Aktualności arrow Aktualności arrow Mauritius (24.III.2017)
Mauritius (24.III.2017) _CMN_PDF_ALT Print _CMN_EMAIL_ALT
Written by Jacek Gabryś   
Friday, 24 March 2017

 

  Z dala (11 h lotu z Warszawy, prawie 12 h z Frankfurtu) od umęczonej Europy leży sobie malutka wysepka Mauritius. Nie taka znowu malutka, bo prawie 60 na 40 km kwadratowych, a z powodu dość krętych i zatłoczonych dróg dotarcie z jednego końca wyspy na drugi może trwać nawet do 2 h samochodem, a pewnie i 3 autobusem.

 

   Warto wspomnieć szerzej o Mauritiusie, bo plaże tutejsze stawiam na równi z tymi z Filipin, wyżej niż (z kilkoma wyjątkami) te z Tajlandii, Kenii, czy Dominiki, a zdecydowanie wyżej niż te z Brazylii, Sri Lanki, Indonezji, Wietnamu, Gwadelupy, Martyniki, Belize i innych.

 

   Wyspa to specyficzna, warto by ją skategoryzować jako zdecydowanie multikulturową mieszankę, z dominującym narodem Hinduskim, z nierzucającymi się za bardzo w oczy, chciałoby się powiedzieć niewybuchowymi Muzułmanami, z potomkami francuskich i brytyjskich kolonizatorów, z Białasami na wypoczynku i z Kreolami, których korzeni możemy szukać  gdzieś w czasach, gdzie ludzi przewoziło się w kajdanach na dolnych pokładach drewnianych statków. Tych ostatnich mogło na wyspie być sporo, bo główną gałęzią gospodarki była uprawa trzciny cukrowej, która wciąż zajmuje ogromne Mauritiusu połacie.

 

 

 

  Jak na Mauritius dolecieć ? My skorzystaliśmy z czarteru Rainbow, który na swojej stronie zaproponował bezpośredni lot Dreamliner'em z Warszawy do Port Louis za… 437 zl… oczywiście w życiu jak zwykle pod górkę, ciężko o podobną cenę było w drogę powrotną, wobec tego trzeba dać mimo wszystko zarobić komuś innemu.

 

ZDJECIA 

 

   Na wyspę lecieć można w zasadzie cały rok, ale bądźmy szczerzy, od grudnia do połowy marca jest to obłożone pewnym ryzykiem, panuje nazwijmy to pora deszczowa, która może się objawić albo krótkotrwałymi horrendalnymi opadami, gdzieś w ciągu dnia, albo po prostu zachmurzonym przez cały dzień niebem. Oczywiście temperatura raczej nie spada poniżej 30 stopni, więc kożucha z Europy ciągnąć nie trzeba. Niebo nad Mauritiusem nazywane jest jednym z najczystszych na świecie i jeśli chodzi o smog, który tu oczywiście nie występuję i o zachmurzenie właśnie.

 

   Od kwietnia rusza tzw. High Season, przybiera na sile w czasie naszych wakacji (opowieści gospodarza o Niemcach, przybywających na 3 miesiące, mrożą krew w żyłach, w tym czasie przeciętny umęczony Polak jest w trakcie szczytu sezonu grillowego, co oczywiście też jest piękne). Ja ze swej strony zaproponowałbym więc marzec i kwiecień, ewentualnie październik, listopad, szkoda wcześniej marnować pięknego europejskiego lata.

 

   Przybywamy więc na Mauritius, z lotniska kursują jakieś tam autobusy (w ogóle cała komunikacja na wyspie ma bardzo fajną stronę internetową, gdzie zaproponują nam jaką trasę najlepiej wybrać), ale warto wcześniej zarezerwować taximauritius.com, które za 35 euro przewiezie w najdalsze rejony wyspy. 

 

   I tutaj trzeba małą dygresję wpleść. Mauritius jest uznawany za lokalizację ekskluzywną, powiedzmy troszeczkę niżej w hierarchii ekskluzywności niż Malediwy, czy chociażby Seszele, ale wciąż ekskluzywną. Często najpiękniejsze plaże i zakątki obsiadły resorty, choć trzeba przyznać, robią to bardzo dyskretnie. Absolutnie nie ma tutaj wielkich betonowych molochów, raczej skupiska eleganckich bungalowów, które doskonale komponują się z okolicznymi palmami i błękitem Oceanu Indyjskiego.

 

 

 

   Ale jest w tym wszystkim wielki pozytyw. Na Mauritiusie plaża zawsze jest własnością publiczną, czyli nikt nie może Ci zabronić na niej przebywać, chociażby zajmował przy niej miejsce 10-gwiazdkowy lokal. W sumie nawet nikt za bardzo nie będzie Ci przeszkadzał we wchodzeniu na teren resortu, na tej wyspie po prostu wszyscy żyją w pięknej harmonii, a miejscowi całkiem dobrze egzystują dzięki łatce "elitarności", która do Mauritiusu przylgnęła. Czyli, w skrócie, różne hotele będą plażę maksymalnie dopieszczać, a wszyscy z tego będą mogli skorzystać. Płacą za to goście resortu w dość wygórowanych za noc stawkach, ale wydaje się, że model na razie gra i ma się dobrze.

 

   Pamiętajmy oczywiście, że Mauritius w przeciwieństwie do pobliskiego Reunion, jest najprawdziwszym w świecie państwem, z niepodległością uzyskaną od Anglików w 1968 roku.

 

   A więc którą część wybrać i gdzie mieszkać ? Na resortach się nie znam, ale jeśli chodzi o miesiące, kiedy może spaść deszcz, to zdecydowanie rekomenduję wybrzeże zachodnie, gdzie opadów jest znacznie mniej. Raczej odradzam część południową, gdzie wybrzeże nie jest osłonięte koralową rafą i można dość często spędzić dzień głównie na walce z przypominającymi te ze Sri Lanki wysokimi falami. Wszędzie indziej fale łamią się na odległej około 500 m od brzegu rafie, tworząc przepiękne laguny, które potem trzeba drukować na prospektach i pocztówkach z Mauritiusu, bo … są takie kolorowe i fantastyczne ;) W ogóle Mauritius można by nazwać pochodną Sri Lanki, choć będzie to trzecia czy czwarta pochodna, wszystko jest w porównaniu ze Sri Lanką kompaktowe, zharmonizowane i łagodne.

 

   Flic en Flac to mini kurort, z publiczną plażą, o której w innym częściach świata marzyłyby najlepsze resorty. Bardzo przyjemne apartamenty (2 sypialnie, kuchnia, salon, basen) w tej miejscowości znajdziemy na airbnb już od 50 euro za 4-5 osób. We Flic en Flac jest kilka świetnych restauracji, generalnie za obiad na Mauritiusie (nie licząc przydrożnych straganów z lokalnymi przekąskami) trzeba zapłacić od 20 zł za fast food, 25 zł za rewelacyjnego "hindusa", od 35-40 zł za owoce i ryby.

 

   Ale niekwestionowanym numerem jeden, jeśli chodzi o plaże, jest położony na południowym zachodzie półwysep Le Morne, gdzie schowane za charakterystyczną skałą 2 resorty, kryją największe skarby i dziwa Mauritiusu. Skała zatrzymuje chmury, które nadciągają znad wyżyn, więc kiedy wszędzie indziej jest źle… w Le Morne jest prawdopodobnie rewelacyjnie !! Le Morne znane było z tego, że zbiegali tam niewolnicy z plantacji trzciny cukrowej, pewnego pięknego dnia na miejsce przybyli miejscowi żandarmi, oznajmiając, że to już koniec tego przykrego okresu w historii świata. Przestraszeni niewolnicy hurtem skoczyli w przepaść, biorąc policjantów za strażników, zatrudnionych u ich "Pana". Smutna historia w tym rajskim zakątku, upamiętniona pomnikiem.

 

   Przy plaży jest dość przyzwoita restauracyjka, więc spokojnie w Le Morne można się na cały dzień schować.

 

    Do Le Morne nie dojeżdża komunikacja publiczna, to prawdopodobnie efekt lobby hotelowego, można tam dotrzeć stopem albo taksówką z pierwszej akceptowalnej finansowo miejscowości, czyli odległego o 5 km La Gaulette. W tej miejscowości znajdziemy 5-osobowe apartamenty już od 40 euro za dobę, z przepięknym widokiem, a nawet i Internetem!

 

 

 

   W miasteczku jest supermarket i 3 restauracje, kilka straganów ze świeżym mango, papaya i owocem smoka, jest lekarz, czy potrzebujecie czegoś jeszcze do egzystencji ? Bo ja nie!

 

  Auto mogą wynająć letnikom mieszkańcy, koszt około 25-30 euro za dobę, bez zbędnego pośrednictwa Herz i Europcar. Benzyna dość droga, ok. 5 zł / litr.

 

   Ceny w supermarkecie oceniłbym na 150% x Polska, dla fanów "wakacyjnego piwka albo i dwóch", Phoenix od 4-5 zł za małą butelkę. Mauritius to jednak wyspa rumu i coli, więc proszę się skupiać na tych napojach.

 

  Mauritius to raczej nie wyspa rozrywkowa, to nie Ibiza, to nie Majorka, to nie Mykonos, to raczej też nie wyspa na backpacking. Nadużyję tego słowa - to wyspa harmonii !

 

  Główne atrakcje można spokojnie "zaliczyć" w 2 dni wypożyczonego auta. No może 3.

 

  • 7 Coloured Earthed - "kolorowe" piaski - warto
  • Wodospad Chamarel - a w zasadzie 2 lub 3 jego strugi - warto
  • Casela Safari - za około 20 euro, 4-5 h szaleństwa wśród żółwi, antylop, zebr, żyraf - safari w pięknej scenerii! Zrobione ze smakiem i z głową, nie jest to absolutnie żadna parodia prawdziwego afrykańskiego safari, a raczej jego miniaturka - warto
  • Eureka House - kolonialny dom, w pobliżu Port Louis, w którym mieszkał właściciel plantacji trzciny cukrowej, a wraz z nim żona i jego 17-cioro dzieci  - warto
  • Samo Port Louis można sobie podarować, tak jak wszystkie miejscowości leżące wzdłuż autostrady przebiegającej przez środek wyspy - to wszystko jest zbyt zatłoczone!
  • Black River Gorges National Park - Mauritius też ma swoje lokalne Gorce, dla miłośników pieszych wędrówek! - warto
  • Bois Cheri - zakład produkcji herbaty, otoczony niczym na Sri Lance, jej pięknymi uprawami ! - warto
  • Grand Bassin - czyli tutejsza Częstochowa, z interesującymi budowlami hinduskiej religii - dla koneserów
  • Blue Bay - w pobliżu lotniska, podwodny raj, gdzie bezproblemowo spotkać można żółwie i delfiny, choć te ostatnie rezydują wzdłuż całego wybrzeża Mauritiusu

 

   Generalnie wszelakie atrakcje typu kolonialne domy, muzea, parki narodowe, plantacje herbaty, destylarnie rumu,  miejsce, gdzie można zobaczyć jak wytwarza się cukier, są drogie. Nie bójmy się tego słowa, drogie. Wstęp między 40, a 100 zł, dla osoby dorosłej. Również krótka wycieczką łodzią na rafę czy na oglądanie delfinów pójdzie w setki, a nie dziesiątki złotych.

 

 

  Od północnej strony wyspy trzymaliśmy się z daleka, bo nazwa North Tourist Zone nie wyglądała zachęcająco na znakach drogowych…

 

  A na zachód od tego wszystkiego leży La Reunion, Madagaskar czy dalej Mozambik.. Ale o tym wszystkim w innych odcinkach, na które zapraszam, gdy odrobicie już lekcję z Mauritiusu.

» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» No Comments
There are no comments up to now.
 
< Prev   Next >


TRIPS AND TRICKS

Trips and tricks


Karaiby - ranking


Świat - ranking


Zostań fanem na Facebook'u!

Kliknij aby zostać fanem!

bitcoin

JESTEŚMY SŁAWNI!

Artykuł w Dzienniku Polskim

Artykuł w Dzienniku Polskim


----------------------

PRODUKCJE FILMOWE


Filipiny 2009

Australia 2006

© 2017 Globtroteria.pl
Joomla! is Free Software released under the GNU/GPL License.