Aktualności arrow Wyprawy arrow Indonezja arrow TOP 5 i BOTTOM 5 - Indonezja (27.II.2013)
TOP 5 i BOTTOM 5 - Indonezja (27.II.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Wednesday, 27 February 2013

1) Nigdy nie otwieraj klapy luku bagażowego w autobusie podczas nocnego postoju. Możesz się głęboko rozczarować, kiedy zamiast swojego ukochanego plecaka z ciepłym śpiworkiem, który wlasnie chciałeś wyciągnąć, zaleje Cię morze karaluchów eksplorujących wszelkie zakamarki bagaży. Spokojnie, nie ma co się spieszyć, karaluchy będziesz jeszcze wyciągać z rożnych kieszeni plecaka przez kolejne 2 tygodnie :)

  

2) Zamarzyło mi się kupić piękną lokalną sukienkę w kwiaty, żeby móc się odrobinę wylaszczyć w tym kraju trzeciego świata (w końcu Marcin zaprosił mnie na kolację przy mobilnej budce ze smażonym ryżem :) ). Wchodzę do sklepu, znajduję odpowiednią zdobycz i oddalam się powolnym krokiem w celu znalezienia przymierzalni. W sumie bez większego zdziwienia stwierdzam, że jako takiej przymierzalni nie ma, ale jako że na trasie przebierałam się już w rożnych miejscach, nie straszne wydaje mi się zaplecze ze zgniłymi bananami i zardzewiałym motorowerem. Nagle podbiega do mnie rozgozgorączkowany właściciel sklepu, energicznie machając rękami i wykrzykuje "No changing! No changing!!". Myślę sobie: "Mily gość, na pewno nie chce, żebym przebierała się w tak obskórnym miejscu, zaraz pewnie wskaże mi przymierzalnię" :) Pytam zatem gdzie przymierzalnia. Nie ma przymierzalni! Pytam jak w takim razie mam sprawdzić, czy sukienka jest dobra. A gość mi na to funduje rozbrajający tekst "Kupujesz, albo wychodzisz. Nie ma przymierzania!" No cóż. Indonezja to bogaty kraj, ludzie tu nie muszą wypruwać sobie żył, harując po 12 godzin dziennie. Wcale też nie muszą zaprzątać sobie głowy niezdecydowanymi klientami ;)
 
 Ania nabrala orientalnych rysów twarzy
 
3) Spędź ponad 24 godziny w autobusie na mega wyboistej drodze, słuchając całą noc uroczej, mega głośnej i piskliwej indonezyjskiej muzyki. Będąc już prawie u końca podróży dowiedz się, że promy na twoja wymarzona wyspę nie kursują od tygodnia i nie bedą kursowały przez kolejne 4 dni (o czym wszyscy wiedzą od dawna, ale jakoś zapomnieli wspomnieć wcześniej). Wróć rozklekotanym autobusem, gdzie nawet karzeł nie mieści się ze swoimi krótkimi nóżkami w fotelu, do najbliższej miejscowości i daj się oszukać lokalnemu sprzedawcy biletów lotnicznych :)
 
 Podmęczony przeciwnik
 
4) Zwiedzanie muzeum. W niedzielę większość muzeów jest zamkniętych. W sumie liczyliśmy się z tym, ale nie mając totalnie nic innego do roboty, czekając na samolot w Bimie, wybraliśmy się do lokalnego Pałacu Sułtana. Co prawda nie był on wiele większy od mojego domu, ale skoro piszą o nim w Lonely Planet to trzeba zobaczyć :) Z góry założyliśmy, że nie wejdziemy do środka (bo niedziela), ale chcieliśmy go chociaż zobaczyć z zewnątrz. Nic bardziej mylnego. Nie ma rzeczy niemożliwych w Indonezji :) Zaraz znalazł się lokalny przedsiębiorca, który zaoferował się być naszym przewodnikiem po muzeum :). Na moją drobną sugestię, że chyba muzeum jest zamknięte, odparł tylko "No problem sir (sic!)" i wdrapał się po jakimś haszczu do okna, szybko znikając w czeluściach pałacu. Po chwili otwierał nam główne drzwi od wewnątrz :) Oczywiście nic nie wspomniał o opłacie za wejście (wiedzieliśmy, że wynosi 2000 rupii od osoby), bo w końcu jest naszym "big friend". W Pałacu, jak można się było spodziewać, nie było zadnych rewelacji, poza paroma szmatami, łóżkiem i wiekowym kibelkiem ;). Po wyjściu z Pałacu nasz wielki przyjaciel zarządał od nas po 10000 rupii, czyli jakieś 5 razy więcej niż cena biletu. Po pokazaniu mu cennika na drzwiach zaczął coś marudzić po indonezyjsku (pewnie wspominał o dodatku za pracę na wysokości przy wchodzeniu przez okno). Ostatecznie zadowolił się 4000 rupii, które prawdę mówiąc i tak mu się nie należały ;)
 
Pałac Sułtana 
 
   A więc tak się zarabia pieniądze w Indonezji! Co ciękawe, parę dni później chcieliśmy w innym mieście kupić owoce. Przy straganie nie było nikogo, ale po jakimś czasie zainteresował się nami lokalny parkingowy, który wydawał się być zainteresowany sprzedażą owoców :) Widzę, że w tym kraju wszystko to jedno wielkie dobro wspólne :)

 
   Żeby nie było, ze Indonezja to taki straszny kraj to teraz kilka pozytywów dla równowagi:

1) Ludzie. Ludzie są po prostu fantastyczni! Nie mowię tu o dworcowych cinkciarzach, którzy nas chcą oszukać na każdym kroku, bo tacy trafią się w każdym kraju (choć tu akurat wydaje mi się, że jest ich stosunkowo mało, np. porównując z Meksykiem). Chodzi mi o zwykłych ludzi, których można spotkać na każdym kroku. Po pierwsze, wszyscy się do nas uśmiechają. Dzieciaki na ulicach machają do nas i proszą, żeby sobie z nimi zrobić zdjęcie. A jeśli trafi się ktoś ze średnią znajomością angielśkiego, to można się załapać na całkiem ciekawą konwersację (będąc w Meksyku nauczyłam się, że każda rozmowa ma na celu sprzedanie mi jakiegoś badziewia, ale tutaj ludzie naprawdę chcą tylko porozmawiać, dowiedzieć się, jak jest w Europie, to jest naprawdę bardzo budujące). Naszym number one jest nauczyciel biologii, którego poznaliśmy w Bimie. Zaprosił nas do siebie do domu na kawę i naprawdę dużo opowiedział o prawdziwej nieturystycznej Indonezji. Wiecej szczegółów w relacji Marcina.
 
 Kumple
 
2) Plaże. Fakt faktem pogoda nam się nie udała, więc może przez pryzmat tego trochę gorzej oceniamy lokalne krajobrazy, ale jednak trzeba przyznać, że Indonezja plaże ma przepiękne. Zwłaszcza te na małych wysepkach, do których dociera mniej turystów (np. Gili Meno).
 

3) Jedzenie. Spotkałam się z opinią, że jak ktoś raz był w Tajlandii, to już nigdy mu nic nie będzie nigdzie indziej smakowało :) Osobiście uważam, że kuchnia w Indonezji jest całkiem całkiem. Począwszy od smażonego ryżu lub makaronu z warzywami, który można dostać na ulicy już od 10000 rupii za porcje, aż po rewelacyjne grilowane rybki, ktore można dostać na wyspach (te niestety maja już ceny prawie europejskie :( ). No i na koniec moja ulubiona rzecz, czyli szejki owocowe w nielimitowanych ilościach :) tak jak Marcin kocha swoje Bintangi (lokalne piwko), tak ja mogłabym siedzieć godzinami na plaży i wsuwać gęste swieżo miksowane soki owocowe, czasem z dodatkiem mleka i lodu. Taka przyjemność zaczyna się nawet od 7 000 rupii.
 
Lokalne piwko 
 
4) Małpy. Jeszcze w żadnym innym miejscu nie widziałam,  zeby było ich tak dużo i zeby były tak otwarte na ludzi. Oczywiście ma to swoje słabe strony. Wystarczy chwila nieuwagi, żeby wszystkie nasze gadżety, które mamy gdzieś na wierzchu, powędrowały sobie wysoko na drzewo w małych zwinnych łapkach. Jeśli jednak przygotowujemy się odpowiednio na spotkanie z naszymi dalekimi krewnymi, to może to być całkiem fajne przeżycie. Małpki chętnie podają ręce, skaczą po plecach, ramionach a nawet po głowie. Jedna nawet próbowała mi troche zmodyfikować moją fryzurę ;) w dodatku małpki są strasznie fotogeniczne i chętnie pozują do zdjęć.
 
 
 
5) Jedzenie Bogów. Tak naprawdę nie wiemy jeszcze do końca o co chodzi i musimy jeszcze trochę zgłębić ten temat, ale już nam się podoba :) W buddyjskiej części Indonezji panuje zwyczaj rozkładania malutkich koszyczkow z liści zawierających kwiaty, jedzenie (najczęściej ryż lub jakieś cukierki). Koszyczki sa w najczęściej w kształcie kwiatów i rozkłada się je dosłownie wszędzie, zwłaszcza przed wejściem do domu/sklepu/świątyni, ale też w samochodach i na motorach (pewnie utrzymują się do pierwszego zakrętu ;) ) Podejrzewamy, że mogą to być dary dla bogów, mające zapewnić szczęście i pomyślność. Koszyczki rozkłada się kilka razy dziennie (bo niestety dość szybko są rozdeptywane przez pieszych). Praca troche syzyfowa, ale moim zdaniem ma to swój urok :) Dzięki temu wszystko jest kolorowe i pachnie kwiatami :) Do koszyczków wkłada się też czasem kadzidełka, a raz nawet widzieliśmy całego papierosa :) Nie wiem którego boga to miało przekupić ;) Dodatkowo zaobserwowaliśmy, że niektórzy Indonezyjczycy parę razy na dobę chodzą wokół swojego domostwa i skrapiają jedzenie Bogów płatkami kwiatów nasączonymi wodą. To również rzecz do wyjaśnienia w najbliższym czasie. Jak tylko dowiemy się coś więcej, damy znać ;)
 
Jedzenie Bogów 

 

» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» 1 Comment
1Comment
at Thursday, 28 February 2013 22:33by bs
cudne łapóweczki dla Allacha ???:):)
 
< Prev   Next >


TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2022 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.