zabraniu płetw, maski i rurki… dla zapominalskich istnieje oczywiście możliwość zakupu na miejscu (płetwy to wydatek ok. 50 le). Lokalne biura organizują także całodniowe wyprawy dla amatorów nurkowania – koszt ok 25-50 $
 
Hurghada
 
Dzień 3 – 21.02.2010 (niedziela) – transfer do Luksoru (kolosy Memnona, świątynia Hatszepsut, Dolina Królów, świątynia Luksorska)

    Dzień trzeci już od samego rana obfitował w bogactwa. Zaczęliśmy od podróży do Luksoru, czyli starożytnych Teb - „miasta o stu bramach”.

   Teby, podzielone Nilem na „miasto żywych” i „miasto umarłych”, były sanktuarium trójcy bóstw: Amona, Mut i Chonsu. Zobaczyłyśmy kolosy Memnona, zwiedziłyśmy świątynie Hatszepsut oraz grobowce w „Dolinie Królów” - zakamuflowane w skalnych rozstępach, drążone na niewiarygodnych wysokościach i niesamowicie długie chroniące ciała faraonów wraz z ich skarbami

Kolosy Memnona
 
Hatsepszut...?

   Jednak nie był to koniec atrakcji przeznaczonych na ten dzień. Po południu i całym dniu spędzonym w jednym z najcieplejszych miejsc do którego docierają turyści – dolinie królów – mieliśmy chwilkę aby odsapnąć przed atrakcjami wieczoru.

   Świątynia Luksorska po zachodzie słońca prezentowała się wręcz cudownie. Wejście zdobi wielki pylon zbudowany przez Ramzesa II. Ma on 65 m szerokości, a zdobią go płaskorzeźby ilustrujące przebieg kampanii prowadzonej przez tego faraona przeciw Hetytom wraz z bitwą pod Kadeszem w Syrii. Przed pylonem stały niegdyś dwa obeliski Ramzesa II. Dzisiaj pozostał tylko jeden z nich o wysokości 25 m. Drugi wywieziono do Francji w 1833 roku, by stanął na Placu Zgody w Paryżu.  Ciekawostką świątyni Luksorskiej jest umiejscowienie wewnątrz jej zabudowań meczetu Abu al-Haggaga.
 
Obeliks A może Asteriks?
 
    Późnymi godzinami nocnymi postanowiłyśmy skorzystać z relaksującej mocy sziszy palonej w lokalnym barze – smak...bezcenny.
 
Szisza bar

Dzień  4 – 22.02.2010 (poniedziałek) – Karnak, Medinat Habu, wioska robotnicza, wyspa bananowa

   Karnak znany niegdyś jako miasteczko Opet-Isut (co znaczy „centrum świata”). Świątynia poświęcona została triadzie bóstw: Amonowi, Mut i Chonsu. Wielka świątynia Amona jest największa w rozległym kompleksie złożonym za świątyń, kaplic, obelisków, posągów, świętego jeziora i strzeżonej przez sfinksy alei łączących Luksor z Karnakiem.  
   Wieże o wysokości 43 m zbudowane są z regularnych bloków piaskowca. Choć północnej wieży  nie dokończono, a żadna z nich nie została ozdobiona, jest to największy pylon w Egipcie (jego szerokość wynosi 130 m). Największe wrażenie robi sala hypostylowa ze 134 kolumnami. Ten las kolumn dostarcza patrzącemu niesamowitych wrażeń i emocji zarówno z powodu swego ogromu, jak też dzięki grze świateł i cieni, przesuwających się między nimi.

Karnak
 
    Ale to jeszcze nie koniec atrakcji tego dnia, po południu miałyśmy okazję udać się do jednej z najlepiej zachowanych świątyń w tym rejonie- Madinat Habu. Dlaczego jest tak niesamowita zobaczyć możecie na zdjęciach – wspaniale zachowane barwy i reliefy na ścianach potrafią zadziałać na wyobraźnie. Szczególnie te które przedstawiają sceny faraona walczącego z wrogami ...ciekawostką jest sposób w jaki liczono pokonanych wrogów – uwaga, uwaga – ofiarom obcinano ręce i genitalia (które na ścianach przypominają paróweczki ;) ).
 
 
   Potem miałyśmy okazję zobaczyć  wioskę robotników, którzy zajmowali się tworzeniem przeogromnych grobowców w dolinie królów. Grobowce robotników były nie mniej imponujące jak grobowce samych faraonów, a już na pewno zachowały się w zdecydowanie lepszej formie, gdyż nie były w centrum zainteresowań złodziei łupiących skarby z grobowców faraońskich.
 
:)

    Udało nam się także odwiedzić  wyspę bananową – objeść się pysznymi małymi banankami  i zobaczyć kilka interesujących okazów drzew owocowych i ptaków, które nieustannie nas z tych drzew atakowały swoimi odchodami ;) bardzo przyjemny spacer...

Nil
 
   W późnych godzinach wieczornych mogłyśmy się w pełni zrelaksować na statku, podziwiając niesamowitą florę i faunę okolic Nilu. Wrażeń z tego, co nasze oczy widziały po prostu nie da się przekazać – to trzeba poczuć, chłonąc całym sobą. A uwierzcie na prawdę warto.
 
Nil

 

Dzień  5 – 23.02.2010 (wtorek) – rejs po Nilu, Edfu, Kom Ombo

    Od  samego rana niesamowite widoki przesuwające się za burtą wprawiły nas w doskonałe humory, co zaowocowało na prawdę fajnym dniem.

    Po lekkim śniadanku udałyśmy się na zwiedzanie świątyni Horusa w Edfu – z charakterystyczną sceną reliefową od frontu przedstawiającą Ptolemeusza XIII zabijającego wrogów Egiptu w obecności Horusa i Hathor.

Edfu

   Na statku Jadzia w między czasie próbowała poczytać arabską gazetę ;) Zrozumieć jest ciężko, ale warto nauczyć się kilku słów.

Arabska gazeta

   Wieczorkiem naszym oczom ukazała się  podwójna świątynia w Kom Ombo – widok zapierający dech w piersiach zwłaszcza , że nasz statek cumował jakieś 5 minut spacerkiem od niej.

Kom Ombo
 
   Nocą postanowiłyśmy zasmakować  w arabskich rytmach i w tradycyjnych (może troszkę zeuropeizowanych) strojach wybrałyśmy się na „ galabija party”. Trzeba było całkiem niezłych mięśni brzucha i ruchów biodrami, żeby dotrzymać towarzystwa lokalnym :D Okazało się jednak, że jesteśmy całkiem niezłe w tym co robimy, bo zostałyśmy same na parkiecie (absolutnie nie dlatego, że tańczyłyśmy tak nieudolnie :P ). Nasze tańce zakończyły się nocną kąpielą w basenie na pokładzie widokowym na statku.
 
Zapoznani młodzieńcy

Przed Galabija Party
 
 
Dzień  6 – 24.02.2010 (środa) – Abu Simbel, tama Asuańska, świątynia Philae – jeden z najcięższych dni naszej podróży

     Takim oto cudownym orzeźwiającym sposobem zakończyłyśmy i jednocześnie zaczęłyśmy kolejny dzień naszej wyprawy – dzień 6 – który swój początek miał już o 3 w nocy, kiedy to musieliśmy wyruszyć na pustynie, żeby zobaczyć świątynię Abu Simbel – poświęconą bogom słońca Amonowi-Re i Re-Horachte oraz bogu sztuki i rzemiosł Ptahowi. Tworzyła ona rozległy kompleks, wchodzący nawet 56 m w głąb skały. Do ciekawostek związanych z Wielką Świątynią należy zjawisko zachodzące dwa razy w roku, 19 lutego i 21 października wschodzące słońce oświetla wizerunek Amona-Ra i Ramzesa, po chwili także Re-Horachte. Jedynie wizerunek Ptaha nigdy nie jest oświetlony promieniami słońca – jak to przystało na bóstwo ciemności.

Abu Simbel

    Mniejsza świątynia w Abu Simbel, poświęcona została bogini miłości i piękności Hathor oraz Nefertari.

Abu Simbel

    Ale świątynia to nie wszystko – w końcu udało nam się zobaczyć prawdziwą pustynie z fatamorganą! Nagrzane, południowe powietrze zdążyło zaigrać z naszymi zmysłami ponieważ sama podróż z Assuanu do Abu Simbel i z powrotem trwa ok 6 godzin (+zwiedzanie). Co prawda wycieczka możliwa jest tylko w konwoju i z przedstawicielem policji uzbrojonym po zęby jadącym w każdym autokarze, więc spanie na fotelu obok uzbrojonego faceta powinno zapewniać poczucie bezpieczeństwa, u nas jednak wzbudziło zupełnie inne odruchy, gdyż lufy jego 2 pistoletów wycelowane były w naszym kierunku.

Fatamorgana

    Popołudnie zajęło nam zwiedzanie świątyni Izydy na wyspie Philae i wielkiej tamy Asuańskiej z pomnikiem przyjaźni radziecko-egipskiej. Miejsca piękne, niestety pamięć po atrakcjach nocy poprzedniej i poranka powodowała kompletne otępienie naszych umysłów i poza licznymi zdjęciami, które udało nam się zrobić, niewiele w nich pozostało.

Oaza
 
    Karola usypiała w każdej możliwej pozycji i reagowała tylko na wezwania przewodnika „yalla Polska”, które były w stanie wyrwać ją z otępiającego zmęczenia. Spanie w każdej możliwej pozycji, nawet na stojąco opanowałyśmy do perfekcji.
 
Płd Egiptu

Dzień  7 – 25.02.2010 (czwartek) – ogród botaniczny na wyspie Kitchenera (Geziret an-Nabatat), wioska nubijska i lekcja jazdy na wielbłądach

     Minął już tydzień od naszego przylotu do Egiptu. Zdarzyłyśmy się przyzwyczaić do zaczepek na każdym kroku i tego że ponad 90% mężczyzn chciałoby się z nami przespać albo coś nam wcisnąć pomimo tego, że jako rasowe turystki zasłaniałyśmy wszystko co w kulturze islamu może okazać się powabne i kuszące...no cóż blondynka i egipsko wyglądająca brunetka samotnie spędzające urlop mogą w tym kraju uchodzić tylko za siostry ;) takim oto sposobem zostałyśmy siostrami!! Ciekawe co by na to powiedzieli nasi rodzice – hmm...

Pięknie, pięknie...

    Ten dzień był już zdecydowanie luźniejszy od pozostałych – jeden z ostatnich na naszym rejsie po Nilu. Ostatni na statku, ale za to pierwszy kiedy to miałyśmy okazję zaszaleć na wielbłądach i zobaczyć prawdziwą burzę piaskową!

     Z dobrych rad dnia dzisiejszego możemy udzielić krótkich wskazówek jak wsiadać na wielbłąda ;)

U wielbłąda

    Otóż wsiada się zupełnie tak samo jak na konie – okrakiem go trzeba wziąć – jedyną różnicą jest to, że taki wielbłąd potem musi z nami wstać a to już nie lada wyzwanie, biorąc pod uwagę , ze od konia jest nieco wyższy i spadanie okazać mogłoby się bolesne. Po tym jak już wygodnie usadowimy się w siodle z naszym całym dobytkiem warto podsunąć się maksymalnie do przodu siedziska, złapać rękami tzw. kolek z przodu i w momencie , kiedy wielbłąd wstaje odchylić się maksymalnie do tylu (uwaga limitem odchylenia są możliwości kręgosłupa, tudzież kolek z tylu, który potrafi boleśnie wbić się w plecy). A potem, to już tylko pozostaje ...jazda. Nie bez powodu wielbłądy nazywane są „statkami pustyni” – buja nieprzeciętnie, zwłaszcza jak wielbłąd wymyśli sobie ze lekko potruchta, ewentualnie zagrzebie się w piachu.

Wioska nubijska 

     Atrakcji na ten dzień jednak nie zabrakło. Asuan pożegnał nas lekką burzą piaskową, zrobiło się ciemniej i… żółciej. Ciekawe uczucie być uderzanym tysiącami ziarenek piasku i pyłu… Późnym popołudniem zapakowałyśmy się do lokalnego pociągu relacji Asuan-Kair i wyruszyłyśmy w ponad 14 godzinna wyprawę do Kairu.

Krokodyl nilowy
 
POciąg do Kairu

    Standard pociągów był całkiem przyzwoity, nieco brudno i koledzy biegający po ścianach to chyba coś do czego można się szybko przyzwyczaić. Poza tym całkiem przytulnie urządzone wnętrze: 2 łóżka rozkładane przez kierownika wagonu (swoją drogą przydałaby się u nas taka instytucja), łazienka wewnątrz każdego przedziału z dostępem do bieżącej wody, pachnącym mydełkiem, zestawem ręczników...no czegoż chcieć więcej? Dla wymagających dodam jeszcze, że na korytarzu był ogólnie dostępny prysznic, a pan z obsługi był na każde zawołanie, niemalże jak stewardesa w samolocie. Kolacja i śniadanko do łóżka… na prawdę niezłe.

    Nasza podróż pociągiem zakończyła się wynalezieniem nowego drinka, który postanowiłyśmy nazwać „Night train to Cairo”: połowa szklanki gorzkiej żołądkowej miętowej + sok/napój ananasowy.

InterCity

    Po takim znieczuleniu bujanie i wibracje egipskich pociągów bywają naprawdę nieszkodliwe ;)
 
 
Dzień 8 – 26.02.2010 (piątek) – Kair: Memfis, Sakkara, Kościoły Koptyjskie, Muzeum Egipskie

    Poranek w Kairze zaskoczył nas ochłodzeniem. Z temperatury około 30 stopni do której już przywykłyśmy , dostałyśmy się do zupełnie innego świata - 16 stopni po wielkim oberwaniu chmury. Ulice Kairu stały w wodzie, bo kanalizacja niestety nie jest przystosowana do tak obfitych opadów a i ludzie nie za bardzo o nią dbają, bo walające się tony śmieci skutecznie zatykają wszystkie odpływy i ścieki.

Cairo

    Zmiana pogody przypomniała nam niestety, ze już niedługo trzeba będzie przygotować się na szok klimatyczny. Pod piramidę w Sakkarze udałyśmy się już w kurtkach zimowych, które chroniły nas nie tyle przed zimnem, co przed zimnym wiatrem tak charakterystycznym dla Egiptu w tej porze roku. No cóż... zdjęcia pod piramida schodkową w kurtce zimowej: specjalnie dla czytelników Globtroterii! ;)

Zzzzimnnooo

    W Kairze koptyjskim natomiast zobaczyłyśmy między innymi najstarszy z zabytków architektury koptyjskiej - kościół  św. Sergiusza i Bakchusa. Podobno ten kościół zbudowano na krypcie, w której schroniła się Święta Rodzina podczas ucieczki do Egiptu.

Cairo
 
     Na koniec udałyśmy się zobaczyć wszystkie skarby starożytnego Egiptu, zmagazynowane w Muzeum Egipskim w Kairze. Piękna biżuteria, mumie, skarby z grobowca Tutanchamona m.in. jego sławna maska… bardzo ciekawa kolekcja niestety przechowywana w dość nieprzyjaznych warunkach.

 

Dzień 9 – 27.02.2010 (sobota) – Piramidy i Sfinks w Gizie, meczet alabastrowy Muhammada Alego, cytadela Saladyna

    Nadeszła wiekopomna chwila – w dniu dzisiejszym cel wszystkich podróży do Egiptu: tajemniczy Sfinks i piramidy.

Sfinks z Cheopsem
 
 
     Zespół piramid w Gizie to dwie największe piramidy zbudowane w starożytnym Egipcie. Wszystkie mają kształt ostrosłupa na podstawie kwadratu. Największą z nich jest piramida Cheopsa - w starożytności „Horyzont Cheopsa” - jeden z siedmiu cudów świata. Ma podstawę o boku 230 m i wysokość 147 m. Piramida Chefrena jest wysoka na 137 m, piramida Mykerinosa ma tylko 65 metrów wysokości. Wokół tych piramid zbudowano szereg mniejszych, przeznaczonych na grobowce królowych i dostojników państwowych.
 
Ze Sfinksem

    Piramida Chefrena wyróżnia się  ustawioną obok niej, przy dolnej świątyni grobowej, monumentalną  rzeźbą Sfinksa. Został on wyrzeźbiony w olbrzymim bloku skalnym. Sfinks ma ciało lwa i głowę faraona osłoniętą  szeroką chustą nemes .

Piramidy
    
    Piramidy naprawdę robią niesamowite wrażenie ;)

Dzień 10 – 28.02.2010 (niedziela) – Kair muzułmański

   Ostatni dzień w Kairze postanowiłyśmy poświęcić na zwiedzanie części muzułmańskiej. Aby móc dostać się we wszystkie interesujące nas miejsca bez problemów, postanowiłyśmy ubrać się troszkę bardziej po ichniejszemu. Studiowanie sposobów wiązania chust tzw. Hidżabu przez egipskie kobiety , dało chyba całkiem niezły efekt. Tym razem zaczepiane byłyśmy tylko i wyłącznie po arabsku, a to i tak zdarzało się sporadycznie.

Po arabsku
 
    Ubrane od stop do głów postanowiłyśmy pospacerować w okolicach znanego bazaru Khan el Khalili. Zobaczyłyśmy miedzy innymi wielokrotnie przebudowywany meczet Al Azhar, meczet i mauzoleum sułtana Kalawuna, meczet AL- Hakina, pałac z mauzoleum Al Ghuriego. A potem przez bramę południową dostałyśmy się na targ kasaba, gdzie wśród „tubylców” miałyśmy okazje zobaczyć jak wygląda życie codziennie ludzi w Kairze. Życie z dala od turystów (byłyśmy jedynymi turystami), pełne brudu, ubóstwa… życie, którego nie sposób zobaczyć z okien autokarów. Kiszone ryby w akwariach wystawionych w pełnym słońcu, biegające kurczaki i króliki zarzynane na oczach przechodniów, a tuż obok sklepy z pieczywem pachnącym tak cudownie, że jeszcze dzisiaj nie sposób zapomnieć… stragany z kolorowymi przyprawami, których nazw nie sposób spamiętać oraz ogrom barw powiewających na wietrze chust- taki Kair naprawdę potrafi skraść serce.
 
real Idżipt
 
Meczecik

Dzień 11-14 – zasłużony odpoczynek w Hurghadzie.

    Hurghada- miasteczko stricte turystyczne, w którym podobno wiele się dzieje. Nas jednak nie zachwyciło. Wyglądem przypominało każde miasteczko turystyczne w ciepłym kraju. Przeciętność – ot i tyle.

     Co w nim warto zobaczyć? Podobno warto wybrać się do dzielnicy handlowej z mnóstwem knajpek – Sakkala. Ale miejcie się na baczności, bo herbatke i kawke niestety robi się tam z lokalnej wody, co może poskutkować pewnymi problemami żołądkowymi. A nagabujący sprzedawcy potrafią na prawdę działać na nerwy.

HAbibi

     Miejcie się na baczności również jeśli chodzi o taksówkarzy w Hurgadzie, którzy próbują na wszelkie sposoby wymusić od biednych, nieświadomych turystach jak najwięcej pieniędzy. Niestety nam nie udało się uniknąć mało przyjemnych przygód. Jeden z taksówkarzy chciał nas wywieźć poza miasto i najprawdopodobniej wymusić odpowiednia dla niego sumkę, żeby nas przywieźć z powrotem. Ale nie z nami takie numery :P zachowałyśmy zimna krew i chociaż Jadzia miała już w głowie szczegółowo opracowany plan iście z Jamesa Bonda jakby przydusić kierowcę paskiem od bluzki, to jakoś udało nam się uniknąć nieprzyjemności.  Samotnie podróżujące kobiety w krajach muzułmańskich – miejcie się na baczności!

Hurghada

   Jedynym urokliwym miejscem, oprócz raf koralowych ma się rozumieć... ale o tym później, jest Marina, czyli port w Hurgadzie.

    Chyba jedyne miejsce w całym Egipcie przypominające standardami Europę – czyste, schludne, z wielka ilością małych, urokliwych kawiarenek, gdzie może zapalić fajkę wodną podziwiając gwiazdy na niebie i rozkoszując się chłodnym wiaterkiem od morza...

Za karę - Sakara

    Rafy koralowe u wybrzeży Egiptu są jednym z najbardziej urokliwych miejsc. Wiele ludzi przyjeżdża do Egiptu rokrocznie i do tej pory nie widziało piramid, bo skupiają się tylko na rafach! Tego, co kryje podwodny świat nie da się opisać w kilku zdaniach – kolory zapierają dech w piersiach, ocierające się o nasze ciała ławice ryb szokują bezpośredniością, a ciepła woda sprawia, że możemy poczuć się dużo przyjemniej pod woda aniżeli na lądzie.

Hurghada
 
     Tak więc kochani...koniec naszej podroży – teraz już tylko powrót do rzeczywistości – w zimny i śnieżny polski świat. Egipt bez wątpienia skradł nasze serca i zapadł głęboko w pamięć. Smak, zapach i ciepło promieni słonecznych pozostaną jeszcze przez długi okres czasu w naszych umysłach wywołując błogi uśmiech na naszych twarzach.

    Egipcie – jeszcze do ciebie wrócimy!!

CENY:

 

Aby wyszły w złotówkach - dzielcie przed 2.

Woda mineralna: 2 L.E za 1,5 l w sklepie, ok .5-8 L.E. jeśli trafimy na stragan na którym trzeba się targować

Papierosy: paczka marlboro light ok. 8,5 L.E. w sklepie

Coca-cola: butelka 1,5 ok. 3,8 L.E. w sklepie

Herbata: w hotelu – 6 L.E., Abu Simbel - 20 L.E.

Wynajem feluki: 15 L.E. dla 8 osób

Bilet metra w Kairze: 1 L.E.

Taksówka w Kairze (koniecznie biała, gdyż te mają taksometry): 2,5 L.E./ km + 5-10 L.E. napiwku, jeśli kierowca okazał się w porządku.

 

ZDJĘCIA:

Egipt by Jadzia

Egipt by Karolina

Kair by Jadzia

 


 


TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2017 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.