Aktualności arrow Aktualności arrow Raport olimpijski (12.VIII.2012)
Raport olimpijski (12.VIII.2012) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Sunday, 12 August 2012

  

 

 

Igrzyska Olimpijskie Londyn 2012 na zdjęciach

 

Olimpiada

    Do Londynu Hajec rusza tak, jak Pan Buk przykazał. Jedzie po pracy w czwartek do Balic autobusem 208 (jest godzina 20.00), spakowany do jednej walizki, jak worek ziemniaków pakują go do samolotu Ryanair, gdzie wraz z młodzieżą uciekająca z zielonej wyspy podróż mija mu słuchając reklamy papierosów smokefree. Jak zwykle w przypadku Ryanair jest przed czasem, czego dowodzą charakterystyczne fanfary. Bez cienia ironii powiem, że Ryanair to najbardziej punktualne i solidne linie lotnicze, które latają teraz po Europie. O 23 ląduje w Stansted.

   Gabryś zaszalał - o 13.50 wyszedł z domu, posiedział w loungu, o 16.15 doleciał do Wiednia. O 19 został jednak zawrócony znad Innsbrucka, znad głowy wypadły mu maski tlenowe - a przecież leci najnowocześniejszą linią, gdzie bilety rzadko schodzą poniżej 1000 złotych.  Wraca do Wiednia, o 22 dowiaduje się, że już nie poleci. Autobusem transportują go do hotelu, który przypomina kolorami dom publiczny, o 5 rano odbiera go bus. I w końcu o 10.30 rano dolatuje do Londynu. 20 godzin w podróży, nowe znajomości, przygody.

    Ryanair czy Austrian - wybór należy do Ciebie.

   Londyn wita standardowo - oddajmy głos Hajowi i jego smsowi - "Zimno, włosi w puchówkach, lotnisko full, zalecam paszport czipowy, omija się tłok do odprawy imigracyjnej. Do EasyBus (10 funtów) pakuje mnie pan Marek, proponując od razu muzykę na full, co jest nielegalne ("nie mówcie ku..a mojemu bossowi!"). Pomagam organizacyjnie, w nagrodę Pan Marek bierze mnie 2 kursy wcześniej, finalnie trafiam do przytułku."

   Zajmujemy miejsce w 5* Park Plaza on the River Bank. Hotel odpowiada naszym wymaganiom, nie zgłaszamy specjalnych uwag, 60m2 apartamentu nas zadowala. Przez okno widać Big Bena.

   Kilka uwag przed kolejnym olimpiadami:

- szukanie biletów rozpoczynamy rok wcześniej - wtedy bilety wędrują do krajowych komitetów olimpijskich, które rozprowadzają je przez skorumpowane biura turystyczne;
- bilet lotniczy kupujemy pół roku wcześniej - wtedy mamy szansę na jakąś okazję, szczególnie jak na egzotyczne kierunki jak Soczi czy Rio;
- dostępne w Internecie bilety kupujemy jak leci - nieważne czy jest to mecz przeciągania liny San Marino - Wyspy Togo, czy 100 m i Usan Bolt - i tak jesteśmy w stanie je sprzedać, cały czas pracuje program "Resale". Zapotrzebowanie na bilety było tak duże, że pod stadionem nie było koników. Nie mieli czego sprzedawać!

   Wszystkie te powyższe informacje mogą okazać się science fiction - w 2014 igrzyska zawitają do Soczi, a Rosja to kraj cudów i dziwów. Byłem jak ta panna na wydaniu. Wybrzydzałem i w końcu nie wszedłem do Parku Olimpijskiego. A trzeba było brać 2 miesiące temu bilety na piłkę wodną kobiet, czy 1/16 piłki ręcznej, bo na pływanie i lekką biletów nigdy nie było! Nie było poniżej 400 funtów... Czekałem na gwiazdy, a nie starczyło nawet dla mnie skromnych dziewcząt z Toga.

   W pierwszy dzień wizytujemy okolice Stadionu Olimpijskiego - próbujemy sforsować zasieki, robimy kółeczko wokół obiektów, ale o wejściu nie ma co marzyć. Chwila zawahania i podbiegają z sercem na ręku wolontariusze - "w czymś pomóc, coś pan zgubił?" - oddalamy się jak niepyszni w kierunku wioski, w której jest całodobowy monopol i McDonald, i w której odbywają się najlepsze imprezy w tym roku w Londynie. Poziom zabezpieczeń oceniam na 9,99999 / 10 - jedną stutysięczną zostawiam dla Pilcha, który może znalazł by dziurę w systemie.

   Spotykamy Tomasza Zimocha, z którym razem przeprowadzamy transmisję do studia w Warszawie...

   Wieczorem Szermierka i Boks w Earls Court - na szermierkę trzeba mieć szybkie oko, a w boksie i tak o wyniku zadecydują niezrozumiałe decyzje sędziów.
 
Szermierka

  Powrót do domu całkowicie bezproblemowy, na każdym rogu w Londynie stoją wolontariusze (15-90 lat), odnosi się wrażenie że proporcja jest 1:1 (na jednego kibica jeden wolontariusz).

   Sobotę zaczynamy od triathlonu - 1,5 km pływania w Hyde Parku (zaspaliśmy), 40 km na rowerze (wokół pałacu królowej) i 10 km biegu (po parku). Słynną końcówkę, gdzie o wyniku zadecydowała fotokomórka, musieliśmy odpuścić, bo otrzymaliśmy informację, że Anna Kiełbasińska (4x100 m, 200 m) prosi nas do wioski, ale okazał się to fałszywy alarm.

   Szybki transport do Earls Court i manto spuszczone Anglikom. Polska 3, oni zero. Miłe złego początki w hali zbudowanej w 1937 roku. Atmosfera raczej senna, choć trzeba przyznać, że już 2 godziny przed każdym eventem wodzireje zabawiają gawiedź, są stanowiska, przy których można pograć w siatkę (jeśli akurat jesteśmy na siatce), czy stoczyć bój szermierczy jeśli odwiedzamy właśnie szermierkę... logiczne, prawda ?
 
POlska - GB
   Mecz się kończy i już wiemy co dalej, przed nami na stację wchodzi grupa kibiców w sombrerach - oni też jadą na Wembley, gdzie wspólnie oglądamy jak Meksyk pokonuje Senegal 4:2 - wystawiam stadionowi najwyższe noty, bez problemów pomagamy umieścić na stacji Wembley Park 80 000 kibiców do metra.
 
Wembley

   Na koniec dnia chód na 20 km mężczyzn - zaliczany przez nas do sportów debilnych, więc nie będziemy się rozpisywać. Pod Królową oczywiście.

   Londyn nie specjalnie zatłoczony, rezygnujemy z wieczornego zwiedzania, które na pewno przerodziło by się w nocne, nie daj Boże poranne, a my rano mamy zobowiązania - o 11 startuje maraton kobiet! Pierwszą połowę oglądamy w telewizji, drugą na trasie, ciężko dopchać się do pierwszego rzędu, gdzie dzielne kobiety pokonują kolejne kilometry. Kibicujemy Polce ("daawaj, Polka, daaawaj" - mamy wątpliwości jak ma na imię), ale zajmuje coś koło zaszczytnego punktowanego miejsca 20tego.

   Jeszcze zapasy i Andrzej Wroński, medalista z Atlanty i Seulu, podejrzewany o związki z Pershingiem, bardzo miły chłopak, porozmawialiśmy o aktualnej sytuacji w polskich zapasach i środowiskach Pruszkowa i Wołomina. I możemy wracać do kraju.
 
Big Ben

   Noc zapadła nad Londynem, kiedy szofer metra dotknął mego ramienia, mówiąc - "Panie Polak, proszę się obudzić, jesteśmy na Heathrow". Była 1.30, a samolot odlatywał o 6.40. Noclegi na lotniskowej podłodze to nieodłączny element każdej niskobudżetowej produkcji, pardon, wyprawy.

   Poniesione koszty 4-dniowego wyjazdu na igrzyska w Londynie:

   575 złotych - bilety wstępu
  
   350 złotych - coś na ciepło, owocki, kolka

   Za wszystko zapłacone kartą Visa i absolutnie były to pieniądze zainwestowane lepiej niż w "Amber Gold".
» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» No Comments
There are no comments up to now.
 
< Prev   Next >

Gościmy

We have 3 guests online

Szukaj

Kantor Bitcoin



TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2018 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.