Aktualności arrow Aktualności arrow Sylwester w Gruzji (6.I.2014)
Sylwester w Gruzji (6.I.2014) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Monday, 06 January 2014
   Pojawiła się ostatnimi czasy zaskakująca moda na Gruzję. Niedługo ciężko będzie znaleźć wśród znajomych, którzy mają ręce, nogi i komputer albo smartfon do zabukowania biletów, kogoś, kto nie wypił wina na starówce (jest coś takiego?) w Tbilisi i kto nie przespacerował się po górach (albo pod górami) Kaukazu. Istnieje również widoczny związek z Marcinem Mellerem, słynnym byłym naczelnym "Playboya", który w skądinąd fajnej książce "Gaumardżos" opisuje "gdzie my to nie byli, co my to nie robili i z kim my to nie pili" (Meller w Gruzji wziął ślub). Przyjrzyjmy się tej tendencji. 
 
 

   Pierwszym powodem jest fakt, że rzucono ostatnio ludowi tanie bilety w tamtym kierunku. Wizzair lata po 2 razy w tygodniu do Kutaisi z Katowic i Warszawy, w sezonie letnim pewnie po 4. Dodatkowo LOT prawie codziennie pojawia się w Tbilisi, do tego często można przelecieć się Dreamlinerem. Polacy, zresztą, jak Amerykanie, Anglicy i inne kultury konsumpcyjne uwielbiają brać, co się pojawi na wyprzedaży (a Gruzja pojawia się ciągle) i lecą! Pojawią się tanie bilety do Mołdawi albo na Białoruś - też polecą.

   Po drugie - znudzeni Tunezją, Egiptem, Turcją, Marokiem, czyli kierunkami, gdzie można się było za 1000-2000 zł nabzdryngolić z zaprzyjaźnioną parą Januszy z Bytomia, szukają nowego wyzwania, koniecznie egzotycznego. Gruzja to naturalny kandydat.

   Po trzecie - usłyszeli, że od czasu Ś.P. Lecha Kaczyńskiego, Polacy są tam traktowani jak bohaterowie i kocha się w nich cały naród. Trzeba jechać i jako przedstawiciele Szlachty z Unii Europejskiej dać ucałować pierścień i koniecznie pokazać wyższość nad "czarnuchami z Kaukazu", jak nazywa się ludność z tamtych rejonów w Moskwie.

   Po czwarte - jedzie tam grupa autentycznie dobrych ludzi, którzy kochają góry, a jest co na Kaukazie oglądać, najwyższe szczyty Gruzji mają powyżej 5000 m i spotykają te dobre rzeczy!!! 
 

   Po piąte - usłyszeli o dobrym winie gruzińskim (dobrym bo tanim?), a na pierwszej randce w czasach studenckich byli w Gruzińskim Chaczapuri i dobrze im się kojarzy, bo też było tanie.

     Po szóste - bo byli już wszędzie i chcieli odwiedzić 79 kraj ! (to ja ;) )
 
Mtskheta 

  Lądowanie w Kutaisi, 2h40' lotu, lotnisko o dużej swieżości, sprzed kilku lat, kameralne, obsługuje po 2-3 loty dziennie. To nie Unia, mimo tego celnicy wpuszczają na dowód, ale chętnie wbiją też do paszportu pieczątkę na życzenie miłych turystek z Polski. Nikt nie wymaga wiz, jak to dzieje się niestety w sąsiednim Azerbejdżanie, do którego Wizz też lata (z Budapesztu).

   Pierwsze zetknięcie z gruzińskimi cenami. Marszrutka (busik) do Kutaisi (15 km) kosztuje 5 lari - 9 zł. Lepiej pogrupować sie w czwórki czy piątki i pojechać taksówką (20 lari), która rozwiezie wszystkich kursantów do hotelu w Kutaisi. Inną opcją jest bezprośredni przejazd do Tbilisi z lotniska (230 km), ale nie polecam przy lądowaniu o 22.
 
 

  W każdym razie Kutaisi to typowe poradzieckie miasto, w którym na skrzyżowaniach można spotkać krowy, straszy wielka płyta odziedziczona po ZSRR, a 1 stycznia znalaźliśmy jedną otwartą knajpę, zresztą serwującą pizzę i spaghetti. Na Trip Advisor widzę w Kutaisi 4 lokale i to by się zgadzało z zastaną rzeczywistością. Hoteli tam więcej, większość powstała po otwarciu połączeń Wizzaira, podejrzewam, że w dawnych czasach były 4 dyżurne babcie, które wynajmowały swoje mieszkania turystom (vide Erewań). Te hotele za 20-30 zł/os zawsze warto zabukować przez booking.com

   Mają jednak kolejkę linową, co prawda wjeżdża ona na górę pokroju tej w Parku Jordana, ale my nawet takiej nie mamy... W sumie 2 godziny i wystarczy by stać się wielkim znawcą tego miasta, w którego tle widać Kaukaz.
 
 Kutaisi

   Mnie najbardziej zafascynowało tankowanie 4 VIPowskich LandCruiserów, które obstawiało 10 ochroniarzy z karabinami maszynowymi, ale nie dane było mi się dowiedzieć od nich kogo tankują, nie chcieli rozmawiać z prasą.

  Obok Kutaisi są ciekawe 2 monastyry (Gelati i Motsameta), zalecam taksówkę za 20 lari (36 zł), która załatwi nam oba i poczeka i jeszcze coś tam w bonusie dorzuci (no. katedra), jak już wszystko w pięknej Gruzji zobaczymy i będziemy mieli czas to zdobądźmy je z buta. 

   W Gelati zaprzysięgał się przyjaciel Kaczyńskiego, czyli Michaił Saakaszwili, ale uprzedam, że monastyrów w Gruzji i Armenii jest dużo, ładnie zachowane nawet z X-XII wieku, zdążycie się nimi nacieszyć.
 
Gelati 

Ogólnie na plus.

   Z Kutaisi to byłoby na tyle, stamtąd na zachód tylko nad Morze Czarne (moi wszyscy ludzie zaraportowali wielkie rozczarowanie) albo do Mestii w Swanetii (ale to prawie cały dzień jazdy), gdzie jeszcze niedawno grasowały bandy rodem z Dzikiego Zachodu, ale pewnego dnia Michaaił Sz wysłał tam gruzińskich komandosów i od tego czasu wszystko dobrze się toczy z widokiem na Uszbę (prawie 5 tys. m. n.p.m.). Mestia to region pięknych wież z kamienia i momentami 9 metrów śniegu.

   Na wschód od Kutaisi pierwsze jest Gori (2h jazdy). Miejsce urodzenia wielkiego zucha, jakim był Stalin. Uczęszczał nawet tutaj do seminarium, jedna z wersji zasłyszanych jest taka, że nie starczyło mu pieniędzy na zakończenie nauki, więc zajął się bandyterką i rewolucjami. Niemcy raczej nie chwalą się Hitlerem, nad bunkrem, w którym niby zginął (a nie żyje do dzisiaj przypadkiem z Elvisem w hippisowskiej komunie w Argentynie?) stoi sobie dziś przyblokowy parking żwirowy, Stalin ma w Góri na głównej alei (oczywiście Stalina), muzem, a w nim chatkę, w której się wychowywał na dobrego towarzysza i wagon, którym niczym Kim Dzong Il podróżował po świecie. Przejęte krajanki oprowadzają o nimi i raportują go jako wyzwoliciela Europy spod jarzma Hitlera, nie wspominając przy tym ani słowem o gułagach, głodzie na Ukrainie, wycieczkach na Syberię, itp. Bez Stalina Gori byłoby zerem, a tak to jest tylko czymś w okolicy zera, nie dziwota, że kurczowo kontynuują tu kult, wycieczki przyjeżdżają i przywożą dolary. Obok Gori jest skalne miasto Uplistysze i zdecydowanie warte jest 20 lari za taksówkę, która zawiezie i poczeka i wróci. Jedno z trzech głównych skalnych miast w Gruzji, kolejne to Wardzia i Dawid Gareja, w zasadzie można wybrac 1-2 z nich i będzie człowiek zadowolony.
 
 Wagon Stalina
 
   W Gori zatrzymały się wojska radzickiego w 2008 roku w czasie wojny z Gruzją, do historii You Tube przejdzie filmik, na którym Rosjanie zachwycają się warunkami panującymi w lokalnych koszarach (które notabene odbudowano od tego czasu i dumnie stoją przy autostradzie do Tbilisi). Miła pogawędka z panem taksówkarzem, oczywiście w rosyjskim narzeczu, którego nauczyłem się w Nowodworku, tradycyjnie o czasch, kiedy był w armii (na potrzeby tej rozmowy też byłem w armii) i bzykał polskie czołgistki na wspólnych manewrach państw zaprzyjaźnionych na poligonie w Kazachastanie, a w ogóle za ZSRR to fajnie było i nie lubi Saakaszwilego, bo za jego czasów za bardzo przykręcono śrubę (dzięki tej ostrości Gruzja ma jeden z najwyższych na świecie współczynników zaufania do policji (nieskorupmowanej), bezpieczne ulice i wolnośc prasy i słowa, i tylko 2 McDonaldy w stolicy). 

   Z Gori do Tbilisi pędzi autostrada, długości tej z Krakowa do Tarnowa, wybudowana w 2 lata (nie chce mi się liczyć ile trwała budowa naszej i na ile dziesiąt pododcinków otwieranych przez prezydenta było to podzielone), po drodze warto zboczyć do Mtskhety (busik może wyrzucić przy austradzie, skąd można dojść albo podjechać taksówką), gruzińskiego Watykanu, z dwoma sympatycznymi katedrami i monastyrami (Svetiskoveli i Jvari), gdzie spotkaliśmy ambasadora USA (amator, nie chciał rozmawiać, kiedy chcieliśmy pozdrowić od nas Pana Barraka Obamę) w swoim lekko pukniętym GMC.
 
Mtskheta 

   Tbilisi - impreza na 1 dzień. W kotlinie mieszanka monastyrów, wielkiej płyty, budowli ze szkła i żelaza, w tym słynnej kładki-podpaski i nowego Pałacu Prezydenckiego wybudowanego w środku dzielnicy slumsów. Kolejna kolejka linowa prowadzi do Matki Gruzji, która w jednej ręce trzyma miecz dla przyjaciół, a w drugiej róg z winem dla wroga, albo na odwrót. Wyjazd kosztuje tyle, ile przejazd metrem, czyli 1 PLN.  Sam Sylwester jak to Sylwester. O północy fajerwerki takie jak te krakowskie, bo pewnie przypłynęły tym samym kontenerem. Knajpy pozamykane, żadnych wielkich balów tam nie widziałem, społeczeństwo wydaje się jeszcze biedne, więc skupiło się z nami pod chmurką.
 
 Tbilisi

   Kuchnia - może być, ale pamiętajmy, że mówimy tutaj cały czas o chaczapuri, czyli placku z serem, najczęściej też z jajkiem i chinkali, czyli pierożkiem z mięsem, z reguły z sałatką ogórkowo-pomidorową. Niezbyt wykwintnie, prawda? Znam osoby, które wracały po dwóch tygodniach z obłędem w żoładku i nigdy więcej nie wzięły pieroga do ust. No dobra, proste, ale całkiem smaczne.

   Narty - http://www.gudauri.info - to jest naprawdę kurort na światowym poziomie. Wyciągi doprowadzone do ponad 3 tysięcy nad poziom morza, z widokiem na 5. 120 km z Tbilisi, można spokojnie zamówić transport busikiem z lotniska powiedzmy za 150 zł za cały busik. Tygodniowy karnet to około 70 euro, zamieszkać można pod stokiem w ośrodkach w stylu francuskich Alp. Do dyspozycji jest heliski, to pozostałości starej kaukaskiej tradycyji, kiedy piloci helikopterów radzieckiej armii lecieli za flaszkę na szczyt (nie było wtedy jeszcze wyciągów). 
 
    Zalecam LOT do Tbilisi, jest bliżej, powstały już polskie patenty, lecąc na przykład w 2 sztuki, jedna może nadać za darmo narty, druga buty, a reszte wziąć do podręcznego. Z Wizzairem jesteśmy narażeni na kilkusetzłotowe dopłaty, choć napewno godziny lądowań są bardziej korzystne, ale i trzeba dołożyć 200 kilometrów. Kalkulatory w dłoń, odpalamy wizzair.com i lot.com i lecimy.
  
    Podsumowując - jest miło i sympatycznie, ale przyszłości Tajlandii nie wróżyłbym temu miejscu. 9/10 daje jednak górom. To co można tu zobaczyć już kilka lat temu widziałem w Armenii, którą Gruzini gardzą, uznająć za biedny i zacofany kraj.
 
» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» No Comments
There are no comments up to now.
 
< Prev   Next >


TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2017 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.