Aktualności arrow Aktualności arrow Europa w ruinie (31.VIII.2015)
Europa w ruinie (31.VIII.2015) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Monday, 31 August 2015
  Podróż po Polsce w ruinie kilka tygodni wcześniej okazała się dużym sukcesem, wróciłem cały i zdrowy, postanowiłem więc powąchać trochę Europy w ruinie.
   
   Tym razem budżet się zwiększył i mogłem na peronie w Krakowie udać się na peron dla VIP'ów, czyli tam, gdzie stało słynne Pendolino. Już na starcie 20' poślizgu, heheszków i docinków w kierunku PKP końca nie było, ale po 2h10' trzeba było wszystko odszczekać, bo Pendolino dojechało do Warszawy o czasie. Poziom obsługi na najwyższym poziomie, bardzo profesjonalne tłumaczenia o "naszych najlepszych ludziach pracujących nad implementacją WiFi", szkoda tylko, że odebrali słynny poczęstunek od PKP Intercity, to chyba było ostatnio małe Prince Polo. Teraz to luksus w tylko w pierwszej klasie, choć trzeba oddać, że woda i sok oraz kawa jest dalej. Przypominam zawsze w tym miejscu, że za taki sam odcinek w Czechach płacimy połowę stawki.

   Po drodze oczywiście dworce odpicowane jak panny z Frantica, ale o tym już było w poprzednim odcinku.

   Celem pośrednim była Warszawa, a bezpośrednim w Polsce Gdynia. My, ludzie z południa, zawsze z pewną dozą podniecenia odwiedzamy Trójmiasto i wybrzeże Bałtyku, takie same emocje towarzyszą tym z "góry mapy", kiedy jadą do Krakowa i dalej w Tatry. Nie inaczej było tym razem, powietrze nasycone mitycznym jodem wesoło wchodziło w nozdrza.
 
Plaza w Gdyni 

   Sam Bałtyk, szczególnie ten nad Zatoką Gdańską, to jest jednak porażka. Czerwona flaga, zakaz kąpieli, sinice, nowe modne zjawisko upwelling (czyli 9 stopni Celsjusza temperatura wody), bardzo duże stężenie "kur.w" w powietrzu, gofry za dychę i tłumy (choć nie było zbyt wielu parawaniarzy, wbrew szerzonej propagandzie) - ja mówię Bałtykowi NIE, choć szanuję zdanie romantyków, którzy uwielbiają spacery po władysławowskiej plaży, nawet w sezonie (mam informacje, że puste plaże bez problemu znaleźć można między większymi miejscowościami i w środku lata i ja tym informacjom wierzę).
 
 

   Bałtyk mimo wszystko wciąż tańszy jest niż Chorwacja, ale to, co tam dostajemy, to towar na maks dostateczny. Oczywiście piękny jest Gdańsk, choć zapchany tandetnymi straganami Jarmarku Dominikańskiego, zza których ledwie co widać zabytki (Długi Targ, Dwór Artusa, Mariacka, Martwa Wisła to klasa światowa, o czym świadczą tłumy zachodniaków i dewizowców, oni zawsze wiedzą co najlepsze).

   No i w Gdańsku jest muzeum, które określam chyba mianem najlepszego jakie widziałem - Europejskie Centrum Solidarności, zaraz za bramą Stoczni Gdańskiej, szkoda jednak, że brama prowadzi teraz do muzeum, a nie do zakładu produkcyjnego. To jest też element Polski w ruinie, bo niemieckie stocznie radzą sobie świetnie.
 
 

   Ruszamy dalej, to zaskakujące jak tanio można polecieć z Gdańska czy innych Katowic, w środku sezonu, kupując bilety kilka dni wcześniej, w kierunku Zachodu, Północy czy nawet Południa Europy. Bilet do Hamburga to koszt 150-200 zł, praktycznie z ulicy. To dla emigrantów działa prawie jak Mega Taxi w Krakowie.

   Hamburg to jeden z największych na świecie portów, Niemcom opłacało się go zbudować nawet 100 km od morza, nie chcę nakłamać, ale chyba coś nawet kopali. Oczywiście jest i Czerwona Dzielnica, St.Pauli, wiadomo, że marynarz schodzący na ląd, to marynarz wygłodniały. Ale to wszystko już raczej melodia przeszłości, St.Pauli to raczej legenda, rzeczywistość jest taka, że dzielnicę opanowali hipsterzy i już wkrótce podzieli los Brooklynu, który powoli staje się jedną z najdroższych i najmodniejszych nowojorskich dzielnic.
 
 

  W każdym razie Hamburg to stolica niemieckich mediów, Spiegel, Bild itp., nawet James Bond w którymś z odcinków walczył tu z magnatem medialnym, który oczywiście miał w planie piękną, światową katastrofę. Hamburg jest bogaty, jest ładny, jest określany jak tuzin innych miast Wenecją Północy no i w okolicach Dworca Głównego szokuje - nie widać tam rodowitego Niemca, są za to Turcy, Syryjczycy, Ghanijczycy i Albańczycy. Kilka kilometrów dalej 2 piękne sztuczne jeziora, na których "prawdziwi" blond Niemcy pływają na swoich żaglówkach, wieczorem obsiadając jedną z setek wytwornych kawiarenek, bo Hamburg to wielkie pieniądze z handlu i właśnie z portu, stojąc jakby ponad tymi wszystkimi historiami o emigrantach szturmujących Europę Zachodnią. Czy słusznie, czas pokaże.
 
 

  Wart jest Hamburg 17 euro i noclegu w Generator Hostel, wart jest jednego dnia, chociażby dla spaceru tunelem pod rzeką (auta zwożone są windą kilkadziesiąt metrów pod ziemię).

  Z Niemiec już blisko do Holandii, tworu przeoranego przez człowieka na wszystkie strony. Tysiące kilometrów autostrad, śluzy, promy, kanały, rowerowe wielopoziomowe skrzyżowania, wiatraki, perfekcyjna kolej i zgrana karta - Amsterdam - ile można zachwycać się coffee shopami i paniami ze wschodu w oknach o czynszu 150 euro za dzień. Ładniejsze kanały spotkać można na przykład w Delf, gdzie chowa się holenderskich królów, Groningen jest bardziej swoiski, a w Rotterdamie klasa i szyk, bo to holenderski odpowiednik Hamburga, największy w Europie port kontenerowy, ciągnący się 50-70 km wgłąb lądu, zatrudniający 315 tysięcy ludzi. Miasto nie było odbudowywane ząb w ząb po II-giej Wojnie Światowej, rozdano nową kartę, nadano mu nowy kształt. Pieniądze wiszą w powietrzu, robi zdecydowanie lepsze wrażenie niż zadeptany, cygański i łajdacki Amsterdam. W Holandii wszystko jest blisko, bez problemu i bez wysiłku można być jednego dnia i w Eindhoven i w Goudzie, i w Amsterdamie, i w Rotterdamie i w Hadze. Najlepiej to robić autem, bo ceny pociągów nie są najtańsze, choć po prawdzie cena parkingu może też boleć. 50 euro kosztuje całodniowy karnet na wszystkie pociągi, więc można spróbować w ten czas objechać co mniejsze holenderskie atrakcje, choć uprzedzam, że co chwilę człowiek będzie się zatrzymywał, zachwycając się aż czasem kiczowatym krajobrazem - młyn, wiatrak, kanał, rower, tulipan. Niczego nie oczekujcie od ludzi. Holendrzy to nieprzyjemny naród, już za II wojny znany z wydania prawie wszystkich Żydów Hitlerowi. A może jednak objechać Holandię rowerem ? Międzymiastowe rowerowe autostrady to norma.
 
 

  Niestety Holandia to droga impreza. 50 euro na dzień to absolutne minimum, celujmy w 70-80e, Lonely Planet wszystko poniżej 100 euro na dzień traktuje w kategorii ubóstwa i my Polacy musimy się w tym zmieścić. Pod tym względem Niemcy są sporo tańsze, nie wywołują też tak klaustrofobicznych odczuć jak Niderlandy. Tu jest tłoczno prawie jak w Indiach.

  Przykładowe ceny:

  • 7,50 euro - całodzienna komunikacja Amsterdam
  • 25 euro - pociąg Groningen - Amsterdam
  • 8-15 euro - lunch
  • 12 euro - wynajem roweru Rotterdam
  • 1 euro - Heineken z nalewaka na ulicy w Groningen
  • 20-25 euro - dorm i upodlenie z 8 osobami w środku w jednym z holenderskich hosteli
  • 5 euro - joint w coffee shopie.
 
 

   Darmowa jest tragiczna pogoda, w Holandii prawie cały czas leje, wieje i jest niefajnie, wyrazy współczucia dla imigrantów z Surinamu czy Indonezji, byłych holenderskich kolonii, ale przynajmniej będą żyć dłużej.

   I znów relatywnie tani lot z Eindhoven do Polski (299 PLN), "na jutro" i kolejny etap podróży, tym razem rodzinnie, więc samochodowo.

   Adriatyk i Szybenik to 12 h jazdy autostradami, za około 1000 zł w 2 strony (benzyna plus naklejki na szybę), do Zadaru to pewnie i 10-11h. Nie zalecam podróży powyżej Zadaru, czyli do nie-Dalmacji, tam pogoda też bywa w kratkę, morze nie jest już tak kuszące, a noce tak ciepłe. Chorwacja od Bałtyku na pewno jest droższa, ale czy za cenę paru stówek mamy sobie odmawiać komfortu i pełnego zadowolenia? Polacy najechali Chorwację już niczym Czyngis Han najeżdżał sąsiadów 1000 lat temu, ale dalej tych zatoczek, wysepek jest nieskończona ilość, na pewno dla każdego wystarczy. Czy to tekstylnego czy też nie, jak mówiłem, Polaków jest w tym roku więcej, więc i "ku.w" w powietrzu też więcej, ale ginie to jednak w zalewie innych nacji, głównie Czechów, Niemców i Węgrów. Po ISISie w Turcji, po Alfa Star i Egipcie, po strachach bankomatowych w Grecji, Chorwacja wydaje się najrozsądniejszą opcją na wakacje typu leżak, piwo i słońce. Polecam Rogoznica, Omis, wybrzeże miedzy Sibenikiem, a Makarską, nie ma co dalej jechać, bo chorwackie autostrady w sezonie dotknięte są przeciążeniem, czas jazdy do Polski może wydłużyć się o 3-4 godziny, w zależności od korka na bramkach i granicy ze Słowenią (Chorwacja jest poza Schengen). Chyba, że nie zachowamy się jak większość baranków i na wakacje ruszymy na przykład we wtorek albo chociażby w nocy.
 
 

      Piękna ta nasza Europa, prawda ?
 
» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» No Comments
There are no comments up to now.
 
< Prev   Next >


TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2018 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.