Aktualności arrow Wyprawy arrow Maroko arrow cz. III - Merzouga, Erg, Ziz (26.V.2007)
cz. III - Merzouga, Erg, Ziz (26.V.2007) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Thursday, 19 June 2008

    Dobra, wstalismy rano w tej calej Merzouga, w pensjonacie razem z nami 7 osob, wszystkie narodowosci... polskiej. Zdawkowa wymiana uprzejmosci, dobre rady zawsze w cenie, nie jedźcie drogą S-17, bo tam stoją, co polecacie, zajebiście, że się spotkaliśmy, itp., itd. Pan Saharyjczyk chciał nam wcisnąć jeszcze jakąś wycieczkę na wielbłądach na pustynię, 30 euro od głowy, z nocą spędzoną pod gwiazdami, ale ja mam chorobę wielbłądzią i z reguły dziękuję za takie atrakcje. Zresztą - Polska wycieczka musi zrobić z reguły wszystko po kosztach - decydujemy więc, że wielbłądami zostają MArcin i Łukasz i sami ruszamy z butelką wody w pustynię. Naszym celem była wydma na horyzoncie - szybko okazało się, że spacer po prawdziwej pustyni - choćby miała 30 na 8 km jak nasz Erg - to nie żarty. Idziemy idziemy, pokonujemy kolejne wydmy, ale w ogóle się nie zbliżamy do celu. Po godzinie odwrót, woda się kończy, wracamy do wsi, a tam kwintesencja marokańskiego naciągactwa: 2 sklepy, tuż obok siebie, w promieniu wielu kilometrów żywej duszy, a pod jednym z nich chłopiec nawołujący do zakupów właśnie u niego. No nic, ruszyliśmy dalej, choć była dopiero 13ta i prawie 40 stopni w powietrzu - w końcu pustynia.

 

Nie ma wody na pustyni
 

 

     Jako że Palio był wypożyczony na 3 dni, przez dolinę rzeki Ziz ruszyliśmy do Marrakeszu, robiąc pętlę wokół Atlasu Średniego. Dolina Ziz to miejsce urocze, wokół skały, pustynia, brak życia, a w pasie 100 metrów od rzeki palmy, bujna roślinność i naturalne baseny, zasilane wodą ze źródeł. Na jednym z nich my, chmara Marokańczyków i jedna europejska dziewczyna w kąpielowym stroju - obiekt spojrzeń całego marokańskiego towarzystwa (my skupiliśmy się na pływaniu, mamy przesyt takich atrakcji). Na koniec dojeżdża nas handlarz dywanów i innych skarbów Maroka, proponując nam niezobowiązująca herbatę, "only for pipel from Bulanda". Niezobowiązująca herbata to ściema, wprawdzie była bardzo smaczna i ożeźwiająca, ale zaraz zaczęły wyjeżdżać dywany. Przeróżne modele - latające, kilimy, magiczne, podkominkowe, berberyjskie, nomadyjskie. Ceny oczywiście z kosmosu, ale w końcu Marcin skusił się na mały czerowny dywanik - za bodajże 20 euro plus moje dziurawe skarpetki, które spodobały się handlarzowi! Marokańczycy lubią transakcje wiązane, częśc zapłaty w gotówce, a część w towarze. W ten sposób Młody stał się właścicielem pancza i sombrera, które można zobaczyć w galerii - kosztem zakupu była stara koszulka, z którą emocjonalnie jak sam przyznał był bardzo związany - zapoznał w niej wiele interesujących kobiet w różnych miejscach świata. Jak zwykle handlarze mieli największy problem ze mną - na pytania czy kupię dywany, odpowiadałem, że nie mam domu, więc po co mi dywan. Na zachęty kupna czegoś dla moich kobiet odpowiadałem, że kobiety same wiedzą najlepiej co im potrzeba (co jednakowóż nie jest zawsze prawdą).

 

Peugeot 206 w akcji
 

 

    Na zachęty kupna oryginalnego berberyjskiego sztyletu czy zapalniczki reagowałem, że oskarże go o zachęte do zbrodni. W końcu zrezygnowali. Pożegnawszy się, ruszyliśmy w dalszą drogę, Marcin i Łukasz zastanawiając się po co im to, co kupili na przemian zachwycająć się okazją, z której skorzystali i przeklinając własną naiwność :). Naszym kolejnym celem były wodospady Cascade d'Ozzout, a po drodze do niej minęliśmy dla uwiarygodnienia naszej relacji Rachidie, Midalt i Beni Melal, w której to miejscowości zatrzymaliśmy się na nocleg w hotelu wyszczególnionym w Pascalu - w samym centrum za 25 DRH, niecałe 2,5 euro, najtańszym podczas naszej wędrówki. Co można powiedzieć o drodze w tamtym rejonie Maroka. Na przemian góry, serpentyny, handlarze kamieni, miasta z tadżinami, rzeki i inne głupoty. I co ciekawe, kolejne spotkania z miejscową milicją, która stoi na każdym większym skrzyżowaniu w Maroko. I zawsze w dwóćh wersjach: albo piechotą, albo Jeepem Wranglerem. My byliśmy kontrolowania 4 albo 5 razy, w przeciągu niecałych 3 dni!

 

 

Marcin i jego przyjaciel z gimnazjum

 

 

» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» No Comments
There are no comments up to now.
 
< Prev   Next >

Gościmy

We have 2 guests online

Szukaj

Kantor Bitcoin



TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2022 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.