Aktualności arrow Wyprawy arrow Indie Business
Indie Business
IT Crowd - Indie (7.VI.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Thursday, 07 June 2012
 
   Wizyta do Indii została zakończona, nawiązano wspaniałą współpracę, która będzie kontynuowana poprzez kolejne transfery siły roboczej do tego kraju. Podczas pouczającego tygodnia można się było przekonać, że Indie to nie tylko slamsy w Kalkucie, fakiry i kobry, ale eleganccy hinduscy panowie w wyprasowanych koszulach, powtarzający wciąż "will do sir", a Ci bardziej szczerzy trochę inaczej - "please advise sir".
 
POwitanie
 
 
Z pietyzmem ułożone

    Bangalore, czyli "Dolina Krzemowa" Indii reprezentuje też bardzo wysoki poziom w dziedzinie korków. Nieznaczne uspokojenie ruchu występuje tam w godzinach 00-04.30, moja teoria jest taka, ze WSZYSTKIE samoloty odlatuję do Europy w tym czasie, żeby dać pasażerom jakieś szanse na dostanie się na lotnisko. W kraju, w którym powoli każdy zamienia rikszę i rower na małego TATA albo SUZUKI, trzeba przyspieszyć z budową dróg, jak to zrobiło Niezwyciężone Słońce Peru z A2.  
 
IT Centers
 
    Nasz prywatny szofer czekał na nas w samochodzie każdego dnia od 9 do 18, zabijając czas Bollywoodem. Wiózł nas do pracy, po drodze komentując stojące wzdłuż drogi centra Ericssona, Motoroli i innych - "India very rich country sir, very good specialists there sir".  W chaotycznym ruchu miał jeszcze czas na oglądanie z nami telenoweli, jak i na uciekanie przed nadjeżdżającymi z lewej strony włączającymi się do ruchu samobójcami ( w Indiach chyba nawet na autostradzie obowiązuje zasada lewej ręki).

   Rzeczywiście, armie Hindusów w koszulach od Dżordzio z Armenii robią wrażenie, centra żyją na 3 zmiany, wciąż pod nimi ruch, autobusy i ciężarówki dorzucają siłę roboczą, a w holu każdego z budynków kłębi się około 50-ka kolejnych z CV. To niesamowite jak ten kraj pędzi do przodu, gdyby byli w stanie jeszcze tylko pozbyć się wrodzonej bierności i ruszyć choć 20 procentami szarych komórek, cały świat mógłby zacząć się bać. A tak, to na razie będzie się im opychać robotę typu "good morning sir, how can I help you, can I already close the ticket?", którą będą mogli spokojnie wykonywać wg księgi procedur.
 
Indie HiTec

   Wciąż Indie można śmiało nazywać jednym z najtańszych krajów na świecie. Jedzenie na ulicy, Chicken Masala, Lamb Masala, inne mięso ciężko doświadczyć, choć zdarzają się już tacy, który sprzedają wołowinę, z ukochanej w Indiach krowy, to koszt kilku złotych, płatne w rupiach...  Dla zmęczonych hinduskimi sosami, zestaw w McDonaldzie to 5,50 zł (Kurczakoburger), który w Brazylii kosztował ok. 25 zł.... Riksza to jakieś 60-80 gr/km, cena pociągów jest pomijalna, tylko modne teraz wśród Hindusów "Galerie Handlowe" trzymają ceny europejskie. Wielkie oburzenie nastąpiło, kiedy zaczęliśmy szukać jakiegoś tradycyjnego targu. "Targ? Tylko biedni, niewykształcenie Hindusi z najniższych kast tam kupują, sir!".
 
Nie przelewa się
 
    Zanim Hindusów będzie z nami już 2 mld (dotychczas jest ich tylko 1,3), koniecznie trzeba jeszcze ten kraj sobie obejrzeć choć raz z bliska.

 
Rikszą na delegację (28.V.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Monday, 28 May 2012
  
   Wyjazd do Indii to element planu zawarcia przyjaźni z lokalnym światem IT, który na stałe już wpisał się do naszego życia. "I will do sir". "Of course we know how to do this". "Yes, it has been tested many times sir". Te małe kłamstewka weszły do slangu śwatka informatyków, czy jak nasze dumne mamy i babcie mówiły - komputerowców, którzy z Indiami współpracują.
 
Indie

    Nie wiem czy wiecie, ale wiza biznesowa do Indii kosztuje 676 zł, czyli więcej niż wiza do Stanów Zjednoczonych (400 zł). Ta do Indii wydawana jest na maksymalnie pół roku, ta do Stanów na 10. W swojej miłości i naśladownictwie Stanów lekko zagalopowały się i przesadziły. Ciekawostka - większość zdjęć rentgenowskich w USA wysyłana jest do Indii i opisywana tu przez miejscowych znachorów, którzy odsyłają je z powrotem do Ameryki.
 
PKP INDIE

   Liniami Qatar Airways dotarliśmy do Bangalore. Linie całkiem przyzwoite, w końcu nr.1 na świecie za rok 2011 ;) Co ciekawe, poziom obsługi na locie Monachium-Doha znacznie wyższy niż na odcinku Doha-Bangalore (podobny czas lotu). Siędzący obok znawca Indii z 10-letnim stażem w tym kraju, stwierdził, że to normalne. Wszyscy mają w dupie Hindusów, bo wiedzą, że i tak jakikolwiek serwis im zaoferowany przerośnie wszystko, do czego są w swoim kraju przyzwyczajeni. Próbowałem zaanektować dla siebie kilka miejsc więcej w samolocie w czasie boardingu, znawca ze stoickim spokojem stwierdził: "wracaj, zaraz ktoś na to miejsce przyjdzie. W tym kraju, do tego kraju i z tego kraju wszystkie środki transportu zawsze mają nadkomplet".
 

   Na lotnisku szok. Dr Indiologii Łukasz Pilch, który z miejscowym naciągaczami przegadał wielu zimowych wieczorów i prowadził kilka pogadanek, byłby wzruszony. Na odcinku 100 m do oficjalnego postoju taksówek tylko 2 panów chciało nam sprzedać "special price taxi sir". Do miasta kawał drogi - 50 minut o 4 nad ranem, droga poprzecinana lejami jak po bombie atomowej, pasące się krowy, nieoficjalny ruch pod prąd. Ale to nic, czego by się piszący nie spodziewał. Oczywiście w pełnym mroku. Kurs kulturalny, na meter, na paragon, na przysłowiową fakturę, za 950 rupii.

   Bangalore to przyjemna indyjska mieścina. Wynająwszy miłego rikszarza w kilka godzin zobaczyliśmy topowe atrakcje. Taksiarz ten zaproponował ciekawą usługę. Zapłaciliśmy mu 200 rupii za kilka godzin (100 rupii to 6,30 zł), a w zamian mieliśmy odwiedzić z nim kilka sklepów, w których przypadkiem nic nie kupować! Mieliśmy tylko wejść i oglądać. Wyglądało mi to na jakiś bunt i dywersję, ale pokornie robiliśmy, co nam kazał. Bardzo miły, dzięki niemu zobaczyliśmy stadion do krykieta (to ten sport, który oglądasz, idziesz spać, potem do pracy, wracasz, a mecz dalej się toczy ... dziś odbywał się finał miejscowej Ligi Mistrzów - Chennai vs Kalkuta, "1 billion people my friend will be watching it!"), Vidhana i Vikasa Soukha, czyli rządowe budynki, pod którymi odbywa się walka petentów i służb ochroniarskich (komu uda się dostać do środka i skorumpować notabla?), Bengaluru Palace i parę innych, czwartoligowych atrakcji. Szału nie ma, ale zobaczyć jak żyje jedno z największych hinduskich miast - bezcenne. W ogóle zobaczyć Indie - must see. Może nie - "zobaczyć Indie i umrzeć" (mimo tego co będzie Wam wciskało kilka nawiedzonych zakochanych w Indiach dziewcząt w sukienki w kwiaty, odpalając kolejnego jointa na Goa ;)), ale jednak.
 
Indie z pociągu

    Bangalore to swoiste "Indie for the beginners". Mieszka tam tylko ze 7 milionów ludzi, przez ulicę przebiega się tylko w 15 minut, nie ma żebraków i ulicznych treserów kobr. A szkoda.

    Ale cały folklor udało nam się zobaczyć dnia następnego. Wycieczka do Mysore, 137 km by train. 3h45', 2 klasą, 9 zł za 4 osoby!, z ławkami pod sufitami, ludnośćią wskakująca przez okno do biegnącego jeszcze pociągu, świętą krową na torach, drewnianymi wiaduktami nad brudnymi rzeczkami, do których zesakują chłopcy, którzy przyjechali na wielkich kolonialnych rowerach, w kolonialnych ubrankach. A w tle palma i przechadzająca się pani w sarii, wszystko to wymieszane z kupą śmieci przy torach. Sielanka! Real India, nie taka z zakłamanej produkcji CNN za 300 tys.$. Biletów nie trzeba kupować roki przed odjazdem, w ogóle nie trzeba ich kupować, bo nikt ich nie sprawdza, obiowiązuje zasada - "jedzie pociąg, wskakujemy, a potem się będziemy martwić, wszyscy wskakują, tam musi być cywilizacja"

 
Bangalore
 
    Mysore - pomińmy milczeniem. Pałac fajny, ale zwiedzany w grupie 1 miliona Hindusów - mało komfortowy. To kolejne ważne doświadczenie, odnaleźć się w tłumie, który w Indiach jest zawsze i wszędzie i nie da się od niego uciec. Naszym celem i tak była droga. Powrotna to hardcore - oczywiście najpierw należy stoczyć walkę żeby do niego wejść. To akurat nie problem - będąc 20 cm wyższym i 20 cm szerszym od przeciętnego Hindusa łatwo zająć dobre miejsce przy wejśćiu do autobusu, Potem tylko łokcie i kolanka i przesuwamy konkurencje, która czeka na swoją kolejną szansę. Cena - 15 zł. Pamiętajmy, że za pociąg było 2,5 zł, słusznie koleje indyjskie cieszą się tak wielką estymą i są w 10 największych pracodawców świata (1,4 miliona kolejarzy -> 1. Armia USA. 2. Armia Chin....). A że z powodu faktu, że każdy Hindus przesiada się teraz z rikszy na Tata, wracaliśmy 5 godzin, koleje te nie mają sobie równych w świadczonych usługach...
 
   A potem nadszedł poniedziałek i trzeba było iść do pracy! CDN (wydaje mi się, że Indie próbują mnie uwieść...)

 


TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2017 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.