Aktualności arrow Wyprawy arrow Liban i Syria arrow DEAD CITIES - czyli 120 km/h z "Człowiekiem Muchą"
DEAD CITIES - czyli 120 km/h z "Człowiekiem Muchą" _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Marcin Mika   
Friday, 20 January 2006

      Po wizycie u Szymona Słupnika, podjęliśmy karkołomną wyprawę do Dead Cities. Karkołomna, bo primo po pierwsze Jackowi się średnio chciało, primo po drugie było już grubo po południu, a nie mieliśmy żadnego direct bus'a. Mimo tego zdecydowaliśmy - jedziemy! Po znalezieniu odpowiedniego Karnaku (dworca małych busików), o którym kierowca busa do Szymona nic nie wiedział albo nie chciał wiedzieć (gdyż oferował nam podróż z nim do D.C. za bagatela 700 SP (14$), co skwitowaliśmy salwą śmiechu), władowaliśmy się do serviski i ruszyliśmy do Al Ma'ara. Z tą nazwą też mieliśmy 7 światów. Miejscowi znają tą miejscowość pod nazwą Ma'arat an-Nu'aman, ale wypowiadają to tak nie zrozumiale, że głowa mała jak dogadaliśmy się z autochtonami. Po dotarciu do Ma'arat, wysypaliśmy się z busa i zaczęliśmy wypytywać o minibusika do Kafr Nabl. Wsiadamy, jedziemy. Trochę śmierdzi, ale to tylko 10 km. Dojeżdżamy. W miejscowej cukierni kupujemy za jedyne 30 gr po kawałku placka ucieranego. Tam też dowiadujemy się, że resztę drogi musimy pociągnąć z buta, gdyż zaoferowana cena taryfą jest nie do zaakceptowania (5$). Nie mija kwadrans kiedy zagaduje nas Rudzielec, miejscowy nauczyciel arabskiego na Petrze (motocykl) i oferuje podwiezienie.

Człowiek Rudzielec

     Ja wybucham śmiechem na myśl, że pojadę na kierownicy, bo Jacek już siedzi, a dla mnie nie ma miejsca. Udaje nam się scisnąć. Jedziemy. W słonku i przy prędkości 40 km/h szybko łapiemy dobry nastrój. Rudzielca żegnamy na rozstaju dróg i wymieniając e-maile ruszamy do Serjilla, która wg niego jest jakieś "two kilomiters from hir". Po chwili marszu, chcąc się upewnić, pytamy dziadka w warzywniaku czy dobrze idziemy i ile km nas czeka. Tu już słyszymy gorszą odpowiedź - 12 km. Na szczęście łapiemy busa, który nas wyrzuca w szczerym polu i na pożegnanie rzuca "Don't wori, Serjilla only 7 kilomiters". Fak, a miało być tak pięknie. Nic to, ruszamy. Mija pół godziny. Krajobraz księżycowy, pagórki zasłane kamieniami o dziwnych kształtach. Nagle ktoś do nas biegnie. Cały czarny, z rękami niemytymi chyba dobrych parę dni, 17 letni Pastuszek-Palacz, wyciąga od nas 2 fajki Alhambra i żegna uściskiem dłoni. Ja przełamuje obrzydzenie i przyjaznym gestem żegnam go. Jacek tylko wzrokiem.

Jedziemy do Serjilli
 
Idziemy na Szczecin
 
Oto piękna Bauda

      Po 1,5 h marszu docieramy do ruin. Zadowoleni wchodzimy w bizantyjskie miasto duchów. Cykamy zdjęcia. Cieszymy się, że osiągnęliśmy cel. Naszą radość mąci inny Pastuszek-Poliglota, który mówi nam: "dis no Serjilla, dis Bauda. Serjilla tu kilomiters, 15 minits from hir". Nie wiemy, czy sie śmiać, czy płakać. Rzucamy monetą. Los decyduje za nas, może i dobrze, bo byśmy nigdy nie poznali tajemniczego Człowieka Muchy! Dochodzimy do parkingu. Asfalt nówka. Wita nas 13-letni Cinkciarz-Parkingowiec. Inwigiluje nasze ISIC-i. Są O.K., wpuszcza nas za opłata 10 funtów (60gr). Wydając resztę zauważyliśmy, że mały Rockefeller miał nie tylko syryjską walutę, ale również zielone zza oceanu i twardą gotówkę z Eurolandu - w końcu trząsł zabytkiem klasy "0" na światowej liście UNESCO. Z nieukrywaną radością wkraczamy do Serjilli. Miasto jest nasze. Szybko okazuje się, że nie tylko. Robimy fotki, piękne zachodzące słońce ożywia na krótką chwilę "ghost town". Spotykamy grupę hiszpańskich oficjeli - VIP-s. Ich kierowca, zastraszony Arab, odmawia zabrania nas busem, wykręcając się brakiem ubezpieczenia - Kiciarz. Wcześniej rozpytaliśmy się u Herszta bandy, 13-letniego Ciecia jak dostać się z powrotem na busa do Aleppo. To, jak się potem okazało, uratowało nas przed niechybna zagładą w środku pustkowia.

Cudowne Dead Cities
 
 Serjilla

     Tak więc tuż po porażce z Kiciarzem i nieudanym hitch hike'u dojeżdża nas tajemniczy Człowiek Mucho Wiatr. Próbuje milczeniem porozumieć się z nami. Chyba bardzo się przejął swoją misją, zaplanowaną przez Herszta, gdyż tuż po dobiciu targu (2$ za podrzucenie na do Allepo-bus) i otrzymaniu pieniędzy, kurczowo zacisnął ręce na kierownicy Petry wraz z tymi bucks'ami i ruszył na złamanie karku przed siebie. Siedząc w trójkę na tym motorku o pojemności dobrej M-Zety z przerażeniem śledziliśmy rozwój wydarzeń. 40....zjeżdżamy ze wzniesienia na luzie... 60,70,80 km/h. Nagle, nie wiadomo skąd, dołącza się Herszt 13-letni Cinkciarz z kolega w klapkach (temp ok. 5C). Przekrzykując się po arabsku, wychwytuję słowo RACE. By ich szlag.... Pędzimy 100,110,120 po krętym i trudnym OS-ie. Łeb w łeb. Gaz do dechy. Już nie próbuje przekrzyczeć skowytu wykręconego na maksa silnika Petry. Wiatr próbuje wyszarpać arafatkę obwiniętą wokół szyi jak boa panien z Moulin Rouge. Wdzięczni Allachowi dojeżdżamy do Al Ma'ary. Jacek drżącymi z emocji palcami naciska spust aparatu. Jest fotka z Człowiekiem Muchą.

Marcin i Człowiek Mucha. Już po akcji. 

     Potem to już "bułka z masłem". Idąc głównym deptakiem Al Ma'ary i dzierżąc w dłoni ciepłe podpłomyki prosto z kamiennego pieca, zostajemy przechwyceni przez mafię lokalnego PKS'u. Kupujemy w ich melinie bilety do Aleppo po 25 funtow (1,60 zł, 80 km). Są bardzo gościnni. Zapraszają do zadymionego i gwarnego pomieszczenia, gdzie miejscowi mężczyźni proponują nam turkish coffee i tytoń. Autobus jest zaskakująco punktualny. Kierowca kluczy po okolicy, co nas trochę irytuje i niepokoi. Okazuje się, że musi nabrać trochę Diesl'a po 7 funtow syryjskich/litr - taniocha. Po drodze kierowca zamienia się z pasażerem, który miał ochotę przejechać się autobusem - no i się przejechał, ale nie daleko, co za dżezy!! 1,5h w podróży. Padamy ze zmęczenia. Dojeżdżamy do Aleppo i próbujemy zlokalizować się. Jesteśmy na Pullman. Bus Station.

Marcin Mika (M&M) (WYJAZD SPONSOROWANY PRZEZ FIRMĘ OPEL)

  Pullman Bus Station w Aleppo

DEAD CITIES - godna uwagi atrakcja okolic Aleppo. Tworzą ją liczne wymarłe miasta (ghost towns): Jerada, Ruweiha, Bauda, Serjilla, Al-Bara, rozproszone na obszarze rozciągającym się na wschód od rzeki Orontes, wzdłuż autostrady Aleppo-Hama. Pozostałości te, od pojedynczych łuków i kolumn podpierających resztki dachów, przez wioski z domami, kościołami, a kończąc na winnicach, datuje się na okres bizantyjskiego chrześcijaństwa (4th/5th cent AD). Tajemnicą pozostaje przyczyna opuszczenia tych miast przez ówczesnych mieszkańców. Istnieje przypuszczenie, że powodem były zmiany szlaków handlowych, a co za tym idzie migracja ludności. Eksplorując Serjillę - osadę dawnej świetności, opuszczoną ponad 15 wieków temu, ciężko jest oprzeć się wrażeniu, że po zapadnięciu zmroku miasto to "odżyje". Doskonale zachowane fasady domów z wyraźnymi rzeźbieniami we framugach drzwi i okien, gęsta zabudowa, brak dzikich chaszczy, porastających okolice i odosobnienie, a do tego dość dziwne powietrze, w którym zdaje się czuć "ludzką obecność", nadają tym miejscom niepowtarzalny klimat.

Cudowne Dead Cities ;)

» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» No Comments
There are no comments up to now.
 
< Prev


TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2022 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.