Aktualności
St. Petersburg - Rosja (25.XI.2011) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

   St. Petersburg - do Petersburga wstajemy wcześnie. O godz. 5.12 z dworca w Helsinkach odjeżdża Allegro train. Taxi z hotelu jedzie 4 minuty, słownie "cztery minuty" i kosztuje 21 euro. Ku przestrodze. Pociąg też nie jest w półce cenowej kolei indyjskich - 84 euro (3,5 h, 470 km).

 
Ruszamy!

   Do granicy z ZSRR nic się nie dzieje, bo w Finlandii oprócz ciepłej Finlandii niewiele moze człowieka złego spotkać. Ale granica spełnia moje oczekiwania. Jest ciemny las, są pogranicznicy z psami, są tanie papierosy, choć z okien pociągu nie widać było dokładnie co palą ("Stopczyk, co wy tam palicie..." - Psy). Są wieżyczki strażnicze, kilometry kolczastego drutu. Od 80 lat krajobraz pewnie niewiele się zmienił, tylko na Syberię nie jechało się dobrowolnie szybkim pociągiem.

Pogranicznicy...

   Ale taką granicę od czasu do czasu każdy powinien pokonać. Schengen zrobiło z nas podrózniczych przedszkolaków, jedziemy do Francji jak byśmy po zapałki do kiosku szli.

Krótki alfabet

Autostop - kiedy zamyka się brama metra, na drogi ruszają łady. Jest 1 w nocy.Słowiańskie blondynki machają w kierunku tych cudów rosyjskiej techniki. Nie przeszkadza im, że w środku już podróżuje 3 chłopaków z Kaukazu. Ona musi dojechać na swoje osiedle. A w St. Petersburgu i Moskwie osiedle to nie jest byle Bieżanów. To 10 Bieżanowów, setki 15 piętrowych bloków z obowiązkową nieczynną windą i zabudowanym balkonem. Że niebezpiecznie ?

Osiedle Kurdwanów

Balet - byliśmy na baletach. Nie takich nocnych, sobotnich, bez piany. W Michałowskim Teatrze była premiera. Miejsca na 3 kręgu, odeszlismy zgodnie z zaleceniami. 1/4 sceny nie mogłem dojrzeć, bo Pani przed ubrała kapelusz, ale to nie był problem, bo i tak z baletu nie zamierzałem wiele zrozumieć. Jak pisał w programie reżyser - "nie zamierzam w tej sztuce koniecznie przekazywać Ci jakiejkolwiek wiadomości. Wokół Ciebie ma się po prostu coś dziać". To lokalny odpowiednik księdza Natanka. Wiedz, żę coś się dzieje. I się działo, było pięknie i chyba zostanę miłośnikiem baletu. Klasycznego lub nowoczesnego. Uspokajam, nie zamierzm w nim występować. Cena za balet - od 80 do 500 zł.
 
Balety
 
Czas - to aż 3 godziny do przodu w stosunku do Polski, w tym roku w zimie nie oddano obywatelom jednej godziny. Dekretem zniesiono zimowy czas.

Ermitaż - wyłożony płytkami PCV, niedoświetlone obrazy, surowe salowe w kufajkach - a na ścianie dziesiątki obrazów Picassa, Gaugina, Rafaella, Rembrandta. Szaleństwo. To bardzo poważna sztuka. A że czasem ukradzione? Imperium nie zabierało, a pożyczało.

Ermitaź
 
   W kasie sprzedają bilety po 100 rubli (dla Rosjan, 10 PLN) i po 400. Płynnym rosyjskim poprosiłem o bilet ("adin normalnyj pażałsta"). Bez cienia wątpliwości Pani wręczyła mi ten za 400. Będę musiał się jeszcze doszkolić.

Kanały - Petersburg nazywają Amsterdamem (to tam Piotr Wielki zatrudnił sią jako cieśla, to był początek szpiegostwa przemysłowego) lub Wenecją Północy. To lekka przesada. Kanały są 3, no może 4. Ku chwale Imperium zginęło ok. 30 tysięcy budowniczych Petersburga.

St. Petersburg
 
Kobiety - eleganckie, delikatne i sympatyczne. Dobrze im z oczu patrzy. Nie widać blacharstwa w tych twarzach. Tych złych, wyrachowanych kobiet sukcesu nie spotkałem, bo przemieszczają się po Petersburgu swoimi X5, cayenne i innym 4x4. W rosyjskim domu choćby na chleb nie było, to 4x4 musi stać.
  

Lenin - wiecznie żywy, są ulice, place, jest stacja metra.

Lenin
 
Metro - 2,5 PLN za przejazd (ale złotówek nie przyjmują!), jedno z najgłębszych na świecie. Schodami zjeżdża się w dół nawet 4 minuty! Na dole każdych ruchomych schodów jest budka. A w niej pilnująca (pewnie w ramach jakiegoś funduszu spójności przekwalifikowane z etażowych - w ZSRR stacjonowały na piętrze każdego hotelu) porządku na schodach. Poucza zbiegających, rejestruje podejrzanych obywateli z Kaukazu, udziela nagany. Fascynująca praca, ale trzeba ją lubić.
 
Metro
 
Mężczyźni - nic się w tym temacie od lat nie zmieniło. Obraz nędzy i rozpaczy, Mówią, że ostatni prawdziwy radziecki mężczyzna wyginął na Wielkiej Wojnie Ojczyżnianej i od tego czasu kobiety dają królestwo za takiego mężczyznę jak Putin. Panowie. Wyrabiać wizy i na wschód! W każdym razie kobiety ze Wschodu to przyszłośc narodów. Europejskich. Mężczyzn nie trzeba się obawiać. Chyba że siedzą w nafcie i gazie. Tam obowiązują inne zasady.


Milicja Obywatelska - zniknęła z ulic. Dawniej wymuszała łapówki, legitymowała takich nienaturalnych Słowian jak Marcin i ja. Nawet ZSRR się zmienia.

Milicja Obywatelska
 
Newa - atrakcją tej rzeczki są mosty zwodzone. Jak ktoś dotrwa to między 2 i 4 rano w Petersburgu odbywa się show. Podnosi i kładzie się jakieś 20 mostów.

Night life - bez 4x4 nie podchodzić! Konieczny będzie też złoty łańcuch. W rosyjskim życiu nocnym nie ma miejsca dla biedaków z bakrutującej Europy. Tzw face and chain selection plus minimum 300 rubli za wstęp.
 
Ruble - dobrze się je przelicza (dzielimy przez 10), ale trzeba ich mieć dużo. Byle zupka kosztuje 20 zł, a byle ciepła strawa 30. U nas nie przyjęło się dobrze bistro, w Rosji króluje. Ale jedzenie w bistro nie jest najlepsze, choć cena jest bardzo dobra. W każdym razie co druga restauracja w St. Petersburgu serwuje sushi. Włoska, rosyjska, kebabiarnia - wszystkie serwuja sushi.

St. Petersburg Airport Pułkowo 2 - wygląda jak wierna kopia Smoleńska. Prawdopodobnie jest równie bezpieczne. Dojazd wygląda jak podróż za jeden uśmiech, ale jest znacznie prostszy niż opisują. Zamiast wziąć taksówkę za 110 zł, bierzmy metro na stację Moskowskaja, a z niej prosto wychodzimy w drzwi autobusu, który w 15 minut jedzie pod sam terminal. Koszt całościowy to 5 złotych 50 groszy, a mamy okazję obcować z miejscowymi plemionami.

Pułkowo

Wódka - jej koniec jest bliski. 5 lat temu w Moskwie każdy szanujący się supermarket miał co najmniej 4 alejki wódki. 25% asortymentu to była wódka. Teraz alejki zniknęły. Rosjanie piją wino. Świat stanął na głowie.

Zabytki -

a) krążownik Aurora, duma rosyjskiej marynarki wojennej, symbol początku Rewolucji Październikowej (wstęp bezpłatny)

b) Pałac Zimowy - to w nim mamy Ermitaż

c) Admiralczestwo - do zobaczenia z zewnątrz, charakterystyczna złota iglica.

d) Newskij Prospiekt - takie rosyjskie Champs Elysee, Paseo Castellano, Oxford Street - każde miasto ma swoją ulicę, ale na każdej z nich te same sklepy. Nawet nie chce mi się wymieniać tych marek, nie będziemy na www.globtroteria.pl robić im darmowej reklamy ;)

e) Kunsmuseum -  muzeum osobliwości ludzkiej, wformaliniezanurzone zdeformowane części ludzkigo ciała...

   No to spasiba towariście! St. Pjetjerburg ocień krasiwyj!


 
Co piszą o nas na innych blogach ? (12.XI.2011) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

Polski ginekolog najlepszym towarem eksportowym 4-tej RP!

   Zapoznana na szlaku do ABC kobieta z Kanady rozpływa się w pochwałach na temat polskiej służy zdrowia, reprezentowanej w Himalajach przez Marcina, alias Zenek Smetana.

http://lana007.travellerspoint.com/23/

   Najciekawsze fragmenty, dzięi którym Polski Hydraulik odchodzi do lamusa. Teraz mamy Polskiego Ginekologa ;)

Martin

"(...) We all gathered with 6 Polish travellers and Geeke (Holland) for an evening of cards, playing everything from “The Game with No Name” to a violent series of “Snap” matches. There were hands slapping all over the place, drinks spilling, and uproarious laughter that surely kept the condors up well into the night. I was fortunate to be sitting beside Martin, the Polish gynaecologist with a first aid kit from the gods. In all seriousness, he saved my trek, because I was well on the way to finding a helipad the next morning. It really was that bad, and my anxiety came from realizing that the only place for a helicopter to land was at Machapucchre Base Camp (MBC), our next trekking destination several hours uphill. Martin’s amazing stash of heavy-duty painkillers coursed through my body for the next 3 days, and while I risked further injury, I trusted my body could hack it. 

After a completely sleepless night that even a sleeping pill did not remedy, we headed out at 6 AM to secure lodging at MBC. I remember very little of the 5.5 hour trek, as I was preoccupied with my hip, albeit doggedly determined. We found a room, and I saved a spot for Geeke. When I saw Martin arrive, it was all I could do not to throw my arms around him to thank him for his magic potions. Instead, I was more appropriate and took his picture

Honestly, what are the odds of meeting a Polish gynaecologist at 3200 metres, who just happened to be kind enough to share his painkilling elixir with me. (...)"


 
Gorace zdjecia Yeti (27.X.2011) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Kilka zdjęć z gorącego Nepalu. Tak dla poglądu, żeby wiedzieć o co w Himalajach biega.

Nepal widziany Jackiem

Nepal widziany Pawłem

Nepal widziany Marcinem

Nepal widziany Łukiem

Nepal widziany Hajem

Nepal widziany Damianem

s


 
Odlot (8.X.2011) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

Tutaj będziemy prowadzić szczątkową relację z Nepalu:

WYPRAWY -> NEPAL


 
Nepal is calling (5.X.2011) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

Nepal
 
   Wielkimi krokami zbliża się wyjazd. Zanim przedstawimy Wam plecak turysty-amatora, który wybiera się w Himalaje, na moim przykładzie, pora na kilka zdań o planie.
 
- sobota 8.X - przeznaczamy na dolot do Istambułu. To niełatwo dostać się tam za małe pieniądze. Nasi dzielni chłopcy lecą za około tysiąca (złotych), w rzadkiej promocji polecimy za 500. Ja lecę za mile. To miłe.

- niedziela 9.X - patriotyczny obowiązek spełniamy w konsulacie w Stambule. Część idzie oddać głos na Platformę Sprawiedliwych, inni towarzysko, jeden zamierza oddać nieważny głos. Potem zwiedzamy. Hagia Sophia, Błękitny Meczet, Wielki Bazar. Trzy karty, dżinsy, krem Nivea. Poznamy Stambuł, w którym rodziły się fortuny Waszych rodziców.
 
Hagia Sophia
 
- poniedziałek 10.X - noc spędzamy w samolocie Air Arabia (Stambuł - Dubaj, a dokładniej Sharjah - Kathmandu i vice versa). Na obecną chwilę jest jeden warunek konieczny, Air Arabia ma bardzo ciekawą politykę, wpuszcza na pokład tylko wtedy, jeśli w grupie podróżujących jest ten, którego kartą płacono za bilet. Do czasu wyjazdu umieściliśmy więc Łukasza w inkubatorze - dmuchamy i chuchamy na niego, bo to on opłacił nasze bilety. Do Kathmandu docieramy około 13, załatwiamy pozwolenia, poznajemy słynną nepalską biurokrację od podstaw, zawieramy pierwsze nepalskie przyjaźnie.

- wtorek 11.X - ruszamy w kierunku Pokhary - te 170 km autobusy pokonują w 7 do 8 godzin. Już się cieszę na tą podróż! Pokhara to baza, z Pokhary nie da się uciec w inne miejsce niż treki wokół Annapurny (między innymi 2 najpopularniejsze - Annapurna Base Camp i Annapurna Circuit)

- środa 12.X rano - czwartek 19.X wieczorem, prawdziwy trek. 9 dniowy, do Annapurna Base Camp. Będziemy mieli 9 dni na przemyślenie całego życia i życia współtowarzyszy. Te same twarzyczki, zimne schroniska, brak ciepłej wody... ale te informacje chciałbym zdementować na miejscu. Wiele sprzecznych informacji bowiem już przeczytałem. Od takich, że karmić nas będą stekami z frytkami, do takich, że wewnątrz sypialni będzie temperatura poniżej zera i nie mamy tu na myśli temperamentu seksualnego żadnego z odwiedzających schroniska zmęczonych wędrowców i wędrowniczek. Tutaj można zapoznać się z trasą: http://pamir.pl/trekking/himalaje-nepal/annapurna-bc-5/plan-i-mapa.html
 
Anna

- piątek 21.X - Pokhara, podsumowanie poniesionych ofiar, rekonwalescencja u wód, być może rafting.

- sobota 22.X - proponuję Chitwan National Park, parę tygrysów, nosorożców, innej zwierzyny, na którą tradycyjnie planujemy zapolować.

- niedziela 23.X - transport do Kathmandu, nie mam jeszcze nic o tym mieście do powiedzenia, nie podejrzewam wielkich atrakcji klasy zerowej.

- poniedziałek 24.X - Kathmandu dokończenie i podróż do Istambułu i tu ponownie tylko pod jednym warunkiem - jeśli nie stracimy Łukasza po drodze, bo postanowił zostać szerpą, albo pasterzem jaków.
 
- wtorek 25.X - ponownie Stambuł, skąd uczestnicy wycieczki powoli będą się rozjeżdżali do domów. Grupa pierwsze leci już około 13-tej, grupa ostatnia o 17.30.

   Relację z planu będziemy starać się regularnie prowadzić, choć jak mniemam może być z tym problem w górskich rejonach Himalajów.

 
  

 
Wakacje - martwy sezon w podróżowaniu (28.VIII.2011) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

    Takich przerw w publikacjach nie było nigdy. Przyczyna? Wakacje. Żaden szanujący podróżnik nie ruszy w świat o tej porze. Powody? Bilety lotnicze są droższe, dach nad głową leci w górę, również za przyczyną huraganu Irene. W Argentynie zima, w Azji pora deszczowa, na Syberii komary, na Karaibach rzeczone huragany. W Afryce upał, choć w RPA zimno. Na śródziemnomorskich wybrzeżach tłumy, na Krupówkach korki, jak ktoś pokona już te na Zakopiance. W Dubaju 55 stopni, w Patagonii -20, więc po co nam to? Zawsze więc w lipcu i sierpniu rekomendujemy Kraków.

   Wyjątek zawsze można zrobić dla Chorwacji. Nasza letnia kolonia, rejestracji polskich jest więcej niż tych chorwackich, jest Marian z Podlasia, Krzysztof, mały przedsiębiorca spod Pcimia, jest nawet Karol "Familiada" Strasburger, którego co roku można spotkać pod lodziarnią na Korculi. Menu w restauracjach po polsku, po chorwacku każdy Polak też dobrze się wypowie, ale woli tego nie robić, słusznie zakładając, że polski każdy w tym pięknym, skalistym kraju rozumie. Będę jak Kasia Tusk na swoim blogu, która podsuwa młodym dziewczętom  absurdalne pomysły, które dość łatwo zrealizować jej jako córce premiera i powiem - "nie macie, czasu, pieniędzy, pomysłów - jedźcie w kierunku Chorwacji. Jak będę kłopoty, to zawsze jakiś Borowik podjedzie". 

    W okolice Dalmacji dojedziemy w 15 godzin, a korzystając z dobrodziejstw programu Miles&More, gdy mamy 30 tys. mil to nawet w 4. Innej formy opłacania biletów lotniczych do Chorwacji niezbyt polecam, to się po prostu nie opłaca, jak mówi reklama, ale nie pamiętam dokładnie czego. 

    Poniżej kilka zdjęć z 4 dniowego pobytu (więcej nie jest wskazane, to męczy), a  my powoli przygotowujemy się do desantu na Nepal.

Rab
 
Pag
 
Dalmacja
 
Vodice
 
Kornati Islands
 
Wielki port lotniczy w Splicie
 
Ciezkie zycie skraca zycie
 
Sielanka
 
17 schodów do raju
 
Z balkonu
 
Chorwacja
 
Split airport again

 
A może nie masz gdzie spać ? (9.VII.2011) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

    Zawsze chęnie pomagamy młodym, przedsiębiorczym kobietom. A taką jest Natalia, która skończyła studia i zajęła się własnym biznesem. Pewnie kupiła wiele apartamentów w Krakowie, więc teraz chce je wynająć ;)

 
   Jeśli macie kogoś, kto do Krakowa przyjeżdża, to może skorzystacie z tej atrakcyjnej oferty!

 
Łotwa i Estonia - dokończenie (23.VI.2011) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
 
 
    Przeżywszy gwałtowne i brutalne załamanie pogody w piątkową noc musieliśmy zrezygnować z uczestnictwa w tallińskim night life. Nadawalismy sie tylko na wybory miss mokrego podkoszulka, oczywiście z realnymi szansami na zwycięstwo. Skoro więc świt wstaliśmy o 9.30 i na naradzie zdecydowano, że nie wypożyczamy samochodu. To było tylko 35 euro, ale nas interesował zwrot w Rydze - to dodatkowe 120 euro! Pozostał więc Pekaes do Tartu, drugiej metropolii Estonii. Po drodze na dworzec krótka wizyta na stadionie Levadii i zapalenie świeczek za poległą tu 2 lata temu drużynę Wisły.
 
Levadia!
 
   Bilety do Tartu to koszt od 8 do 10 euro, autobusy odjeżdżają co pół godziny. W Estonii bezpłatny Internet dostępny jest wszędzie, więc mimo że na GMAILU występowaliśmy całą podróż on-line, to my naprawdę byliśmy w na wielkiej wyprawie... Po prostu tu nie da się uciec od Internetu. Był i w autobusie, gdzie Haju zaserwował nam Alfabet Mafii, o Baraninie, Słowiku, Wieprzowinie i Cielęcinie. Krajobraz Estonii to pola, lasy, pola, lasy, chata, pola, lasy. Mijamy zatłoczone lotnisko w Tallinie, gdzie zauważyliśmy dokładnie jeden samolot.
 
Tallin
 
   Dojeżdżamy do Tartu, bardzo ładna miejscowość, Town Hall, rzeczka, ryneczek, uniwersytet, słowem gdybym do Myślenic zawitał... Wywołujemy skandal, wyciągamy laptopy i okablowanie, bo trzeba naładować baterie, cały ten majdan idzie przez środek kawiarnii - kelnerka wywinęła orła, przeprasza nas, my ją, przewody zostają specjalnie oznaczone i zabudowane. Już Sołżenicyn pisał, że Estończycy to najbardziej przyjazna i uczciwa nacja ze wszystkich republik USSR i należy temu uwierzyć. Z ciekawostek - więzienie, siedziba estońskiej KGB i Soup Neighbourhood, gdzie ulice biorą nazwy od rodzajów zup. No i byłoby na tyle. Tartu zwiedzamy w godzinę, choć to najstarsze estońskie miasto i resztę czasu spędzamy w tradycyjnej bałkańskiej estońskiej knajpie. Stajemy przy drodze, bo przelotowo z St. Petersburga do Rygi będzie o 17.45 pędził autobus. Przyjeżdża o czasie, jak nierosyjski, kulturalni i piękni rosyjcy kierowcy, białe koszule, stewardzi, w środku nie leje się wódka. Spodziewaliśmy się KAMAZ'a na opałowym oleju, a tu znów na pokładzie Internet.
 
Tartu

    O 21.30 jesteśmy w Rydze. Po drodze biedniej, przaśnej, widać, że zbliżamy się do Litwy i Polski. W Rydze mieszka połowa Łotyszy, jak mówi przewodnik to największe skupisko na świecie German Art Nouveau, najlepszy night life w Europie, ale ja takim sformułowaniom przestałem już wierzyć. Z tego co czytam miastem od zawsze zawiadywali Niemcy, ale na koniec coś się w nich załamało i zbombardowali go w latach 40tych poprzedniego stulecia. Przez środek płynie Daugava, szeroka jak 3 Wisły nie przymierzając, my kwaterujemy się na jednym z brzegów. W hotelu odbywa się studniówka, ale nas nie wpuszczają. Może dekadę temu.... Ruszamy w miasto, starówka przepiękna, kilka ryneczków, na których odbywają się koncerty muzyki poważnej i niepoważnej. Wszystko otoczone średnowiecznymi murami albo ich pozostałościami. Jest kilka grup wieczorów kawalerskich z Wielkiej Brytanii, czujemy się swojsko. Ceny - od 10 zł. Krążymy po mieście, trafiamy do Havana Club, to jakiś znak, bo w podobnym miejscu skończyliśmy w Bratysławie. Pora bookować bilety na Kubę. Łotewski band też przyzwoity, ale my, dziadki, kończymy o 1.15. Wracajać do domu zostajemy zaczepieni przez grupę angielsko-łotewskich turystek, które zwracają się do nas słowami "miau, miau"... Nie wiem zupełnie o co chodzi, ale o coś bardzo złego napewno. Rano zwiedzanie miasta przy świetle i ruszamy autobusem numer 22 w kierunku lotniska. Piękne radzieckie blokowiska i jesteśmy na tym kameralnym obiekcie. Zawitać tu każdy może, bo Air Baltic potrafi dać dobrą promocję, a miasto jest piękne i interesujące.
 
Ryga

    Tak kończy się pasjonująca 3 dniowa wyprawa przez Estonię i Łotwę, dziękujemy, bez odbioru.

 
18.VI.2011 - Tallin _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
    Wczoraj, po 2,5-dniowym tygodniu pracy rozpoczęliśmy krótką operację Północne Republiki Bałtyckie 2011. Typowa wycieczka żeby zaliczyć, zobaczyć i się nie namęczyć. Promów do Tallina z Helsinek pływa więcej niż Szwagropolów do Zakopanego. Na Zatoce Fińskiej tworzą się korki, my wybieramy ofertę Eckero Line, której prom wprawdzie płynie około 3 godzin, ale kosztuje o kilkanaście euro mniej, niż odpływający w tym samym czasie Tallink (2h). Płacimy 20 euro, nasza godzina nie jest wczoraj warta więcej niż jeden złoty.

     Na promie pustki, przy stoliku obok czas spędza grupa polskich kierowców tirów, wiemy, gdzie stoją najlepsze tirówki, że ten ku.. to ch.., a on jego pie.. $%&*@, a kierowców samochodów osobowych trzeba %^&#. To nie na nasze łagodne dusze. Haju gubi portfel, ale przypadek trafia, że wpadam na niego ja, a nie wspomniani powyżej.
 
 Tallin

    Dopływamy, jest 00.45. Port w Tallinie przytulony jest do Starego Miasta, coś na kształt przystanii pod Wawelem w Krakowie. Idziemy do Park Inn'a, darmowy nocleg to pochodna dobrego rozeznania w programach lojalnościowych i promocjach Expedii. Jest przyzwoicie jasno, po drodze mijamy imprezę w pianie, ale nie dajemy się skusić. Może 5-6 lat temu, ale nie dziś, kiedy cenimy sobie bardziej telewizor i sen.
 
Tallin

     Rano zapoznajemy się z tym fińskim województwem na ziemiach radzieckich. Szwedzkie banki, norweskie helpdeski i Old Town, to krótka charakterystyka tego 400-tysięcznego miasta. Stare Miasto bardzo przyjemne, ale na nie więcej niż 2 h zwiedzania. Sandomierz nie przymierzając, brakuje tylko Ojca Mateusza vide Artura Żmijewskiego i jego roweru. Zbudowane, jak mówi Internet, przez German tribes, między XV i XVII wiekiem, w nienaruszonym stanie stoi do dziś, pełne knajpek, ambasad i innego blichtru. 2 km fortyfikacji, 26 baszt, tylko sama historia Estonii nie przedstawia jakiejś wielkiej wartości, zdobyła niepodległość w 1918, straciła w 1940, odzyskała z powrotem w 1991... Szalone 42 lata istnienia Estonii!

    Robimy spacer do Pirity, nadmorskiej dzielnicy, ale z drugiej strony wszystkie tu leży nad morzem... Po drodze mijamy na szczęście znaki, które mówią nam o przeszłości tego rejonu. Betonowe pomniki Armii Radzieckiej, kilka dziurawych dróg. To nie jest jeszcze Skandynawia zepsuta dobrobytem i socjalizmem. Konsumpcja w porcie, Russian soup, ceny pomiędzy Polską i Skandynawią, jeden będzie narzekał, inny powie, że tanio. Obiad w lokalu od 7-10 euro, piwo od 2,5 do 3,5 euro, jak kogoś obchodzą ceny w estońskich koronach, to są, trwa okres przejściowy, bo euro jest tu świeżakiem. Od początku roku tu rezyduje.

   Geriatyczna atmosfera miasta nie psuje jednak naszych dobrych nastrojów, Tallin to przyjemna mieścina, choć nie na 3-tygodniowy pobyt. Śledzimy ofertę całej Estonii, nie predstawia się imponująco:

- Tallin
- Park Lahemma - jezioro i rzeki, jest bagno
- Narwa - średniowieczna twierdza nad rzeką, za blisko granicy z USSR - odpada więc dla nas
- Rakvere - romantyczny zamek, do przemyślenia
- Tartu - zwane hucznie Atenami Północy, im bardziej imponująca nazwa, tym większe zazwyczaj rozczarowanie
- Jezioro Pejpus - vide Jezioro Rożnowskie
- 5 wiatraków
- zamek biskupa w Kuressaare

    Decyzje jury podejmie jutro, kiedy się obudzi i poinformuje o tym należne organy.


 
Helsinki łajbami stoją (2.VI.2011) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

   Po 9 miesiącach zimy przychodzi taki czas, że w Helsinkach panuje przez chwilę upał (22 stopnie), na ulice wylegają powabne blondynki, a dzicy Finowie wystawiają swoje łodzie na "dwór". Helsinki stają się wtedy bardzo przyzwoitym miastem.






 


 
<< Start < Prev 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 Next > End >>

Results 101 - 110 of 248

Gościmy

We have 3 guests online

Szukaj

Kantor Bitcoin



TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2018 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.