Aktualności arrow Wyprawy arrow Nepal arrow Trek - zakonczenie (21.X.2011)
Trek - zakonczenie (21.X.2011) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Friday, 21 October 2011

    Mamy 5-ty dzien treku, Lukasz juz dawno w trasie, a my z Marcinem w opustoszalym hotelu mielimy omleta i kupujemy kolejna juz (dziewiecdziesiata?) puszke Sprite. Ruszamy. To sa juz 3 tysiace, sciezka w koncu wyszla z lasu, idziemy zboczami, dolem plynie strumien, spadaja wodospady, a przy sciezkach bawia sie malpy. Nastepny przystanek to juz Machhaphuchhare Base Camp - 3700 m, a sam szczyt to 6993 m n.p.m, oficjalnie nigdy nie zdobyty, bo wladze Nepalu zakazaly wspinaczki (to swieta gora o ksztalcie rybiego ogona), ale ponoc w 1980 roku byl na niej jakis Nowozelandczyk. Obserwujemy to z dolu - wydaje sie byc trudnym do zdobycia szczytem nawet i dla nas. Do MBC docieramy jak zwykle osobno, jak zawsze na szlaku bowiem podrozujemy samotnie, kazdy samodzielnie dzwiga swoj krzyz. Marcinowi, Hajowi i Damianowi znow malo, postanawiaja wyskoczyc jeszcze tego samego dnia do celu dnia kolejnego - pozostala trojka uznaje to za glupi pomysl, w gorach trzeba energie oszczedzac. Jest juz dosc zimno - ladujemy w spiworach i od 14 do 21 wegetujemy, bo i tak wokol jest mgla. Gramy w karty w Dupe Biskupa z przypadkowo napotkanymi kobietami - Pawel i Marcin nawiazuja przyjazn z Kanadyjka lat 45, ktora zostawila swoje maloletnie corki (20 i 18 lat), rozwiodla sie z mezem, sprzedala dom i podrozuje dookola swiata. Mamy zaproszenie do Vancouver dla calej szostki, po tym kiedy Marcin zaaplikowal jej leki ze swojej magicznej przenosnej apteki.

     Nastepuje dzien szosty - normalnie to powinine byc dzien krytyczny, ale dla nas to bulka z maslem - niecale 400 metrow w gore, okolo 1,5 godziny nawet dla maruderow.  Docieram jako ostatni do 4130 m, ale po prawdzie tez wyszedlem z bazy ostatni. Jest 11 rano i lansujemy sie wszycy u celu naszej wyprawy, dalej juz tylko wejscie wspinaczkowe ze specjalnym permitem, kilku z nas probuje szarzowac, ale wyzej niz 4550 m nie da sie wejsc. Annapurna to masyw szczytow, z ktorych 6 ma ponad 7 tys metrow, wszystkie z nich widzimy nad nasza glowa, w tym ten najwyzszy - Annapurna I (8091 m) - zdobyty przez Maurice Herzoga juz w 1950 roku, wiec jestesmy lekko spoznieni. Samo Base Camp to 4 hotele, kopczyki poswiecone zmarlym himalaistom, ktorych zginelo tu sporo (58 zmarlych na 153, ktorzy gore zdobylo). Kukuczka i Hajzer dokonali pierwszego wejscia w sezonie zimowym, a bylo to w 1987 roku (przy okazji - Kukuczka zginal na Lhotse 2 lata pozniej).

   Wszystkim tym uradowani eksplorujemy okolice do godziny 13 tej, bo potem tradycyjnie gory osnuwa mgla i ladujemy w spiworach - noc jest krytyczna, ja spie w polarze i swetrze, Marcin w kurtce puchowej, Lukasza nie widac w ogole - byl on prawdziwym kokonem. Kaszel, sapanie, para z ust - ledwie docieramy do rana, temperature w pokoju szacuje na 4-5 stopni.

     Dzien 7-my - sesje o wschodzie slonca, Marcin z rana wyprawia sie z jakims nepalskim niespelnionym goralem na gran - tam razem slubuja wiernosc Annapurnie, Nepalczyk wciska Marcinowi kilka glodnych kawalkow, ktore Marcin potem przekazuje nam. Nabombiamy salta w dol - Lukasz zle sie czuje, podobnie Pawel, dzielnie zbiegaja do wioski Chomrung, zdecydowanie liderzy tego etapu. Dzien na szlaku to oczywiscie spotkania z tymi samymi ludzmi, wyprzedzania, mijania, w szybszym lub wolniejszym tempie pokonuje sie podobne etapy w te same dni. Tlokow powiedzialbym nie ma, ale powiedzenie, ze jestesmy sami wsrod tych pieknych, himalajaskich gorek - to tez bylaby przesada. Dzien konczymy slynnym podejsciem schodami pionowo w gore w Chomrungu - cale zycie staje mi przed oczami, ale nie tylko mi, po drodze spotykam Marcina i Haja, ktorzy spozywaja browary w hurtowni, w ktorej zaopatruja sie wszyscy lokalni tragarze (1,60 euro kontra 3,50 euro na gorze). Pieknie podsumuwujemy dzien dyskusja polityczna, zwolennicy PO spieraja sie z obozem PiSu, prawdopodobnie sa wsrod nas tez wyborcy Janusza P. - o zgrozo!!!!!

   Dzien 8-my - to urodziny Damiana, na ten czas rano przynosi on doskonale ciastka z miejscowej cukierni, nie obywa sie bez zyczen, gratulacji, akademii ku czci szanownego jubilata.  To juz tylko 2000 m. n.p.m, slonce, nagie torsy, opalanie, zapowiada sie lekki, przyjemny dzien - za godzine bowiem docieramy do goracych zrodel (nie pomne nazwy, ale sa jakies 1 godzine od Chomrunga idac w dol po bardzo stromych schodach). Po drodze znajdujemy pilke, wykonuje kilka kapek w pelnym rynsztunku nad przepascia, ryzykujac wycieczke dzieciakow kilkaset metrow w dol po pilke (w tym kontekscie tragicznie wygladaja w Himalajach mecze pilkarskie - kto wykopie pilke poza linie boiska ten moze wrocic z nia juz kilka godzin po meczu). Zrodla bardzo przyjemne, jakies 35 stopni, tuz obok dla rownowagi strumien - stopni 5. Kapiemy sie tu i tu - oprocz mnie, bo mi sie w strumieniu nie chce ;) Dalsza droga bardzo przyjemna, powiedzialbym wczasy do Tolki (1770 m). Trek w koncu prowadzi po czyms poziomym, mijamy wsi spokojne, wsi wesole, gdzie ludzie pozdrawiaja nas bardzo radosnie, a my ich. Ten etap wygrywa Lukasz bohaterskim atakiem na schodach - o czym miejscowi beda rozprawiac przez dlugie zimowe wieczory. Przypatrujemy sie jak miejscowi miela cos w ryzu, jak dzieci wracaja ze szkoly (a do szkoly czesto idzie sie 2-3 godziny)- it's beautiful - jest pieknie.

    Dzien 9-ty - po kulinarnej uczcie dzien wczesniej  (najlepsze jedzenie na treku, pierwszy lodge w Tolka, wszystkie potrawy przyrzadzane w koncu przez kobiety, na swiezo, w przeciagu miniumum godziny!), kiedy zamowilismy wszystko co mieli w kuchni, czeka nas ostatnie podejscie (cholernie strome schody, na ktorych postanawiamy po raz kolejny urzadzic wyscigi, a z ktorych powinny odebrac nas karetki reanimacji).No i juz spacerek w dol do miejscowosci Phedi - mijamy placowke APAC'u, na ktorej sprawdzaja jeszcze raz nasze permity i wypisuja nas z ksiegi gosci - niestety musielismy przemycic mnie, bo moje permity znalazlem dopiero dzisiaj w hotelu.Czyli stan naszej grupy wyglada nastepujace - 6 weszlo, 5 wyszlo, gdybym wierzyl w to, ze ktos sie tym bedzie przejmowal, to bym sprawe probowal jakos wyjasnic, ale wiem, ze po prostu spisza mnie tam na straty jako kolejna ofiare Annapurny, jak ktos sie kiedys dokopie do ksiag, bo komputera tam nie zauwazylem.

   Dojezdzamy do Pokary (12 euro za 6 osob) i tak konczymy swoj trek, ktory dla wielu moze byc najwiekszym sukcesem ich zycia, ale ja bym tam nie dramatyzowal.

   Ciag dalszym w tym zdjecia nastapi.

» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» 2 Comments
2Comment
at Sunday, 30 October 2011 15:50by JG
Jako rolnicy małorolni głosowaliśmy za KRUSem. Jesteśmy za przeniesieniem wszystkich Polaków do KRUSu, bo to biedny naród.
1Comment
at Sunday, 30 October 2011 15:47by PM
http://poloniaistanbul.wordpress.com/tag /wyniki-wyborow-2011-w-stambule/ 
Piekni e glosowaliscie. Blokiem na PSL.. :) ?
 
< Prev   Next >


TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2020 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.