Aktualności
Las Vegas (16.XI.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

Las Vegas (USA) na zdjęciach

 New York, w stanie Vegas

   Konferencja Sharepoint 2012 powoli zbliża się szczęśliwemy zakończenu, hard work jak mawiał trener Wisły Dan Petrescu. Kilka przemyśleń i faktów po 5 dniowym pobycie w tym mieście:

- to kosmiczna fabryka zabawy. Takiego tworu moje zchorowane oczy jeszcze nie widziały. Setki kasyn, hoteli, neonów, limuzyn, restauracji, nagniaczy, kiczowatych budowli, szukających swojego szczęścia Latynosek, Murzynek, studentów żywcem wyjętych z Kac Vegasbohaterów Toy Story, itp itd.

- w kasynie ruch 24/7. Cały przekrój społeczny. Babcia z Nothingville, emeryt z Florydy, farmer z Nebraski, intelektualista z Nowego Jorku, bogacz z Kaliforni.

- ale ogólnie raczej Ameryka B i C. Popkultura na maksa, która nie trafia w gusta wąskiej grupy amerykańskiej elity. John z traktora, Mary z supermarketu

- kelnerki w kasynach - sześćdziesiątki, siedzemdziesiątki w kusych, lateksowych strojach - bardzo niesmaczne 

- same kasyna to baśniowe stwory za setki milionów dolarów, baśniowe nazwy - Excalibur (w kształcie zamku Rycerzy Króla Artura), Venetian (pod wejściem replika Placu Św. Marka, po wielkim kanale pływają oryginalne gondole), Bellagio (z wielkim jeziorem, na którym co pół godziny odbywa się show z udziałem fontanny), New York, New York (zbudowanych z nowojorskich atrakcji - Statuy W, Mostu Brooklyńskiego, budynku Chryslera), itp. itd. Sen szalonych architektów

- nie da się spokojnie przespacerować ulicą, kładki i chodniki są tak skonstruowane, że droga zawsze prowadzi przez kasyno

- słynne amerykańskie outlety modowe to poważne rozczarowanie, szczególnie kiedy dolar po 3,20 zł. Nawet ciuchy u Ralpha Laurena i Tomiego Hilfigera przypominają farmerskie worki na ziemniaki. Ani tego zareklować, ani nic... co z tego, że 50 zł taniej, jak i tak szyte w tej samej bangladeszowskiej fabryce, co te kupowane w Polsce, więc pewnie tak samo i wytrzymałe

- codziennie jakiś ewent światowej skali. Wtorek koncert Johna Bon Jovi, wczoraj Shanii Twain, dziś rozdanie nagród Latin Grammy, nawet wpadłem podobno na jakieś słynnego latynoskiego piosenkarza, ale rozpoznaje tylko Enrique Iglesiasa i nie był to on. Dziś pojawiliśmy się również na planie "Kacvegas 3".

- sama konferencja to gigantyczna impreza, 11 tysięcy osób. W skali Las Vegas to jednak malutka imprezka, zdarzają się zjazdy niektórych amerykańskich kościołów, na które przyjeżdża 150 tysięcy luda.

- imponujące śniadanie - 11 tysięcy, po 8 przy stole, wychodzi ponad 1 200 stołów jak dobrze liczę. Dobre, polskie wesele.

- w piątek koniec, zawiną, przemalują, wykwaterują i od poniedziałku biznes będzie kręcił się od nowa - setki sal, salek konferencyjnych, tysiące miejsc. Fabryka. Po raz kolejny fabryka. 

- Amerykanie wyjątkowo mili - "how are you today, thank you for joining, have a wonderful evening sir". Ale dalej nijaki się to ma do irańskiego tarofu.

- kilka strzelanin, kilka morderstw, widziałem w Las Vegas TV, dzień jak codzień w Ameryce

- cały czas opłaca się kupować elektronikę (Kindle po 75 USD, wiozę już 3 na eksluzywne zamówienia do Polski, Iphone 5 tu po 700 USD, w Polsce po 3200 zł-kto to w ogóle kupuje, kto ma w Polsce tyle pinindzy ?)

-  znaczący spadek Czarnych i Latynosów, tu wciąż, w przeciwieństwie do Nowego Jorku, biały jest najbardziej widoczny


 
USA (12.XI.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

Nie ma czasu, wszystko za szybko, wszyzstko nerwowo, to Ameryka! Kilka lużnych opinii na temat NYC, które zajęło mi pierwsze 2 dni ważnej służbowej podróży:

- puszka Coli ma 0,355 L;

- po amerykańskich knajpach rzeczywiście przechadza się Jenny/Kate/Lucicita w fartuchu i dolewa paskudnej kawy;

- żarcie, kupa żarcia, jedna porcja wystarcza z reguły na dwie osoby, nie ważcie się nigdy brać XL, ani innych upgradów;

- metro w Nowym Jorku w przeciwieństwie do innych światowych zainstalowało się kilkanaście schodów pod ziemią, można je oglądać przez otwory wentylacyjne

- grube Murzynki łażą po mieście i krzyczą do telefonu, zanosząć się przy tym rubasznie śmiechem

- sobotni koncert Budki Suflera na West Endzie przyciągnął tłumy Polactwa, z czego wyciągnałem wnioski, że to Polactwo jest dalej mentalnie w latach 80-tych. Kto tego jeszcze w Polsce słucha?

- szybko, wszystko za szybko. Nawet w Starbucksie musiano uruchomić dla mnie specjalną obsługę, nie nadążyłem za tym całym system prawdziwego fast food

- stacje benzynowe racjonują benzynę, większość z nich jest wciąż po Sandym zamknięta, a na ulicach korki jak w Teheranie. Jak to wygląda, kiedy benzyna jest łatwo dostępna ??

- Statuę Wolności najlepiej zobaczyć z promu na Staten Island, prom jest darmowy, a widok taki sam jak spod samej Statuy, która notabene wciąż po Sandym stoi zamknięta

- każdej łodzi, aż do Libetry Island, towarzyszą patrole US Coast Guard, równolegle do promu płyną dwa mocno profesjonalne pontony pełne żołnierzy, mijasz Statuę Wolności, oni machają i odpływają. Wysadzili już kiedyś WTC, rząd dba o to, aby nic nie stało się poczciwej Statule...

- Podatki, tolle, taxy - to zmora, nigdzie nie ma jasno wymalowanej ceny. Z 65 USD jakie miałem zapłacić za taksówkę z Newark do Brooklynu nagle cudownie rozmnożyło się do 93 USD

- in plus rozczarowują Murzyni - wyglądają mi na nastawionych pokojowo, choć customer service powinni poprawić, polityczna poprawność rozpanoszyła ich tutaj zupełnie, niedługo biali będą prześladowaną grupą społeczą. W ogóle za parenaście lat biała Ameryka będzie w odwrocie, kolejny prezydent będzie pewnie Latynosem z ubogiej hacjendy

- metro jest w kiepskim stanie, fatalnie oznakowane

- wielkie te auta, to słychać jak ruszają ze świateł, to nie są europejskie pyr-pyr, a poważne, kilkulitrowe maszyny

- nowojorska policja jest nieprzyzwoicie miła, wiecznie uśmiechnięta i zadowolona. Najpierw pytają, potem strzelają.

- w Nowym Jorku praktykuje się bardzo ciekawy zwyczaj. Prawie żaden z przechodniów nie stoi na czerwonym, tu się po prostu idzie, równiez na oczach gliny. Utrudnia to ruch aut, które co chwilę muszą nawet na zielonym przepuszczać przechodniów, ale tak się tu kiedyś ustaliło i jest to święte, nikt nie trąbi, nie krzyczy

- w ubogich dzielnicach liczba hamburgerowni przeraża. Na Harlemie co druga witryna to bar z hamburgerem, z których wytaczają sMurzynki XXL

- odwiedziłem Columbia University, jeden z tych snobistycznych amerykańskich uniwersytetów. 70% studentów wyglądało mi na Azjatów. Chyba jest plan przejęcia tego kraju.

 Kolejne obserwacje z Las Vegas.


 
Iran na zdjęciach (23.X.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

   Czekam na fotki Aleksandra. Iran oczami Jacka G wygląda tak:

IRAN 2012

   Pamiętajmy - do Iranu najlepiej lecieć przez Stambuł (Warszawa - Stambuł od 350 PLN w Szalonej Środzie i 30 k mil w Miles and More liniami Lot), a potem Pegasus Airlines (od 400 PLN) do Teheranu (dość kłopotliwa zamiana lotnisk w Stambule).

Isfahan on bike 

   Na lotnisku 15-dniowa Visa on Arrival, ale poparta autoryzowanymi kodami (http://www.firouzehhotel.com - wszystko za Was załatwi) to koszt 60 euro (kody to dodatkowe 30).

   Tanie wakacje tylko w Iranie! 


 
Oni już wrócili (20.XI.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by lukpilch   
 
Wylądowali. Wpuścili ich. Wypuścili ich. Relacja z Iranu
 
Bardzo ciekawa relacja z uroczystości w Teheranie TVP INFO
 
 

 
Go! (4.X.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

   No to startujemy! Wprawdzie nie ma czasu na odwiedziny w konsulacie, ale żyjemy nadzieją, żę na granicy też to pismo się spodoba....

13.05 - 16.30 Warszawa - Istambuł 

23.05 - 2.15 Istambuł - Teheran

Dear Mr./ Mrs. JACEK  MACIEJ GABRYS  With reference to your visa application No xxxxx-1000208742 , we are glad to inform you that your request is approved under No. 9727xx.  . After 3 working days of receiving this approval , please approach in person the Iranian Embassy / General Consulate in WARSAW .  and collect your required visa . Best regards,M.F.A / Passport and Visa Office

Dear Mr./ Mrs. ALEKSANDER ANDRZEJ ZON  With reference ....

Dear Mr./ Mrs. ANDRZEJ KRZANOWSKI With reference....


 
Iran! (2.X.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
    No więc ruszamy, tym razem w kierunku Krainy Mrocznych Ajatollahów, którymi straszyły nas babcie, kiedy nie chcieliśmy grzecznie zasnąć w otoczonych palami łózeczkach.  Ajatollahowie rządzą praktycznie Iranem od 1979, więc 3 lata przed tym, kiedy urodził się najstarszy z nas. Jako że w mediach donoszą w kontekście Iranu tylko o wzbogacaniu uranu, kamieniowaniu cudzołożnic, drugiej na świecie po Chinach liczbie wykonywanych wyroków śmierci, o grożącym eksterminacją Żydów Ahmudineżadzie oraz o pędzącej inflacji, globtroteria.pl nie wierzy, że istnieje tak niegościnny kraj i musi to sprawdzić na własne oczy. To przecież kraj, gdzie lud miłuje pokój i przybyszy z Bolandii (prawie każdy intelektualista zna tu filmy Kieślowskiego i muzykę Kilara), gdzie ojciec rodziny zaprasza pod swój dach, częstuje daktylami i  ofiaruję córę na wydaniu, jeśli jest tylko wystarczająco wiekowa (>18), nierokująca i brzydka ;).

   To przecież nie IKEA, a Iran, czyli po staremu Persja, to kraina w której najwięcej pięknych dywanów, choć może niepasujących za bardzo do regału Expedit. To tam znajduje się Damavand, liczący ponad 5600 m. n.p.m szczyt, będący najwyższym między Kilimandżaro i Himalajami. Przewodnik drogę do góry opisuje jako "walk up", ale my mimo zachęty Olka nie będziemy zdobywać tej góry, bo na zakres od 25 do -25 stopni trzeba wziąć z Polski coś więcej niż 2 podkoszulki, 2 pary spodni i tzw. buty przejściowe. Góra ta jednak kusi, door to door z Teheranu to marne 3 dni, ponoć wybierana na weekendowy spacer przez młodych Teherańczyków, którzy chcą w spokoju wypić whisky z przemytu, ponarzekać na reżim i zorganizować coś na kształ dyskoteki pod gołym niebem. 
 
 Iran

   Iran to na szęście nie tylko Damavand, to  też góry Zagros, które liczą sobie około 4500 m i nie wykluczamy podejścia w kierunku tego łańcucha, który ciągnie się od Granicy Tureckiej prawie ku Zatoce Perskiej.

   Iran to okropne wybrzeża, których nie zamierzamy odwiedzić. Na północy Morze Kaspijskie, na południu nieprzyjemne wybrzeże Zatoki Perskiej i piracka cieśnina Ormuz. To nie są miejsca pełne kobiet w bikini, to nie jest Copacabana, woda to zupa, a mężczyńi plażują w spodniach w kantkę.

   Iran to w końcu przepiękne miasta, Yazd i Isfahan, Shiraz i Persepolis, Mashad i zaliczony mocno na wyrost do tego grona Teheran, znany też jako jedno z najokropniejszych miast w tamtym rejonie świata, z wszechobecnym smogiem i pyłem pustynnym, gdzie największą atrakcją jest opuszczona w 1979 roku ambasada Wuja Sama.

   Iran to rzeczona pustynia, gdzie jednak trafiają się sympatyczne oazy, gdzie jedynym zajęciem jest czytanie irańskiej poezji na hamaku, czyli to, czemu chcemy się poświęcić w życiu (oprócz słynnego kina mongolskiego) .
 
Yazd 
 
 Wszystko to pozostaje jednak palcem po wodzie pisane. Nasz przyjaciel Mousavi z Hotelu Firouzeh (http://www.firouzehhotel.com/language_english/facilities.shtml) miał załatwić nam kody, dzięki którym na granicy dostaniemy "visa on arrival" (ważna 15 dni). Bez kodów szanse zdobycia wizy mocno maleją, a jak na atomowe mocarstwo przystało kodami można zdziałać naprawdę sporo. Koszt kodów to około 30 euro, po wnikliwej weryfikacji podejrzanego wydawane są one w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Iranu i do odebrania na lotnisku podczas przylotu. Całość imprezy to więc 30 euro za magiczne i tajemnicze kody + 50 euro już za "wizę właściwą".

    Mousavi śpi albo ma inne problemy na głowie (jak na przykład to, że korespondowaliśmy na gmailu, a gmaila ostatnio w Iranie zablokowano), w ciągu roku dewaluacja lokalnej waltu poszła tak mocna, że zamiast 13 000 riali, dostaje się dziś za dolara 35 000. Inflacja szaleje, wysublimowane sankcje Zachodu powoli "przynoszą skutek". "Obyś żył w ciekawych czasch" mówiło chińskie przysłowie i Irańczycy takich dożyli, choć chyba bardziej uczieszyliby sie na przykład z pierwszego McDonalda w stolicy.
 
 

   Ruszamy z Olkiem, znawcą tamtego regionu, który odwiedził rok temu Gruzję, Azerbejdżan i Armenię, oraz z Andrzejem Krz., który doświadczenie ma małe, ale został właśnie dziś IT Senior Expertem, więc i na jego fachowośc liczymy.Oby tem skład dał nam siłę i moc na pokonanie teherańskich pograniczników, których zaatakujem prawdopodobnie o 2.15 w piątek.

    O wszystkim będziemy informowali na bieżąco, choć spodziewamy się utrudnień ze stron władz, które specjalnie na nasz pobyt planują wyłączyć roaming i blokować Internet i które prawdopodobnie globtroteria.pl dodali do Ulubionych, czego i Wam na najbliższe 2 tygodnie proponujemy!


 
Cypr (4.IX.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

   Cypr w czerwcu? Mimo tego, że jest już wrzesień, to Damian przypomniał sobie, że spędzał tam ciekawe momenty zaraz przed Euro. Z Igusią. Zapraszamy na parę słów podsumowania.

Cypr

  Wyspa Afrodyty


 
Chorwacja - stały punkt programu (23.VIII.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

   Namówiona przez znanego deskarza i kejciarza, Zenka Smetanę i jego małżonkę Anię, 8-osobowa ekipa ruszyła w kierunku Chorwacji. Zenek mówi, że jeśli deska na Chorwacji, to tylko na Peljesacu, czyli prawie pod Dubrownikiem. A Zenek vel Marcin Mika się zna.Kawał drogi, a wycieczka krótka, 5-dniowa, za 2 dni urlopu. Padł pomysł, aby pojechać na Chorwację przez Bośnię, przez Sarajewo i Mostar. I jest to pomysł poroniony, przed którym przestrzegam z całego serca ewentualnych naśladowców. To trakt, któremu ton nadają Golfy dwójki, chyba wszystkie te marki kończą swój żywot na bośniackich drogach, razem z traktorami, kombajnami, bryczkami  i policjantami polującymi zza drzewa na niewinnych polskich kierowców.  Droga dla koneserów, 1220 km w 17 godzin, 1450 km przez Austrię, Chorwację i Czechy przejedziemy w 15. Wopcji numer jeden oszczędzamy na chorwackiej autostradzie 30 euro, ale bardzo łatwo oszczędności stracić w kontaktach z mundurowymi. Chytry traci dwa razy, consensusem jest droga Kraków-Chyżne-Bańska-Budapeszt-Zagrzeb-Dubrownik.

    Na Peljesacu rzeczywiście deskarski i kajtowy lans, wysmagani chłopcy całkiem nieźle sobie radzą na kanale między Korculą i Orebicem. Nie za bardzo  jest jednak przed kim lansować, bo dziunie w tym czasie na Ibizie albo w ALL INCLUSIVE.Wieczory zalecamy w Korculi, to miejsce, skąd w świat ruszał Marco Polo.

    Generalnie Chorwacja to wysoki współczynnik QUALITY/PRICE. Nie ma świata gofrów, baloników i kurczaków, bo jest za gorąco, żeby czymkolwiek  handlować. Pogoda jest gwarantowana w umowie pobytu, a gospodarz nie robi inspekcji stanu pokojów, tylko co rano donosi "coś z drzewa".

Chorwacja

    Ceny - w sezonie to ok. 15 euro per persona czwórce, do 20 euro w dwójce. Oczywiście przy samym morzu, na końcu wsi będzie coś taniej. Zenek zna sposoby na wjazdy na kemping jako samotny wojownik, osoby do namiotu poznaje dopiero na miejscu, więc za nie nie płaci, i tak robią wszyscy... Polacy. 

Chorwacja

   Reasumując.Globtroteria.pl zawsze gratuluje osobom wybierającym Chorwację jako miejsce zasłożonego urlopu.

Chorwacja


 
Raport olimpijski (12.VIII.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

  

 

 

Igrzyska Olimpijskie Londyn 2012 na zdjęciach

 

Olimpiada

    Do Londynu Hajec rusza tak, jak Pan Buk przykazał. Jedzie po pracy w czwartek do Balic autobusem 208 (jest godzina 20.00), spakowany do jednej walizki, jak worek ziemniaków pakują go do samolotu Ryanair, gdzie wraz z młodzieżą uciekająca z zielonej wyspy podróż mija mu słuchając reklamy papierosów smokefree. Jak zwykle w przypadku Ryanair jest przed czasem, czego dowodzą charakterystyczne fanfary. Bez cienia ironii powiem, że Ryanair to najbardziej punktualne i solidne linie lotnicze, które latają teraz po Europie. O 23 ląduje w Stansted.

   Gabryś zaszalał - o 13.50 wyszedł z domu, posiedział w loungu, o 16.15 doleciał do Wiednia. O 19 został jednak zawrócony znad Innsbrucka, znad głowy wypadły mu maski tlenowe - a przecież leci najnowocześniejszą linią, gdzie bilety rzadko schodzą poniżej 1000 złotych.  Wraca do Wiednia, o 22 dowiaduje się, że już nie poleci. Autobusem transportują go do hotelu, który przypomina kolorami dom publiczny, o 5 rano odbiera go bus. I w końcu o 10.30 rano dolatuje do Londynu. 20 godzin w podróży, nowe znajomości, przygody.

    Ryanair czy Austrian - wybór należy do Ciebie.

   Londyn wita standardowo - oddajmy głos Hajowi i jego smsowi - "Zimno, włosi w puchówkach, lotnisko full, zalecam paszport czipowy, omija się tłok do odprawy imigracyjnej. Do EasyBus (10 funtów) pakuje mnie pan Marek, proponując od razu muzykę na full, co jest nielegalne ("nie mówcie ku..a mojemu bossowi!"). Pomagam organizacyjnie, w nagrodę Pan Marek bierze mnie 2 kursy wcześniej, finalnie trafiam do przytułku."

   Zajmujemy miejsce w 5* Park Plaza on the River Bank. Hotel odpowiada naszym wymaganiom, nie zgłaszamy specjalnych uwag, 60m2 apartamentu nas zadowala. Przez okno widać Big Bena.

   Kilka uwag przed kolejnym olimpiadami:

- szukanie biletów rozpoczynamy rok wcześniej - wtedy bilety wędrują do krajowych komitetów olimpijskich, które rozprowadzają je przez skorumpowane biura turystyczne;
- bilet lotniczy kupujemy pół roku wcześniej - wtedy mamy szansę na jakąś okazję, szczególnie jak na egzotyczne kierunki jak Soczi czy Rio;
- dostępne w Internecie bilety kupujemy jak leci - nieważne czy jest to mecz przeciągania liny San Marino - Wyspy Togo, czy 100 m i Usan Bolt - i tak jesteśmy w stanie je sprzedać, cały czas pracuje program "Resale". Zapotrzebowanie na bilety było tak duże, że pod stadionem nie było koników. Nie mieli czego sprzedawać!

   Wszystkie te powyższe informacje mogą okazać się science fiction - w 2014 igrzyska zawitają do Soczi, a Rosja to kraj cudów i dziwów. Byłem jak ta panna na wydaniu. Wybrzydzałem i w końcu nie wszedłem do Parku Olimpijskiego. A trzeba było brać 2 miesiące temu bilety na piłkę wodną kobiet, czy 1/16 piłki ręcznej, bo na pływanie i lekką biletów nigdy nie było! Nie było poniżej 400 funtów... Czekałem na gwiazdy, a nie starczyło nawet dla mnie skromnych dziewcząt z Toga.

   W pierwszy dzień wizytujemy okolice Stadionu Olimpijskiego - próbujemy sforsować zasieki, robimy kółeczko wokół obiektów, ale o wejściu nie ma co marzyć. Chwila zawahania i podbiegają z sercem na ręku wolontariusze - "w czymś pomóc, coś pan zgubił?" - oddalamy się jak niepyszni w kierunku wioski, w której jest całodobowy monopol i McDonald, i w której odbywają się najlepsze imprezy w tym roku w Londynie. Poziom zabezpieczeń oceniam na 9,99999 / 10 - jedną stutysięczną zostawiam dla Pilcha, który może znalazł by dziurę w systemie.

   Spotykamy Tomasza Zimocha, z którym razem przeprowadzamy transmisję do studia w Warszawie...

   Wieczorem Szermierka i Boks w Earls Court - na szermierkę trzeba mieć szybkie oko, a w boksie i tak o wyniku zadecydują niezrozumiałe decyzje sędziów.
 
Szermierka

  Powrót do domu całkowicie bezproblemowy, na każdym rogu w Londynie stoją wolontariusze (15-90 lat), odnosi się wrażenie że proporcja jest 1:1 (na jednego kibica jeden wolontariusz).

   Sobotę zaczynamy od triathlonu - 1,5 km pływania w Hyde Parku (zaspaliśmy), 40 km na rowerze (wokół pałacu królowej) i 10 km biegu (po parku). Słynną końcówkę, gdzie o wyniku zadecydowała fotokomórka, musieliśmy odpuścić, bo otrzymaliśmy informację, że Anna Kiełbasińska (4x100 m, 200 m) prosi nas do wioski, ale okazał się to fałszywy alarm.

   Szybki transport do Earls Court i manto spuszczone Anglikom. Polska 3, oni zero. Miłe złego początki w hali zbudowanej w 1937 roku. Atmosfera raczej senna, choć trzeba przyznać, że już 2 godziny przed każdym eventem wodzireje zabawiają gawiedź, są stanowiska, przy których można pograć w siatkę (jeśli akurat jesteśmy na siatce), czy stoczyć bój szermierczy jeśli odwiedzamy właśnie szermierkę... logiczne, prawda ?
 
POlska - GB
   Mecz się kończy i już wiemy co dalej, przed nami na stację wchodzi grupa kibiców w sombrerach - oni też jadą na Wembley, gdzie wspólnie oglądamy jak Meksyk pokonuje Senegal 4:2 - wystawiam stadionowi najwyższe noty, bez problemów pomagamy umieścić na stacji Wembley Park 80 000 kibiców do metra.
 
Wembley

   Na koniec dnia chód na 20 km mężczyzn - zaliczany przez nas do sportów debilnych, więc nie będziemy się rozpisywać. Pod Królową oczywiście.

   Londyn nie specjalnie zatłoczony, rezygnujemy z wieczornego zwiedzania, które na pewno przerodziło by się w nocne, nie daj Boże poranne, a my rano mamy zobowiązania - o 11 startuje maraton kobiet! Pierwszą połowę oglądamy w telewizji, drugą na trasie, ciężko dopchać się do pierwszego rzędu, gdzie dzielne kobiety pokonują kolejne kilometry. Kibicujemy Polce ("daawaj, Polka, daaawaj" - mamy wątpliwości jak ma na imię), ale zajmuje coś koło zaszczytnego punktowanego miejsca 20tego.

   Jeszcze zapasy i Andrzej Wroński, medalista z Atlanty i Seulu, podejrzewany o związki z Pershingiem, bardzo miły chłopak, porozmawialiśmy o aktualnej sytuacji w polskich zapasach i środowiskach Pruszkowa i Wołomina. I możemy wracać do kraju.
 
Big Ben

   Noc zapadła nad Londynem, kiedy szofer metra dotknął mego ramienia, mówiąc - "Panie Polak, proszę się obudzić, jesteśmy na Heathrow". Była 1.30, a samolot odlatywał o 6.40. Noclegi na lotniskowej podłodze to nieodłączny element każdej niskobudżetowej produkcji, pardon, wyprawy.

   Poniesione koszty 4-dniowego wyjazdu na igrzyska w Londynie:

   575 złotych - bilety wstępu
  
   350 złotych - coś na ciepło, owocki, kolka

   Za wszystko zapłacone kartą Visa i absolutnie były to pieniądze zainwestowane lepiej niż w "Amber Gold".

 
Czarnogóra (8.VIII.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   

Uwaga, audycja zawiera lokowanie produktów!

Tu jest relacja z Bałkanów 2012!

 

Kotor

 


 
<< Start < Prev 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 Next > End >>

Results 71 - 80 of 245

Gościmy

We have 1 guest online

Szukaj

Kantor Bitcoin



TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2018 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.