Aktualności
Sri Lanka - zdjęcia (18.X.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

    Przypominam o przępięknych zdjęciach ze Sri Lanki - Igusi. Igusia bardzo sobie zachwalała tą wyspę, mówiąc, że łączy w sobie ona to, co lubimy - małe odległości, dobrą kuchnię, miłych ludzi (wyłączając Colombo), sympatyczne słoniki i duże fale. Tylko bilety mogłyby być na Sri Lankę tańsze, choć na miejscu bilet za 15 zł na 10 godzinną podróż rekompensuje nam trochę wydatki poniesione na dolot...

SRI LANKA 2013 

SRI LANKA


 
Sri Lanka (17.IX.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

RELACJA AKTUALIZOWANA , ZAWIERA LOKOWANIE PRODUKTU.


Wyświetl większą mapę

 

PONIEDZIAŁEK 23.IX - Powiemy Wam, że to bardzo ciekawe, podobno w sri lańskich kolejach (mówi się w lankijskoch) działa WIFI! To najwolniejsze, najbrudniejsze i najbardziej sympatyczne koleje, którymi było mi podróżować... a może to roaming ? Siedzimy w Colombo, stolicy Sri Lanki, za chwilę sunset, wg Lonely Planet jedyne Must See w Colombo, powoli będziemy się kierować w kierunku lotniska i 10 h lotu do Rzymu. Wakacje uważam powoli za zakończone...

CZWARTEK 19.IX - My znowu zmieniliśmy plany i byliśmy dzisiaj w Yala East NP. Tak więc już nie jedziemy do Douda Wale. Widzieliśmy to, co poprzednicy, ale bez kotka (czyli nie można zaliczyć), ale za to słonie i inne mniejsze zwierzaki. Tak więc zrobimy dłuższy chill w Arugam Bay i pomijamy Galle. Pojedziemy za to do Ella i stamtąd pociągiem do Colombo. Planujemy też jeden dzień w colombo. Dzisiaj miałem 1,15 h lekcji surfingu i kilka razy wstałem i popłynąłem (to wielki sukces), tak więc jutro może coś więcej poćwicze. Arugam Bay ma taki przyjemny klimat - dużo młodych ludzi, dużo bungalowów, dużo restauracyjek i brak biedy i co lepsze, brak bardzo drogich hoteli.

Co ważne, mimo dosyć dużych fal można się kąpać i bawić z nimi. Kolejny temat to jedzenie. Jak do tej pory to wszystko jest na prawdę bardzo dobre, żadnych obaw nie mamy (tak jak i Kania). Dzięki temu, że zawsze czekasz na jedzenie godzinę, to wiesz, że jest swieże. Piliśmy też sok z mango, smakuje wybitnie dobrze. 

Śmieszna akcja, idziemy sobie plażą, rybacy przypłynęli z jakimś połowem, inni się schodzą, aby wyciągnąć łódkę. Ja podchodzę zobaczyć co złowili, proszą, to pomagam i sekundę później jeden gość do mnie 'do you want join?'. Ja odpowiadam, że  nie, że nie chce to join, a on 'it is really nice, you could  chill on the beach' :-) 

ŚRODA 18.IX - ze śmiesznych historii. Ciągle chcą nam coś tu sprzedać, jedną z pamiątek jest tzw. Magic Box. A więc podchodzi facet i mówi: - "magic box, magic box, try to open it sir!". Oczywiście się bronimy, więc pyta "where are you from", my na to , że z Poland, a on na to: "szkatułka, szkatułka". 

Już w Arugam Bay chociaż podróż ciężka. Jestesmy w przyjemnym miejscu nad morzem, oczywiście z plażą za 5000 rupii per day, czyli chyba ok 15 zł. Fale dosyć duże. Dzisiaj poszukam jakiejś szkoły, aby się jutro pouczyć surfować.

WTOREK 17.IX - plaże na wschodzie są piękne, piasek, palmy, ciepła woda i prawie nikogo przez 8 kilometrów wybrzeża. Bardzo przyjemnie tutaj minęły nam 2,5 dnia. Niestety, spora bieda wokoło. Widać tutaj skutki wojny i tsunami. Ogromny kontrast, bo po jednej stronie bardzo drogi elegancki hotel z noclegiem za 200$, a z drugiej domek z liści palm, oczywiście bez prądu. Nie zmienia to faktu, że ludzie bardzo szczęśliwi i bardzo mili. Czas na wybrzeżu, to również ryby i owoce morza w cenie 700 rs (5 $) za kilogram ryby / krewetek i 2 razy tyle za kilogram krabów, jeśli prowadzicie statystyki :-). Jutro już koniec tego lenistwa, jedziemy do Arugam Bay sprawdzić jak wygląda najlepsze miejsce do surfowania na Sri Lance i może też się tam wypróbować?

SOBOTA 14.IX - Następnie udaliśmy się do Annurathapurmy lokalnym autobusikiem w rytmie diso srilsko. Niestety, trafiliśmy na jakiś jadący przez okoliczne wioski i dosyć długo nam to zajęło, więc rowery zamieniliśmy na tuk tuka. Swiątyńki ok, ale lepsze są te importowane z Tajlandii. Oczywiście warto zobaczyć.

PIĄTEK 13.IX -  Dziękuje dobrze - odpowiedział Damian na zapytanie, co słychać w pięknej Sri Lance. Dzisiaj transfer z deszczowego Kandy do Dambulli, spacer z zakupami (ludzie, co to za wyjazd, turystyczny czy handlowy?? - przyp. JG) i przejazd tam i z powrotem ze zwiedzaniem Sigiryji. Skała fajna. Na górę nie wchodziliśmy, bo lepszy widok w mojej ocenie był z dołu. (coś mi się wydaję, że nie o widok tu chodzi, a o 30 USD za wstęp :), ale nie przejmuj się, ja podjąłem taką samą decyzję - przyp.JG). Stacjonujemy w guesthause przy jaskiniach i jutro je sobie rano zwiedzimy i udamy się na przejażdżkę rowerową do Anurathapurny, a tak naprawdę udamy się tam lokalnym autobusem, a rowery wynajmiemy na miejscu (absolutnie się z tym zgadzam, możecie odwiedzić lokal, w którym Pan Pilch zbeształ obsługę za ryż z kurczakiem, w którym nie mógł znaleźć kurczaka), Właśnie piję browar za 350 rs i zjadłem świnkę w chili za 650 rs- szału cenowego tu nie ma, jest jak w krakowskim chińczyku. (tysiąc rupii to 25 zł, tyle zapłacił więc nasz bohater).

   Był rownież bird and monkey watching przy okazji oraz parę bezpańskich piesków, ale mniej nachalnych niż w Rumunii. Miał być spacer wokół skały, ale przegoniły nas dzikie słonie. Z darów Wieziemy już (oby to dary dla nas, czytelników - JG): herbatkę czarną i zieloną, przyprawy, ajuwerdyjskie maści na wszystko, parasol w kolorach tęczy, spodnie alladynki w barwach lokalnych mnichów oraz sukienkę ze wzorem, jaki kiedyś robiło się domestosem na podkoszulkach. Wszystko pachnie i świeci.

 --------------- 

  Iga i Damian leżą teraz w łóżkach grzecznie, na Sri Lance jest 1:25 w nocy, a oni lubią chodzić do spania zaraz po Wiadomościach. Ale do meritum. Kilka słów ze Sri Lanki.

   Wylądowali w środę rano, była chyba 5.50, Colombo. To lotnisko to wielka hucpa, do Colombo jedzie się busem 2 godziny. Wylądowali o 5.50, a wylecieli we wtorek o 17.40 z Rzymu, gdzie ciule pozdrawiał ich papież Franciszek. Ten człowiek nie raz wypisał się ze schematów, może naprawdę pożegnał ich na Fiumicino? W każdym razie, linie Sri Lankan Airways, 2 250 PLN za lot Rzym - Colombo - Rzym.

CZWARTEK 12.IX - Panśtwo Grela stacjonują w Kandy. Pobudka o 7 rano, wynajęcie kierowcy, który poobwoził po okolicy. Z tego co wiem, to Damian wyznaczył sobie 2 dni w tej miejscowości, my spędziliśmy w niej 1,5 godziny, z tego większość czasu to był lancz. W Kandy jest słynne Muzeum Zęba, ale zabijcie mnie, nie pamiętam kogo był ten ząb. Mógł to być ząb samego Buddy, może jakiegoś mnicha, może słonia ? W każdym razie historia jego transportu była tak nieprawdopodobna, że zrezygnowaliśmy z jego oglądania (mógł być w tym czasie u konwersatora). Miasto leży wokół jeziora, my byliśmy świadkiem jakiejś wojskowej parady, gdzie wszyscy robili groźne miny, bo przyjechał sam genera Szwajri. (komandosi Sri Lańscy liczą sobie 1,70 m wzrostu).

    W każym razie przekazuję klawiaturę Damianowi: 

   Wszystko dobrze, driver zawiózł nas do słoni, gdzie jak w szkole, 9.15 karmienie, 10 mycie w rzece a po drodze możliwości zakupowe u zaprzyjaźnionych firm handlowych. Potem ogród przypraw i ziół wykorzystywanych w ayuverdzie, z nieobowiazkowymi zakupami, tea faktory, ale takie bardziej zabytkowo-pokazowe z degustacją i możliwością zakupu (całość oczywiście za free). Potem świątynia z XIV wieku i plantacje herbaty. Następnie ogród botaniczny i Świątynia Zęba. Wszystko byłoby ok, gdyby nie lekkie deszczyki przechodzące losowo w ciągu dnia.

  W międzyczasie driver zawiózł nas do sklepu z sari oraz sarum. Pięknie w tym wyglądamy, musimy chyba zakupić, aby mieć potwierdzenie, że jesteśmy lokalsami i możemy płacić lokalne wstępy. Pan Kierowca polecił jakąś knajpę na obiad rownież (u kuzyna oczywiście i w sumie dosyć tanio, zjedliśmy lokalny ryżyk). Najlepsze było coś, co smakowało i wyglądało jak mięso, a naprawdę było jakimś drzewem... 

ŚRODA 11.IX - to jest dla nas black box, prawdopodobnie zużyta na transfer do Kandy, po drodze mogły być przeróżne słoniowe sierocińce, którymi Sri Lanka stoi.


 
Wspieramy młode talenty (1.IX.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

   Pierwszy września, więc nasze myśli idą automatycznie w stronę młodzieży. Nowego narybku podróżniczego, który dawno przebił starszyznę. Damian Wolf Wagabunda prezentuje zapowiedź większej produkcji, która powstanie po zakońćzeniu podróży przez Amerykę Południową. Enjoy!

 

 

 


 
W ojczyźnie Dżyngis Hana - Mongolia (30.VIII.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

   Z Mongolii jeszcze nikt nie raportował. Przerażenie człowieka ogarnia, kiedy pomyśli o 2 tygodniach w siodle, przemierzając bezkresny step. Albo może jest to sympatyczne uczucie? Nie mam zbyt wielu informacji, oprócz takiej, że nasi Młodzi Przyjaciele dolecieli do Pekinu i stamtąd rozpoczęli podróż nocnym autobusem w kierunku granicy mongolskiej, za którą spędzili między innymi 5 dni na koniu i 9 dni w busie. Prześledźmy te 318 zdjęć z Mongolii na spokojnie i z uwagą. 

MONGOLIA i PEKIN 2013 

Mongolia 


 
Glazurowe Wybrzeże (25.VIII.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
    Lazurowe Wybrzeże nie jest miejscem dla gołodupców i z tego musimy sobie zdać sprawę. Kto nie ma miedzi, ten na Lazurowym nie siedzi, mówi znane przysłowie.
 
Przepraszam za marną jakość zdjęć, ale to nie mój aparat ;)
 
 
    Z pomocą jednak ubogim jak my zawsze mogą przyjśc przeróżne programy lojalnościowe, w których ciułacie (w Miles and More zbiera się pisząc fikcyjne opinie w Holiday Checku, płacąc kartą kredytową w MBanku, czy prawdziwie niestety tankując na BP). Realnie uzbiera człowiek w ten sposób 15-20 tysięcy mil rocznie, za 15k + 280 zł poleci taki w sezonie do Nicei Lotem, ewntualnie za 33k każdą inną linią sojuszu Star Alliance. Problem jest z głowy, kiedy z Warszawy do Marsylii polecimy Ryanairem 150-400 PLN return), choć wtedy na Lazurowe mamy kawałek, globtroteria.pl zaleca w takim przypadku skupienie się na Prowansji i wybrzeżu Calanques.
 
Villafranche 

   Kolejny problem to nocleg. W miejscu gdzie domy kupuje się za 15 milionów euro, gdzie Wojciech Fibak ściąga poznane przez smsy dziewczyny, gdzie willę ma słynny nasz skandalista Roman Polański, nie może być tanio.

   No i nie jest, choć w Nicei przy dworcu widziałem miejsce w dormie za 25 euro, ale jest to raczej wyjątek, niż reguła. Słynny bajzel w Saint Tropez na booking.com witał nas kwotami od 3000 PLN, za dobę rzecz jasna. Generalnie szykujemy się na kwoty od 100 euro w górę za dwójkę, chyba że standardowo posilimy się kolejnym programem lojalnościowym i przenocujemy na przykład w Park Inn Nicea Airport, gdzie nauczyłem się, że okna w takim hotelu są szczelne i to jest dobre, kiedy hotel ulokowany jest prawie na płycie lotniska.
 
z Villi Rotschilda 
 
   Lotnisko w Nicei bardzo sympatyczne, wydarte morzu, od biedy można do Nicei dojśc bulwarem piechotą, to wersja dla skrajnie oszczędnych, generalnie jenak za 1,90 euro jedzie z pobliskiej stacji Saint Augustin pociąg. Do centrum on jedzie.

    W Nicei co? W zasadzie jest fajny sobór imienia Mikołaja bodajże, schowany między blokami, coś a la Plac Czerwony pod palmami. Jest wzgórze, z którego napawamy się lazurem, jest Nice Vieux, czyli starówka, dużo eleganckich kamienic, w których mieszkają wyluzowani eleganccy starsi ludzie, choć zaskakująca jest ilośc gabinetów psychologicznych i psychiatrycznych (to nie to samo? 320 słonecznych dni w roku to mało?). Raczej jednak zabytków klasy zero nie stwierdzam.
 
 

   Globtroteria zaleca na Niceę 1 pełny dzień, chyba że chcemy poleżeć na słynnych kamykach albo poszukać miejsca, gdzie wyzionął ducha Sławomir Mrożek.

   Wzdłuż Lazurowego Wybrzeża tylko pociąg, lokalne Przewozy Regionalne.

   W prawo jedzie on przez:
- Villefranche sur Mer - ok 2,50 euro - jedna z najgłębszych zatok świata, pociąg jedzie po plaży, urocze domki starówki
 
 
 
- Bealieu Sur Mer - ok 3,50 euro - stąd możliwy spacer do Villi Rotschilda (historia z cyklu on bogaty bankowiec, ona się nudziła w domu i sprowadzała mebelki i zwierzątka z zagranicy), wstęp niestety 12 euro, trochę się starzeje, była opcja otwartej bramki, z której nie skorzystałem, albo po prostu jestem już bardzo bogaty
 
- Eze - ok 3,50 euro, z tym, że to Eze Dolne, prawdziwe Eze, warte wszystkich pieniędzy jest na górze, jakieś 45 minut spacerem, fantastyczna bodajże średniowieczna twierdza
 
 Eze
 
- Monaco - 4,60 euro, wszyscy znacie z Polsatu w maju, już nie podnieca mnie tak, jak 15 lat temu, nawet do kasyna wpuszczją już w szortach i klapkach, od kiedy Albert się ustatkował zrobiło się tam tak zwyczajnie
 
 Monte Carlo

- i Menton, na granicy włoskiej, można sobie darować.

W lewo:
- Antibes - fajnie wygląda z okna pociągu
- Cannes - wielkie rozczarowanie, lepszy czerwony dywan mam pod stołem w salonie, a sam budynek festiwalowy przypomina ten budowany na Rondzie Grunwaldzkim, wypisz wymaluj bunkier Hitlera.
 
Cannes 
 
- Le Trayas - ciekawe kamieniste zatoki, choć te chorwackie pozwolę sobie postawić wyżej.
 
 

Dobra, to coś wrzućmy do pieca.

- pizza, spaghetti - od 8 do 12 euro
- Sałatka Nicejska, Sałatka Chevre (kozi ser, rekomendujemy razem z Michellin)  - 8-14 euro
- Menu el Dia - znane z Hiszpanii, ciągną się za tym niedobre wspomnienia, pan kucharz daje co ma w kotle na dziś - od 17 do 29 euro - przystawka, drugie, deser
- coś z kuchni francuskiej - 15-30 euro
- bagietka - 2,50 euro
 
Po tą ostatnią tradycyjnie w Francji w kolejce ustawiają się wszystkie stany.

Drogo, ale czy w Grecji czy na Cyprze jest dużo taniej ?

Dobra, to może samochód ?

   Najtańsze jak zwykle z rentalcars.com, zbierają wszystkie oferty i wypluwają najtaniej, tym sposobem zamiast 200 euro za 2 dni w Hertz zaplacilismy w tym samym Hertz ...100 euro (na Cyprze 130 euro kosztował tydzień...)

   Jedziemy. Przygotujmy drobne i grube na najdroższe autostrady świata (można płacić też kartami kredytowymi). Koperta w Francji i Włoszech musi być opanowana do perfekcji, nierzadko miejsce jest mniejsze niż Twój samochód, a i tak musisz tam wjechać, bo innego nie będzie.

   Słynny widok imienia Bonda na Monte Carlo, oczywiście Eze, La Turbie. Fotoradarów nie zauważyłem, ale to się jeszcze okaże, lubią odezwać sie po kilku miesiącach blokadą na karcie. Jedziemy w góry, to wszystko Alpy, pogranicze francusko-włoskie. Pikne te ich góry, można tam spotkać dobrych ludzi, ludzi gór, a nie zepsutych ludzi wybrzeża.
 
 

   Warto ustawić wtedy azymut na kanion Verdun, najgłębszy kanion Europy, niech to będzie nasz europejski Grand Canyon. Jakkolwiek by człowiek nie jechał, będzie pięknie. Dziesiątki perfekcyjnych wiosek, gdzie nad każdą czuwa chyba sztab konserwatora zabytków, tzw. orle gniazda, nie wystaczy miejsca na karcie, nie bierzcie przypadkiem filmu 24ki. Weźcie 36kę.
Francuzi to chamy, nadęte platfusy i lenie, ale o otoczenie dbać potrafią.

   Odpuścić można sobie Vence and St-Paul de Vence, wbrew temu, co będą Wam mówili.

   Kanion to klasyka regionu, podróżujesz wysoko na skałach albo nisko po wodzie, czego tylko pragniesz. No i kolejne wioski, miasteczka, w każdym jakiś festyn, cyrk, grają w boule, piją wino, jedzą bagietki, uprawiają miłość francuską. Do znudzenia.
 
 

   Jest i bungee jumping - 100 euro, podrożało od czasu kiedy się tym zajmowałem, od kiedy na bandżi wypadł mi dysk i trzeba było mnie zbierać.

   Pokręćcie się po tych górach, dolinach i wracajacie, w kierunku miasteczka Cassis, gdzie stacjonował niejeden impresjonista, czyli pił alkohol, palił jointy, chodził na domówki i zmieniał kochanki. Port, zamek, starówka, morze, plaża - to się zawsze dobrze sprzedaje, a sprzedaje się jeszcze lepiej, jeśli obok są słynne Calanques - absolutne top of the top tego regionu. Fiordy ciągną się aż do Marsylii, zalecam spacer do En Vau - 2 h marszu w słońcu w jedną stronę, ale nagroda gwarantowana, mimo że od strony można nadpływają emeryci z Cassis, którzy płyną do En Vau za 15-20 euro. Kalanek jest coś koło 25, ale En Vau jest najlepsza, a my tylko takie odwiedzamy.
 
 

   Na północ i zachód rozciąga sie Prowansja, ale to już na inną opowieść temat.

    My kierujemy się w kierunku mekki młodych duchem 70latków i ich 20-letnich partnerek i ich jachtów i ich kolegów. Czyli Saint Tropez (zamieszczę tutaj poniżej barwny opis koleżanki Piżamki, w końcu to miasto żandarma i Brigitte Bardot). Po drodze kilka kolejnych orlich gniazd, moim faworytem jest Gassin i Ramatuelle, winiarnie, przeróżne hoteliki w zamkach, młynach, zagrodach, stajniach. Najwyższej klasy doznania wizualne, w końcu Francja nie bez przyczyny jest najczęściej odwiedzanym krajem świata...
 
Gassin 

Au revouir!
 
"Co do samego miasta, to warto wypić kieliszek rose w bar du port, w porcie - znależć miejsce w ogródku i obserwować celebrity przechadzające się z torbami od Chanel - Cavalli ma tam fioletową lódź zaparkowaną naprzeciwko i zazwyczaj leży rozparty jak stary mops na swoim leżaku na decku Duże szanse, że Eva Longoria będzie siedzieć obok. Restauracje w porcie sę niedobre i drogie, polecam Place de Lices, z piwem w ręce możesz pograć w petanqe lub zjeść coś w miarę dobrego. We wtorki i soboty rano jest tam też "market" mieszanina chińczyka, antyków i żarcia - warto odwiedzić, chociażby dla bibelotów w kształcie świerszcza i mydła i powidła. Moim ulubionym zakatkiem w mieście są małe uliczki u "góry", warto jest się nimi przespacerować, choć przez moment możesz poczuć klimat tego starego St Tropez, a nie tego opanowanego przez Rosjan i Niemców. Muzeum jest całkiem niezłe - na pierwszym piętrze mają kilka fajnych obrazów impresjonistów (zostały one przekazane przez pra pra babcie mojego męża, gdyby choc jeden zatrzymali, to nie musiałabym teraz burgerów przerzucać w weekendy na Portobello.
 
Saint Tropez 

Aha, koniecznie zjedz tartę tropezienne! Ten deser przypomina trochę papieską kremówkę, ale zamiast francuskiego ciasta jest normalne - przepis ten był wynaleziony przez polskiego cukiernika, ktory osiadł w St Tropez po wojnie, ta z Place De Lices, koło sklepu casino jest najlepsza. PS. Parking w Sain Tropez to ok. 2,5 euro/h, ale widok na zaparkowane jachty i mopsy - bezcenny!"


 
Sycylia (3.VIII.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

   Tradycyjnie wakacje, czyli sezon ogórkowy w pełni. Igusia obiecała kompleksowy przewodnik po Sycylii, który na pewno cieszył by się ogromną popularnością, znając Waszą miłość do lotów Kraków - Trapani i Ryanaira. Niestety, ale wciąż widoczne są tylko zdjęcia, które  powiedzą Wam jedno - Sycylia w długi weekend majowy może zaproponować Wam nawet śnieg!

 DAMIAN i IGA i SYCYLIA 

Lewandoski 


 
Projekt Kalifornia (6.VII.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

PROJEKT KALIFORNIA

i

ZDJĘCIA Z GRUZJI!  

   Czyli jak odnaleźć się w Słonecznej Kalifornie, where it never rains. Jeśli powiemy, że wyjazd sponsoruje globtroteria.pl, to skłamiemy. Wyjazd sponsoruje Google.com, a Ania opowie nam jak ułożyć się tak daleko od pięknego Kraków Business Parku.

 http://project-california.blogspot.com/

 


 
Kazbegi!!! (23.VI.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   


24/7 LIVE FROM GRUZJA ZAKOŃCZONE!

pierwsze słit focie!

ZDJĘCIA BY IZA  

   Bardzo mocna, 7-osobowa grupa pod patronatem www.globtroteria.pl rusza w kierunku Gruzji. Będzie tam w tym roku więcej Polaków, niż w Łebie i we Władysławowie razem wzięto, ale nasi są wyjątkowi i zamiast pasjonować sie wagonem Stalina w Gori, podejmą próbą zdobycia góry Kazbegi. Czy udaną? Kolega Haju przekonuje, że szanse wycenia na około 50%, a on wie co mówi, bo zdobył i Mirosława pod Zawoją i Macchupare w Himalajach i weekend temu bodajże Smreczyński Wierch na Słowacji.

  Kazbegi to 5033 metry nad poziom morza, a ostatnie kilka godzin to droga po lodowcu, z całym tym poważniejszym już inwentarzem - lina, czekan, uprząż i raki. 

Wszystko to opisane jest doskonale tu:

http://www.paragonzpodrozy.pl/1386/wejscie-na-kazbek/

  Kazbegi

  Plan wygląda następująco:

25.06 00.50 wylot z Katowic liniami Wizzair do Kutaisi (rekomendowana cena - ok. 300-400 zł return), do wieczora - przejazd przez Tbilisi do wioski pod Kazbegi (Stepandsminda). Gruzja jest tak zbudowana, że gdziekolwiek i skądkolwiek byśmy jechali, to przejeżdżamy zawsze przez Tbilisi.

26.06 dzień na dumanie, przeznaczony na krótkie rajdy po okolicznych pagórkach, jest możliwość również przemyślenia swojego udziału w imprezie

27.06 pierwszy etap - grupa za cel stawia sobie dojście do stacji meteo - około 3600 m, n.p.m.

28.06 etap drugi - aklimatyzacja w stacji meteo, kolejne dumanie albo podchodzenia na okoliczne "pagórki"

29.06 etap trzeci - atak szczytowy, pobyt na szczycie może trwać nawet około 10 minut, przy potencjalnych 20 godzinach na całą operację. Powrót do obserwatorium, uczestniczy padają sobie w ramiona, tworząć legendę

30.06 etap czwarty - powrót do wioski, a może nawet i do Tbilisi!

1.07 Tbilisi - ukochane miasto prezydenta Kaczyńskiego

2.07 - 7.07 David Gareja, Kachetia, Gori (a jednak!), Uplitshikhe, Vardzia, Batumi, Swaneti,  Abchazja

8.07 przejazd do Kutaisi

9.07 wylot poranny do przepięknych Katowic 

   Naszym kronikarzem na tej wyprawie będzie Nino Romek, który za pomocą telefonu satelitarnego marki smartfon będzie łączył się z siedzibą www.globtroteria.pl w Dubaju.


 
Przewodnik po Cyprze (11.VI.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
 
 
BY JACEK G, na MOTYWACH RELACJI IGUSI I DAMIANA G DODANEJ ROK TEMU 
 
   Na Cypr udajemy się dzieki zaprzyjaźnionej z zubożałymi Europejczykami linii Ryanair, która z Krakowa do Paphos lata w piątki i w poniedziałki wieczorem, za przyzwoite 200-400 zł return i więcej absolutnie nie powinno się płacić.

   Obserwując ten bilet, nie jestem w stanie przeczytać już O'Learyego. Skakała cena na Cypr przez 2 miesiące, między 500 i 200 zł, aby kilka dni przed zakupem ustabillizować się na poziomie 250 zł. Wydaje się, że do Ryanaira na mniej oblężone kierunki i martwe sezony weszła oferta Ostatniej Minutki.

   Do Larnaki lata też LOT z Warszawy, ale ich ceny są nieporównywalnie wyższe (~1000 zł), trzeba bowiem opłacić tysiąc pińcset pracowników administracji tej firmy. Są i czartery, ale tego tematu nie poruszamy.

   Lotnisko w Pafos jest nowe i sympatyczne, ma jedną niepowtarzalną atrakcję - klatki na płycie lotniska, już po wizycie w "gejcie", w klatkach tych umieszcza się bydło przed bezpośrednim wejściem do samolotu. Oczekiwanie w klatce może sięgnąć nawet jednej godziny, takie przynajmniej krążyły mrożące krew w żyłach historie między tak zwanymi dobrze poinformowanymi, latającymi  na Cypr do pracy głównie w kebabie, bo Cypr w porównaniu do Polski wciąż jest bardzo bogaty, z minimalną powyżej 1000 euro.
 
Konnos Bay 

   Na Cyprze warto wynająć samochód, uczciwa stawka to około 100 euro za tydzień, które w większości przypadków staje się 130-toma, bo cypryjskie wypożyczalnie stosują ciekawą, ale złodziejską praktykę - każą zapłacić dodatkowo za bak paliwa, który kosztuje u nich 75 euro (a samodzielne zatankowanie to 45 euro!!!). Nie da się z wypożyczalni wyjechać bez tego bonusa!! To zwykłe złodziejestwo, z którym my się zgodzić nie możemy, ale musimy. Innym złodziejstwem okazało się dodanie przez państwo cypryjskie 2 euro do każdej z moich wypłat z bankomatów na Cyprze!

   Ruch jest lewostronny, z zachodu na wschód i do Nikozji prowadzą darmowe autostrady, na których nie przekraczamy 100 km/h, oczywiście jadąć po lewej stronie, do której to strony przyzwyczajamy się w niecałe 5 minut.

   Nie potrzeba żadnych cudów typu międzynarodowe prawo jazdy czy karta rowerowa.

   Noclegi na booking.com, średnio od 13 do 20 euro za osobę poza sezonem. Ciężko trafić na prywatne kwatery u babci, na Cyprze szczególnie na wybrzeżu dominują wulgarne, betonowe resorty, gdzie ludzie taplają się w hotelowych basenach, nie widząc przez cały wyjazd plaży, bo plaże cypryjskie, szczególnie na zachodzie, bywają słabe, a i ludzie w resortach są słabi.

   Na zachodzie polecam Mandalena Hotel Apartments, około 1 km od morza, kilka malutkich apartamentów, pomiędzy nimi basen, sad z grejfrutami i cytrynami, i ze śniadaniem za 5 euro, to cena ustalona dekretem na Cyprze, bo wszędzie po tyle serwują jajecznicę i tosty. Każde menu w cypryjskiej restauracji musi być zatwierdzone przez "górę", co powoduje, że ceny są w większości podobne.  Po lądowaniu o 23 i załatwieniu formalności z autem, trzeba realnie oszacować dostanie się do tego miejsca na 00.30.
 
 Cyprus
 
Ceny:
- chleb dobry - 2,5 euro
- chleb niedobry - 1,5 euro
- piwo w lokalu 0,5 L - 2-3 euro
- serek feta i inne pochodne - 3 euro na bułeczki na 2 śniadanka
- zestaw w McDonald - 4,5 euro, nie kupowałem, tylko notowałem
- pita kebab - 4,5 euro - może nawet zagrać jako obiad, a już napewno jako kolacja
- ryba miecznik w tawernie - 8-12 euro, razem z frytkami, warzywami i gratisami (oliwki przed, owoce po i koziołek alkoholu na dobre trawienie)
- inne posiłki - 8-15 euro
- meze - kilkanaście talerzyków miejscowych kulinarnych cudów - 18 euro, trzeba niestety zawsze zamawiać co najmniej 2 sztuki,  żeby opłacało im sie w ogóle wchodzić do kuchni, bo nie jest to narów zbyt pracowity.

Dominujące grupy zwiedzających:
- bracia więksi z krajów byłego ZSRR, znaki szczególne to czerwone oparzenia jasnej karnacji i wciąż kiczowaty outfit
- angielskie rodziny, rozmiar XXL, dokerów spod Liveropoolu
- napalone 5-6 osobowe grupki szwedzkich nastolatek 
- Polacy z Ryanaira też tworzą coraz mocniejszą grupę

   Jest tam na Cyprze co oglądać, ale nie łudźcie się, że będą to ekstraklasowe zabytki i najpiękniejsze doznania. Nikozja to nie Paryż, ale Trodos to nawet nie Tatry.
 
 Trodos
 

Idąc od Zachodu:

- Pafos - z grzeczności Kings' Tombs, Kato Pafos. Castle
- Coral Bay - bardzo przeciętna plaża, bardzo
- półwysep Akamas jest ładny, poza tym mieści przepiękne Łaźnie Afrodyty ;), gdzie Afrodyta poznała swego kochanka Adonisa, ale o tym napewno wiecie z lekcji języka polskiego
- St.Neophytos Monastery - podobał się, z grotami pustelnika, do których wstęp kosztuje ustawowe 1,70 euro.
- Skała Afrodyty - fajnie wygląda ten kamień wystający z morza
- Inne pozostałości kultu Afrodyty - można spokojnie pominąć, dla koneserów kamyków o bujnej wyobraźni
- Zamek Kolossi - dno, ale po drodze, przy drodze, więc można zajrzeć
- Limassol - dobre miejsca na ostatni nocleg przed odlotem, ale na nic więcej, co najwyżej na zapoznanie ciekawego Rosjanina
- Plaża Gubernatora - jak ktoś lubi czarny piasek, to może to rzeczywiście go urzec
- Akrotiri - jedna z dwóch baz brytyjskich na Cyprze - nie nie, nie uznajemy tego jako osobny kraj
- Larnaka - sama w sobie skandalicznie słaba, ale obok jest bardzo przyjemny meczet nad brzegiem słonego jeziora, tuż obok lotniska - Hala Sultan Tekkes, poświęcony córce szwagra Antka brata - czyli teściowej Mahometa
- Omodos i Vasa - wioski na kierunku do gór Trodos, bardzo urokliwe, bardzo, w sam raz na porządne dumanie
- same góry Trodos, na których najwyższy szczyt (1952 m) dostajemy się samochodem. Są tam stoki narciarskie, są szlaki, nie chciałbym tego jednak do Himalajów porównywać, bo to nie na miejscu. Ale miłe zaskoczenie in plus
- grób Prezydenta Makarosa - na szczycie góry, ponad klasztorem, którego nazwy nie pomnę teraz. Honorowa, całoroczna warta przy grobie, żółnierza cypryjskiego nadzoruje żołnierz ONZ
- Nikozja - ostatnie w Europie miasto za murem, który biegnie przez środek stolicy Cypru. Na południu Grecy, na północy Turcy, rozdzieleni strefą buforową "błękitnych hełmów". Beczki, drut kolczasty, wieżyczki straźników. Ogólnie stolica na plus, sama inicjatywa, która trwa od 1974 roku generalnie na minus
- część Turecka - uznawana tylko przez Turków, ale nam to wystarczy. Tanie kebaby, minarety, biedna w porównaniu do części tureckiej. Lepiej być pariasem w UE niż bogatym poza nią? Wjazd tylko na paszport, lubię takich tradycjonalistów.
- cały południowy wschód wyspy to tylko plaże i okredytowane domeczki. Kulturalna pustynia
- Nissi Beach w Ayia Napie - trzeba zobaczyć, gody, lody, podchody
- Konnos Bay obok Protaros - czołówka wyspy, na której nie ma zbyt wielu pięknych i przystępnych plaż, śmiem twierdzić, że może to być jeden z powodów, że ludzie nie ruszają się z hotelowych kołchozów
- Protaros - zapasowa miejscówka, dla tych, dla których Ayia Napa jest ponad kieszeń, czyli na przykład dla nas
- Famagusta - opuszczony kurort turecki zaraz za strefą, straszą w nim wysokie apartamentowce, od 1974 roku stojące samotnie
 
 Meczet koło Larnaki
 
   Reasumując - www.globtroteria.pl wystawia Cyprowi rekomendacje pozytywne, 5,5/10. Zestaw 4 dni zwiedzania + 3 dni smażenia na pląży pozwoli całkowicie zapoznać tę wyspę, wbrew temu co będą Państwu mówili tzw. zakochani w danym kraju, których miłość często jest ślepa i skieowana do wielu odbiorców.


 
Ich bin Berliner! (11.V.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
   Berlin Paryżem, Rzymem, Lizboną czy Pragą napewno nie jest. Warto jednak raz w życiu zajrzeć do niego, żeby potem móc przy wieczornej kremówce błysnąć wiedzą na temat bunkra Hitlera, Zimnej Wojny i całej tej murowej historii.

  Do Berlina można dojechać Polskim Busem, ale najlepiej oczywiście swoim własnym samochodem, no bo po co się wysilać. Z Krakowa, a dokładniej z Pychowickiej to 610 km. Przy posiadaniu dobrego diesla (np. BMW, Porsche), to koszt około 400 zł w dwie strony. Do tego doliczamy 2 autostrady. Najdroższą autostradę świata, Kraków - Katowice (18 zł) i znacznie tańszą, Gliwice - Wrocław (16 zł). Ceny one-way.

   W samym Berlinie obowiązuje jakaś dziwna opłata za wjazd do centrum autem (pierścień kilku kilometrów). Nie wdawajmy się w szczegóły, lepiej zaparkować kilka kilometrów od centrum pod jednym z tysięcy postenerdowskich bloków za darmo, zapytać siedzących na ławce neonazistów czy popilnują i rozkminiać jak dostać się do centrum.

   Poruszamy się po Berlinie tylko rowerem - najlepiej szukać w jednej ze studenckiej melin, na przykład w Hostelu Generator, wielkiej sypialni we wschodnim Berlinie, gdzie można się też przespać. Cena za dzień wynajmu roweru - 10 euro. Berlin to ponad 800 km wydzielonych ścieżek, kilkaset kilometrów paraścieżek, miasto jest płaskie, więc nawet otyły tatusiek może pozwolić sobie na kilkadziesiąt kilometrów dziennie.
 
Berlin 
 
Metra tu nie omówimy.
 
Na Berlin daję 2 dni, ale jak chcecie dacie radę i w 1 i w 3 ;) 
 
Atrakcje:

- wjechać do centrum ulicą Unter den Linden
  • po lewej wieża telewizyjna, każde niemieckie miasto musi mieć takie coś. 12 euro za wstęp, może lepiej poobserwować ją z dołu siedząc na ławeczce na Alexanderplatz ?
  • po lewej Berliner Dom - ładna katedra, nie powiem... odbudowana w 1993 roku ;)
  • w tle Neu Synagogue - słabe, bardzo słabe
  • po prawej Wyspa Muzeów - żadne z nich nie jest bezpłatne i oferuje głównie atrakcje mocno historyczne
  • po lewej Bebelplatz, jak przystało przed budynkiem Biblioteki można pożyczyć księgi na świeżym powietrzu i oddać się czytaniu i dumaniu na pufie
  • po prawej Uniwersytet Humboldta - lubimy naukę i studentki
  • po prawej Muzeum Historii NRD - warto, bo tanio, 4 euro
  •  i w końcu Brama Brandenburska, po której lewej (amerykańska) i prawej (francuska) ulokowały się 2 ambasady
 
  Bundestag
  • na północ od Bramy B jest Bundestag, do którego trzeba się zapisać kilka tygodni wcześniej na darmowe zwiedzanie i siedziba Andżeli, której zwiedzić się nie da
  • wszystko to przytulone pomiędzy kanałami Szprewy, bo zaskakująco, ale Berlin to miasto kanałów, kolejny Amsterdam północy
  • na południe od Bramy B mamy wielkie pole kamieni, czyli ogromy pomnik poświęcony Holocaustowi. Jak to zwykle przy sprawie żydowskiej - kontrola jak na lotnisku, podziemne muzeum ciekawe.
  • obok pomnika - dzielnica zabudowana przez bloki z czasów środkowego DDRu. Na tym miejscu stały wszystkie siedzibiy prezesów III Reszy, w tym samego szefa, Adolfa Hitlera Między blokami żwirowy parking i tabliczka informująca, że tu mieścił się Bunkier Hitlera, w którym miał umrzeć, choć prawdopodobnie do dziś żyje gdzieś w Argentynie
 
Bunkier Hitlera 

Pedałując na zachód mijamy:
  • Tiergarten - lokalny Park Jordana - z pomnikiem wyzwolicieli, "ruskich. Belluve Palace to kicha.
  • ZOO - jeśli ktoś lubi zwierzątka
  • Charlottenburg - sam pałac to wielkie rozczarowanie, ale ogród za - mieści się w standardach przyzwoitości
  • Stadion Olimpijski, na którym odbył się finał MŚ2006 i gdzie Zidane sprzedał Materazziemu dyńkę. 69 tys, pododno nic specjalnego
 
Charlottenburg 
 
Dołem jedziemy dalej:
  • Kurfurdenstrasse - plotka głosi, że to dzielnica zakupów, elitarnych butików. Dla pań i hipsterów. Nie wiem, widziałem tam tylko H&M, a z tego co wiem to bardzo elitarna marka
  • powoli dojeżdżamy do Potsdamer Platz - taki berliński Manhattan, jest tam rzeczywiście kilka ciekawych projektów z puszczonymi przez całą dzielnicę różowymi rurami, prawdopodobnie z gazem, na czele
  • Checkpoint Charlie - YOU ARE LEAVING AMERICAN SECTOR - bardzo fajna jest ta budka, przy której teraz dwóch studentów w strojach marines pobiera po 1 euro za zdjęcie. W czasach zimnej wojny miejsce, gdzie przy kawie spotykali się szpiedzy, jedyne oficjalne przejście graniczne dla obcokrajowców pomiędzy Zachodnim i Wschodnim Berlinem
  • obok pełno atrakcji typu Trabim po Berlinie, jest też i fragment muru z muzeum. Polecam ja.
 
 Berlin
 
Kierujemy się na południe
  • Lotnisko Tempelhoff - ogromy park (bo to w końcu byłe lotnisko), gdzie berlińczycy przychodzą na kiełbaskę i latawca, a dokąd przed 1989 roku Polacy porywali samoloty na rejsach krajowych (LOT - Landing On Tempelhof. Linie Okęcie - Tempelhof). 
  • Sarod's Restaruant - najlepsza tajska knajpa w tym mieście, gdzie jak w to w całym Berlinie zjesz za przyzwoite pieniądze (10-14 euro za osobę już z napojem alkoholowym)

W tamtych okolicach obowiązkowo dalej:
  • East Side Gallery - ponad kilometrowy fragment muru, zamaziany graffiti, standardowe hasła typu Red is Bad, Make Love not War
  • była siedziba Stasi, otwarta od 12, kilka ponurych budynków razem ze słynnym archiwum, gdzie każdy może wpaść i zobaczyć co Stasi na Ciebie miała (a w NRD na siebie donosili małżonkowie, brata na siostrę, podwładny przełożonego, pani ze sklepu, itp, więc jest co oglądać i czytać)
  • Karl Marx Allee - dyskretny oddech Nowej Huty, wielkie to, perełka socrealizmu! ;)
 
 

  Najlepsze fragmentu muru, z opisem, wieżyczką strażnika, strefą buforową, sa na Bernauer Strasse, to północ. To fajne miejsce.

  Pokręcić się po tym całym Berlinie dodatkowo trzeba, nie mogę wystawić mu niskich ocen. Nie mogę, to dobre miejsce do życia chyba.

  A co po drodze ?
  • Potsdam na zachodzie
  • Saachsenhausen na północy - prawdziwie niemicki obóz koncentracyjny. Nie polski.
  • Tropical Island na południu - nasi rodacy kochają to miejsce, pełno tu Januszy i Marianów w szortach i wąsach
  • Park Mużakowski - trzeba odbić parę kilometrów od autstrady, na polsko - niemieckiej granicy stoi sobie UNESCO pałac, obłożony specerowiczami w wieku 70 do 90. Ładne, jedyne w tej części Europy parki w stylu francuskim. Albo angielskim. I urocze lokalne przejście graniczne, na którym czujemy się jak podczas wjazdu do Bangladeszu albo Pakistanu. Budy z fajkami, alkoholem jak podczas najlepszych lat na Stadionie Dziesięciolecia. Tanie mandaty po niemieckiej stronie - za złe parkowanie to tylko 10 euro!
 
 

 
<< Start < Prev 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Next > End >>

Results 51 - 60 of 245

Gościmy

We have 1 guest online

Szukaj

Kantor Bitcoin



TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2018 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.