Krym za nami (26.VI.2008)
Written by Jacek Gabryś   
Thursday, 26 June 2008

    Niestety, zdjęć nie będzie, bo się kabel gdzieś zapodział. Po jednodniowych wczasach w Sudaku daliśmy ciała, bo pojeni wódką ze spritem przez gościnnych Ukrainców (10 hr, pół na pół, nie tak jak u nas naparstek wodki + 0,25 L sprite), wstaliśmy o 11. Ufni w komunikację, ktora na Ukrainie działa lepiej niż w szwajcarskim zegarku, trochę sie zawiedliśmy, bo czekać trzeba było na wyjechanie z Sudaka półtorej godziny. (13.15-15.30, 80km, 20 hr). Co na złe nie wyszlo, bo byliśmy świadkiem walki o letnika pomiędzy miejscowymi babuszkami, ktore przepraszaly nas potem za taki widok, ale "emjeritury u nich niskie, kak zyc takoj rjebjata??".

 

    Zażywne panie prawie rozerwały gościa na strzępy, ale z uśmiechem, kultura i klasa. W Ałuszcie, do której dojechaliśmy mocno podmęczeni, nic wg nas nie można było zobaczyć, ja naciąłem się jednak na niezbyt smaczne ciasto z serem za 6 hrywien (nie dałbym za to nawet drugi raz 6 kopiejek) i wodę leczniczą o smaku zgniłego jajka. Za 12 hrywien dobiliśmy w końcu do Jałty, kiedyś miejsca gdzie sprzedano nas jak worek ziemniaków, dziś kurortu w stylu Nicei i Kołobrzegu. Szybko przejłl nas dziadek, którego jak każdegu tu "babuszka była polką" i zaproponował 2 mieszkania: norkę za 20 USD i apartamencik za 30 USD za dobę.  Namiary dał, ale numer pomieszał, więc nikomu nie pomogę. Wizyta w willi, gdzie pokroili Europę Roosvelt, Churchill i Stalin - ładna, gustowna, nie pasuje do tych dramatycznych wydarzeń.

    Znów trochę przyspaliśmy dziś, dopiero o 11.30 wsiadaliśmy do marszrutki odjeżdżającej do Sewastopola, muszę odszczekać słowa o braku kultury i uprzejmości tutejszego narodu, biją nas tym na kolana. Żadych agresorów, milicji też nie widać, bo chyba nie specjalnie potrzeba, ludziłem się spotkać tu dresów-chuliganów, ale wystepują oni tylko w Polsce i w Anglii. Nawet drogi nie takie złe jak o nich mówiono. Sewastopol - miasto Floty Czarnomorskiej, rzeczywiście, rdzewieje sobie ona spokojnie w portach. ZSRR wiecznie żywy, na każdym kroku pomnik Lenina, bohaterów spod Leningradu, Stalingradu, bohaterów czasów naszych dziadków i ojców. Generalnie niciewo ciekawego w etom gorodzie. Marcin, wychowany na poezji Mickiewicza, zapragnął jeszcze zobaczyć Bakczysaraj, lekka panika, że nie zdążymy, ale o 17.05 stawiliśmy się w Pałacu Chanów (marszrutka z Sewastopola 12 hr, ok. 1 godziny), który zamykali o 17.30.

 

Bakczysaraj

 

  Pałac Chanów rzeczywiście piękny, okolica również, Mickiewicz miał co opiewać, w następnych sonetach pisać będą o naszym wstępie do środka na tracącej ważność pół roku wcześniej legitymacji Erasmusa (wstęp 15 zamiast 30 hrywien za łebka). Pod wejściem chwila grozy, dorwał nas jakiś weteran z Groznego, rzeczywiście stan jego ciała wskazywał na 60, a nie 28 lat, ktorę posiadał. Pochwalił się ilu najemników czeczeńskich zestrzelił w Groznym (ponoć robił tam za snajpera), trochę w jego opowieści wydawało się nieprawdopodobne, że  służył również dla polskiej armii. Pożegnawszy go serdecznie udaliśmy sie kolejną marszrutką, której ceny nawet nie warto wspominać, bo taka niska, do Czufut-kale, domów mieszczących się w okolicznych skałach, do po prostu Skalnego Miasta. Spotkawszy po drodze jednych z 6 widzianych dotychczas Polaków z czystym sumieniem dotarlismy do Symferopola, z którego do miejscowości Chmielni cki przy granicy z Rumunią podróżować będziemy od 21.35 (uwaga!uwaga!) 22 godziny (143 hr w kupiennym). Fak, fak, fak....

» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» No Comments
There are no comments up to now.