W nepalskim wiezieniu u Damiana-sana (prawie) - 23.X.2011
Written by Jacek Gabryś   
Sunday, 23 October 2011

   Zanim o tym, co w tytule, cofnijmy sie historia do piatku. Piatek byl dniem zapasowym, gdyby cos na treku poszlo nie tak (deszcz, zawal, sraczka, milosc). Jako ze wszystko poszlo tak, w czwartek ustalilsmy, ze w piatek spedzimy czas na niebezpiecznych atrakcjach. Co zaoferowala nam Pokhara:

- paragliding, na takiej lotni sie skacze i leci pol godziny z widokiem na Himalaje - cena - 65 euro. Juz w czwartek chcieli od nas 40 zaliczki (za dusze). Nie zgodzilismy sie, obiecalismy, ze wrocimy nad ranem, bo ma to sens tylko przy pogodzie - zylecie. I nie pomylilismy sie - w piatek rano chmury i gory sie zjednoczyly - event SPALONY.

- rafting - w okolicy jest kilka rzek, ale sens maja tylko raftingi o klasie minimum 4 (skala 1-5). Ten mial ledwie 3 - taki rafting mozna zrobic na Rudawie - event SPALONY (cena 27 USD od osoby, fajne prawdziwe raftingi w Himalajach trwaja 2-3 dni)

- canyoning - ktokolwiek slyszal, ktokolwiek wie, posrednicy dzwonili to tu i tam i zaden nie byl w stanie sporzadzic jakakolwiek konkretna oferte - event SPALONY.

- kayaking - nikomu sie nie chcialo wioslowac - event SPALONY.

   Tak wiec udalo nam sie przepierzyc piatek. A przepraszam, kilku chlopcow wynajelo lodke i poplynelo opalac sie na pobliskim jeziorze, na tym przykladzie pokaze wam ile warta jest praca w Nepalu - wynajecie lodki na jedna godzine - 3 euro, wynajecie lodki na jedna godzine z panem wioslujacym - 3,5 euro.

   Dzien spedzilismy na kupowaniu kaszmirowych sweterkow albo szaliczkow, tudziez map Himalajow i kartek pocztowych, zlotych Buddow i innych bozkow.

  Sobota rano to powtorka z rozrywki - nic nie wnoszacy przejazd z Pokhara do Kathmandu - tradycyjne 7,5 godzin, 200 km. A nie, podrozowali z nami talibowie z Pakistanu, ktorzy przyjechali tu do swietych miejsc, ale zainteresowani byli takze inwigilacja Michala Hajca - to byla ostra proba dwoch wielkich wywiadow - WSI i pakistanskiego, skonczylo sie tym, ze Pakistanczycy wysiedli (wysadzili sie) pod wielce wymownie brzmiacym budynkiem - Kathmandu World Trade Center (naprawde!!). Pojawia sie zdjecia z tego ciekawego wydarzenia.

   A najciekawsze na koniec, czyli w niedziele, ktora w calosci spedzamy w Kathmadu, ktore jest pieknym, czystym, bogatym, o zanieczyszczonym powietrzu miastem (jesli dodamy "nie" przed tym zdaniem to otrzymamy zdanie prawdziwe). Choc i tak Lukasz twerdzi, ze jest to tylko Very Soft Version of India dla niemowlakow podrozniczych.

   Wynajelismy sobie rano taksowki (kazda po 15 euro), ktore przewiozly nas po pierwszoligowych (ale globalnie czwartoligowych) atrakcjach Kathmandu (Durbar Square - czyli dawny ryneczek, na ktorym wznosza sie budowle krolewskie, Swayambhu, przyjemne wzgorze z kilkoma swiatyniami hindu i buddu, a takze Patan). We wszystkich atrakcji obowiazuja bilety wstepu, ale sa one powedzialbym dobrowolne...).

  A teraz najciekawsze... dojechawszy pod hotel, Damian otworzyl drzwi i ...nadjezdzajaca druga taksowka dokonala dziela zniszczenia :)  W tej drugiej taksowce zrobila sie wielka dziura, nasze drzwi nie byly sie w stanie juz domknac. I wszystko w najruchliwszym miejscu Kathmandu. Zbiegly sie tlumy,zaczely sie przepychanki, pojawilo si 5 policjantow ze strzelbami i niemniej groznymi palkami. Bylo goraco, wszyscy pokolei obrzucali sie wina. My na drugiego kierowce, ze jechal za blisko, on na nas, ze otworzylismy drzwi, my na naszego kierowce, ze pozwolil sie tu zatrzymac. Wg nas wina lezala po srodku i postanowilismy dac jednemu z nich 20 euro... (na tyle wycenlismy tutejsza blcharke tego zdezelowanego juz wozu). Damian wspomnial cos o ubezpieczeniu (wszyscy wokol zaczeli sie tarzac ze smiechu, Marcin chcial abysmy sie rozplyneli w tlumie). W koncu policjanci kazali Damianowi i jego adwokatowi (czyli mnie) jechac na komisariat. A tam widoki jak z Borewicza - szef placowki czytal gazete, a jego kumpel odganial muche. Nie mieli nawet dlugopisu na wyposazeniu, wiec poproszono nas o nakreslenie przebiegu wypadku naszym wlasnym sprzetem. Kreslilismy sugestywnie,  kazdy wyglaszal tyrady, jeden przekrzykiwal drugiego. Adwokat, ofiary,swiadkowie i komendant spisali sie swietnie, wine rozlozono po rowno, my zaplacilismy rzeczone 20 euro, pierwszy taksowkarz zaplacil cos drugiemu, drugi pierwszemu, tylko my nic nie dostalismy, ale 20 euro / 6 nie specjalnie nas po kieszeniu uderzylo. Damian obiecal, ze na drugi raz bedzie uwazal, bo inaczej... zostanie umieszczony w nepalskim wiezieniu na 20 lat o misce ryzu z podejrzanymi o seksualne przestepstwa obywatelami Nepalu. Na takie postawienie sprawy Damian przystal.

   Takie to przygody przezywamy w Nepalu. To juz prawie jest koniec, jeszcze tylko noc w jednym z najgorszych pokojow w mojej karierze (grzyb na scianie, brudna posciel, brunata woda, karaluchy i smrod, ale jest milo i przyjemnie ;)) i wylot o 13.45 z Kathmandu do Istambulu (tam 00.15 z poniedzialku na wtorek) oczywiscie via Zjednoczone Emiraty Arabskie (Sharjah).

Namaste!

» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» 2 Comments
2Comment
at Sunday, 30 October 2011 15:46by JG
Prawdopodobnie na pokładzie mieliśmy 2 dywersyfikujące bobry głosujące na Palikota i co najmniej jednego na nie gasnące Słońce Peru.
1"Wyniki"
at Monday, 24 October 2011 07:35by pm
Powrót na zieloną wyspę :) 
http://poloniaistanbul.wordpress.com /2011/10/18/wyniki-glosowania-w-obwodowe j-komisji-wyborczej-nr-205-w-stambule/