Jungle kings (27 IV)
Written by lukpilch   
Monday, 27 April 2009

Jest 10.30 w Limie, o 14 ładujemy się do samolotu do Iquitos (150 USD w dwie strony, bilet kupiony jeszcze tydzień temu w Hostelu Espana) miasta w samym środku amazonskiej dżungli, do którego można albo dolecieć albo dopłynac (5-9 dni w zależnosci skąd). Ale o dżungli i Iquitos potem, czyli być może najwcześniej w czwartek/piątek, przez ten czas będzie was musiał Łukasz zabawiać, który juz częściowo ułożył sobie życie i wraca do gry. (a byli tacy co mówili że się skończylem jak A. Małysz - przyp LukPilch).

Szydełkowanie

Jak już pisalem, od wczoraj rana jesteśmy w Limie, trochę się wycziloutowaliśmy, Miraflores to nadoceaniczna część tej stolicy (piękne klify), która może potwierdzić jedno: nie ma złego miejsca na zagraniczny kontrakt, jest tylko za mała kasa. Gdzie byście nie pojechali i jakby było brzydko, zimno, gorąco i paskudnie, to zawsze znajdzie się dzielnica, w której tacy specjalisci jak wy, będziecie żyć wg luksusowych i eleganckich standardów wyznaczonych przez "amerykańsko-europejską elitę", czyli UKŁAD. Tak jest i w Miraflores, eleganckie apartamenty, przyjemne wille, strażnicy na wieżyczkach i dżipy, wszystko z widokiem na ocean. Z tymi strażnikami to nie wiem, oni tu wszystkiego pilnują, jak przyjeżdża autobus na dworzec, to się go szybko chowa na okratowane podwórko, jakby miało przyjść 5 Pudzianowskich i go gdzieś wynieść.

Ptaszek

Smutna refleksja - w Peru jest tyle rzeczy do zobaczenia, że potrzeba by tu ze 30 dni na samym miejscu:
 
- dżungla (Iquitos, Puerto Maldonado, Manu) - optymalnie 4 dni, 3 noce - czasem z dojazdem, czasem bez, prawdziwie dzika to nawet 9 dni
- Kolej Malinowskiego z Kordylierą Blanca (największe na świecie skupisko lodowców, jezior, 6-tysięczników) - 3 do n dni z dobrym trekkingiem po górach
- Kanion Colca - 3 dni, 2 noce - z raftingiem, zejsciem do kanionu, a nawet zjechaniem na linie i wspinaniem
- Inca Trial - 5 dni, dojście, dojechanie na rowerach do Maczu Pikczu - trzeba rezerwować kilka miesięcy wprzód
- jezioro Titicaca - tu jeden dzien, nie więcej
- Ica - oaza, wydmy, zjazdy na sandboardingu - dajmy jeden dzień
- Mancara. Huanchaco - surfing - 2,3 dni
- do tego Cuzco, Lima, Trujillo
- no i najwiekszy problem tego kraju - ODLEGLOŚCI - jakoś i kiedyś trzeba je pokonywać - www.starperu.com, www.lan.com, www.taca.com - można próbować samolotami, prawie zawszę przez Lime, ceny od 80 USD one way do 120-150 USD return, oczywiście da się nawet za 300 USD, ale jak ktoś ma minimalnie inicjatywy we krwi to zbije ceny.
- do tego trzeba spać, jeść, pić...
- i wiele wiele innych

Gra muzyka

 Dajcie mi 30 dni na miejscu to bym to Peru rozklepał. Nawet by nie poczulł, cytując klasyka. A tak to małó, za mało.

» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» 4 Comments
4Comment
at Tuesday, 05 May 2009 22:10by JG
Stalo sie Dorota! Widze Cie na rynku pod Adasiem w tej czapce od przyszlej soboty :)
3Comment
at Tuesday, 28 April 2009 11:32by Dorota
Nie da się ukryc; wszyscy przystopowali z komentarzami. Grozba ze trzeba bedzie chodzic w tej czapce tuskuwce okazala sie strzalem w dziesiatke! :)  
P.S. 
Z niecierpliwoscia czekam na relacje z dzungli.
2Comment
at Monday, 27 April 2009 21:09by pro info
Jak się kliknie na ten link ze zdjęciami Agaty, kilka dni wczesniej, to są już fotki z Kolki. Chyba.
1"racja..."
at Monday, 27 April 2009 20:56by Bartek
Jacku masz racje na Peru minimum 30 dni.....choć może być więcej mówię to z własnego doświadczenia bylem 28 i brakowało mi jakieś 10 dni do pełni szczęści....ale i tak uważam że Peru jest NAJ !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! :)