Aktualności arrow Wyprawy arrow Floryda, Belize, Guate
Floryda, Belize, Guate
DAY 6 and DAY 7 Belize (12.XI.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Damian Grela   
Tuesday, 12 November 2013

    Welcome to Belize - oznajmil spokojnym tonem pilot American Airlines. Nam spokoj ducha zaburzal padajacy za oknem deszcz, coz - koniec pory deszczowej niesie za soba ryzyko przelotnych, ale niezwykle intensywnych opadow. Pare razy zaatakowal nas niespodziewany prysznic, ale to nie przeszkodzilo sloncu pozostawic bolesnych czerwonych plam na kilku czolach i ramionach co bardziej wrazliwych uczestnikow wycieczki.
Z lotniska do Belize City dostac mozna sie jedynie taksowka obslugiwana przez taxi union, co w praktyce oznacza mafie taksowkarska (cos a la Taki, pamietacie?) Cena 25usd plus 5 dolkow za kolejna osobe, ale przygarniety przez nas Amerykanin powinien wziac swoja, bo przeciez "jak pojedzie z nami, to dzieci taksowkarzy nie beda mieli co jesc przez 2 tygodnie".
Sama stolice zwiedzamy w 1.5h (a tak naprawde to najwieksze miasto - 70k - bo ze stolica po kolejnym huraganie sie wkurzyli I przeniesli do barakow w glab ladu - Belmopan - 15k), jedzac w miedzyczasie lokalna specjalnosc rice and beans z kurczakiem, w miejscowej jadlodajni Kat 3, z wychodkiem na zewnatrz, co w zaden sposob nie przeszkadza szefowej kuchni w przygotowaniu godnego posilku.
45 min od stolicy lezy Caye Caulkier, wysepka z pocztowkowymi widokami, pelna palm kokosowych i knajpek serwujacych swiezutkie homary i zlowione pare godzin wczesniej roznorakie rybki. Kluczem programu jest snorkowanie w rafie koralowej. My wybieramy half day trip z trzema postojami za 30 usd. Pierwsze wejscie do wody nieco rozczarowuje. Pare kolorowych rybek, roslinek leniwie falujacych na koralowcach, "nuda, widzialem to w Egipcie", krzycza rozczarowani globtroterzy. Na szczescie drugi postoj doprowadzil serce do 200 uderzen na minute i jednego z nas do abordazu lodki w tempie nieznanym nawet lokalnym piratom. A to wszystko przez snujace sie wokol plaszczki, ktore to przeciez zabily krola australijskiej dungli i outbacku, Steva Irwina, znanego jako Crocodile Hunter. "No worries mate, one atakuja tylko, gdy je dotkniesz" - mowil z usmiechem nasz przewodnik, rownoczesnie wrzucajac do wody garsciami sardynki, co spowodowalo pojawienie sie chmary rekinow. Trzeba miec grande cojones, zeby na spokojnie miedzy nimi przeplynac i wrocic na lodz. Po tych atrakcjach wielka wijaca sie morena (waz wodny) zrobila umiarkowane wrazenie.
A byl tez bonus, z ktorego Jacek wyszedl z malym zadrapaniem reki. Karmienie sardynkami wielkich harpunow mialo byc bezpiecznie, bo one ponoc zebow nie maja. Coz twarde kosci szczeki tez robia krzywde. Reasumujac - Caye Caulkier, transport na wyspe 15 USD return, nocleg 10 USD/os. Obiad od 5 do 15 USD, snoorkeling 30 USD. Do negocjacji.


 
Day5 Cape Canaveral (10.XI.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Damian Grela   
Monday, 11 November 2013

    Ruszamy w kierunku Cape Canaveral. Wlasciwie pewne mamy wiec stanowisko drugiego i trzeciego i czwartego Polaka w kosmosie, choc moze i pierwszego, bo przeciez Ruscy w kosmos obcych by nie zabrali (Hermaszewski). Tzw. General admission to 53 $, nie dajemy wkrecic sie amerykanskiej machinie marketingowej w nachalne bonusy, czyli cos, co sprzedawane jest po 25$, a okazuje sie potem, ze jest w cenie glownego biletu. Kania ma wielka ochote oddac nawet 50, ale ulega naszym naciskom. Cape Canaveral i NASA czasy Apollo (do 1973) i Discovery (do 2011) maja za soba, nie grozi nam wiec na razie transmisja z powitania z kosmitami, ani relacja na zywo ze spaceru po sloncu, ale Kennedy Space Center daje 10/10. Tylko w Ameryce tak czule zachwycaja sie flaga, hymnem i swoja historia, a przekazuje to 80-letni sympatyczny starszy pan w krotkich spodenkach. Canaveral to 5 h zwiedzania - a) Space Shuttle - w srodku Atlantis i historia jak przez prawie 30 lat 150 astronautow latalo na w kosmos na kilku dniowe turnusy b) Apollo Shuttle - gdzie inzynier Pilch tlumaczyl, ze rakiety, ktorymi Neil Armstrong latal na ksiezyc, wracaly potem na ziemie ze spadochronem ;) c) Vehicle Assembly Building, olbrzymia hala, czyli tam gdzie rakieta mieszka ze startem d) lazika, czyli machine, ktora transportuje rakiete na miejsce staru z prawdziwie kosmiczna predkoscia 2 km/h i e) Launch Pad, jedynym bialym, pierwszym wsrod czarnych, ktorego noga stanela w tym miejscu jest Max Kolonko, ale to tylko dlatego, ze krecil z Weronika Rosati i mowi jak jest.


Wszystko to odbywa sie w towarzystwie bylych astronautow, ktorzy zachecaja dzieci do nauki, mycia zabkow, jedzenia owocow i wierzenia w Wujka Sama. Jestem tradycyjnie na tak.


Wracamy do Miami (4 h jazdy). Miami Heat vs Boston Celtics, bilety kupione wczesniej przez neta (190 USD, w pakiecie po 4). Wieloletnie doswiadczenia w konikowaniu nabyte pod Santiago Bernabeu, a nawet na igrzyskach w Londynie pozwolily nam szybko sprzedac jeden z biletow, ostatecznie jednak kosztuje nas to druga tego dnia 50-ke. Zajmujemy miejsce pod samym dachem, ale druga polowe ogladamy juz tuz zza parkietu, swobodnie klepiac po plecach LeBrona Jamesa i wymieniajac uwagi na temat meczu z miejscowymi celebrytami. Mistrzowie NBA przegrywaja 110-111, ale nikt sie tym nie przejmuje, bo tu przychodzi sie dobrze zabawic, zjesc wiadro popcornu i pokazac swojej latynoskiej pieknosci troche swiata. My polecamy sprawdzona metode. Pierwsza polowe obserwujemy mecz i wybrane przez nas puste miejsce blisko parkietu i w drugiej spokojnie sie tam kwaterujemy, bo na stadionie jak w szengen, obowiazuje swobodny przeplyw ludnosci. Zegna nas w Miami ulewa, brak miejsc w motelach i rozbite okulary Pilcha, ktory przechodzi pierwszy na tym wyjezdzie kryzys. Ale wyjdzie z tego, z tej kolonii nie moga Cie wczesniej odebrac rodzice, czym JacekG konkluduje z pokladu American Airlines relacji Miami - Belize City.


 
Day4 Everglades (9.XI.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Damian Grela   
Saturday, 09 November 2013

    Sniadania w motelach sa bardzo kiepskie, ale nawet to nie zapowiedzialo, ze skonczymy dzien z burgerem z frytkami, a potem stekiem z ziemniakami na koncie. Ciezko na amerykanskiej prowincji o kuchnie molekularna, czy nawet srodziemnomorska i zgrabne posladki. Everglades - jeden z trzech w tej okolicy Park Narodowy, sam opis nie zacheca - "jedyny w Ameryce park, ktory zalozono glownie dlatego, by chronic przyrode, bo sam w sobie nie jest zbyt piekny". Ale nie jest tak zle, to zalana woda preria, po ktorej kreca sie pytony i aligatory. Bez problemu spotykamy ich kilka w samym parku (10 USD za auto), Kania jako ze jest na niemieckim budzecie, to doklada wizyte na Farmie Aligatora (20 USD, my zagladamy przez plot i tez wszystko widzimy) oraz przejazd lodzia ze smiglem, z atrakcjami typu wsadzanie reki do paszczy (24 USD). Na park proponuje 5 godzin i wyjdziecie zadowoleni. Po drodze Palm Beach - szkoda tu miejsca na opisywanie Worth Street, bo to nie blog dla 100 najbogatszych Polakow, miasto nad oceanem z ulica, na ktorej oprocz okolicznych mieszkancow na zakupy mozna sie wybrac tylko na tzw. Window shopping. Patrzac na Floryde ciezko potwierdzic, ze Ameryka zbankrutowala. Jest dzien weterana, to tez nasze swieto, wiec jedziemy Fordem tylko do 21, po drodze na 250 km trafiajac na 4 karambole, na szczescie bez naszego udzialu. Trudno sie jezdzi na 6-pasmowej autostradzie, ale chyba znalezlismy kraj, gdzie sa gorsi kierowcy niz w Polsce.


 
Day3 Miami vol 2 (8.XI.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Damian Grela   
Saturday, 09 November 2013

    O godzinie 3.30 Kania obudzil pozostalych uczestnikow wycieczki halasem - "zaspalismy, czemu tak ciemno, znowu marnujemy czas". Poznajcie jetlag. O 7.30 jestesmy juz na plazy w Miami Beach, jest paru biegajacych zboczencow, ale wieze ratownikow Baywatch sa jeszcze puste, dokonujemy wiec abordazu (w tym momencie musze przerwac, bo wrocil Pilch ze stacji benzynowej - poszedl po 2 piwa, a przyniosl szesciopak - "2 kosztowaly 6 USD, a 6 juz tylko 12 USD, nie moglem nie skorzystac z okazji" - okazje to najwieksze przeklenstwo Ameryki). Wrocmy jednak do Miami Beach, dzis Kania jest grzeczny, pomaga staruszkom przechodzic na pasach, juz nie ma sladu po wczorajszych ekscesach ;) Miami i Miami Beach to 2 rozne miasta, przedzielone zatoka, oceanem, w Miami jest downtown i sie tam pracuje, w Miami Beach poswieca sie raczej cziloutowi. Oba sa sympatyczne, czyste, zadbane, maja swoj styl, ale nie wejda do klubu Top 10. Probujemy zdobyc Little Havana, czyli najwieksze skupisko Kubanczykow poza prawdziwa Hawana, ale wpadamy na korek gigant, porzucamy auto i tylko dzielnice kubanska mozemy liznac, zjadajac sniadanie w restauracji salwadorskiej (5 USD). Rozpoczynamy realizacje glownego planu na dzis, czyli Key West, 130 milowy lancuch wysp, zakonczony wlasnie w Key West. Do tego trzeba benzyny, w tym roku cena jest calkiem ok, 3,15 USD za galon, czyli dobrze ponizej dolara za litr. Nasz Ford wykrecil dzis 8L/100km, to powiedzmy 23 zl. Wysepki polaczone mostami, prowadzi 3 kierowcow. Kania bez prawa jazdy, Pilch bez zarejestrowania w wypozyczalni i tylko Gabrys uczciwie, moze wiec przez taki zestaw kierowcow (tu policja najpierw strzela, potem pyta) jedziemy z przepisowymi 45 mil/h, tworzac najwiekszy zator w historii drogi na Key West. Mijamy kilka znakow "crocodile crossing", ale dzis jeszcze nie przybijamy z nimi piatek, choc sa blisko, wzdluz drogi wysokie metalowe ogrodzenie. Przez 200 km mariny, hacjendy do ktorych mozna doplynac lodziami, to okolice gdzie Hemingway byl stary i mogl, a za 60 dolkow mozna poplynac poszukac merlina. Generalnie droga rozczarowuje, plaze sa kiepskie, choc znajdujemy jedna, ktora sie nadaje, zeby pokazac na fejsie. Dojezdza sie w koncu jednak do Key West i tam jedno jest pewne - na Kube jest blizej niz na kontynentalna Floryde - 90 vs 130 mil. To najbardziej na poludnie wysuniety punkt USA, same miasto to kurort, jak Ciechocinek czy Krynica, ale ja jestem na tak, bo jest to ladne i miesci dom Hemingwaya, ale do niego wstep to 14 $. Ignorujemy SMS'a od Michala M, ktory twierdzi, ze w Key West sa najlepsze MILFy w US ;) Znowu toczymy w kierunku Florydy, w koncu docieramy do Florida City i jak zwykle w motelu (66 USD - wyglada na taki jak na amerykanskich filmach, za chwile albo zamorduje nas psychopatyczny byly wojskowy z Iraku albo meksykanski kartel narkotykowy) deliberujemy jak na 2 lozkach po 140 cm rozmiescic 3 wielkich chlopa, aby nie doszlo nawet do najmniejszego kontaktu! To trudne, ale cnota to ostatnie co nam pozostalo!


 
Day2 Miami vol 1 (7.XI.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Damian Grela   
Thursday, 07 November 2013

    Day2. Ruszamy z hotelu o 8 rano. O 11.15 jest odlot do Miami i tak sie zlozylo, ze sniadanie po drodze, ze Kania biegac nie moze... Wiec na boardingu jestesmy ostatni. Za duzo luzu, to sie w koncu zemsci i pierwszy raz w historii globtroteria pocaluje klamke samolotu. American Airlines na pewno flota nie zaimponowal. W trase 9h30 minut podstawil Boeinga 767, na ktorym kapitan Wrona szorowal asfalt na Okeciu, a ktore nawet biedny Lot zamienil na Dreamlinery. W Hameryce jednak sie nie dotuje, tylko daje spokojnie zbankrutowac. Generalnie oceny nizsze niz dla Aeroflotu, a nawet Alitalii. Ladujemy, wyczuwa sie lekkie zaniepokojenie, Pilch nerwowo wymachuje siateczka Reserved, ale po raz kolejny okazuje sie, ze wjazd do USA to w porownaniu z Izraelem rozgrzewka dla amatorow. Kania - 3 minuty, Pilch 2 minuty i Gabrys 2 minuty, bo tyle trzeba na zostawienie wszystkich 10 odciskow. Witamy w Ziemi Obiecanej, w Miami dzis dosc cieplo, okolo 28, gdzie na dzien dobry dostajemy upgrade do Forda Escape'a i probujemy przedostac sie do Miami Beach. Nie jest to latwe, wszystko jest XXL, a wiec i korki i ilosc aut na ulicach. Unikamy cudem pierwszej stluczki, nomen omen na rogu z ulica Pulaskiego i zachwycamy sie, tym co widzimy. Piekne samochody, a w nich piekni ludzie, zjezdzajacy do swych pieknych rezydencji na pieknej Star Island ! Wszystko tu takie piekne, ze nawet my zapominamy, ze unosi sie nad nami smrod kilkunasto godzinnej podrozy i wydaje sie nam, ze z nas Ricky Martin i Don Johnson w trzech, a takich dwoch nie ma ani jednego. Krazymy wokol najwiekszej na swiecie dzielnicy art deco, mimo ze Kania niczym bohater z Gombrowicza nie chce sie nia zachwycac, mimo ze to wypada. Zachwyca sie za to ponad przecietna iloscia sztucznych piersi, ale wybaczamy Ci to Lukaszu K! ;) jest 23.20, czyli 5:20, pora do spania w najtanszym motelu na South Beach (90 usd za trojke), choc to latynoskie miasto dopiero zaczyna budzic sie do miachowania, w Miami domyslnym jezykiem jest od kilku juz lat hiszpanski, angielski powoli zanika, Ojcowie Zalozyciele przewracaja sie w grobach...


 
<< Start < Prev 1 2 Next > End >>

Results 10 - 15 of 15

Gościmy

We have 1 guest online

Szukaj

Kantor Bitcoin



TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2022 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.