Aktualności arrow Wyprawy arrow Nepal arrow Na treku fajnie jest (20.X.2011)
Na treku fajnie jest (20.X.2011) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Thursday, 20 October 2011

   Hallo, hallo, Warszawa, czy nas slyszycie ? Ze studia w Pokhara witaja panstwa Jacek Gabrys i Damian Grela. Pogoda jest dobra, slonce juz nie swieci, bo jest godzina 19, a na zwrotniku, dokad stad niedaleko (do Zwrotnika Raka), ciemno sie robi zawsze miedzy 17.30 i 18.30. Dzis zakonczylismy trek do Annapurna Base Camp. Mial trwac 9 dni i tyle trwal. Wszyscy mieli dojsc i tak sie tez stalo. Dokladny opis trasy dla potomnych z lista tego, co brac, a czego nie, zamieszcze juz po wyjezdzie, a teraz opowiem Wam w skrocie jak to wygladalo.

   Jak sie rzeklo, niespodziewanie w Ghorepani w drugi dzien treku znalezlismy neta. I nastepnego dnia, a byl to dzien trzeci, obudzilismy sie o godz. 4.50. Wyjrzalem przez okno (prawie wszystkie okna w Himalajach maja jakis widok na osmiotysieczniki) i zobaczylem widok jak spod kopalni Ziemowit. Setki czarnych postaci z czolowkami na glowie blyskalo wokolo. Koniec szychty, wszyscy zmierzali w kierunku Poon Hill. Nalozylismy buty, bo na treku zyje sie w trybie sciagnij/ubierz buty do spiwora i ruszylismy w gore. 45 minut, 3200 m, na gorze zainstalowala sie juz budka z goraca herbata i Coca Cola, bo tego nigdy i nigdzie na swiecie nie moze zabraknac. Widok powiedzialbym pierwszorzedny - w promieniach slonca prezentowaly sie po kolei lokalne osmiotysieczniki - Dhaulagiri 8167 m. n.p.m i Annapurna 8091 m. n.p.m oraz oczywiscie kilkanascie siedmio i szescio tysiecznikow, niewartych uwagi, cisze przerywaja przeltaujace nad glowa male samoloty, ktore regularnie spadaja, kilkanascie osob na pokladzie za pol godzinny lot nad Annapurna czy Mount Everest placi ok. 100-120 euro.

   Wracamy do hotelu -  a tam w menu to co zwykle (wszystkie restauracje maja tu wydrukowane te same menu, w tej samej szacie graficznej, z +-10% roznica w wyborze potraw) - omlet, sadzone, pancake, czyli nalesnik, chiapati, czyli indyjski placek czy tibetan bread. Ruszamy do Chomrunga (2150 m), mielismy do przejscia 3000 m roznicy poziomow - 1000 w gore, 1000 w dol i znow 1000 w gore. Dzielnie z Lukaszem trzymalismy sie grupy prowadzacej, ale na ostatnich metrach padlismy - znalezione nas w bramach Chomrunga, lezacych pod murem - to byl zabojczy dzien, bo pamietajcie, ze urzadzalismy sobie w Himalajach wyscigi. Na calym, 9-dniowym treku wyprzedzilo nasza grupe moze 2 lub 3 ludzi, nie liczac nepalskich tragarzy. Wiem, wiem, jak mawial pewien himalaista - "na zawody wybieram stadion, a Himalaje sa dla mnie sanktuarium, gdzie modle sie", ale on juz nie zyje i zginal w tym sanktuarium... przypomnialem sobie, ze byl to rosyjski Himalaista i zginal wlasnie pod Annapurna. W kazdym razie atmosfera rywalizacji byla wyczuwalna.

   W Chomrungu w menu byl stek i hamburger, ktorego pobralismy, ale nie polecamy. Przypominam raz jeszcze o zasadach, jakie rzadza w hotelach na treku - mieszkasz zawsze za jedno euro, ale obligujesz sie do stolowania w lokalnej restauracji - ceny oczywiscie ida mocno w gore wraz z wysokoscia. W kazdym razie wydawalismy srednio od 7 do 17 euro za dzien za osobe (plus sprite, mars w stacjach posrednich). Kilka cenowych rekordow jest bitych - piwo za 3,50 euro, Mars za 1,70 e, ale i tak budzet jest smiesznie niski.

   Po Chomrungu kolejna stacja jest Himalaya (z pamieci jakies 2950 m). Zgodnie z zasada, ze dla aklimatyzacji warto wznosic sie nie wyzej niz 500 m na dzien, my mamy plan na tysiaca. Poczatek jest trudny, 300 m w pionie stromymi schodami w dol. Juz rozpaczamy, ze za kilka dni trzeba bedzie pokonac ta droge pionowo w gore. Na schodach bohaterkism atakiem wslawia sie Jacek Gabrys, ktory pierwszy dociera o 14.10 do Himalaya, odpokutujac to potem przez kilka dni Ten atak mial podwojne znaczenie, bo zarezerwowal bowiem 6 ostatnich miejsc w lokalu. O kolejnych harcownikach opowiemy pozniej.

   Bohaterska czworka lokuje sie w jednym lokalu, Lukasz i Pawel mieszkaja z pania Renata, wspolczujemy takim kobietom, ktore majac 60 lat musz isc same z przewodnikiem w Himalaje, bo nikt inny nie chce ich zabrac, albo zabrac sie z nimi. Ale takie to nasze spoleczenstwo, wola na All Inclusive pojechac :(

  Do  poznej  nocy bawimy sie przednio w naszej swietlicy, a wiecie co to jest pozna noc na szlaku ? To 20.15, bo o tej porze w swietlicy klada sie spac szerpowie i tragarze, ktorzy swoje w ciagu dnia przebiec musza i ktorzy swoje w ciagu dnia zaniesc musza. Holenderki i Kanadyjki niepocieszone tym, ze tak fajnych 6 chlopakow juz dzis nie poderwa ida spac do swoich pokojow, a my i rowniez zasypiamy o 21.30, dokonujac lektury (ja przeczytalem juz na tym wyjezdzie 3 ksiazki...).

   O dniach 5-9 w Himalajach juz jutro, bo wciaz bedziemy stacjonowac w Pokhara.

 

» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» 2 Comments
2Comment
at Sunday, 30 October 2011 15:58by JG
Mamy nepalskie rupie ;) Ale dolary i euro są dobre, z tym, że raczej ich na szlaku nie wymienisz. W mieście jest niewiele drożej - 2 euro nocleg, 2-3 euro śniadanie, 2-3 euro obiad lokalny, 3-4-5 euro zagraniczny. Ale dziewczynki wiadomo mniej zjedzą. W górach to budżet powiedziałbym maksymalny, do tego możńa doliczyć fanty na trasie - Cola to od 2,5 zł do 10 zł. Mars od 2,5 zł do 10 zł :)
1"ms"
at Friday, 21 October 2011 15:08by Janka
Hello! 
Macie Euro a nie Dolary? i napiszcie ile kasy mw wydajecie na dzien? bo to 7-17 eur to w gorach, tak? 
My sie juz pakujemy :D
 
< Prev   Next >

Gościmy

We have 1 guest online

Szukaj

Kantor Bitcoin



TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2020 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.