Aktualności arrow Wyprawy arrow Maroko (by ABB team)
Maroko (by ABB team)
Maroko vol 2 (17.V.2010) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Monday, 17 May 2010
BY KAROLINA i JADZIA
 
Czwartek - Tanger/Tetuan
 
     Czwartek okazał  się dniem bardzo ciekawym. Wbrew naszym obawom całkiem nieźle sobie dawałyśmy radę bez obecności męskiej części naszej wyprawy. Dlatego też postanowiłyśmy zasmakować mrocznych gór Rif - w tym celu odwiedziłyśmy całkiem przyjemną miejscowość oddaloną jakąś godzinkę jazdy autokarem od Tangeru - Tetuan.
 
Góry Rif

    Przydatną informacją może okazać się fakt, że lokalne autobusy są o jedną trzecią tańsze niż oficjalny przewoźnik i do tego komfort jest też nienajgorszy. Z czystym sercem możemy polecić, ale równocześnie ostrzec, że dworzec autobusów lokalnych jest nieco na uboczu i warto do centrum podjechać taksówką (nas kosztowała 1 euro...). Ale żeby się tego dowiedzieć niestety musiałyśmy się najpierw zgubić (z mapą?!) i wylądować w jakimś mocno podejrzanym zaułku pełnym tubylców...

Tetouan

    Nie wiemy, czy to nasze przewrażliwienie na mężczyzn, czy też rzeczywistość, ale miałyśmy wrażenie, że w Tetuanie była zdecydowanie większa przewaga przedstawicieli płci męskiej niż w innych miastach Maroka. Nawet wypicie herbatki oscylowało z cudem - nie było damskich kawiarni!

Tetouan

    Kobiety, przestrzegamy przed siadaniem w restauracji, kawiarni pełnej mężczyzn - w Maroku oznacza to ni mniej ni więcej, jak bycie damą lekkich obyczajów, tudzież jak kto woli przedstawicielką najstarszego zawodu świata. Jeśli już musicie gdzieś się ulokować polecamy usiąść z tyłu takowego przybytku, gdyż tam powinny być miejsca zarezerwowane dla rodzin. Inaczej można się narazić niestety na dość niemiłe zaczepki.

Góry Rif

    Właśnie w Tetouanie i jego mrocznych i deszczowych górach Karola dowiedziała się, że jest faszystką i rasistką... pomimo tego, że nie odezwała się ani słowem. No cóż, niektórzy to potrafiązrobić pierwsze wrażenie ;)

Piątek - Szefszawan/Tanger

    Oczywiście, jakże można by się było spodziewać spokojnego dnia... w Maroku dużo się dzieje i to dzieje się na każdym kroku. Już z samego rana zostałyśmy „napadnięte” podczas kupowania biletu na kolejny etap naszej podróży. Na szczęście udało nam się jakoś wybronić i nasze pieniądze i nasze bilety, ale akcja była... hmm... „krzykliwa” (chyba to najlepsze słowo). Byłyśmy w lekkim szoku, ale z naszego powodu doszło do walki pomiędzy panem z okienka, a panem „nie-wiadomo-kto”. Chyba nikogo nie dziwi, że mężczyźni skłonni byli o nas zawalczyć, ale żeby walka była z powodu... biletów?! No cóż, jednak większe zainteresowanie wzbudziłyśmy na południu Maroka (w końcu jeden wielbłąd to kilka tysiaków euro...).

Szefszawan

    Szefszawan to miejsce do którego bardzo łatwo się dostać , ale dużo trudniej się wydostać. Polecamy zaraz po przyjeździe zarezerwować sobie bilecik powrotny. Jest to całkiem niezłe miejsce na przerwę w drodze pomiędzy Tangerem, a Fezem lub Meknsem.

Szefszawan

    Szefszawan to kompletnie inny świat - może za sprawą licznych hodowli marihuany w okolicznych górach, ale jest to małe, urokliwe miasteczko, zdecydowanie jedno z najładniejszych miejsc w Maroku.

Szefszawan

     Życie toczy się tutaj leniwym tempem i nikt na nikogo nie naskakuje, nikt nikogo do niczego nie namawia, nie chce sprzedać za wszelką cenę. Iście błogie warunki, jak na wszystko to, co przyszło nam przeżyć podczas tej wyprawy. Jedzonko było pyszne i tutaj właśnie rozkoszowałyśmy się jednym z naszych ostatnich Tajinów (mięsa i warzyw duszonych w specjalnym glinianym naczyniu) - o dziwo na słodko... mmmm - pyszne!

Szef

    Nie warto chyba pisać  nic więcej - zapraszamy do obejrzenia zdjęć z Szefszawanu (wszystko to co biało-niebieskie i takie ładne… ). 

Sobota - Tanger/Bergamo/Milan

    Ostatni dzień  w Maroku oczywiście nie mógł zakończyć się bez przygód. Złapanie grand taxi na lotnisko o godzinie 5 rano graniczyło z cudem. Pełno było miastowych taksówek (w kolorze niebieskim), ale udało nam się dowiedzieć, że zdecydowanie nie warto się z nimi targować o cenę.. nie mają teoretycznie pozwolenia na wyjazd z miasta a lotnisko leży kilka kilometrów poza miastem. Stąd też kierowcy próbują zgarnąć i zarobić na biednych turystach ile się da. Nam udało się oczywiście dojść do jakiejś sensownej ceny z kierowcą grand taxi.

Kierowca Grand Taxi
 
Idą prace pełną parą

   Jak na złość na wszystkich zegarach w całym Tangerze ktoś złośliwie chyba poprzestawiał godziny i przez 20 minut naszej drogi na lotnisko panowała lekko nerwowa atmosfera. Raz byliśmy godzinę za późno, a innym to razem była 4 nad ranem. Takim oto oderwaniem od rzeczywistości i czasoprzestrzeni pożegnało nas Maroko... a powitały Włochy. Bergamo zostało zaliczone na samym początku, dlatego też postanowiłyśmy pojechać tym razem do Milanu i zobaczyć, co dzieje się w stolicy mody...

     Karola zajęła się  obserwacją socjologiczną, z której wyszło co następuje:

    Panie sprzedające w sklepach Prady noszą nienagannie i kompletnie bezpłciowo wyglądające czarne ubranka. a rzeczy w sklepach Gucciego czy Armaniego nie miały cen - ciekawe czemu? Może udało by się nam zamiast brać kredyt na mieszkanie na 30 lat, odłożyć na jakąś jedną spinkę czy coś... A tak, to nawet nie wiadomo ile odkładać.

Katedra w Mediolanie
 
Mediolano

    Natomiast Jadwinia poświęciła się uwiecznianiu rzeczywistości i postanowiła zabawić się w paparazzi...

Lui Vitton
 
Niedziela - back home :D

      Polskie powiedzenie mówi „jedno oko na Maroko, drugie na Sybir”. Do Maroka się już się raczej nie wybierzemy, mimo że urzekło nas różnorodnością barw i zapachów. Teraz wychodzi na to, że kolejna będzie Syberia... ;) Ktoś chętny? 

CENY (1 dirham - 0,36 zł, dla uproszczenia dzielmy przez 3).

  • woda :

    1,5 litra- 6 DH

    0,5 litra- 3 DH

  • Coca-cola 0,5 litra- 6DH
  • Piwo- 0,33- 22 DH
  • Kawa – 7DH
  • Sok ze świeżo wyciskanych pomarańczy 3-4DH(w zależności od pory dnia/nocy)
  • nalesniki ichniejsze 3-7 DH (cena zalezy od tego z czym, my probowaliśmy z serkiem Kiri, z miodem, z czekoladą...)
  • francuskie naleśniki  z czekolada i bananami w Essaouirze – version full wypas - 22DH
  • tajin 35-60 Dh
  • kuskus ok 35 DH

Dziewczyny


  • pokoje

    3 osobowy- 200DH

    2 osobowy- 150 DH

    Wszędzie pokoje były z prysznicami w zależności od tego, czy udało sie dobrze zapolować, prysznic był w pokoju lub na korytarzu ogólno dostępny. Wyjątkiem był  Rabat, gdzie za prysznic była dopłata 10 DH/osoby, ale ceny pokojów były nieco niższe - 120-150DH.

  • Wycieczka do Doliny Ouriki z lokalnym biurem- 200DH/głowę+ przewodnik w zależności ile grupa sobie wytarguje

    Jak się dobrze pochodzi, to można też za tyle samo pojechać Grand Taxi

  • Bilety:

    - pociąg Tanger- Marrakesz-  1 klasa - 355 DH; 2klasa - 205 DH

    - pociąg Casablanka- Rabat - 35DH (1 h)

    - pociąg Rabat - Tanger - 1klasa-  145DH; 2klasa - 95DH (4,5h)

    - autobus linii lokalnych Marrakesz - Essouira - 45DH+10 DH dopłaty za bagaż

    - auobus linii lokalnych Essouira - Casablanka - 80 DH (7 h)

    - autobus linii lokalnych Tanger – Tetouan- 16 DH

    - autobus lokalnych linii- Tetouan - Szefszawan - 9 DH

    - autobus linii CTM - Szefszawan- Tanger - 40 DH (bezpiecznie od razu wykupić miejscówkę)

    - Grand taxi z lotniska w Tangerze – 100 DH, po odejściu jakieś 200 metrów i targach wyszło nas 20DH/3 osoby

    Farbowanie

    Na koniec jeszcze raz wszystkie zdjęcia z Maroka:

    By Jadzia


 
Maroko vol 1 (14.V.2010) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Thursday, 13 May 2010

BY KAROLINA & JADZIA

Jeden rozwalony telefon,

jedna „zepsuta”  noga,

rozbita szyba w pociągu,

kąpiel w gównie po kostki,

bycie nazwanym rasistą  i faszystą, 

porzucenie przez współkompanów,

wrażenia bezcenne... za resztę zapłacisz kartą Mastercard – czyli co ABB team robiło w Maroku.

Karolina odpoczywa

    Po raz pierwszy same, bez biura podróży, wybrałyśmy się do kraju arabskiego. Zaopatrzone w chusty i tym razem bez alkoholu (co nam się dawało we znaki przez prawie tydzień) wyruszyłyśmy do Maroka. Zaczęło się dość drastycznie: noclegiem na lotnisku w Bergamo. Zbici w kupkach, na 1/3 lotniska, spaliśmy na zimnej podłodze. Tego przeżycia naprawdę nie polecamy, zwłaszcza, że w Bergamo można znaleźć bardzo milutki, rodzinny hostelik całkiem niedaleko od lotniska (Fragolino Hostel - więcej informacji możecie wyszukać w necie lub skontaktować się bezpośrednio z właścicielami pod adresem mailowym: This e-mail address is being protected from spam bots, you need JavaScript enabled to view it . Oprócz noclegu można liczyć na dobre śniadanko i  napitek%, no i się rozumie rewelacyjnych właścicieli).

Bergamo
 
    Sobota - Tanger- > Marrakesz

    Naszą przygodę z Marokiem zaczęliśmy w Tangerze - podobno jednym z najbardziej niebezpiecznych miast całego Maroka. Czy nie bez powodów nazywanym Tanger-Danger, nie mieliśmy okazji sprawdzić, gdyż tego samego dnia udaliśmy się pociągiem do Marrakeszu.

 Życiowe dysputy

Po poszukiwaniach dworca kolejowego, który jest trochę daleko od centrum, zasiedliśmy w całkiem przyjemnym, klimatyzowanym pociągu z siedzeniami… ze skaju. Podróż w drugiej klasie kosztuje 205 DH a w pierwszej, z lekko rozkładanymi siedzeniami 355DH.

Żuf

   Pociąg generalnie bardzo podobny do naszych standardów PKP - może troszkę bardziej czysty i z klimą, nawet w 2giej klasie. Jedynym negatywnym wspomnieniem są siedzenia ze skaju, które maja pewne ciekawe właściwości przyklejania się do każdej części ciała, której dotykają.

Niedziela - Marrakesz

     Marrakesz określany jest jako jedna z najbardziej egzotycznych metropolii Maroka. Miasto dawniej pełniło funkcję bazy dla karawan przemierzających szlaki handlowe wiodące przez Saharę, dlatego też z łatwością można zauważyć mieszające się tutaj style: afrykański i arabski.

Marrakesz

    Marrakesz dzieli się na 2 części: Medinę oraz Gueliz. My zdecydowanie bardziej zainteresowaliśmy się mediną z bazarami i zabytkami zamkniętymi w obrębie murów miasta.

Dżamal Al-Fna
 
Marrakesz

    Przespacerowaliśmy się wzdłuż murów starego miasta, obejrzeliśmy Pałac El-Badi niestety dość zniszczony przez Mulaj Ismaila, który rozgrabił z niego budulec na stworzenie własnego pałacu w Meknes. Coś go jednak  powstrzymało przed zniszczeniem grobowców Saadytów, które kazał zaplombować i dzięki temu zachowały się w całkiem niezłym stanie. Najbardziej znaną spośród trzech sal mauzoleum jest sala 12 kolumn udekorowana przepiękną mozaiką w marokańsko-andaluzyjskim stylu.

Marrakesz

   Główny plac mediny - Jemaa el-Fna to olbrzymia przestrzeń pomiędzy sukiem, a meczetem Kutubijja. Zaskoczył nas różnorodnością tego, co na nim można znaleźć: począwszy od zaklinaczy węży, kobiet malujących dłonie henna, przez małpy w pampersach, aż po sprzedawców pysznego, świeżo wyciskanego soku z pomarańczy(3-4 DH/szklanka).

Dywaniarz

    Plac ożywa około godziny 17.00. Nocni handlarze rozstawiają stragany i można tutaj zjeść niemalże wszystko. Dla amatorów interesujących smaków są gotowane ślimaki czy przepyszna zupka z jagnięciny (Harira) podawana ze słodkimi (!) precelkami. Atmosfera jest naprawdę niepowtarzalna kiedy trzeba się przeciskać przez tłum ludzi, przy dźwiękach bębnów i lampach przeświecających przez kłębiące się opary.

Maroko

    Będąc w Marrakeszu, nie sposób też nie wspomnieć o sukach, czyli labiryncie mrocznych uliczek wypełnionych różnymi towarami na sprzedaż. Skórzane torby przeplatające się z kolorowymi dywanami i smrodem gotowanych specjałów oraz krwią ubijanych na oczach przechodniów kurczaków i innego ptactwa - zdecydowanie nie dla ludzi o wrażliwych żołądkach. My się jakoś przyzwyczailśmy i po godzinie już nic nam nie przeszkadzało :P

Rzeź niewiniątek

    Z serii poradnik małego handlarza:

    Proszę zabrać  ze sobą długopis i kartkę papieru, bo tutaj bardzo ciężko sie dogadać (no chyba, że śmigacie biegle po francusku z lekką naleciałością arabskiego). My generalnie woleliśmy nie ryzykować jakiś przykrych niespodzianek wynikajacych z bariery językowej. Poza tym, co napisane każdy widzi i nie da się oszukać ..Jeśli zapłacić musicie 20 DH a macie tylko 100DH i nic drobniej, to zawsze trzymając towar w ręce  czekając najpierw na resztę, a dopiero potem obdarujcie sprzedawcę swoją 100ką - inaczej możecie zostać pozbawieni swojej sumki, a lokalni nagle przestaną w ogóle was rozumieć.

Na placu fajnie jest

    Z całą pewnością  nie polecamy wybierania się w okolice suk bez mapy - uliczki tworzą skomplikowane labirynty i bardzo często prowadzą w ślepe zaułki. Jak łatwo się domyślić, nam udało się stracić orientację i trochę się zgubić. Poczułyśmy się trochę niepewnie, lądując w ciemnej uliczce pełnej ciemniawych typów...

Ciemny typ

    To , co zaskoczyło nas bardzo pozytywnie w Marrakeszu to liczność malutkich i bardzo urokliwych hotelików usytuowanych w samym centrum Mediny, 2 kroki od Jemaa el-Fna. Całkiem przyjemne pokoiki z umywalkami usytuowane w riadach to niezły pomysł nie tylko na nocleg, ale również na ciekawe znajomości. Poznać można nie tylko lokalną ludność, ale może przede wszystkim wielu innych, dość ciekawych turystów :D

Poniedziałek - dolina Ouriki

    Gdyby ktoś chciał  nas kupić to cena wywoławcza za sztukę: 300 wielbłądów.

   Nasz, wówczas jedyny towarzysz, okazał się jednak bardzo miłościwy i zdecydował się, że podróżowanie z nami może okazać się znacznie ciekawsze, aniżeli posiadanie 600 wielbłądów. Musimy mu podziękować, bo gdyby na jego miejscu był ktoś inny, to kto wie, jakby się to wszystko skończyło... (Łukasz na pewno by nas opchnął, jak sam stwierdził).

Ale chudzinki te wielbłądy

    Tak właśnie zaczęła się dla nas wycieczka w Dolinę Ouriki.

    Pięknie, górzyście – hmm niestety nie jesteśmy jak kozice i po stromych ścieżynkach poruszamy się troszkę bardziej nieporadnie... może dlatego Karola uszkodziła kolano, a Radek wpadł w... kaktusy...

Kaktusy
 
Ourika Valley
 
Ourika

   Jak widać dla niektórych wizyta w górach, tudzież jak kto woli dolinach, okazać się może naprawdę bolesna.

   Warto pamiętać,  że w tutejsze rejony można udać się na wycieczkę organizowaną z lokalnym biurem podróży  lub wynegocjować cenę na postoju Grand taxi (w obu wypadkach było to ok 200 DH na głowę). My zdecydowaliśmy się nie ryzykować zbytnio i wybraliśmy uczciwie wyglądające biuro podróży, polecane zresztą przez wszystkich napotkanych turystów – Sahara Expedition (www.saharaexpe.ma). Oczywiście jak na Maroko przystało, zupełnie nie zaskoczył nas fakt, że w cenę niewliczony był przewodnik, bez którego naprawdę nie warto się ruszać z miejsca, gdyż góry są naprawdę niebezpieczne , wymagają całkiem niezłej sprawności fizycznej i znajomości lokalnych tras (nie macie co liczyć na jakieś wyraźne oznakowania, tylko gdzieniegdzie wyłaniały się jakieś malowane na kamieniach strzałki. W większości wypadków niestety obierało się drogę na kompletnego „czuja” , czyli biegnąc za przewodnikiem).

Dolina Ouriki

   Pamiętajcie również, że tutaj ludzie zarabiają na wszystkim, więc przewodnik nie omieszkał zaprowadzić nas na koniec do restauracji prowadzonej przez jego kuzyna... hmm... Dziwne te powiązania rodzinne swoja drogą, bo każdy z każdym jest rodzina w tym kraju. Ale nie będziemy zgłębiać tego tematu, bo jeszcze wyjdzie, że się zbytnio czepiamy :P

U kuzyna...
 
Wodospad
 
Wtorek - Essaouira

    Piękne nadmorskie miasteczko. Tutaj udało nam się zrelaksować troszeczkę i odetchnąć po zatłoczonym  Marrakeszu. Zanim jednak dotarliśmy na miejsce musieliśmy stoczyć walkę z jakimś naganiaczem autobusowym, który uparcie twierdził, że nasze „podręczne” 30 litrowe plecaki nie nadają się na bagaż przewożony w środku autokaru i pod groźbą wyrzucenia nas na ulice kazał uiścić sobie dodatkową opłatę… ehhh, cóż za „bezstresowy” kraj...

Essouira

    Essaouira jest znanym rajem dla surferów i przyznać trzeba, że wiatry tam mają konkretne. Wielka i pusta plaża to naprawdę przecudowne miejsce - chociaż drobny piaseczek jeszcze do dziś mamy we wszystkich kieszeniach spodni mimo iż zostały wyprane już dwukrotnie od czasu powrotu.

fajnie tam

    Co warto zrobić  w Essaouirze? Oczywiście udać się na targ rybny i zaledwie za 60 DH/głowy wybrać sobie cały zestaw świeżo grillowanych owoców morza (my dostaliśmy 4 rybki mniejsze, 1 wieeeelką, cały talerz krewetek i kalmarów). Mniam!

Rybki

    Żeby tak się objeść naprawdę warto tutaj przyjechać :D

    Dla amatorów  sportów wodnych, typu windsurfing i generalnie wszystko inne, do czego potrzeba wody i wiatru - polecamy. Dla tych, którzy twardo stąpają po ziemi i lubią pobiegać, też mamy coś interesującego: maraton po marinie ze stadem wielkich mew tylko czyhających jak narobić biednemu uciekinierowi na głowę (nam się udało wygrać).

Mewy srające

   Hmm - Zachód słońca też mają niczego sobie.

Zachody

    Aaaa, no i jak przystało na odważne dziewczynki znaleźliśmy ciekawostkę turystyczną – więzienie! Co prawda grypsowanie po arabsku było troszkę trudne, ale że co? Że my nie damy rady? Hihi...

Prison break
 
Środa - Casablanca/Rabat

    Ten dzień był  sądnym dniem.

    Zaczęło się  dość wcześnie , bo juz o 6 rano zerwaliśmy się z lóżek i wyruszyliśmy w 7 godzinną podróż autokarem do Casablanki. Autokar, to zdecydowanie zbyt szumne słowo, bo jeśli wziąć pod uwagę smród, skrzynię biegów, która wydawała przerażające odgłosy, brak szyb w niektórych miejscach skutecznie załatanych tekturą, braki w siedzeniach oraz drzwi zamykane na... haczyk, to nazwać by to można było co najwyżej gratem. No cóż ...dało radę, ale była to jedna z najbardziej ekstremalnych podróży jaka nam się przytrafiła.

Bus do Casablanki

    Będąc w Casablance naszą uwagę skupiliśmy głównie na meczecie Hassana II. Piękna, olbrzymia budowla na skraju morza... widok niesamowity. Niestety przez opóźnienie związane ze stanem technicznym „autokaru” nie dotarliśmy na ostatnie zwiedzanie wnętrza o 14:00...

Meczet w Casablance

    Ale wracając do „sądności”  tego dnia - otóż właśnie tutaj, w Casablance, zostałyśmy porzucone przez jedynego reprezentanta płci męskiej i od tego czasu musiałyśmy już sobie radzić zupełnie same.

Casablanca też jest ładna...

    Po ciężkich przeżyciach tej środy zapakowałyśmy się do pociągu do Rabatu. Za 35 DH/os, w ciągu niecałej godziny znalazłyśmy się w stolicy Maroka. Całkiem inne miejsce, nowoczesne, pełne młodych, wykształconych ludzi. Ale los rzucił nas tutaj głównie, ażeby zasmakować lokalnego piwa. A podobno to kobiety wpędzają mężczyzn w alkoholizm...

Local beer

Rabat

 


TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2017 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.