Aktualności arrow Wyprawy arrow Tajlandia i Laos 2010- 2015
Tajlandia i Laos 2010- 2015
Bangkok (27 VI 2010) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Sunday, 27 June 2010

    WRITTEN BY DAMIAN GRELA

   Tak więc zgodnie z zapowiedzią ponownie jestem w Bangkoku, sprawdziłem i godziny policyjnej nie ma, zamieszek nie ma, metro, skytrain działają, nadal wszedzie słychać "massage, massage", więc miasto wróciło do swojego wcześniejszego życia. Mimo że pora mokra już w pełni, to jak na razie na szczęście pada tylko w nocy – ale jak pada to tak jak u nas przed powodzią – pomiędzy 30 centymetrowymi krawężnikami zamiast ulic płyną rzeki…

 

    Czas ogólnie mija przyjemnie – każdego dnia mecz o 21 (16 czasu polskiego) i tylko wyjątkowo dobry o 01:30 (20:30 czasu polskiego). Weekend spędziłem odświeżając sobie Bangkok, dodatkowo zrobiłem sobie wycieczkę wzdłuż głównej rzeki. Odebrałem również ISIC'a dla Marcina Migi – fonetyczna zbieżność z rzeczywistymi postaciami nam znanymi czystko przypadkowa :D. Dzwoniłem również do ambasady z pytaniem czy mogę wziąć udział w II turze wyborów – niestety nie byli mi w stanie odpowiedzieć. Mają się dowiedzieć do poniedziałku :D. Jak nie będzie się dało zagłosować to chyba do Kambodży się wybiorę – tyle, że to 20 h w autobusie tylko po to, by przez 5 h pospacerować po Angkor – skomentujcie czy warto.

    PS. Jacek pod to pytanie jakieś audiotele czy też zabawę SMS’ową szukuje (musi ten hotel z Haiti jakoś sobie odbić :D ).


 
Hua Hin & Bangkok (21 V 2010) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Friday, 21 May 2010

    Ostatni weekend postanowiłem ponownie spędzić nad morzem, aby się jeszcze dopalić. Ze względu na najłatwiejszy dojazd wybrałem zachodnie wybrzeże… niestety, ale nie wiedziałem, że zostanie zamknięte metro i skytrain, bo w takim przypadku nigdzie nie ma łatwego dojazdu. Po chwili zastanowienia (miałem pociąg za godzinę), wynająłem skuter z kierowcą – bardzo popularny środek transportu. Skutery oczekują przy stacjach metra, aby ludzi wychodzących z podziemi podwieźć do biura, czy innego miejsca, zwykle to nie więcej niż 500 metrów. Koszt to zawsze 20 BTH. W moim przypadku chciałem przejechać takim skuterem około 6 stacji metra + musiałem ominąć zablokowaną dzielnicę miasta (na terenie 3 stacji czerwone koszule się zabarykadowały). Ostatecznie udało mi się ustalić cenę 200 BTH, podróż zajęła prawie godzinę, więc ledwie co zdążyłem na pociąg. Hua Hin to małe miasteczko, z bardzo dobrymi owocami. Morza. Posłuchałem Lonly Planet i wynająłem pokój na molo, cena bardzo dobra, bo tylko 400 BTH.

 
 

    Wieczorem chwila odpoczynku, a następnego dnia kilka godzin na plaży. Niestety pogoda nie rozpieszczała za bardzo, bo na zmianę słońce i chmury. Plaża również nie najlepsza, bo bardzo dużo kamieni było. Po powrocie sytuacja w Bangkoku była jeszcze gorsza niż w sobotę i żaden kierowca taxi nie chciał mnie podwieźć do hotelu. Ostatecznie znowu skończyłem na skuterze – tym razem niestety jeszcze drożej, bo 250 BTH… ale podróż była jeszcze dłuższa, bo w większej ilości dzielnic było niespokojnie. Tego też wieczora byłem dwa razy przeszukiwany – raz przez policję, sprawdzali dokładnie wszystko, co mam w plecaku a następnie przez czerwone koszule – stworzyli sobie chackpoint pod jednym z wiaduktów. Na szczęście nie pobierali żadnych haraczów za przejazd. Kolejne 3 dni w Bangkoku to coraz większe napięcie – jedna na 5 taxówek godziła się na kurs w okolice banku. W środę wojsko spacyfikowało protestantów i od tego czasu można powiedzieć, że jest spokojniej. Aczkolwiek cały czas jest ogłoszona godzina policyjna i o 19 większość lokali jest zamykanych, nie pracują urzędy, banki, itd. My również wycofaliśmy asystę dla projektu – dzisiaj wylot. Analizując na miejscu sytuację pewnie z tydzień będzie jeszcze ogłoszona godzina policyjna, może w późniejszych godzinach – aktualnie jest między 21, a 5 rano. Może w połowie tygodnia uruchomią metro i skytrain w godzinach od 6 do 18. Normalności można się spodziewać nie wcześniej niż za 2,5 - 3 tygodnie. Dlatego z ewentualnym wyjazdem polecam się wstrzymać do 20 czerwca…

Pacyfikacja widok z hotelowego basenu
 
Pacyfikacja widok z hotelowego basenu cd..
 
Widok z hotelowego basenu wieczorem

 
Singapur (11 V 2010) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Tuesday, 11 May 2010

    W ostatni weekend zrobiliśmy sobie wypad do Singapuru, to tylko 2 h lotu z Bangkoku. Podróżowaliśmy AirAsia oraz Tiger Airways (całkowity koszt to około 480 PLN na osobę). Miasto nowoczesne, z super rozwiązaną komunikacją (metro + skytrain), nie tak czyste jak Jacek przekonywał  (jak ja byłem, to potrafiłem utrzymać je w czystości - przyp. JG), ale na pewno zadbane, niestety też dużo droższe niż Tajlandia. Nocleg udało się nam znaleźć dosyć tani i w całkiem dobrym miejscu. Wieżowce robią ogromne wrażenie, są nowe i wysokie (jak to wieżowce - przyp. JG), szczególnie jeden z czymś w rodzaju wyspy na dachu mi się bardzo spodobał. Co ważne, wyglądają dużo lepiej niż te w Los Angeles czy San Francisco, bo mają pewnie nie więcej niż 20 lat. Oprócz wieżowców oglądnęliśmy Little India, Chinatown, dzielnicę sklepową, kilka centrów z elektroniką (ceny nie powalają) oraz chcieliśmy kolejką liniową pojechać na wyspę Sentosa – niestety kolejka chyba w remoncie. Wieczorem degustowaliśmy w chińskiej dzielnicy różne piwa z Chin oraz Korei. Po powrocie  do Bangkoku musieliśmy się ustawić w kolejce po wizę on arrival, gdyż tą wcześniejszą mieliśmy jednokrotnego wjazdu, nie było by w tym nic trudnego, gdyby nie fakt, że nie mieliśmy jednego z koniecznych dokumentów czyli biletu powrotnego do Polski. Okazało się jednak, iż równowartość 50 PLN pomoże pracownikom urzędu imigracyjnego jakoś nie zauważyć tego braku :D. Dodatkowo poprawiłem również datę mojego wylotu, gdyż urzędnik wpisał mi jeden dzień za wcześnie… prawie jak Cejrowski wizę przerabiał ;).- > Damian ty kryminalisto!! - przyp. JG.

 
 
 
 
 
 
 
 
 

 
Lopburi, Ajutaja oraz Khan Yai (10.V.2010) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Tuesday, 11 May 2010

    Tak się przyjemnie złożyło, iż 3 maja również w Tajlandii to dzień wolny, więc miałem 3 dni na odwiedzenie miejsc w miarę bliskich stolicy. W sobotę więc wybrałem się do Lopburi oraz Ajutaji. Dojazd pociągiem zajmuje około 3,5 h, cena to 20 BTH. Jechałem 3 klasą w mega zatłoczonym wagonie – w przedziale były miejsca dla 9 osób, a jechało nas 17 ;).(czyli mamy prawdziwą pozycję Damiana w Tajlandii - przyp. JG).

Przedzial :)

    Jak już dojechałem, ruszyłem w poszukiwaniu tych podobno wszędobylskich małp, zacząłem od zobaczenia pałacu – niestety dosyć drogi wstęp jak na warunki tajskie i nie wiele do zobaczenia, nie polecam do tego był jeszcze w trakcie odbudowy.

Palac

    Następnie przechodziłem obok ruin jednej ze świątyń i tutaj zobaczyłem pierwsze małpy – bardzo szczęśliwy (?? :) - przyp. JG) obserwowałem jak się bawią, itd. Co ciekawe kable telefoniczne oraz elektryczne stanowią dla nich coś w rodzaju szlaków komunikacyjnych, często też lubią bawić się antenami dlatego w tej miejscowości często takie urządzenia na dachach znajdują się w klatkach.

Malpy
 
Malpy cd..

    Następnie byłem zobaczyć inną działającą świątynię, gdzie zagadał do mnie jakiś mnich, wypytując skąd jestem, czy bym nie chciał się do nich przyłączyć, itd.

Swiatynia
 

    Wracając już w kierunku stacji kolejowej miałem zobaczyć jeszcze jedną pozostałość świątyni i okazało się, iż to jest ta wokół której żyje bardzo dużo małp. Tutaj też zostałem przez dwie małpy okradziony z puszki Pepsi (nie wiele tam było, ale puszkę zabrały). Świątynia i jej bliska okolica wygląda jak miasto małp. Kupiłem ogórki, które chyba są tu ich przysmakiem (a wódkę też piją? - przyp. JG) i zacząłem je karmić. Szło mi całkiem nieźle, do czasu aż przyszły 3 cwane osobniki i nie chciały po ogórku tylko całą siatkę. Ponieważ nie czułem się komfortowo z małpą na plecach, drugą na nodze i trzecią próbującą wyrwać worek, skapitulowałem i oddałem wszystkie ogórki – na szczęście nie byłem tak przez nie oblegany jak inni na poniższym zdjęciu :).

Malpy
 
Malpy cd..
 

    Później szybko na dworzec, gdzie okazuje się, że mój pociąg ma ponad godzinne opóźnienie – czas wykorzystałem na zupę z gar kuchni – cena jeszcze niższa niż te w Bangkoku – 15 BTH. Następnie powrót do Ajutaji, tym razem już w normalnych warunkach. Zgodnie z wytycznymi Igi wypożyczyłem rower i w przeciągu 2 h zobaczyłem wszystkie budynki sakralne oraz jakieś pałace. Bardzo ładnie to wygląda i nie jest odnowione, jak podobne obiekty w stolicy. Pociąg niestety znowu spóźniony i ostatecznie do Bangkoku dojechałem po 23.

Ajutaja
 
Ajutaja
 
Ajutaja
 
Ajutaja

    Niedzielę poświęciłem na:

  • odpoczynek w najstarszym parku Bangkoku - Lumphini,
  • zorganizowanie wyjazdu do parku Khan Yai na następny dzień,
  • sprawdzenie czy ten słynny Night Market warto odwiedzić – dla mnie to taka Krakowska Tandeta, tylko może z szerszym asortymentem, więc czy warto to pewnie tyle zdań, co osób…

    W poniedziałek o 6 wyjazd spod hotelu, Khan Yai jest parkiem z lasem wiecznie zielonym, kilkoma górkami, wodospadami i dosyć dużą ilością ssaków. Niestety jest oddalony od Bangkoku o ponad 200 kilometrów i do tego ciężko tam dojechać komunikacją zorganizowaną, dlatego też wraz z kolegą Marcinem wynajęliśmy taxi – za ponad 400 kilometrów oraz kierowcę na cały dzień zapłaciliśmy 2300 BTH, obiad oraz 3 litry wody ;). Niestety park do najtańszych nie należy, bo wstęp to kolejne 400 BTH od osoby + jeszcze opłata za samochód. Obcowanie z naturą niestety kosztuje, oczywiście 400 BTH to stawka dla turystów, lokalni płacą 40 BTH :/. Będą w parku wybraliśmy się na 4,5 h przechadzkę przez las w kierunku dwóch wodospadów. Szlak można powiedzieć, że miejscami był po prostu lasem, dlatego już musieliśmy zapłacić za przewodnika – pierwszy raz w życiu miałem przewodnika. Przed wejściem do lasu kazali nam kupić takie dosyć grube skarpeto – worki pod kolana. Na początku nie do końca wiedzieliśmy, o co chodzi ale po 30 minutach jak znaleźliśmy na naszych nogach kilkanaście pijawek wiedzieliśmy ;), kilka mnie ugryzło co można zaobserwować na filmie, który kryje się pod linkami ze zdjęciami. Las do tej pory często kojarzył mi się ze spokojem oraz wyciszeniem, a tu jakiś świerszcze wierciły w drzewie i emitowały taką ilość decybeli, że na początku myślałem, że w lesie gdzieś w bliskiej odległości jest wykonywana wycinka drzew… Później już tylko kąpiel w rozlewisku pod wodospadem, obiad i powrót do Bangkoku.

Park Lumhini
 
Wiercące świerszcze
 
 
 
 

 
Chiang Mai (27 IV 2010) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Tuesday, 27 April 2010

    Ostatecznie w piątek wychodząc z pracy zdecydowaliśmy z Piotrem, iż trzeba gdzieś pojechać, bo nie ma sensu siedzieć w Bangkoku w weekend, tym bardziej, że w czwartek wieczorem doszło do wybuchów i raczej zwiedzanie miasta nie było najlepszym pomysłem. Szybko znaleźliśmy autobus i udaliśmy się na dworzec autokarowy. Cena od osoby to 518 BTH, planowana godzina przyjazdu to 8 rano. Podróż minęła dosyć szybko, nawet udało się nam kilka godzin przespać.

Pokój

    Po przyjeździe od razu pojechaliśmy do hostelu (2 na liście przewodnika), gdzie zablokowaliśmy pokój 2 osobowy – 180 BTH za noc. (jakieś konkrety, gdzie ten hostel, co to za hostel, bar otwarty całą noc? - przyp. JG)

Hostel

    oraz od razu kupiliśmy całodzienną wycieczkę po okolicznych atrakcjach. W planie było:

  • Oglądnięcie farmy kwiatowej, na której kwiaty rosną w powietrzu (WTF - przyp. JG)
  • Przejażdżka na słoniu
  • Spacer do wodospadu oraz kąpiel w bajorku pod wodospadem
  • Rafting
  • Spływ tratwą bambusową.

    Wycieczka kosztowała 1500 BTH za sztukę (150 zł), ponieważ byliśmy jedynymi chętnymi (wcześniejsze grupy już pojechały, gdyż start takich imprez to godzina 8) to zorganizowali dla nas specjalną prywatną wersję. (tzw. VIP Private Tour dla leniwych - przyp. JG). Dzień minął szybko, zdecydowanie nie polecam przejażdżki na słoniu – strasznie trzęsie, a do tego można trafić na słonia z charakterkiem, któremu w połowie trasy odechce się gdziekolwiek iść ;). Rafting też byłby dużo fajniejszy, gdyby była to pora mokra i rzeka byłaby bardziej rwąca. (a  ziemia kręciła się w drugą stronę i byłbym modelką od Versaccego - przyp. JG). Spacer i spływ tratwą bambusowa nie wymaga większego komentarza, bo każdy chyba wie o co chodzi, woda płynie, a kroki niosą.

  Kwiaty...
Kręgi
Słonie
Wodospad
Nocny market

    Tego wieczora udaliśmy się jeszcze na nocny bazar – ciekawe aby zobaczyć, jednakże artykuły raczej nieprzydatne dla prawdziwego mężczyzny. Przed snem popróbowaliśmy jeszcze wina ryżowego – 40 BTH za 0,5 litra. Trzeba powiedzieć że ciekawa alternatywa dla piwa Chang. Niedziela minęła nam głównie na zwiedzaniu miasta, po którym podróżowaliśmy na wynajętych rowerach (cena to 50 BTH za 24 h). Powrót do Bangkoku o 16:30 (w hotelu zameldowaliśmy się trochę po 4 nad ranem), tym razem w autobusie było więcej miejsca na nogi , co umożliwiło przyjemną podróż. (tak, mogliście myśleć jak odebrać pracę tym ludziom z kalkulatorami... - przyp. JG).

POZOSTAŁE ZDJĘCIA


 
<< Start < Prev 1 2 Next > End >>

Results 10 - 15 of 15


TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2019 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.