Aktualności
Sri Lanka - zdjęcia (21.III.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

 

Jacek prezentuje fantastyczne zdjęcia z Dubaju

i SriLanki !!!

Oni Love Dubai 


 
Sri Lanka (8.III.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
 
 
 
Sri Lanka

    Na Dzień Kobiet sprawiliśmy sobie piękny prezent. To święto komunistyczne (a Walentynki kapitalistyczne), więc nie możemy przesadnie świętować, lecimy więc na 9 dni na Sri Lankę. Do tego 2 dni w rozpuszczonym, zepsutym Dubaju, kilka godzin w Abu Dhabi, po ciężkiej zimowej przerwie (2 miesiące bez żadnego wyjazdu) należy nam się odrobina luksusu. Wstępny plan wygląda tak:

piątek - Emirates do Dubaju (dzielny Radek Sikorski negocjuje darmową wizę, ale na obecną chwilę 96 godzin w Dubaju to prawie 200 zł)

sobota -  Dubaj - przegląd najważniejszych nieruchomości z ewentualną opcją zakupu - Burdż Al Arab (Żagiel), do którego najtańsza opcja wstępu to herbatka za 200 zł i Burdż Khalifa (829 m, całkiem wysoko), do tego wizyta na torze Formuły 1 w Abu Dhabi (jest jakiś wyścig Ferrari, preferowani posiadacze, ale my też już mamy bilety - 23 zł. to znaczy nie mamy, bo Hindus nie wysłał, ale "everything will be all right, my friend")

niedziela -  meczet w Abu Dhabi, Dubaj dokończenie, w tym słynna Palm Island, gdzie pewnie nieruchomości posiadają polscy celebryci, Natalia Siwiec, Darek Szpakowski...)

poniedziałek - rano lądowanie w Colombo (visa on line - 30 USD), jednej z najbrzydszych stolic Azji. Ewakuujemy się więc od razu w okolice słynnego sierocińca dla słoni, zrobimy to równie słynnymi szybkimi cejlońskimi kolejami (40 km - 1 godzina)

wtorek - kilka świątyń, prawdopodobnie drugoligowych, ale to Azja, to jest nieuniknione(Anuradhapur), to trzeba zaliczyć

środa - podziemne świątynie w jaskiniach (Dambulla), do tego jakaś dziwna skała w środku niczego (Sigiriya), magiczne miejsce, kultowe jak Ayers Rock, nic mi to przed wyjazdem nie mówiło, ale wygląda nieźle

czwartek - czas na czaj. Cejlon to przecież najsłynniejsza herbata. Wysyłajcie zamówienia do realizacji, a my spróbujemy coś z tym zrobić (Nuwara Eliya)

piątek - Yala National Park - tygrysy, lamparty, słonie zaprezentują się dla nas

sobota - doroczne składanie jaj przez tysiące, a nawet setki żołwi. I my tam będziemy, prawdopodobnie relacjonowali na żywo. (Matara)

niedziela - tropikalne wakacje, więc musi być i plaża. Jeden dzień w zupełności wystarczy, nie chcemy nikogo urazić.

poniedziałek - Colombo, plus kilka miast kolonialnych po drodze. Sri Lanka była w przeszłości w rękach Anglików, Portugalczyków i Holendrów, spodziewamy się więc trochę ciekawej architektury.

wtorek 10.40 rano - lądowanie w przepięknej Warszawie.

Keep in touch!


 
Indonezja (27.II.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

   Ale Meksyk! Ania i Marcin kręcą się po Indonezji w środku tropikalnej zawieruchy! Wkrótce parna relacja!

   PS. Marcin poprosił mnie o zdjęcie poprzedniego zdjęcia. 

 
Indonezja

 
Jordania! (5.I.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

UPDATE - JEST I WADI RUM !!! (31.I.2013) 

Tea ? 

UPDATE - JEST I PETRA !!! (11.I.2013)  

Petra 

 Brak było relacji z drogi... wiecie, nie ma Internetu, człowiek coraz wcześniej chodzi spać... za to teraz pojawi się 3-częściowa notka z garścią informacji praktycznych.

 Dżordania

Relacja z Jordanii


 
Przybieżeli do Betlejem! (25.12.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
    Kończą się święta, my lekko spóźnieni, ale postanowiliśmy odwiedzić Jerozolimę, wprawdzie Jerozolima bardziej kojarzy się z Wielkanocą, a Betlejem z Bożym Narodzeniem, ale przecież od dawna toczy się dyskusja o wyższości jednych świąt nad drugimi.... Do Betlejem jednak z Jerozolimy rzut granatem. Około 20-30 minut busikiem, czyli bliżej niż z Krakowa do Wieliczki. Do wyjazdu zachęcają nas fragmenty wczorajszych Wiadomości TVP, 15 stopni Celsjusza, słońce, podkoszulki i cienkie kurtki widoczne na placu przez Bazyliką Narodzenia Pańskiego.
 

   Wyjazd nie trafiony z terminem, wylot w piątek wieczorem, co powoduje, że do Tel Awiwu docieramy w sam środek szabasu. W Izraelu życie zamiera po zmroku w piątek i powraca dopiero po zmroku sobotnim. W tym czasie nawet izraelskie linie El-Al nie wykonują żadnych lotów, pobożni Żydzi zajmują się tylko liczeniem utargu z całego tygodnia. Trudno wydostać się też z lotniska, ale z pomocą przychodzą nam arabscy taksówkarze, którzy szabasu nie respektują i za około 30 zł za osobę szerowanymi pojazdami przewożą do Jerozolimy.
 
   Pamiętajmy, że Izrael to jeden z droższych państwa świata, Tel Awiw stawiam pod względem cen w jednym rzędzie z Rio de Janeiro, Oslo i Nowym Jorkiem.

  Do Izraela dolecimy:

- LOTem - z Warszawy
- czymkolwiek za mile - ale tu liczmy sie z opłatami lotniskowymi rzędu 700-1100 zł
- wizzairem z Budapesztu
- El Al z Warszawy
- czarterem do Sharm El Sheikh w Egipcie
 
 Pilch Martwy

  Głównym punktem docelowym jest jednak Jordania, do której już tak łatwo dolecieć się nie da.

  Plan:

  • sobota - Jerozolima, święte miejsce, z którego zawsze przywozimy jedną nawróconą owieczkę

  • niedziela - cały dzień na przejazd z tobołkami do Petry - najbliższe Jerozolimie przejście graniczne nie sprzedaje na granicy wizy, tłumaczenie - Zachodni Brzeg Jordanu nie jest izraelski, tylko jordański, więc my nie sprzedajemy wizy na przejście z naszej strony na naszą, ale z drugiej strony bez wizy też nie wpuścimy... pokrętna logika, trzeba podjechać kilkadziesiąt kilometrów na północ i tam kupić wizę (ok.30 USD)

  • poniedziałek - Petra - jeden z siedmiu nowych cudów świata...ale ile ja już takich rankingów widziałem... przejazd do Wadi Rum i Sylwester na pustynii z prawdziwymi gwiazdami, a nie z zespołem Wawele na Rynku Krakowskim

  • wtorek - Wadi Rum - przepiękna pustynia, gdzie Lawrence z Arabii rozgrywał swoje szpiegowskie intrygi, przejazd do Ammanu

  • środa - mało interesująca stolica Jordanii - Amman, być może także Jerah, może lektura prasy na Morzu Martwym, przejazd do Tel-Awiwu

  • czwartek - ponownie Tel-Awiw i Jerozolima, nocno-poranny lot z powrotem do Polski.
 
 6 dni na miejscu. Będziemy raportować.
 


 
USA - The End (22.XI.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
   Kiblowaniem w Monachiu kończymy USA trip. To może kilka zdjęć z Zion National Park, Death Valley National Park i San Francisco, chyba najlepszego miejsca do życia, jakie dotychczas widziałem, nie licząc Zakrzówka i jego okolic. W San Francisco zaczyna się Krzemowa Dolina, Facebook i Google...
 
 
  Golden Gate Bridge

 
USA nie tylko dla bogatych (19.XI.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

   Pomińmy dla uproszczenia życia ;) lot na Zachodnie Wybrzeże - 1950 zł w promocji i wize amerykańską - 525 zł, skupmy się jak tanio w 7 dni zwiedzić 7 najpiękniejszych parków Kalifornii, Utah i Arizony. Założenie, podróżujemy w 4 osoby, najlepiej, gdyby było to 2 pary albo też 3 chłopców i dziewczynk, w zależności od konfiguracji i preferencji.

 - wypożyczenie auta - 250 USD total za 7 dni = 825 zł i to nie bylo co, a SUV

- benzyna - 3000 km -> 300 L * 0,9 USD = 900 zł 

- motele - 50-80 USD, liczmy średnio 64 USD za pokój, dwa olbrzymie łóżka, czyli po 16 USD za osobę = 211 zł za pokój * 7 dni = 1477 zł

- jedzenie - śniadanie w cenie motelu, obiad to 7-15 USD, do tego wieczorem subway - max 20 USD za osobę = 66 zł * 7 dni = 1848 zł

- wstęp do parków narodowych - 80 USD za nielimitowany roczny karnet do parku / per auto = 264 zł

- inne koszty, nieobowiązkowe, nie wliczamy

 TOTAL:

 1725 zł + 1477 zł +  1848 + 264 zł = 5314 zł, co daje 1328 zł na osobę, przy założeniu, że je się jak amerykańska świnka.

 To nie jest okrutnie dużo, a gdyby jeszcze dolar spadł z 3,3 zł do 2 ....


 
Grand Canyon, Monument Valley (18.XI.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

  Monument Valley

Grand Canyon i Monument Valley PHOTOS

Ruszyliśmy z Las Vegas (Nevada) w kierunku Arizony i Utah:

- w Nevadzie terroryzm radarowy, już za przekrocznie prędkości o 2 mph grozi kilkaset dolarów mandatu

- w Arizonie wolna Amerykanka - jedź jak tylko chcesz i ile wypożyczalnia pozwoli (w naszej budzik zamyka się przy 80 mph - 130 km/h) 

- Hoover Dam, zapora zbudowana w latach 30-tych, na tamte czasy imponująca, nijak się jednak ma do tej na granicy paragwajsko-brazylijskiej (Itaipu), sporo policji, cały czas alert terrorystyczny, żaden pojazd nie podjedzie w pobliże zapory bez dokładniejszej kontroli

- Grand Canyon, wstęp do każdego parku narodowego w USA to 25 USD za samochód, nie ważne ile osób napchasz do środka. Widzę to miejsce na biznes dla pomysłowych Polaków. Zbliżanie się do Grand Canyonu niczego dramatycznego nie zwiastuje, najpierw jedzie, a potem idzie się przez pospolity las sosnowy, nagle drzewa znikają i pojawia się ON - 450 km długości, 29 km szerokości, imponujący, wielki, niesamowity - Wielki Kanion Kolorado.

- dojeżdżamy do klasycznego amerykańskiego motelu - recepcja, 50-70 USD za pokój z dwoma łóżkami "queen", to pokój dla 4 osób. Dobry value za dobrą cenę, klasyczne wejście do pokoju prosto z bagażnika podstawionego SUV'a - Amerykanie nie lubią chodzić. Na śniadanie obrzydliwa kawa, pankejki, donaty i musli.

- stan Utah - to stamtąd pochodzi Roomney, stan bez alkoholu, bez barów. Właśnie musieliśmy podjechać do baru do sąsiedniego  stanu, do Arizony, gdzie barmanka skrytykowała całą to zbieraninę mormonów - "fucking, cheating, crazy religious peple" i że " Iove Obama, if Roomeny won, I would need to move to Poland".

- w barze połowa ludzi przyznał się, że nie płaci podatków i pensję pobiera "in cash"

- Monument Valley i Grand Canyon - niesamowite krajobrazy, to jest prawdziwe "big wow", "10/10" . Symbole Ameryki za kilka dolarów.

- rezerwat Indian Navajo, prawie 30 tys km2, bohaterowie mojej młodości, książek Karola Maya, Indianie, ja tam byłem, z nimi rozmawiałem, prawie wypaliłem fajkę pokoju.

- jadą drogą przez prerię mijamy setki starych przyczep kempingowych. Coś poszło nie tak i w nich mieszkają Indianie Navajo, jest i alkohol, jest i w niektórych miejscach cywilizacja. Asymilacja nie poszła najlepiej.

- jeszcze nie udało mi się dokończyć w całości posiłku - rozmiary są na prawdę imponujące. Taki przyzwoity burger czy coś bardziej sofistikajtet to od 9 do 15 USD.

 - jedziemy Fordem Espace - to SUV, na jednym galonie przejeżdżamy 26 mil, wychodzi mi spalanie jakieś 10 L/ 100 km. To niezły wynik jak na 2,4 litrowego smoka. Benzyna po około 3,10 PLN za litra, płatne oczywiście w dolarach... (3,9 USD / galon).

- Amerykanie nie są tak nie ogarnięci, jak się o nich mówi. Dziś jeden z nich wdał się w dyskusję z nami na temat Finlandii - "tak, ja wiem, to ten kraj, gdzie jest tyle ropy, że państwo nie wie co z pieniędzmi zrobić". Do Finlandii z Norwegii nie jest daleko. Ogólnie widzię o świecie oceniam tu na "dostateczny"

- "Making a war for peace is like fucking for virgnity" słyszymy na koniec dnia od barmanki, która piwo stawia nam na swój koszt 


 
Las Vegas (16.XI.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

Las Vegas (USA) na zdjęciach

 New York, w stanie Vegas

   Konferencja Sharepoint 2012 powoli zbliża się szczęśliwemy zakończenu, hard work jak mawiał trener Wisły Dan Petrescu. Kilka przemyśleń i faktów po 5 dniowym pobycie w tym mieście:

- to kosmiczna fabryka zabawy. Takiego tworu moje zchorowane oczy jeszcze nie widziały. Setki kasyn, hoteli, neonów, limuzyn, restauracji, nagniaczy, kiczowatych budowli, szukających swojego szczęścia Latynosek, Murzynek, studentów żywcem wyjętych z Kac Vegasbohaterów Toy Story, itp itd.

- w kasynie ruch 24/7. Cały przekrój społeczny. Babcia z Nothingville, emeryt z Florydy, farmer z Nebraski, intelektualista z Nowego Jorku, bogacz z Kaliforni.

- ale ogólnie raczej Ameryka B i C. Popkultura na maksa, która nie trafia w gusta wąskiej grupy amerykańskiej elity. John z traktora, Mary z supermarketu

- kelnerki w kasynach - sześćdziesiątki, siedzemdziesiątki w kusych, lateksowych strojach - bardzo niesmaczne 

- same kasyna to baśniowe stwory za setki milionów dolarów, baśniowe nazwy - Excalibur (w kształcie zamku Rycerzy Króla Artura), Venetian (pod wejściem replika Placu Św. Marka, po wielkim kanale pływają oryginalne gondole), Bellagio (z wielkim jeziorem, na którym co pół godziny odbywa się show z udziałem fontanny), New York, New York (zbudowanych z nowojorskich atrakcji - Statuy W, Mostu Brooklyńskiego, budynku Chryslera), itp. itd. Sen szalonych architektów

- nie da się spokojnie przespacerować ulicą, kładki i chodniki są tak skonstruowane, że droga zawsze prowadzi przez kasyno

- słynne amerykańskie outlety modowe to poważne rozczarowanie, szczególnie kiedy dolar po 3,20 zł. Nawet ciuchy u Ralpha Laurena i Tomiego Hilfigera przypominają farmerskie worki na ziemniaki. Ani tego zareklować, ani nic... co z tego, że 50 zł taniej, jak i tak szyte w tej samej bangladeszowskiej fabryce, co te kupowane w Polsce, więc pewnie tak samo i wytrzymałe

- codziennie jakiś ewent światowej skali. Wtorek koncert Johna Bon Jovi, wczoraj Shanii Twain, dziś rozdanie nagród Latin Grammy, nawet wpadłem podobno na jakieś słynnego latynoskiego piosenkarza, ale rozpoznaje tylko Enrique Iglesiasa i nie był to on. Dziś pojawiliśmy się również na planie "Kacvegas 3".

- sama konferencja to gigantyczna impreza, 11 tysięcy osób. W skali Las Vegas to jednak malutka imprezka, zdarzają się zjazdy niektórych amerykańskich kościołów, na które przyjeżdża 150 tysięcy luda.

- imponujące śniadanie - 11 tysięcy, po 8 przy stole, wychodzi ponad 1 200 stołów jak dobrze liczę. Dobre, polskie wesele.

- w piątek koniec, zawiną, przemalują, wykwaterują i od poniedziałku biznes będzie kręcił się od nowa - setki sal, salek konferencyjnych, tysiące miejsc. Fabryka. Po raz kolejny fabryka. 

- Amerykanie wyjątkowo mili - "how are you today, thank you for joining, have a wonderful evening sir". Ale dalej nijaki się to ma do irańskiego tarofu.

- kilka strzelanin, kilka morderstw, widziałem w Las Vegas TV, dzień jak codzień w Ameryce

- cały czas opłaca się kupować elektronikę (Kindle po 75 USD, wiozę już 3 na eksluzywne zamówienia do Polski, Iphone 5 tu po 700 USD, w Polsce po 3200 zł-kto to w ogóle kupuje, kto ma w Polsce tyle pinindzy ?)

-  znaczący spadek Czarnych i Latynosów, tu wciąż, w przeciwieństwie do Nowego Jorku, biały jest najbardziej widoczny


 
USA (12.XI.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

Nie ma czasu, wszystko za szybko, wszyzstko nerwowo, to Ameryka! Kilka lużnych opinii na temat NYC, które zajęło mi pierwsze 2 dni ważnej służbowej podróży:

- puszka Coli ma 0,355 L;

- po amerykańskich knajpach rzeczywiście przechadza się Jenny/Kate/Lucicita w fartuchu i dolewa paskudnej kawy;

- żarcie, kupa żarcia, jedna porcja wystarcza z reguły na dwie osoby, nie ważcie się nigdy brać XL, ani innych upgradów;

- metro w Nowym Jorku w przeciwieństwie do innych światowych zainstalowało się kilkanaście schodów pod ziemią, można je oglądać przez otwory wentylacyjne

- grube Murzynki łażą po mieście i krzyczą do telefonu, zanosząć się przy tym rubasznie śmiechem

- sobotni koncert Budki Suflera na West Endzie przyciągnął tłumy Polactwa, z czego wyciągnałem wnioski, że to Polactwo jest dalej mentalnie w latach 80-tych. Kto tego jeszcze w Polsce słucha?

- szybko, wszystko za szybko. Nawet w Starbucksie musiano uruchomić dla mnie specjalną obsługę, nie nadążyłem za tym całym system prawdziwego fast food

- stacje benzynowe racjonują benzynę, większość z nich jest wciąż po Sandym zamknięta, a na ulicach korki jak w Teheranie. Jak to wygląda, kiedy benzyna jest łatwo dostępna ??

- Statuę Wolności najlepiej zobaczyć z promu na Staten Island, prom jest darmowy, a widok taki sam jak spod samej Statuy, która notabene wciąż po Sandym stoi zamknięta

- każdej łodzi, aż do Libetry Island, towarzyszą patrole US Coast Guard, równolegle do promu płyną dwa mocno profesjonalne pontony pełne żołnierzy, mijasz Statuę Wolności, oni machają i odpływają. Wysadzili już kiedyś WTC, rząd dba o to, aby nic nie stało się poczciwej Statule...

- Podatki, tolle, taxy - to zmora, nigdzie nie ma jasno wymalowanej ceny. Z 65 USD jakie miałem zapłacić za taksówkę z Newark do Brooklynu nagle cudownie rozmnożyło się do 93 USD

- in plus rozczarowują Murzyni - wyglądają mi na nastawionych pokojowo, choć customer service powinni poprawić, polityczna poprawność rozpanoszyła ich tutaj zupełnie, niedługo biali będą prześladowaną grupą społeczą. W ogóle za parenaście lat biała Ameryka będzie w odwrocie, kolejny prezydent będzie pewnie Latynosem z ubogiej hacjendy

- metro jest w kiepskim stanie, fatalnie oznakowane

- wielkie te auta, to słychać jak ruszają ze świateł, to nie są europejskie pyr-pyr, a poważne, kilkulitrowe maszyny

- nowojorska policja jest nieprzyzwoicie miła, wiecznie uśmiechnięta i zadowolona. Najpierw pytają, potem strzelają.

- w Nowym Jorku praktykuje się bardzo ciekawy zwyczaj. Prawie żaden z przechodniów nie stoi na czerwonym, tu się po prostu idzie, równiez na oczach gliny. Utrudnia to ruch aut, które co chwilę muszą nawet na zielonym przepuszczać przechodniów, ale tak się tu kiedyś ustaliło i jest to święte, nikt nie trąbi, nie krzyczy

- w ubogich dzielnicach liczba hamburgerowni przeraża. Na Harlemie co druga witryna to bar z hamburgerem, z których wytaczają sMurzynki XXL

- odwiedziłem Columbia University, jeden z tych snobistycznych amerykańskich uniwersytetów. 70% studentów wyglądało mi na Azjatów. Chyba jest plan przejęcia tego kraju.

 Kolejne obserwacje z Las Vegas.


 
<< Start < Prev 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Next > End >>

Results 61 - 70 of 243


TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2017 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.