Aktualności arrow Wyprawy arrow Indonezja arrow Ale siara (6.III.2013)
Ale siara (6.III.2013) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Tuesday, 05 March 2013

BY ANNA PRAWDZIC SENKOWSKA I MARCIN MIKA 

Jawa - Ijen

   Osobiscie uważam, ze wyprawa do kopalni siarki w Ijen to jeden z lepszych punktów podroży, nie tylko po Indonezji, ale w ogóle w mojej całej karierze podróżniczej! Wyprawa rozpoczyna się u podnóży krateru Ijen. Po około godzinnym treku można dostać się na szczyt krateru, ale nie jest to wcale takie proste, bo po drodze cały czas zatrzymywali nas lokalni pracownicy kopalni i przepiękne widoki na okoliczne szczyty. Nawet pogoda tym razem dopisała!
 
Ijen 

   Pracownicy kopalni to atrakcja sama w sobie. Te przemiłe, małe, niepozorne ludki, są w stanie na swych plecach, w wiklinowych koszykach, przenieść ze szczytu aż 80 kilo siarki!!! Marcin z trudem podniósł ten kosz na chwile do zdjęcia ;) A ja zadowoliłam się podniesieniem jednej małej grudki siarki :) A ci goście zasuwaja z całkiem sporą prędkością z tymi koszami na plecach, dostając za jeden kurs góra-dół około 12 USD!! Najczęściej chodzą tam dwa razy dziennie. Ci starsi mają już konkretnie zdeformowane kości ramion i zgrubiała skórę w miejscu, na którym opiera się kosz. Mimo tego wszystkiego są pełnymi optymizmu ludźmi, którzy cały czas zaczepiali nas po drodze, żeby zagadać, opowiedzieć o swojej pracy. Bardzo chętnie ściągali kosze, żebyśmy mogli sobie z nimi zrobić zdjęcie. I nic nie chcieli nam sprzedać, ani w ogóle nie chcieli od nas żadnych pieniędzy!! Dla mnie to był ogromny szok, po Meksyku i Etiopii, gdzie każdy biały jest chodzącym dolarem, z którego trzeba wycisnąć co się da, zanim odleci do domu.
 
Ijen krater 
 
   Anyway.. Po około półtorej godziny zaczęliśmy się zbliżać do krateru.. W zasadzie szybciej go poczuliśmy niż zobaczyliśmy. Zapach zgniłych jaj niemal zwalił nas z nog. Szybko jednak okazało się, że to pikuś i prawdziwe opary siarki dopiero mają nadejść :) Zejście do krateru jest dość strome i niebezpieczne. Idzie się wąska kamienną scieżką, gdzie każdy kamień jest niepewny. Tu znowu z pomocą przyszli nam górnicy, którzy bardzo chętnie nas poprowadzili, pokazując na których kamieniach stawać. Nawet momentami, gdy droga się wypłaszczała i spokojnie mogliśmy isś sami, stawali się trochę natarczywi. Kiedy im mówiliśmy, że damy sobie radę, nie odstępowali nas na krok :) Ale w końcu chcieli dobrze :)
 
 Siara
 

   Będąc już prawie przy samym kraterze, dojechała nas w końcu prawdziwa chmura siarki. Uczucie, kiedy człowiek znajdzie się w takiej chmurze, jest okropne! Oczy łzawią na potęgę, nic nie widać, nie da się wziąć odddechu, bo drobinki siarki niesamowicie kują przełyk...  No i ten wszechogarniający zapach jaj!!! Nie jestem sobie w stanie wyobrazić jak Ci ludzie sa tu w stanie przychodzić dwa razy dziennie od ostatnich kilkunastu lat... Całe szczęście, ze zmienił się kierunek wiatru i udało nam się zejść do krateru przy w miarę świeżym powietrzu. Na dole widok jest nieziemski!!! Zdecydowanie kopalnia zasługuje na miejsce w mojej liście Top10 najlepszych miejscówek na świecie! Księżycowy krajobraz, żółta ziemia wokoło, pomarańczowa płynna siarka wydobywajaca się z rur, do tego obłoki dymu i przepiękne, zapierajace dech w w piersiach jezioro otoczone ze wszystkich stron górami. Zresztą, co ja będę pisać.. Zobaczycie na zdjęciach, bo tego się po prostu nie da opisać! :)

   Zostaliśmy na dole tak długo, jak tylko pozwoliły nam na to nasze nosy i kierowca, który niestety już o 10 chciał się zawijać w dalsza trasę :( W drodze powrotnej Marcin postanowił zostać świętym Mikołajem i podarował jednemu górnikowi swoją koszulkę termiczną. Chciał mu też oddać buty, ale szybko uświadomił sobie, że w jednym jego bucie mogłoby jednocześnie chodzić trzech Indonezyjczykow :)
 
 
Jawa - Yogyakarta

   Kolejne 18 godzin spędziliśmy w busiku do Yogyakarty. Na miejscu bylismy o 4 nad ranem i w zasadzie jedyne, na co mieliśmy ochotę, to było pójść spać!!! Spaliśmy tak długo, że prawie nam się skończyła doba hotelowa :)

 Yogyakarta

   Na 3 doby daliśmy sobie luz. Blado Losmen w pełni zasługuje na najwyższe oceny z trip advisor'a. Nie spotkaliśmy nic porównywalnego biorąc pod uwagę współczynnik cena-jakość (211tys = 70 pln za dobę). Basen na dziedzińcu, pyszna restauracja, miła obsługa, czyste i stylizowane na kolonialne pokoje dostają od nas najwyższe noty. Jogga to miejsce na balet. Nie tylko w klubie czy przed marketem z piwkiem pod parasolką na wygodnym fotelu surfując po necie, ale też balet balijski, który z baletem, który z Jackiem znamy z przedszkola, nie ma nic wspólnego. To jest po prostu taniec balijski w wydaniu sztuki teatralnej. Odlożyliśmy ten rarytas na kolejny wypad w stylu kapeluch trip za 30 lat i wybraliśmy się wypożyczonym od pewnej staruszki skuterem na zwiedzanie okolicy. 

 

   Jak po zajęciu miejsca za kierownicą lewusa Daihatsu na lotnisku na Bali czułem się jak Szarik z 4-rech pancernych próbujący pomykać Rudym w składzie porcelany, tak skuterek okazał się zastrzykiem adrenaliny. Tym razem my stanowilismy porcelanę, na szczęście Szariki traktują skutery z duża dozą szacunku. Inaczej żniwo z dróg byłoby większe niż w Polszy, Rasyji i Rumunii razem wziętych. Po 15 minutach niewinnie wyprzedzasz na 3-ciego lub z lewej trąbiac mijasz zawalidrogę. Co twardsi zawodnicy lecą na 3-ciego, po czym wymijają samochód z naprzeciwka po poboczu tegoż samochodu. Tego jeszcze nie opanowałem. Tak podróżując dotarliśmy do Parambanan - największego kompleksu świątyń hinduskich na Jawie. Niestety po trzęsieniu ziemii z 2006 roku większa część świątyń rozsypała się niczym domek z kart. Na całe szczęście nasze kochane UNESCO nie dało popaść w zapomnienie kilkudziesięciu wiekom i w tydzień po tragedii wysłało swój team, żeby posdkładał ozdobne klocki. Odbudowa trwa nadal, ale Prambanan odzyskał swój splendor i godność. Kompleks jest też ciekawym przykładem symbiozy dwóch religii, hinduizmu i buddyzmu. Na terenie znajduje się buddyjska świątynia Sewu. 

 Lody pyszne

   Okolice Jogya to także plaże, lasy na zboczach groźnego wulkanu Merapi (ostatni wybuch 2010) z systemem 25 jaskiń - świetne miejsce na jungle trek. Jednak nie eksplorujcie terenu poza wyznaczonymi szlakami. "W razie nagłego wybuchu, lawa osiąga prędkość nawet 300km/h" - czytamy w ostrzeżeniu.

 

   Wiedzeni glodem odwiedzilismy jedno z lepszych muzeów na Jawie Ullen Sentalu poświęcone malarstwu, rzeźbie i szeroko pojętej kulturze Jawajskiej. Znajduje się w pięknej rezydencji  z czasów kolonialnych, przypominającej bawarski zamek Ludwika Szalonego z ciekawym układem pomieszczeń, połączonych korytarzami na zewnatrz w stylu labiryntu. W romantycznej scenerii raczyliśmy się wyśmienitą kuchnią indonezyjsko-europejską. Palce lizać. 

   Ok, zdecydowaliśmy, raz kozie śmierć albo jak kto woli na pochybel czarnym i czerwonym. Kupiliśmy za 3 miliony lot do Pangkalang Bun, Kalimatan czyli indonezyjskie Borneo - the wildest part of Asia. Cóż, jak nie zjadły nas krokodyle z Jackiem Gie w dalekiej Australii, to damy rady z orangutami i krokodylami na lupince 12x2m bujającej się po dzikiej rzece w Tanjung Puting National Park. Udało nam się zdobyć namiary na kapitana koltoka (łódeczki co zabiera 2-białasów kapitana i załogę) i zapuszcza się w dzicz skąd nie ma jak pisać relacji, gdzie dzień kończy się z zachodem słońca, a noc z całą gama dźwięków i zdarzeń przypomina scenariusz filmu "From Dusk till Dawn". Dodatkowy stres jaki przeżywa Ania. to czy nie odwołają nam lotu powrotnego z Borneo do Jakarty 9 marca (ta mentalność korporacyjnych zwierzaków), bo 10 mamy lot do Europy z zagubionego, tzw. godforsaken jungle południowego Borneo. Ja natomiast mam stracha przed Plasmodium vivax, knowlesi i podobnym dziadostwem znanym normalnym ludziom jako malaria i inny syf. Zobaczymy, co przeniesie jutrzejszy dzień. Póki co, przemierzamy Jawę bynajmniej nie na Jawie, ale busem popijajac zimne Bali Hai (lager rodem z ulubionej wyspy Jacka:) 

  

 

» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» No Comments
There are no comments up to now.
 
Next >

Gościmy

We have 2 guests online

Szukaj

Kantor Bitcoin



TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2022 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.