Aktualności
Borneo!! (3.III.2015) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

Jacek G and www.globtroteria.pl present, więcej szczegółów wkrótce

 

4.III Qatar Airways  Budapeszt - Qatar - Kuala Lumpur - Kota Kinabalu (1900 zł)

5.III Kota Kinabalu

6.III Pulau Gaya lub Pulau Malukan - żółwie, chillout, plaża

7.III sułtanat Brunei

8.III sułtanat Brunei - > Miri

9-13.III trek w jądrze Borneo, walka z przypadkowo poznanymi orangutanami

13.III cały dzień w samolocie, 3 razy po 100 zł i jesteśmy w Tawau na płn-wschodnim wybrzeżu

14.III snoorkeling na wyspie Mabul

15.III Mabul + Danum Valley Wild Sanctuary - bliższe spotkanie z orangutanami

16.III przygotowanie do ataku na Mt.Kinabalu

17.III atak szczytowy (4050 m)

18.III wylot

18/19.III meldunek na polskiej ziemi 

 


 
Kolumbia Pilchów (14.II.2015) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

Prawdopodobnie nie będzie żadnej relacji, ale warto wspomnieć, że w Walentynki trzeba zapewnić kobietom coś ekstra! Pilch postawiłpoprzeczkę wysoko, całodniowy lot KRK - BERLIN - NYC - BOGOTA, czyli Walentynki na 3 kontynentach. Czy ktoś da więcej ?

  Kolumbia już dawno nie jest punktem, skąd głównie wysyła się narkotyki w kierunku US, a Medellin i Cali to modelowe miasta południowo-amerykańskie. W produkcji kokainy zostali wyprzedzeni przez Peru, a na ogonie siedzi im Boliwia. O walkach z partyzantami w dżungli też można poczytać tylko w książkach historycznych, albo obejrzeć na ambitnych produkcjach z Russelem Crowe.

  Wspomnijmy tylko jak wygląda plan. Pozwala nam sądzić i mieć nadzieję,  że będzie to dobry, słoneczny, niezbyt męczący wyjazd !

Bogota - stolica, 2640 m. n.p.m. ze średnią temperaturą każdego miesiąca oscylującą wokół 15 stopni

Kartagena - nadmorskie miasto, nazwijmy go lokalnym Krakowem, na liście UNESCO, siedziba i główna wypadowa baza Hiszpanów, którzy w XVI wieku krążyli po okolicy, kolonizując ją dosyć mocno

Play Blanca - jest plaża i jest rzeczywiście biała. To jest wybrzeże Morza Karaibskiego...

 

 Santa Marta - WTF ?

 Santa Marta

 Minca - górskie plantacje kawy, region Sierra Nevada

 

 Park Narodowy Tayrona

 

Bogota i NYC

NYC 

 A wszystko w bardzo przystępnej cenie ! - 1239 zł http://www.fly4free.pl/super-tanie-przeloty-do-kolumbii-bogota/


 
"Czile" (25.XII.2014) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
 
 
 
 
Kiedy my będziemy tuż zaraz po świątecznym obiedzie, w ręku trzymając pilota, przygotowani do podróży dzięki Animal Planet, National Geographic i Czubównie vel Kopaczowej, pan Haju i Marysia będą rozpoczynali swoją mini gehennę, 3 dniową podróż do południowego Chile.

Piątek, 26 grudnia, godzina 15.20
http://www.tigerexpress.eu/pl/nasze-ceny/cennik-krakow-katowice-praga-olomuniec-brno.html .To jakaś nowa forma podróży. Autobus podrzuca Cię z Krakowa do Ostrawy na pociąg do Pragi.  W poczciwej czeskiej stolicy jesteś około 22, jest wciąż dużo czasu, aby napić się piwa w jednej z setek lokali z cyklu "u Szwejka".

Sobota godzina 15.40
Iberia do Madrytu, 18.30 na miejscu. Pokręcić się po Puerta de Sol szlakiem Adama Hofmanna. Życie w Madrycie w grudniu wymaga wyrzeczeń. 2-4 stopnie, Hiszpanie wyciągają z szaf kurtki, których nie powstydziłaby się ekipa zdobywająca zimą Cho Oyo.

Niedziela godzina 11.20
Wylot do Santiago de Chile. Lądowanie na miejscu o 21.10. 14 godzin w samolocie, ale warto, patrząc za okno w Krakowie, widzę rozpoczynający się opad, w Santiago teraz 30 stopni. Cena biletu Praga-Madryt-Santiago-Buenos Aires-Madryt to 2200 PLN. Pamiętajmy, że to okres świąteczny.

Poniedziałek 
Santiago de Chile, stolica, dobrych 5 milionów mieszkańcow, wiecie jak "cienkie" jest Chile, więc Santiago reklamuje się jako miasto, skąd rano możesz wyskoczyć w góry, żeby po południu opalać się na plaży. Bejrut, Cordoba... było już kilka takich. Chile mnie osobiście kojarzy się z Pinochetem, z tanim winem, z cudem w kopalni, które notabene KGHM wykupuje. No i oczywiście długie, ale wąskie...

Wtorek noc
Lądowanie w Punta Arenas, i to już jest bardzo blisko Antarktydy. Baza wypadowa do lodowców, cieśnina Magellana, Ziemia Ognista... to wszystkomoże namieszać w głowach każdemu, kto poczytał kilka awanturniczych książek w przeszłości.

Wszystko do toczyć się będzie aż do 17 stycznia i my o tym będziemy informować oczywiście! W siedzibie głownej globtroteria.pl muszą też o tym Chile troche doczytać
 
A to dzielne chłopaki, którym udało się przeżyć pamiętną katastrofę w kopalni.  Z takimi miłymi ludźmi nasi ludzie będę teraz się socjalizować!
 
 

 
Oman (5.XII.2014) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
 
 
   
 
 
   Sułtanat Omanu? Ktoś coś wie? Ktoś coś z pamięci jest w stanie powiedzieć? Stolica? Al Qaida? A nie, to Jemen, bardzo podobnie brzmi.  Ropa? Czy aby na pewno? To państwo jest 25 na świecie pod względem wydobycia ropy naftowej. Monarchia absolutna, czyli sułtan rządzi i dzieli. Jest listopad, temperatura zaczyna spadać, teraz około 31-32 stopnie. Zaczyna się high season, czyli kilkuset turystów pojawi się na drogach tego 4 milionowego kraju. Bazę przewidujemy na Dubaj, ale do Omanu jest tylko kilka godzin jazdy busami zarezerwowanymi dla pracujących i tu i tu Hindusów i Filipińczyków. Dla wygodnych - z Dubaju do Muscatu lata FlyDubai i AirArabia po ok. 70 euro one way. Lets go! AirSerbią przez Belgrad, co może okazać sie najbardziej orientalnym elementem tych "wczasów pod namiotem".
 
   I jeszcze z depeszy PAP, nasi drodzy podróżnicy dotarli i tam  -  "W ubiegłym roku, również na wiosnę, Marszałek Borusewicz z PO wybrał się do Omanu, państwa leżącego na Płw. Arabskim, ale pozostającego nieco na uboczu w porównaniu z bogatszymi sąsiadami. Jahja al-Mansari, na którego zaproszenie marszałek z delegacją tu gościł, jest na stronie Senatu przedstawiany jako przewodniczący izby wyższej parlamentu. Rada stanu dysponuje przede wszystkim głosem doradczym, a jej członkowie są bez wyjątku mianowani przez sułtana Kabusa."
 
Oman 

 
Delhi i Bangalore (13.XI.2014) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
 
Dzień 3 - Dzień 6 - Praca
 
 
   W poniedziałek HCL. W samym Delhi mają 40 oddziałów, a w ogóle zatrudniają 95 tysięcy pacanów.Nie życzę nikomu kontaktów, jechałem tam z zamiarem zrobienia "zjebki", ale za okazało się, że za tymi wszystkimi adresami mailowymi i hinduskimi nazwiskami stoją ludzie. Nie miałem sumienia. Jestem za miętki.

   I w Delhi i w Bangalore praktycznie od poniedziałku do piątku Ci ludzie nie zajmują się niczym innym niż pracą. Pracują od 8 do 16 czasu fińskiego, czyli od 10.30 do 19.30. Wielu z nich poświęca na dojazd do pracy po 2 godziny "one way". Hinduskie miasta są totalnie sparaliżowane, teraz każdy Hindus zamiast rowera czy rikszy ma Suzuki, Toyotę czy inne Mitsubishi.

  Miałem przyjemność z powodu "Delhi Belly" posiedzieć sobie cały dzień w hotelu, w pokoju z widokiem na autostradę. Cały dzień wszystko stało, trąbiło. Jest 19.40, morze czerwonych świateł, na lotnisko trzeba wyjechać 5 godzin przed odlotem, najszybciej byłoby na piechotę, szkoda, że to 60 km od centrum.

  Indie zwariowały, rozwój jest niesamowity. Ale dopóki standardem będzie w godzinach szczytu prędkość 2 km/h, to nie wróżę wielkiej przyszłości. Chyba że zacznie się wzorem Chin budować autostrady piętrowe.

   Jako uczestnik delegacji międzynarodowej musiałem się poddać dyktatowi organizatorów, czyli Finów. To niesamowite jak Ci ludzie są ofiarami fińskiego socjalu, państwo zawsze wszystko załatwi, ogarnie, otoczy opieką. Oni nie są w stanie sami pokonać indyjskiej ulicy, nie zjedzą lokalnego jedzenia, najchętniej okopaliby się w hotelu dla Europejczyków, a do pracy jeździli opancerzoną limuzyną.

   Notabene, hinduskie hotele z górnej półki biją na głowę europejską czy amerykańską konkurencję. Armia służących, nikt się tu z kosztem pracy nie liczy, bo jest pewnie pomijalny, a stawki za pokój są dokładnie takie same jak na przykład w Niemczech. 3 kelnerów przy stole, kilka razy dziennie sprzątany pokój, wizyty obsługi, in-room dining, basen, spa, darmowy bar dla obcokrajowców, kosmetyczka. Po tygodniowym pobycie ciężko wracać do rzeczywistości, gdzie sam musisz sobie zrobić śniadanie, wcisnąć przycisk w windzie i dojechać do pracy. A potem pracować. 
 
 
Dzień 2 - Taj Mahal
 
 
 Wyjazd do Agry, czyli miasta 200 km od Delhi, dałem zorganizować Finom. Na firmowych wyjazdach zwykle tracimy samokontrolę. Wyjazd spod hotelu, oczywiście od drzwi do drzwi, bo zagraniczni dbają o swe bezpieczeństwo, za bagatelka 160 zł od głowy, jak na Indie i tak  krótką wycieczkę, majątek. Po 2-3 osoby do 7 osobowej taksówki. Nikt nawet nie chciał przyjąć do wiadomości, że do Agry można dojechać pociągiem za 10-20 zł, który jedzie podobnie jak auto 2-3 godziny.
 
  Przyjadą Hindusi, Chińczycy, Rosjanie i całe to towarzystwo rozgonią. 

  Z Delhi do Agry znowu dopadają myśli samobójcze. Droga jest 3-4 pasmowa, są bramki, kierowcy włączają kierunkowskazy przy zmianie pasa. Oddajcie prawdziwe Indie ! Mijamy nowiutki Tor Formuły 1, jakiś stadion do krykieta, całe Sport City. Przerażające. Po drodze fabryki IT.

  Wjeżdżamy do Agry... i jest!!! Wróciły prawdziwe Indie. Riksze, krowy grzebiące w śmieciach, burdel na kółkach, naganiacze, sprzedający jedyne, licencjonowane, handmade, zaaprobowane przez rząd repliki Taj Mahal. Welcome back. Hinduska wieś jest w starej niezbyt dobrej formie.
 
 

    Gdzieś tam nad brzegiem zaśmieconej rzeki majaczy Taj Mahal. Majaczy, bo jest mgła. Wybudowany w XVII wieku, islamski prezent dla zmarłej żony, pamiętajmy, że to tylko i aż grobowiec. 22 lata, 20 tysięcy robotników, wszyscy uczciwie opłacani, tamta rodzina nie "zatrudniała" niewolników. Skąd miała pieniądze na te fanaberie ?? Przewodnik mówi, że "po prostu była bogata".
 
   Wszystko idealnie symetrycznie, Taj Mahal z każdej strony wygląda tak samo. Tylko jeden z ornamentów delikatnie niesymetryczny, bo doskonałość była zarezerwowane dla bogów. I w środku 2 skrome grobowce, królowej i króla. Nic więcej. Cena - 750 rupii, ok 10 euro, całkiem akceptowalnie, choć Hindusi płacą 37 razy mniej, bo rupii 20.
  Porównałbym te ceny do lotu Ryanair (Hindusi) i Biznes Klasą w Emirates (biali). Unika się stania w wielometrowych kolejkach, dziś weekend, do Agry mogło przybyć nawet 100 tysięcy uroczych Hindusów. Dostaje się VIP service, fast lane, nawet ławkę do założenia skarpetek na wejście do środka. Na koniec wszyscy i tak lądują w tym samym miejscu, poganiani batami przez służby ochrony, które próbują całe to towarzystwo ogarnąć.
 
 

  Lubię Taj Mahal. 
 
  Z 7 nowych cudów świata zostaję jeszcze Wielki Mur Chiński i Chichen Itza. Petra, Chrystus z Rio, Machu Picchu i Koloseum odfajkowane. 
 
 
Dzień 1 - Delhi

WARNINIG WARNING !!
 

  Trzeba się obudzić (albo niech Amerykanie zagrają w sankcje), bo za kilka lat to tam, do Indii, właśnie my będziemy jeździć do pracy, być może paść "holly cow".  Byłem tu ostatnio 2,5 roku temu i skok cywilizacyjny, który się tu dokonał,  jest imponujący. To już nie tylko kraj uroczego fakira, świętej krowy i sympatycznej kobry, ale wkrótce 3-cia gospodarka świata (zanosi się, że wyprzedzi geriatryczną, pozostającą w permamentnym kryzysie Japonię), która co raz chętniej zatrudnia naszych chłopców i dziewczęta (InfoSys, HCL).

  Od kilkunastu lat Indie rosną w skali 8-10% PKB rocznie, budują drogi, lotniska, osiedla, młodzi i starzy rzucili się w wir konsumpcji. To nie te czasy, kiedy bosy riksiarz woził Cię cały dzień po okolicy za równowartość 20 zł, pucybut obsługiwał za 50 groszy, a w restauracji zostawiałeś 10. Indie, a szczególnie Delhi, zaczynają być drogie i niedługo polskiego backpackersa będzie stać tylko na pieczonego ziemniaka od Matki Teresy.

  Do tego, już nie tak łatwo spotkać się ze świętą krową, wprawdzie żebracy wciąż sypiają w rynsztoku (to zjawisko powszechne chociażby w San Francisco), ale nawet możesz spokojnie przespacerować się po mieście, nie będąc 200 razy zatrzymywany słowami "sir, I have something for you". Ludzie mają już co innego do roboty, niż wyciąganie ręki.

Z turystycznych info (Delhi nie jest specjalnie piękne, powiedzmy to sobie szczerze)

  • 5 h rikszą, ok 50 km - 1300 rupii, ok 75 zł
  • Red Fort - niby największa atrakcja Delhi - dno. Najlepiej wygląda z zewnątrz. Tradycyjne dymanie białego trwa. Lokalny - 20 rupii (1,2 zł), biały - 250 rupii (15 zł).
  • Jama Masjid - meczet, jako że obok Red Fort, to można odwiedzić
  • Chandni Chowk - handlowy tygiel, milion sprzedających, 2 miliony kupujących, ulica w starym dobrym hinduskim patologicznym stylu
  • Akshar Dham Temple - 9-letnia, piękna, czysta, darmowa świątynia, wejść do niej jest trudniej niż wjechać do Izraela. Nawet telefon i gumy do żucia zostają w depozycie. Warto, ale uzbrojonym w cierpliwość. Hinduskie 3-pokoleniowe rodziny okupują ten obiekt. 
  • Humaynus Tomb - dla tych, którzy nie mogą wyskoczyć do Taj Mahal
  • India Gate - poświęcony hinduskim żołnierzom, których Brytyjczycy cały XX wiek wysyłali na śmierć po całym świecie. Całe te błonia i deptak- imponujące - miejsce spotkań już nie tak bardzo zarośniętych, modnych Hindusów, którzy wychodzą na podryw coraz bardziej podobnych do Europejek wyzwolonych Hindusek
  • Connaught Place - tam mieszkam, centrum New Delhi, rondo, którego średnica to na oko 400 metrów. Odległości, odległości everywhere in Delhi

Wziąłem fakturę za pierwszy hotel
Room Rate - x
Luxury Tax - 10%
VAT - 12,50 %
Service Tax - 7,50%
FINAL PRICE - 1,3 x
To bardzo irytujące, rodem z US, że każda cena w tym kraju rośnie w oczach pod koniec o prawie 30%.

   No limits. Nawet w telewizji do wyboru 980 kanałów.
 



Dzień 0 - LOT

  Wiadomo, że nie ma lepszego nad Hinduskiego informatyka. Wszystko obieca, zaprogramuje, przetestuje, zrilisuje. "Eill do, sir", "everything is OK, sir", "please restart computer, sir".Jest przedstawicielem narodu, który w każdej profesji ma do zaoferowania nieskończenie wiele "risorsów", jeśli nie  spodoba się ten, na jego miejsce stoi na dole z CV w ręku kolejnych 200-tu (UPDATE - muszę to zdanie przemyśleć, tak mogło być 2,5 roku temu, ustalę jak jest teraz już w przyszłym tygodniu). 

  Hinduski rynek pracy nie jest dla miękkich.

  Jadę po raz kolejny to sprawdzić. Sprawdzić jak blisko są dogonienia naszej cywilizacji, jak blisko są przejęcia władzy nad nami, kiedy to tam trzeba będzie jeździć na saksy do pracy w Call Center. Zaczynam od Delhi, 16 milionowego molocha, stolicy hinduskiego wyrachowania i bezczelności, gdzie zjeżdżają się przedstawiciele całego 1,5 miliardowego narodu.

  Pamiętajmy, że w Delhi głównie ulokowała sie władza, a kasa, kultura, film, Bolywood to Mombaj. Kalkuta to wszystko, co związane z transportem morskim, Bangalore czy Hyderabad i Pune to chłopaki z IT.

  Lufthansa tym razem półpełna, w składzie praktycznie sami niemieccy emeryci, prawdopodobnie ostatni raz przed swym końcem chcący zmierzyć się z mistycznym syfem indyjskim, który tak przypadł im do gustu, kiedy wylądowali na Goa jako hipisi, w szalonych latach 60-tych. Lecimy, estimated landing time - 00.15

 
Grossglockner (7.X.2014) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

   Grossglockner - najwyższa góra Austrii - 3798 m n.p.m. Czyli należy do Korony Europy, największych gór swoich państw. Listę zamyka Watykan i jego Wzgórze o wysokości 20 m n.p.m. Ludzie mówią, że Grossglockner to góra dość trudna, ale można ją zdobyć w weekend. W piątek dojazd gdzięś w okolice jej szczytu (700-800 km z Polski), w sobotę zdobycie (jest parking na prawie 2 000 m), a w niedzielę zejście poniżej schronisk i powrót do domu. Schronisk jest kilka, wypożyczają buty, narty, kurtki... napoją, nakarmią. Nasi ludzie zdobyli ten szczyt właśnie w ten sposób, w IX nie obejdzie się już bez raków, bez liny, bez kasku...

   Zapraszam na zdjęcia, które omówią temat.

ZDJĘCIA BY IZA 

 

 


 
Majorka (13.IX.2014) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

Dosłownie kilka fotek. Tydzień na Majorce we wrześniu, to może nie jest szczyt podróżniczych ambicji, ale nie można żałować

MAJORKA i Helsinki... 

 


 
Pik Lenina (18.VIII.2014) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

http://wolanilenin.wordpress.com/

Mt. Blanc zdobyte przez Nino Romka... wobec tego Wolan wychodzi z kontrą! Pik Lenina w Kirgistanie, 7134 m. npm. Czytojcie! 

PS. Okazało się, że nic się nie napisało, bo góra się nie zdobyła... 

Pik Lenina 


 
Mt. Blanc (15.VIII.2014) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

16.VIII  Kolejna galeria, by Iza, są dowody zdobycia góry!

Mt Blanc by IZA  

16. VIII

PIerwsze fotorelacje ! 

Mt Blanc

 

16. VIII

Przy przyjeździe do Polski warto odwiedzić słynne Metzingen i centrum handlowe Hugo Boss - http://www.outletcity.com/pl/metzingen/ - piękne tanie markowe ciuchu kilkakrotnie taniej niż w Polsce. W sam raz na wieczorne bajanie o Mt.Blanc . W każdym razie nasze orły dotarły już do Krakowa! Liczymy na podsumowania i zdjęcia.

 

15. VIII rano

  Dzień wcześniej cały dzień zajęło schodzenie do Chamonix. Po zdobyciu szczytu o 8 rano, o 20 byli na dole. Raportowali gigantyczne zmęczenie. Byli gotowi zapłacić 80 euro za nocleg w mięście, ale w końcu zmęczenie pokonała polska oszczędność i skończyli na kilka razy tańszym kempingu. Dziś rozpoczęła się operacja wycofywania z gościnnej Francji. 

 

14.VIII popołudnie

"Właśnie dotarliśmy do namiotu na 3100 m. Nie spałem od 31 godzin. Jeszcze nigdy w swoim życiu nie byłem tak zje..any" 

 

14. VIII

Nasi schodzą, sympatyczna ulotka jak zdobywać Mt.Blanc

http://www.fondation-petzl.org/userfiles/mtblanc-EN-md.pdf 

 

14. VIII rano

  Mt.Blanc, najwyższa góra zepsutej Europy, zdobyty! W zasadzie można to zrobić z dołu w 24 godziny, nasi ludzie potrzebowali dni 5, ale wszystkiemu winna pogoda. Nie ma absolutnie prawa umniejszać ich sukcesu !!  Dołączają do szlachetnej grupy Polaków, na której czele stoi Kordian, którzy zdobyli tą górę, nie nocując za 70 euro w okolicznych schroniskach.

Pogoda była dziś naprawdę żyletą! Pełne słońce, wiatr tylko 30 km/h, odczuwalne na szczycie -23 stopnie C, mimo że termotery wskazywał -15. W takich warunkach przyjemnie iść, nagrodą za pobudkę o 1 w nocy  było stanięcie na szczycie o 8.30 rano.

SMS od zdobywcy - " jestes,y na szzsce" - co oznacza, że zimno w paluszki. 

 

 

13. VIII wieczór

"Pogoda minimalnie się poprawiła, przynajmniej wiatr się uspokoił, o 1 AM ruszamy, ale pojawiło się nowe utrudnienie... bardzo dużo śniegu świeżego na szlaku" 

 

13.VIII popołudnie

" Zamieć taka, że namiotem kołysze, obok namiot totalnie porozrywany."

Ofiary na Mt. Blanc

http://wiadomosci.wp.pl/kat,8311,title,W-masywie-Mont-Blanc-znaleziono-ciala-pieciu-zaginionych-alpinistow,wid,16814872,wiadomosc.html

Nasi ludzie informują, że od wczoraj do schroniska nie zeszło kilkoro Polaków. Mogą dołączyć do grupy powyżej... Oby się tak nie stało. 

Wszystko to dotyczy jednak wspinaczy, a nie spacerowiczów, więc nie martwmy się.

 

13.VIII

Dziś w masywie Mt.Blanc wciąż nic nie widać. Na szczycie wciąż wieje wiatr przekraczający 60 km/h. Nasi więc kręcą się wokół namiotu. Natomiast prognozy na jutro rano przewidują totalną lampę, wiatr 15-20 km/h. Nic tylko zdobywać szczyt i taki jest plan na godzinę 1 w nocy. 

 

12. VIII wieczór

Rano zdobyto Vallot (4362 m), do szczytu zabrakło 440 metrów! Ale jak psy ze skulonym ogonem nasi przyjaciele wrócili do Base Camp, czyli swojego zasypanego śniegiem namiotu na 3150 m. Oczywiście po drodze dolało ich i przemoczyło. No i wciąż wieje. Prawdopodobnie orły do tego się też z łazienką od piątku nie widzieli w myśl zasady, że koszt wycieczki = koszt przejazdu. Na dzień dzisiejszy planowana próba zdobycia Mt.Blanc to czwartek 1 rano.

 

12.. VIII popołudnie 

Nie ma żadnych informacji, telefon milczy. Ale nie wyciągąłbym daleko idących wniosków. Zadzwonią jak znajdą budkę telefoniczną.  

Co do Mt.Blanc, to jest to niby najwyższa góra Europy, ale czasami za górę lężącą w Europie uznaje się Elbrus. Ale Elbrus to Rosja, nie dajmy im tej satysfkacji. Polacy na Mt.Blanc obecni są od 1818 roku, kiedy to na górę wszedł niejaki Malczewski. Więc definitywnie Nino and Iza nie będą pierwszymi. Co ciekawe, pod Mt.Blanc biegnie tunel, łączący Włochy i Francję.  

 

12. VIII

Pogoda się mocno poprawiła, nie ma chmur, ale wiatr wciąż duje. Ok 40 km/h. I to nie jest wciąż dobry wiatr, żeby zaatakować szczyt. Nasi ludzie więc kręcą się wokół namiotu i po okolicach. Ciekawy patent zastosował rok temu nasz kolega. Przybył pod Mt.Blanc, na słynny parking na 1000 m npm i tam czekał na dobrą pogodę, atakując przy tym okoliczne mniejsze szczyty. Zaaklimatyzowany zdobył szczyt i zszedł z niego w 24 godziny, nocując po drodze gdzieś przez 3-4 godziny. Da się! 

http://www.chamonix.com/weather,11,en.html

Generalnie atak wciąż przewidziany na czwartek. 

 

11. VIII popołudnie

   Grupa mówi, że ma dosyć siedzenia w namiocie. Znają już treść wszystkich taśmy prawdy Wprost na pamięć. Podejmują jutro o 4.30 próbę zdobycia okolicznych szczytów, ale nie są optymistami. Plan jest taki, że do 11.30 idą ile się da, najprawdopodobniej do grani. Do dome de Guoter (4304 m), w masywie Mont Blanc, to jest cel minimum na jutro. Właściwe zdobycie szczytu planują na czwartek, kiedy poprawić się mają warunki. Widoczność jest na 5 metrów, "do kibla trafić nie mogłem", w namiocie wciąż pół tony kamieni, wniesione na wypadek, gdyby wiatr planował to wszystko zdmuchnąć. Góry nikt od soboty nie zdobył. To co widać wokoło, to  bogactwo, nasza grupa jest prawdopodobnie najbiedniejsza. Ludzie do schroniska Gouter (tego kosmicznego), podlatują helikopterami i dopiero idą o własnych siłach. Nawet widoków nie ma jak podziwiać, bo ich nie ma.

   My tu śmichy chichy, góra jest w miarę prosta, na Mt Blanc rocznie wchodzi ponad 20 000 osób... ale ginie też około 100. W całej historii góra pochłonęła 7 000 śmiałków. Więc cieszmy się relacją, ale trzymajmy kciuki za naszych ludzi, aby wrócili do swoich bliskich i obowiązków korporacyjnych!

11.VIII

   Od rana w namiocie. Nie udało się opuścić nawet śpiwora. Wiatr 70km/h szaleje na wysokościach. Wszyscy śmiałkowie schodza na dół szukać swoich zagubionych fantów, ale nasi trzymają się mocno. Sytuacja wygląda tak, że dziś odbywają się tylko zabawy w namiocie (karty, szachy), bo nie ma co głowy wyściubiać.  Polska szkoła Himalaistów znowu górą. Gorzej, bo podobne prognozy są również na jutro. Wiatr prawie 70 km/h, Mt. Blanc w chmurach, jedyny pozytyw jest taki, że padać ma przestać. Narady trwają.

Pogoda z obrazkami - http://www.chamonix.com/weather,11,en.html

Pogoda na 3000 m - http://www.mountain-forecast.com/peaks/Mont-Blanc/forecasts/3000

Mleko na górze - http://www.chamonix.com/webcam-chamonix-mont-blanc-aiguille-du-midi,133,en.html   

 

10.VIII

    Z powodu wyjazdu na agroturystykę w Zamojskie, zarząd Globtroterii nie był w stanie raportować wydarzenia, które przykuwa uwagę mediów z całego świata. Wyruszyli w piątek o 16.35 spod Alior Banku, we francuskim, popularnym bardzo kurorcie Chamonix znaleźli się dość póżńo, bo o 11 dnia następnego. Na starcie mieli więć już 2 godziny w plecy. 1517 km nie poszło więc tak różowo.

    Auto zostawia się w czymś co nazywa się Base Camp Chamonix, na darmowym parkingu obok kolejki w miejscowosci les houches 1008 metrów npm i to z tej miejscowosci wyruszyli - to jest 7 km od chamonix. O 17.52 zdobyli w sobotę (prosto z nastogodzinnej podróży) Refuge des Rognes (2768 m) - autor rellacji informuje, że to pakamera, ale darmowa. Iza i Nino rozbili namioty jednak tuż obok, frekwencja była dość duża.

 

   W nocy z soboty na niedzielę raport był bardzo niepokojący - "załamanie pogody, myślałem że nas zwieje razem z tą budą. Teraz lepiej, wyszliśmy z rana, do Tete Roussou (bardzo godne schronisko na wysokośi 3167 m) zostało nam jeszcze 380 metrów w pionie. Idziemy póki pogoda "da"". 

   Około 10.50 nadszedł kolejny raport "Tete zdobyte, rozbijamy namiot i próbujemy podejść na lekko do kolejnego schroniska".  A tak wygląda Tete. Nocleg w nim to 45 euro, dlatego tak chętnie nasi bohaterowie wybierają namiot.

 

    W końcu o 17.00 odzywają się ze schroniska Gouter, lekko futurystycznego (3835 m), które jest już finansowo totalnie poza zasięgiem - 70 euro za osobę. 70 euro za osobę + obowiązkowe śniadanie za 18 euro ..co daje w praktyce 88euro za noc. Wyprawa na Gouter była tylko akcją zaczepną w celu dokonania aklimatyzacji. Gouter jest niesamowite, zbudowane kilka lat temu, w zasadzie samo wystarczalne, naturalna energia, produkcja wody, utylizacja śmieci. Po tym wszystkim należało zejść z powrotem do Tete, Nino zaraportował - "pokiblowaliśmy godzinkęw  Gouter, schodzimy do naszego campu, cały namiot kamieniami w środku wyłożony, bo tak wieje. Łby chce nam pourywać"

 Gouter

   Pod wieczór byli już z powrotem w Tete, głównym problemem jest huraganowym wiatr.  W poniedziałek planowana jest kolejna aklimatyzacja, tym razem na 4300 w Refuge Vallot, wszystko to takie bardziej pakamery niż schroniska, ciekawe kto jak i to tam wtargał.

Vallot 

    Główny atak na Mt. Blanc planowany jest na wtorek. I będzie się odbywało z base campa, którego mają jak zakładano, na 3150 m n.p.m. "Pogoda słaba, wieje jak w kieleckim, to walka, ale cały życie to walka" - podsumowuje urzędnik IT, Nino Romek swoją wycieczką na Mt. Blanc. 

 Okno pogodowe na Mt. Blanc można zobaczyć tu: http://www.chamonix.com/weather,11,en.html

    W tym czasie, kiedy nasi bohaterowie starali się być coraz bliżej Top of the Europe, inna sekcja eksplorowała Roztoczański Park Narodowy. Dla każdego coś na miarę jego możłiwości. Niestety to aż 300km, tuż obok Zamościa, ale ludzie tam są naprawdę mili, tereny piękne, zwierzyna obrodziła, a letników niezbyt dużo. Rekomendujemy przybytek Przy Żródełku, http://agroturystykaprzyzrodelku.cba.pl/ , Pani która to prowadzi nie wyglądała na agentkę CBA, ale w dzisiejszych czasach nie za bardzo wiadomo, kto jest kim, i z kim trzyma.

  

  

   

 

 

8.VIII

   2 tygodnie minęły szybko jak dobra impreza. Nino Romek zwarty, gotowy, o 16 wyjazd w piątek spod Alior Banku. Gorzej, bo okno pogodowe nie wygląda imponująco. W niedzielę, kiedy miał odbyć się atak, temperatura odczuwalna na szczycie zapowiada się na -13 stopni ... niestety z opadem. Opad nie jest dobry w żadnej sytuacji. Będą raportować.

Michała H przygoda na via ferratach

Plus o co chodzi w ogóle w tym wspinaniu

 

27. VII

Jest oficjalny komunikat. Wyjazd został przełożony na 8 sierpnia godzina 16! Giełdy pikują...

 

27. VII

   Niestety, ponad 37 stopni i wciąż nie ruszyli. Trwa odwoływanie urlopu i próba zaplanowania kolejnego ataku za 2 tygodnie. W środę na Mt.Blanc ma spaść poważny opad.

 

   Temat górski na czasie. Polscy patrioci opanowali Tatry, jedyny tak naprawdę przyzwoity fragment Polski.

Tatry

 

25.VII

    Bardzo złe informacje napłynęły dziś do nas ze św. Jacka. Popularny Nino Romek nie wsiadł do Punciaka, którym miał wyruszyć w kierunku Mt. Blanc. A powód jest prozaiczny - choroba! I jest to wydarzenie historyczne, bo jeszcze nigdy w historii globtroteria.pl nie przesunięto wyjazdu z powodu choroby (odpukać). Kolejna próba wyjazdu podjęta zostanie jutro.

   W międzyczasie nowe zdjęcia z VIA Ferrat zamieścił Haju

Michała H przygoda na via ferratach

Plus o co chodzi w ogóle w tym wspinaniu 

 

VIA FERRATY 

 24.VII

   Świat idzie do przodu tylko dzięki temu, że mężczyźni chcą ze soba konkurować ;) Popularny Nino Romek rzuca więc wyzwanie ekipie z Via Ferrat (Haju i Marysia) i rusza na Mt. Blanc (4810 m.). Był już tam kiedyś i Kordian, który doznał na Mt. Blanc wielkiego olśnienia, w postaci walki o naród znalazł tam cel życia. Czy Nino znajdzie tam natchnienia do dalszej krucjaty z plebsiakami ? Generalnie - dalej, wyżej, szybciej! Wyścig zbrojeń trwa! 

  Droga powinna pójść gładko, wyruszają jutro o 16, chcieliby w sobotę rano znaleźć się już w Chamonix, z którego okolic startuje się w kierunku Mt. Blanc. To wszystko znajduje się około 1550 km od Krakowa, czyli od serca Polski.  Bedziemy to relacjonować.

   Zacznijmy od check listy na taki wyjazd:

1. namiot

2. śpiwór

3. karimata

4. palnik + butla

5. kubek do zupy duży + sztućce plastikowe

6. scyzoryk z otwieraczem

7. kask

8. raki

9, kije

10. lina + karabinki

11. czekan 

12. bielizna (majtki plastiki + skarpety 3 niskie do auta, 3 wysokie w góry)

13. spodnie długie + krótkie

14. geterki

15. buty wysokie w góry - w niskich jedziemy w aucie

16. podkoszulki - 2 krótki rękaw (na zmianę po powrocie do auta) + 2 długi rękaw

17. kominiarka

18. czapka

19. rękawice

20. okulary przeciwsłoneczne

21. polar

22. softshell

23. czołówka

24. baterie zapasowe

25. GPS 

26. krem z filtrem UV 40-50

27. folia NRC (lekka, ogrzewa, dobra rzecz)

28. termos 

29. czapka z daszkiem

30. stuptuty

31. uprząż

32. Gabryś pogodynka - załatwić żeby sms info o pogodzie wysyłał (prawdopodobnie najważniejszy punkt)

33. Apteczka

34. lista do Boss’a - to taka nagroda w sklepie pod Stuttgartem, jeśli uda im się górę zdobyć

35. rolka papieru toaletowego

36. japonki

37. aparat fotograficzny

Ile z tego kompletnie się nie przyda ? To już oceni historia. 

 

   W międzyczasie mamy kolejny raport z Via Ferrat! 

 


 
Via ferraty (24.VII.2014) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
25.07 Update od Haja
 
   "Dalej operuje z cold spota, za "hot" jak to w życiu bywa trzeba dodatkowo płacić. Wczorajszy dzień zgodnie z planem, ferrata na Cima Capi zaliczona, dla utrudnienia pod prąd - Polak potrafi. Później deska na akwenie Gardy, nie polecen pływania póżnym popołudniem - robi się tu fala jak na morzu. Przyjemność 20 euro/h czyli 2 razy więcej  niż na Helu. Dzisiaj kolejny dzień deszczu i z tym związany dzień bez historii, czyli wycieczka do romantycznej Werony, powiązana za zwiedzaniem wschodniego wybrzeża Gardy, jutro powrót w kierunku Brenty - schronisko Alimonte, ale prognozy pogodowe słabe! " Głowny plan może zostać nie zrealizowany !!
 
24.07
 
   Niestety utraciliśmy kontakt z naszymi wspinaczami. Oby nie skończyli jak Wanda Rutkiewicz i Jerzy Kukuczka.
 
 
22.07
 
   Dziś nasi dzielni przyjaciele przemierzają lokalne via ferraty nad jeziorem Garda. Wygląda to mniej więcej tak, czekamy na więcej zdjęć. Haju raportuje: "brak szyfrowanego łącza, to i zdjęć nie ma. Przekażemy materiały do najbliższej placówki dyplomatycznej, razem z kawą i cygarami. Jutro kolejna via ferrata - Cima Capi - a po południu pływanie na desce przy południowym wietrze Ora"
 
Garda 
 
 
 
Garda to naprawdę piękne jezioro, choć zawsze śmiałem się z tych, którzy do Włoch nie jeżdżą wypoczywać nad morze.
 
 
 
21.07
 
   Dzisiaj ch, dupa i kamieni kupa, w nocy jakaś potężna burza z gradem i od rano non stop pada, koło 10 decyzja o odwrocie, wychodzimy pierwsi, odmeldowując sie ze schroniska (2272 m.) jako Holendrzy (słynne Holland - Poland, teraz wszyscy są Holendrami), reszta czeka nie wiem na co, już wcześniej ustaliłem z właścicielem schroniska, Tuccketem,  że ma padać przez 3 dni do czasu naszego powrotu. Na dół stroma scieżka,  w ulewie po 3h docieramy do Fabienki.  Mimo że to Italia to pod samochodem 10 stopni. Teraz po wycieczce objazdowej wzdłuż jeziora Garda trafiamy ostatecznie do Arco, bardzo przyjemnego campeggio pod skałą. Temperatura 21 .Garda to największe jezioro Italli, ale to nie jest to, nad którym Clooney posiada willę - to jezioro to Como.
 
 
 
20.07. 
 
   Via Ferraty to piękna nazwa, którą jednak na polski tłumaczy się całkiem zwyczajnie - "żelazna droga" - i nie ma to raczej wiele wspólnego z flagowym projektem znanego polskiego modela - Sławomira Nowaka i jego Pendolino. To droga spotykana w wielu europejskich górach, zabezpieczona linami, drabinkami. stopniami i mostami, u protoplastów, we włoskich Dolomitach, służąca początkowo do przemieszczania się żołnierzy podczas wojen światowych. Od dziś służy Hajowi i Marysi, w kolejne dni będą ją (je) przemieszczali, zadając kłam tezie, że globtroteria.pl jeździ tylko po palmy. Nie będę mówił, że to bezpieczne, ale nie martwimy się, bo Haju to człowiek odpowiedzialny, który zabrał na "via ferraty" cały potrzebny sprzęt - uprząż, lonże i kask.

   Wyjechali po pracy w piątek, o 4 nad ranem zameldowali się pod kempingiem w Molveno (1120  km od Krakowa), czekając w samochodzie na otwarcie bram. Całkiem dobry czas, 12 godzin. 

   Same "via ferraty" i ich początek, to na przykład Madonna di Campiglio, dobrze znacie ten kurort, ukochany również przez naszych rodaków. "Via bochette" można zacząć albo właśnie z Madonny albo z Cortiny, popatrzcie w góry, kiedy w sezonie zimowym będziecie śmigać w swoich nowych, modnych kolorowych kombinezonach.

   Raportuje Haju z dnia pierwszego:

  "Rano skoro świt opuszczamy camping (32 euro za komplet 2 osoby i auto), przejazd do Madonny  i stamtąd w kierunku Passo Groste - tam pół Polski  z premierem na czele spędza zimowe urlopy. Dalej ferrata Benini, trudności niewielkie, ale były momenty, że szlak był przysypany i musieliśmy wesprzeć się czekanem i rakami - taka Orla Perć w czerwcu. Na trasie pustki, przez cały dzień spotkałem 8 osób, w tym  5-osobową rodzinę z Czech z 4 letnim uczestnikiem. Teraz schronisko Tuccket, bardzo przyjemnie i godnie za 22euro/noc (podejrzewam, że za osobę...)".
 
  Popatrzym na imponującą galerię, zdjęcie będą spływać:
 
  
 
 
 
 
 
 
 
 
 


 
<< Start < Prev 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Next > End >>

Results 31 - 40 of 243


TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2017 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.