cz. II - Atlas i Sahara (25.V.2007)
Written by Jacek Gabryś   
Sunday, 27 May 2007

    Marrakesz opuściliśmy dnia następnego wynajętym Fiatem Palio nie-Weekend. Koszt najtańszego samochodu w Maroko to 350 DRH (32 e) w przypadku krótszego wypożyczenia i 300 DRH (27 e) w przypadku wypożyczenia powiedzmy na tydzień. Ceny za dzień, wszystkie opłaty lotniskowe już w nie wliczone. Właściciele wypożyczalni zupełnie nie przywiązują wagi do tego, w jakim stanie bierzesz samochó;d, ani w jakim go oddajesz, czy zostawiłeś benzynę w baku, czy nie. Cena benzyny w Maroku to ok. 10 DRH/litr (1e=11 DRH, pamiętajmy), na rzadko których stacjach można zapłacić kartą. Tak więc po odstawieniu kabaretu na marrakeszańskich ulicach (nie straszne nam były po samochodowych doświadczeniach w Libanie), ruszyliśmy przez przełęcz Tischka (2260 m. n.p.m, Atlas Wysoki) w kierunku granicy z Algierią, gdzie jednym z celów była dla nas Sahara i zdementowanie plotek i mitów związanych z nią. Atlas jak góry, nic specjalnego w nim nas nie urzekło, powyżej 2 tys. nagie skały sterczały sobie wesoło, aż po Dżebel Toubkal, największy szczyt tego pasma (4167 m n.p.m.). Po drodze mieszkańcy tych ziemi próbowali popełniać harakiri, prób samobó;jczych widzieliśmy sporo, rzucali się bowiem hurtowo pod koła nadjeżdżającego Palio, próbując sprzedać co tam każdy z nich miał. A były to z reguły geologiczne cuda, ametysty z Księżyca, kamienie, którymi Mahomet odganiał psy, meteoryty o właściwościach magicznych i inne cuda niewidy, każde zapewne za "speszial prajs maj frjend, only for ju".

 

 

Wspinamy się ku Atlau szczytom
 

 

     Puściwszy się z góry, z przełęczy, zapomniałem, że jesteśmy w Maroko, oazie cywilizacji i prawa na afrykańśkiej ziemi, w pewnym momencie zza krzaka wyskoczył milicjant i zatrzymał nas i jakiegoś klienta jadącego przed nami. Przestępstwo: 72 km/h zamiast 60 w terenie zabudowanym. Kara: 400 DRH!!! (36 e). Zaczęły się targi na migi, od razu stwierdziliśmy, że nikt "ne parle franse", bo tym językiem trzeba komunikować się w Maroku. Zapomnijcie o angielskim, hiszpańskim i polskim, nie wiele można nimi wskórać, aczkolwiek czasami coś da się. Zaczęły się targi, Marcin jako że pracował kiedyś na Placu Pigalle mówi co nie co w języku Moliera, ale nie dał po sobie poznać (lata praktyki w KGB w czyszczeniu kibli). Zastanawiało jak milicjanci potrafili określić naszą prędkość, jeśli nie mieli radaru. Stwierdziłem, że nie wierzę w moje przestępstwo, już nie pamiętam w jakim języku, wtedy milicjant daje mi krótkofalówkę i każe rozmawiać z kolegą, któ;ry ponoć gdzieś tam w tej wiosce siedział i zmierzył nam prędkość. Kabaret i tyle, zaczęła się 20 minutowa potyczka, oni wyciągają ręce po 40O DRH, my na przemian, że "no entiendo" i że "no euro, no dirham, no dolars, etudiantes, Polska very poor country". Atmosfera zaczęła się ocieplać, milicjant zaczął malować na ręce mi jakieś liczby, najpierw 72, ja na to 60, potem jakieś kó;łeczka, itp. itd. Doświadczeni polską rzeczywistością wyszliśmy z propozycją korupcyjną: 200 DRH, tyle maksimum mogliśmy poświęcić. Milicjanci chwilę się zastanowili, wzięli pieniądze i stała się rzecz niesłychana: wydali resztę 100 DRH i wręczyli pokwitowanie, czyli najprawdziwszy marokański mandat.Mandat był klasy pierwszej, a nie czwartej jaki początkowo chcieli nam dać, a wypisany jest na moje nazwisko. A nazywam się, proszę jak Was: Prawo Jazdy i urodziłem się 22.01.1982 roku :).

 

 

Mandat dla Prawa Jazdy
 

 

     Pożegnawszy się z sympatyczną drogówką, straciwszy po niecałe 12 zł na głowę, ruszyliśmy do Ait Benhaddou, tzw. kazby. Kazby to części ksarów, dawnych obronnych berberyjskich wiosek, zbudowane i z wielbładziego łajna i trochę z mączki ceglanej chyba, mają kolor pomarańczowy, przechodzący w brązowy i można sporo ich spotkać w tamtym rejonie. Ait Benhaddou jest naprawdę imponująca, zbudowana na wzgórzu, była miejscem kręcenia Lawrenca z Arabii, Jezusa z Nazaretu i Gladiatora, żeby tylko kilka z tzw. superprodukcji wymienić. To w Ait Benhaddou Gladiator zaczynał swoją gladiatorską karierę, zanim sprzątnięto go na arenach Rzymu.

 

Ait Benhadou

 

     Ruszywszy dalej przedzieraliśmy się przez półpustynny, połgórzysty krajobraz, mijając kadry znane z "Babela", temperatura dawała się nam coraz bardziej we znaki, przejeżdżając przez wąwóz Todra i Dades sięgała już ponad 30-tu stopni. Piękne są to wąwozy, nam się już wtedy ściemniało, więc nie dane nam było ich zobaczyć w swej pełnej krasie, pustynia czekała. Przejeżdżająć przez marokańskie wioski i miasta tamtego rejonu trzeba cholernie uważać, nie ma tam akcji "bądź widoczny po zmroku na drodze", co chwilę pod koła wpycha się nie oświetlony rower albo motocykl. Wioski i miaste te dziwne są: z jednej strony arabski syf, brud i egzotyka, z drugiej anteny satelitarne na dachu i zimna Cola w każdym ze sklepów. Zbliżając się do Ergu, pustyni piaszczystej, do której zmierzaliśmy, trzeba było uważać na zasypane piaskiem fragmenty drogi - przy prędkości 100 km/h jazda jednym kołem w piasku, a drugim po czystym asfalcie mogła skończyć się klapą. Doświadczenie z Paryż-Dakar w końcu się nam przydało. Dojechawszy w końcu do oazy w której mieliśmy noc spędzić, Merzougi, tuż obok Erg Chebii, można było stwierdzić trzy rzeczy: a) na pustynii jest w nocy ciemno, b) na pustyni jest w nocy gorąco (gdzie te dobowe amplitudy po 50 stopni, o których opowiadały nam panie od geografii??), c) w oazach na pustynii w nocy życie często się musi toczyć, ze względu na upał. Zakopawszy się minimalnie naszym terenowym Palio w piasku, zostaliśmy więc szybko wylansowani przez pewnego Saharyjczyka, który wraz z żoną Francuzką prowadził uroczy pensjonat (50DRH za noc, pensjonat zwie się Isabele i Saharyjczyk gorąco prosił o jego rozpropagowanie) i na dobry początek zaprosił nas na powitalną miętową herbatę (wg zwyczju po 3 kolejce herbaty należy podziękować, czwarta kolejka to ponoć faux paux, czy jak to się pisze). Znając te zwyczaje (40 lat przeprowadzania karawan przez pustynię), grzecznie podziękowaliśmy z "szukram" na ustach, udając się na spoczynek, następnego dnia bowiem czekała już na nas gróźna pustynia - czyhająca zapewne na nasze niewinne żywota.

 

 

Sahara!

 

 

Marokański transport działa dobrze

 

» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» No Comments
There are no comments up to now.