Aktualności arrow Wyprawy arrow Indonezja arrow Żegnamy Bali (21.II.2013)
Żegnamy Bali (21.II.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Wednesday, 20 February 2013

 

18.02
Bali - Świątynia Śmierci i Wodospady Sekumpul
 
   Kolejny dzień rozpoczęliśmy od przeglądania rankingu "Nąjpiekniejsze plaże świata". Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu nie znalazła się tam plaża z Helu, ale trzecie miejsce w Indonezji zgarnęła plaza w miejscowości Amed, zaledwie 70 kilometrów na wschód od miejsca, w którym się znajdowaliśmy. Takiej szansy nie mogliśmy zmarnować! Wreszcie zostaniemy oczarowani przez urok balijskich plaż, tak, że już nigdy nie będziemy chcieli stamtąd wyjechać! Oczekiwania wybudowaliśmy naprawdę wysokie, więc, żeby nieco ostudzić emocje postanowiliśmy po drodze zachaczyc o Świątynie Śmierci oraz wodospady Sekumpul. Świątynia jak świątynia, najbardziej charakterstyczna dla niej rzeczą jest to, że przedstawia freski z bitwy pomiędzy Holendrami i Balijczykami, a także chwile z życia podczas okupacji (np. Holender na rowerze bujający się po balijskich rewirach). Najciekawszym elementem światyni był jednk jej zarządca-przewodnik. Jako że byliśmy jedynymi turystami na miejscu, poświęcił nam się bez reszty. Bardzo żywiołowo opowiedzial nam historię świątyni, a na koniec wykonał Bali dance i nawet zaśpiewał piosenkę :)
   Kolejnym punktem na naszej trasie były wodospady Sekumpul. Jak dojechaliśmy na miejsce zaczynało już lekko mżyc i właściciel restauracji, przy której zaparkowalismy samochód proponował nam pożyczenie parasola, jednak my stwierdziliśmy, ze to nie jest fizycznie możliwe, żeby cały czas tak mocno padało, więc poszliśmy na żywioł. W ciągu kolejnych pięciu minut rzeczywistość zweryfikowała nasze wyobrażenia o pogodzie w Indonezji i musieliśmy wrócić po parasol. Zresztą tak naprawdę nie wiem, czy to cokolwiek dało, bo miałam wrażenie, że deszcz pada ze wszystkich stron, nawet od dołu :) Kiedy dotarliśmy do wodospadów, mieliśmy już chyba wszystko przemoczone i stwierdziliśmy, że więcej wody leje się aktualnie z nieba niż z samego wodospadu.. Nigdy wiecej Indonezji w porze deszczowej!!

Bali - Amed
 
   Mocno ostudzeni ruszamy do trzeciej najpiękniejszej plaży Indonezji!! Droga ciągnęła się niesamowicie. Warto dodać, ze w Indonezji nie obowiązują prawie żadne zasady ruchu drogowego. Oficjalnie panuje ruch lewostronny, ale w praktyce każdy jeździ, w którą stronę mu się podoba. Dodatkowo, kto większy, ten zajmuje wiecej drogi i nic go nie obchodzi, że się nie zmieścisz i wypadniesz na pobocze... Jednak moim zdaniem najgorsze są motory, których jest tu po prostu tryliardylion!! Zmieniają pasy jak im się podoba, włączają się do ruchu bez patrzenia co się dzieje za nimi, pojawiają się z nikąd, po prostu jedna wielka samowolka! Ciekawe, ile ludzi ginie tu dziennie na motorach. Tak jest pewnie w całej Azji, ale jakoś nigdy nie zwróciliśmy na to uwagi, bo nie jeździliśmy swoim samochodem...

   Ąnyway.. W końcu późnym popołudniem udało nam się dotrzeć do Ameda. Cóż.. Miejsce bardzo urokliwe, plaża ładna, przede wszystkim czysta! Ale niestety jakiegoś spektakularnego szału nie było. Może to kwestia pogody i tego, że cały czas nie ma słońca? Udało nam się znaleźć całkiem fajne bungalowy przy samej plaży. Jest low season (ciekawe dlaczego? :P), turystów brak, więc można wytargiwać całkiem fajne ceny za nocleg i jedzenie.
   Wieczorem załapaliśmy się na koncert lokalnej kapeli (zastanawiamy się, czy ich nie wynająć na wesele) oraz balinese dance w wykonaniu pięknej dziewki z płaskostopiem (to jest chyba jakaś cecha genetyczna tej nacji, patrzysz na twarz i się zakochujesz, a potem okazuje się, ze laska nosi szersze buty niż Ty).

   Marcin zaprzyjaźnił się z grupką Niemców, z ktorymi obalił hektolitry lokalnego browara, więc pogoda i czarny piasek totalnie przestały mu przeszkadzać :) Tymczasem ja uważam, że miejscówka, mimo pogody, jest całkiem fajna i jeśli ktoś nie lubi zawalonych turystami resortów, to gorąco polecam! :)

19.02
Bali - Padangbai
 
   To był ostatni dzień z naszym krążownikiem szos :( O 13:00 byliśmy umówieni na zwrot auta w Padangbai. Przedpołudnie postanowiliśmy wykorzystać na chillout na trzeciej najpiękniejszej plaży Indonezji i do tego wsunęliśmy jedne z lepszych Tuna sandwich z sokiem arbuzowym. Początek dnia na pewno można zaliczyć do udanych ;)

   Mimo że przed wyjazdem nasłuchałam się historii, że jeśli ktoś był raz w Tajlandii, to już nic mu nigdzie nie będzie smakowało, to muszę przyznać, ze kuchnia indonezyjska do tej pory mnie nie zawiodła. Większość dań jest bardzo prosta: makaron/ryż z warzywami, ze śladowymi ilościami mięsa, którego poszukiwanie w talerzu może okazać się fantastyczną zabawą dla całej rodziny :) Zaskoczyło nas też to, że w niektórych knajpach nad morzem nie ma ryb (sic!). "Capitan had bad luck today, sir". Niemniej jednak i tak uważam, ze smaki wszystkich potraw są tu niepowtarzalne i za każdym razem jestem zadowolona z tego co zamówiłam. Wszystko swieże i naprawdę dobre!

   Padangbai - w zasadzie to miał być tylko nasz punkt przesiadkowy w drodze na wyspę Lombok (w poszukiwaniu słońca, postanowiliśmy zmienić nieco naszą pozycjć geograficzną, zeby dopomóc szczęściu :) ). Jak tylko oddaliśmy samochód, niczym szarańcza otoczyli nas travel-guide-wannabe, wykrzykujacy swoje nieśmiertelne "Best price for you my friend". Ostatecznie udało nam się stargowac cenę za dojazd do Senggigi z 150.000 rupi do 100.000 rupi. Nie byliśmy do końca zadowoleni z "oferty życia", więc postanowiliśmy poszukać oficjalnego biura sprzedaży. Odchodząc słyszeliśmy za plecami teksty typu "nigdzie nie znajdziecie tak dobrej oferty", "łamiecie moje serce..." etc ;) Ostatecznie oczywiście okazało się, że bilet na prom kosztował 36.000 rupi :)

   W ciągu 5 godzin na promie udało nam się oglądnąć dwa indonezyjskie thrillery (w tym nawet jeden o zabarwieniu mocno erotycznym!) oraz nawiązać przyjaźń życia ze studentem jakiegoś dziwnego humanistycznego kierunku, którego nazwy nie mogę sobie przypomnieć oraz producentem mebli i jego dziewczyną niemową. Cała trójka zaoferowała się podwieźć nas do Senggigil, bo i tak zmierzali w tamtym kierunku. Dużo ciekawych rzeczy można się dowiedzieć od ludzi spotkanych zupełnie przypadkiem na trasie:
1) Indonezyjczycy kochają gadżety, a najbardziej Blackberry
2) Uważaja, ze najpiękniejsza wyspa to Papua, ale oczywiście nigdy tam nie byli, bo daleko
3) Nie robią domówek (tu im się nie dziwię, pewnie im się nie chce sprzątać po fakcie), wolą wyjść na miasto...

  Teraz siedzimy sobie na werandzie naszego turbo wypasionego apartamentu z widokiem na scianę, a Marcin intensywnie szuka w Internecie jakiegoś suchego miejsca, do którego moglibyśmy pojechać. Jakieś propozycje? :)

 

» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» No Comments
There are no comments up to now.
 
< Prev   Next >

Gościmy

We have 1 guest online

Szukaj

Kantor Bitcoin



TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2022 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.