Aktualności arrow Wyprawy arrow Malta arrow Malta - podsumowanie wstępu (1.II.2010)
Malta - podsumowanie wstępu (1.II.2010) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Monday, 01 February 2010
   Na początek apel Surówy do ojców: "Nie posyłajcie swoich córek na kursy językowe na Maltę, dziękuję!"    
 
   W sobotę wstać trzeba było wcześnie, aby zrealizować plan wypożyczenia pojazdu. Można to było zrobić dzień wcześniej, ale wszystko na Malcie zamykane jest zaskakująco zawczasu, podejrzewam, że tam się za bardzo nie przemęczają w robocie. Nie było zdrowia i woli chodzenia po mieście, więc ze swojego 3-gwiazdkowego apartamentu zadzwoniłem na recepcję, aby dostarczyła paniczom samochód, zrobiłem to świeżo obudzony, prosto spod kołdry. To miłe poczuć się jak Colin Farrel, choć obok nie było Alicji.
 

     Za godzinę przyjechał, Kia Shuma, nie Colin, za 32 euro wzięliśmy go w całodzienne posiadanie, stałem się szczęśliwym kierowcą w tym lewostronnym kraju, jako doświadczony rondami i skrzyżowaniami już z pobytów w Australii, Wielkiej Brytanii i Nowej Zelandii. Zanotowawszy tylko kilka drogowych ekscesów, dotarliśmy na czas do Hypogeum, ni to podziemnego sanktuarium, ni to nekropolii, w każdym razie rząd Malty dmucha na to i chucha, wpuszcza się na godzinę 10 turystów, czyli codziennie tylko 80. Zapisy i kupno biletów znacznie wcześniej przez sieć. Jest to rzecz wielka, na skalę światową, nazwijmy, że nawet monumentalna, ale my nie specjalnie lubimy klimaty neolityczne, tak więc najbardziej zachwyceni byliśmy żartem pana z obsługi, który śmiertelnie poważnie stwierdził, że mamy rezerwację na dzień następny, padł wtedy blady strach na nas, padł. Standardowo, jak zawsze przy wstępach do wielkich i drogich budowli, znalazło się wśród nas 2 studentów na biletach zniżkowych (ja i Haju), którzy na kartę Euro26 weszli o 5 euro taniej (poprzednio taką taktykę zastosowaliśmy w Machu Picchu).
 
Symbol Malty

     Potem koneserzy kolejnych budowli neolitycznych zaliczyli Tarxien Temples, parę kroków od Hypogeum (na tej wyspie można obejśc wszystko spacerem) i ruszyliśmy do Marsaxlokk. Choćby nie wiem jak opóźniać przejazd przez wyspę, zawsze jedziesz nie dłużej niż 10-15 minut, trafiliśmy więc do tej pięknej zatoki, gdzie miejscowi zajmują się przez połowę dnia połowami, a przez drugą połowę rozplątywaniem sieci, tu ciekawostka, na Malcie tylko 30% ryb na stołach jest świeżych, reszta to mrożonki importowane. Pięknie tam jest jak okiem sięgnąć,  szkoda tylko, że w tle widać zabudowanie portu kontenerowego, ale nie będziemy tego pokazywali, bo tak uzgodniliśmy to z premierem Malty, nie chcąc zachwiać wpływami z turystyki, zdając sobie sprawę jak popularna i wpływowa jest już na świecie globtroteria.pl (wejścia z Argentyny nie są wyjątkiem).
 
Marsaxlokk

Łódź

      Następnie mija się Tal Far, miejsce, gdzie siedzi kilkanaście tysięcy Afrykańczyków, którzy próbują przepłynąć do Europy na byle czym i których przechwytuje maltańska marynarka wojenna, jeśli taka formacja w ogóle istnieje. Problem nielegalnych uchodźców szerzej opisano w tym artykule, więc nie będę robił dziennikarzom Wyborczej konkurencji. W każdym razie Murzyni siedzą sobie przy drodze, pilnują każdego znaku i krzaku, a Maltańczycy podjeżdzają i zatrudniają ich do jakiejś roboty za parę euro i miskę strawy.
 
Banda i Wanda

     Mija 15 minut i jesteś w Blue Grotto, ale Blue Grotto była zamknięta na 4 spusty, bo to poza sezonem. Rzućmy więc okiem jak prezentuje się maltańskie wybrzeże, jest klifowe, skaliste, z bardzo trudnym dostępem do morza, piaszczystych plaż jest kilka, ponoć totalnie obleganych w sezonie, śledź na śledziu siedzi, konserwatywne i skromne stroje wskazane, bo przecież na wyspie jest 365 kościołów, a to zobowiązuje, żeby z gołym tyłkiem nie latać ;)!
 
okolice Blue Grotto
 
Azure Window
 
Malta

     Każdy szanujący się turysta zjeżdża potem do Mdiny, let say części Rabatu, to pierwsza stolica Malty, pięknie utrzymana starówka za pieniadze tym razem Norwegii, Lichtenstainu, no i Islandii, kiedy jeszcze je miała. Tam dokonaliśmy ostatecznego podsumowania kuchni maltańskiej, przereklamowanego królika warto spróbować, ale najbezpieczniej i najlepiej skupić się elementach, które pochodzą z kuchni włoskiej, tak po prawdzie najlepiej by było jakby całą tą Maltę ktoś zaanektował, najlepiej Włosi, przecież to kabaret, żeby utrzymywać takie marionetkowe państwo. 450 tys. mieszkańców, wielkość Krakowa, objechaliśmy całą wyspę w kilka godzin, robiąc 100 -150 km i zaglądając w każdą możliwą dziurę.
 
Malta

     Na koniec Gnejna Bay i jedna z niewielu piaszczystych plaż na wyspie, określana mianem dziewiczej. Obok śmigają kitsurferki, ale czy dziewice? Nie wiadomo. W każdym razie pokręciwszy się jeszcze po wsiach, kościołach i plażach, na wczesny wieczór byliśmy z powrotem w Sliemie, przygotowując się mentalnie na dalszą akcję w Paceville, ale to już temat na inne opowiadanie. Na Paceville zaprosił nas niejaki Młody, nasz rodak emigrant, któremu dobrze się pracuje na Malcie w internetowym przemyśle hazardowym, przemyśle wykurzonym z Wielkiej Brytanii też pewnie przez aferę z miejscowym "Chlebkiem" i "Drzewkiem", Mr Tree and Mr Bread, ale w tym wszystkim dobrobycie, słońcu i świętym spokoju przebijał od Młodego wzrok prawie błagalny - "Panowie, węźcie mnie z tego kraju, proszę..."
 
Malta

      Sumiennie obiecując, że o nim nie zapomnimy, udaliśmy się w niedzielę do La Valetty (prom za poł Euro, ogólnie na Malcie każdy rodzaj transportu kosztuje 47 eurocentów, oprócz promu na Gozo, który kosztuje 4,65 euro, ale w powrotną drogę jest darmowy), w której przewegetowaliśmy na słońcu do samego wieczora. Wsiadłszy do samolotu w kierunku Sztokholmu, pokonawszy 2500 km stanęliśmy w kraju mroźnym, smutnym, zaśnieżonym i cholernie drogim, zresztą niewiele lepszym niż ten, do którego o 9 rano dzisiaj dotarliśmy, tradycyjnie z elementem polskiego, spracowanego imigranta, kwiatu narodu, który już o 6 rano posilał się na lotnisku miejscowym browarem.
 
Kolejny autobus

    To co z tą Maltą wiązać? Z kawalerami, którzy przenieśli się tutaj z Rodos i w XVI wieku rozwinęli La Valettę i okolice w ten sposób, że tylko Napoleon w podróży do Egiptu zdobył ją na 2 lata, bo akurat była po drodze. Z kierowcami autobusów, którzy są równocześnie ich właścicielami, jeżdża jak chcą i kiedy chcą i czym chcą, z królikiem, za którym nie warto latać. No można zawsze błysnąć na salonach wiedzą, mówiąc, że to tu zakończyła się Zimna Wojna, tu w 1989 Gorbi spotkał się z Georgem Bushem Seniorem, a tam to tamto i tak ciągnąć tanią bajerkę. 

    Dobra, koniec filozofowania, zapraszam na zdjęcia.

» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» 2 Comments
2Comment
at Tuesday, 02 February 2010 23:33by JG
Synowie to co innego. Wiadomo, że są rozsądni i głupstw nie zrobią.
1Comment
at Tuesday, 02 February 2010 22:40by LukPilch
Ale synom się taki wyjazd należy bez dwóch zdań!!!!!!
 
< Prev   Next >


TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2019 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.