Aktualności arrow Wyprawy arrow Meksyk, Belize, Guate
Meksyk, Belize, Guate
Epilog - Transatlantyk (6.III.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Damian Grela   
Wednesday, 07 March 2012

WRITTEN BY Marcin Mika

    W drodze z Panajachel w Gwatemali do San Cristobal de las Casas (Meksyk) dotarla do nas tragiczna wiadomosc o katastrofie lotniczej, w ktorej zginal moj serdeczny przyjaciel, Seba Majewski. To byl szok. Chwila w ktorej chcialoby sie zatrzymac i cofnac w czas. Chwila w ktorej nie chce sie wierzyc slowom w sluchawce. Chwila wielkiego bolu, niedowierzania, ze to nie tak mialo byc... ze przeciez mielismy plany, niedokonczone rozmowy, cale zycie jeszcze przed soba...

Mexico City

    Nie ma co ukrywac ze beztroskie plecakowanie zakonczylo sie na granicy Gwatemali i Meksyku. Przez kolejne dni snulismy sie po kolonialnym San Cristobal wspominajac Sebka. Spogladajac ze wzgorza Cerro de Guadelupe na nocna panorame miasteczka czy saczac wino wspominalem Ani nasze studenckie, czasami stukniete przygody ktorych dziesiatki przeszlismy z Sebą przez prawie 10lat znajmosci. Zal sciska za gardlo, ze juz nie siadziemy przy piwie i nie pogadamy...

Piramida

   Innego dnia plynac łodzią przez wysoki na kilometr kanion Sumidero czy wdrapujac sie na Piramide Slonca w Teotihuacan (trzecia najwyższa na świecie) towarzyszyla mi refleksja jakim pylem wszechswiata jest nasze "tu i teraz".

kanion

    W Mexico City godna polecenia jest wizyta w dzielnicy Coyocan, gdzie wsrod parterowych rezydencji niegdysiejszej meksykanskiej bohemy odnalesc mozna spokoj i zlapac oddech uciekajac z buzujacego centrum. Coyocan i Viveros to miesjsca kojarzone z Frida Khalo (pewnie wiele osob pamieta hollywoodzka produkcje Frida), Diego Rivera czy Trotskym, ktory skazany przez stalinowski rezim na banicje znalazl tu swoj azyl. Jak sie okazalo nie dostatecznie daleko od ZSSR. Nawet za oceanem dosiegly go macki bezpieki. Warto zwiedzic muzeum Fridy, ktore miesci sie w jej domu. Casa azul - niebieski dom, w ktorym Frida i Diego spedzili dluzsza czesc swego burzliwego zycia miesci niewiele obrazow,ale za to spory zbior osobistych przedmiotow i zapiskow. Najciekawszy jednak jest sam dom i ogrod. Zostal zaprojektowany na planie podkowy z wewnetrznym ogrodem (ciekawostka sa przechodnie pokoje). Na Coyocanie serwuja tez wysmienita kawe. No coz pora wracac. Dziekuje wszystkim za uwage. Zapraszam na bloga: Peru Michala i Marii widziany Lukaszem oraz Jacka Brasileire.



    Unoszony Boeingiem 767-300 ER linii Aeromexico nad Atlantykiem pomyślałem wypatrując się w ogrom oceanu zlewający sie z wygwieżdżonym niebem: "Sebcio, wiem, ze kiedys się spotkamy, ale jeszcze nie teraz, jeszcze nie... "

 
Gwatemala II (24.II.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Friday, 24 February 2012
BY REDAKTOR MIKA
   Podobnie jak Warszawiacy zwykli mawiać zamiast Warszawa - Wawa, tak Gwatemalczycy zwą swój kraj po prostu Guate. Na pierwszy rzut oka Guatemala City przypomina Manilę, tyle że chyba bardziej niebezpieczna, tak samo jednak zanieczyszczona oraz spowita smogiem i smrodem. Zawitaliśmy tam tranzytem między Flores, a Antigua. Ale od początku. Do Flores z Belize City w 5h udaliśmy się celem zobaczenia Tikal, największego miasta Majów, datowanego na ok 700 BC. Archeologiem nie jestem, ale dla mnie to najlepsze jak do tej pory ruiny Majów. Chitzen Itza jest strasznie skomercjalizowane, wszystko ogrodzone, dziesiątki autobusów z turistas z meksykańskiego Sopotu - Cancun. Tikal w Gwatemali w czasach swojej świetności liczyło 100 tys. mieszkańców i dzięki wydobyciu krzemienia stało się najsilniejszym miastem regionu. Wojownicy opracowali całkiem chytry sposób walki. Zamiast stawać twarzą w twarz z przeciwnikiem, otaczali go okręgiem i wykańczali rzucając włócznie zakończone krzemieniowymi ostrzami. Ruiny położone głęboko w dżungli robią wrażenie zaginionego miasta. Po meczącym dniu u Majów można się pobyczyć w pięknym Flores, nad Lago de Peten Itza.
 
Flores

   Jezioro ma błękitną wodę, po prostu Chorwacja. Z Flores nocnym lux busem, z fotelami odchylającymi się prawie do poziomu, 12h przyszło nam podróżować z szybką przesiadką w Guate City do Antiguy, miasta leżącego w cieniu 3 wulkanów: Agua, Fuego i Acatenango, ok. 4000 m n.p.m. Malownicze uliczki byłej stolicy, z pastelową niską zabudową w kolonialnym stylu, pokrytą terakotą, to must see w podróży po Gwatemali. Wybraliśmy opcję wycieczki na dalej położony, niższy, nadal aktywny wulkan Pacaya - 2552 m n.p.m.
 
Spacer na wulkan

   Niestety, nie było nam dane podziwiać przelewającej się pod nogami lawy, bo podobno po erupcji w 2010 roku nieco wygasł. Co innego twierdzili Francuzi, których spotkaliśmy wchodzących, obładowanych piwem i kiełbaskami. Oby ich plan noclegu na krawędzi krateru nie zakończył się jak wizyta Napoleona pod Smoleńskiem. Śledźcie Reutersa:-)
 
Ten się jara

Wyższy

 
Gwatemala (23.II.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Thursday, 23 February 2012

   Zenek się w ogóle nie odzywa. Pewnie się gdzieś zaszyli w romantycznej hacjendzie. Według informacji kontrwywiadu gwatemalskiego przebywają kilkanaście kilometrów na zachód od stolicy kraju, Gwatemali, w ośrodku w pobliżu wulkanu Agua.

Agua

  Jak widzimy, na pierwszy planie między innymi Audi TT, nieźle jak na kraj, którego PKB na mieszkańca to 4 500 USD (Polska = 18 500 USD). 

   Wcześniej pokręcili się chwilę po okolicznych świątyniach, głównie bawili w Tical, które było stolicą swego czasu Majów oczywiście, tak jak Kraków był stolicą Polski. Ale skończyła się koniunktura, Majowie musieli opuścić Tical w IX wieku, Krakowiacy wciąż tu mieszkają. Tical odkryto dla białych dopiero w XVIII wieku, uczynili to hiszpańscy misjonarze, poważne badania zaczeły się toczyć jednak dopiero w XX wieku. Świątynie są wysokie, do 65 metrów, nasi podróżnicy też są wysocy, sięgają nawet do połowy wysokości świątyni.

Tical
 
Tical

 Trochę jak Kopiec Wandy.

kopiec Kraka

    A przypomnijmy, że do Gwatemali nasi przyjacieli przybyli prosto z Belize, gdzie było tak:

woda

   A quesadilla'e (tortilla z masy kukurydzianej z roztopionym serem i czasem z bogatszym nadzieniem) jadło się tak:

Quesadilla
 
A co to w ogóle jest Gwatemala i gdzie to leży ?

gwGwatemala


 
Caye Caulker (19.II.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Sunday, 19 February 2012

 WRITTEN BY MARCIN MIKA

   Po nieco nudnawym i przeładowanym emerytami i daleko przepłaconym San Pedro pora na raj backpackersów i innych zmęczonych codziennym wstawaniem i podejmowaniem wyzwań Actimela, wdzwanianiem się w call'e, osiąganiami targetów w korporacjach, szpitalach i innych przybytkach. Caye Caulker to właśnie to miejsce, do którego nie powinniście przyjeżdżać jeśli chcecie bezboleśnie wrócić do rzeczywistości, która została za Oceanem - popytam, czy nie mają jakiejś przychodni na NFZet.

Caye Caulker

    Sprawa wygląda tak: miasteczko, raczej wioska, ok. 2 km długa, wzdłuż plaży, bez asfaltu, biały piasek pod nogami, domki w stylu kolonialnym z werandami jak u wuja Sama w Arkansas, otoczone palmami kokosowymi. Kilka sklepów, żeby kupić najpotrzebniejsze rzeczy, tj piwo Belikin i krem z filtrem 50, ewentualnie owoce u gospodarza za furtką, wszędzie można dojść (dla leniwych opcja rent a bike) - tak tu obrzydliwie jest. Zapomniałem dodać, że temperatura wody to ok 28 C (zupaaaaa!! - przyp. JG), powietrza to ok. 30 C, ale wiatr od morza łagodzi upał. Ceny też na poziomie. 10 USD za skromny pokoik z wiatrakiem nad lóżkiem u pani Elmy - Sandy Lane Guest House (dla tych co juz rezerwuja bilety:-)

Caye Caulker 

Caye Caulker po huraganie 2008 roku zostało prodzielone na 2 części. Nigdyś spokojna wyspa z farmami kokosowymi I przemysłem rybnym obecnie pełna jest plecakowiczów i rastafarian.
 
Caye C

 


 
La Isla Bonita (18.II.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Saturday, 18 February 2012

   Bardzo długo misiaczki nie dawały znaku życia. Nie chcę spekulować, ale coś tam mogło się wydarzyć, Marcin kazał mi wrzucić tą piosenkę na początek relacji, która ponoć towarzyszy im od samego początku wojaży po Ameryce Północnej (Meksyk) i Środkowej (Belize i Gwatemala)

   Nie wiem dlaczego akurat tą, bo jej akcja dzieje się na Kubie i na Jamajce, ale nie był on nigdy z geografii zbyt mocny. Swoją drogą podzielę się tu smutną (radosną) refleksją. Podróżowanie zeszło pod strzechy, w tym tygodniu tylko sami bliżsi znajomi kolejno odlatują do: Szanghaju, Miami, Buenos Aires, Mombassy i Limy. Gdzie te czasy, kiedy globtroteria.pl przedzierała się z maczetami przez najdziksze rejony świata, będąc tam pierwszymi białymi ;) Oddaję głos Marcinowi.

     W Meksyku czas spędziliśmy głównie na nurkowaniu w cenotach, czyli w studniach krasowych, utworzonych w skałach wapiennych, z tego słynie właśnie Jukatan. Filmik z tego wydarzenia dostępny jest na Facebooku Zenka Smetany (to mój FBkowy pseudonim). Najtrudniejsze jest zejście do takiej jaskini, wymaga zeskoku prawie jak Kamil Stoch, z pełnym rynsztunkiem nurkowym na plecach. Za czasów Majów wierzono, że to droga w zaświaty, na szczęście nam udało się wrócić. Nudziliśmy się też w Tulum, co pokazuje kilka poniższych zdjęć. Wiecie, co można robić jak wokół marne 28 stopni.

Tulum
 
 
Grande Cenote

   "Hello sweetheart, how are you doing?" - przywitało nas na odprawie paszportowej w Belize. Pani w dredach, ale w urzędowych niebieskich kolorach uniformu, pobieżnie przerzuciła strony paszportu, zwracając uwagę, że sweet heart trochę podróżował, życzyła miłego pobytu. Witamy w Belize, Caye Ambergis, San Pedro znanego z hitu Madonny La Isla Bonita i amerykańskich rentierów spędzających tu swoją emeryturę.

   Pożegnanie w meksykańskim Chetumal było o wiele mniej wyluzowane. Po odprawie paszportowej i uiszczeniu obawiązkowej port fee 50 peso (100 peso to 6 zł)  i 294 peso podatku dla tego pięknego kraju zostaliśmy skrupulatnie obwąchani przez słodkiego pieska, czy aby nie wywozimy dropsów dla rastafarian. Dobrze, że zjadłem swoją suchą wiejską, bo pies by zwariował.

Chetumal border

    Belize, mimo swojego położenia między tanią Gwatemalą i stosunkowo budget price Meksykiem jest dalekim od filipińskich realiów miejscem. Dzięki miłemu Irlandczykowi, który miesiąc temu założył knajpę i nie narzeka, udało nam się znaleźć pokój za 80 dolarów belizyjskich, tj 40 USD. Wszystko inne było przebrane lub porezerowane. Ponoć najtańsze pokoje można ustrzelić za 20 USD, ale nie teraz - it's high season. Pan na recepcji po krótkiej rozmowie stwierdził, że da mi special price i zszedł do 70 $belize. Jak poszedłem płacić ze swoją kartą, którą tak dobrze schowałem przed los banditos, że jej nie mogłem znaleźć, w recepcji pan wyluzował na maksa i stwierdził, że czemu by nie wystarczyło mu 60 $belize = 30 USD, bo tu źle nie żyją i rodziną za to też utrzyma  :-). Może bogactwa nie ma, ale biedy definitywnie też nie. Każdy ma dach nad głową, klapki japonki z Biedronki, temperatura jest optymalna, jedzenie przechadza się pod podwórzu, owoce i warzywa same sie rodza - Eden? (nie Marcinie, takie są realia każdej wsi nie licząć Finlandii i dalekiej Syberii ;) - przyp. JG). Dla ekipy z wyprawy po Filipinach: rum z colą trzyma wciąż dobrą cenę -  jedyne 4 PLN za szklaneczkę. Na północy kraju jest największa destylarnia tego trunku, chyba jeszcze z czasów Piratow z Karaibów, dlatego takie ceny. Reszta tania nie jest, ale to w końcu Belize. San Pedro nie przypomina wcale dziewiczego raju Madonny, choćby przez obecność amerykańskich emerytów - część wyspy jest pokryta domkami białasów, którym przyszło tu spędzić tą piękną cześć swojego żywota - Jacku nam jeszcze zostało parę lat (chyba mi, Ty się już sypiesz - przyp. JG).

    Jutro (sobota) spływamy do backpackerskiego Caye Caulker, trochę poleżeć pod palmą :-)  


 


TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2017 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.