Las Vegas (16.XI.2012)
Written by Jacek Gabryś   
Friday, 16 November 2012

Las Vegas (USA) na zdjęciach

 New York, w stanie Vegas

   Konferencja Sharepoint 2012 powoli zbliża się szczęśliwemy zakończenu, hard work jak mawiał trener Wisły Dan Petrescu. Kilka przemyśleń i faktów po 5 dniowym pobycie w tym mieście:

- to kosmiczna fabryka zabawy. Takiego tworu moje zchorowane oczy jeszcze nie widziały. Setki kasyn, hoteli, neonów, limuzyn, restauracji, nagniaczy, kiczowatych budowli, szukających swojego szczęścia Latynosek, Murzynek, studentów żywcem wyjętych z Kac Vegasbohaterów Toy Story, itp itd.

- w kasynie ruch 24/7. Cały przekrój społeczny. Babcia z Nothingville, emeryt z Florydy, farmer z Nebraski, intelektualista z Nowego Jorku, bogacz z Kaliforni.

- ale ogólnie raczej Ameryka B i C. Popkultura na maksa, która nie trafia w gusta wąskiej grupy amerykańskiej elity. John z traktora, Mary z supermarketu

- kelnerki w kasynach - sześćdziesiątki, siedzemdziesiątki w kusych, lateksowych strojach - bardzo niesmaczne 

- same kasyna to baśniowe stwory za setki milionów dolarów, baśniowe nazwy - Excalibur (w kształcie zamku Rycerzy Króla Artura), Venetian (pod wejściem replika Placu Św. Marka, po wielkim kanale pływają oryginalne gondole), Bellagio (z wielkim jeziorem, na którym co pół godziny odbywa się show z udziałem fontanny), New York, New York (zbudowanych z nowojorskich atrakcji - Statuy W, Mostu Brooklyńskiego, budynku Chryslera), itp. itd. Sen szalonych architektów

- nie da się spokojnie przespacerować ulicą, kładki i chodniki są tak skonstruowane, że droga zawsze prowadzi przez kasyno

- słynne amerykańskie outlety modowe to poważne rozczarowanie, szczególnie kiedy dolar po 3,20 zł. Nawet ciuchy u Ralpha Laurena i Tomiego Hilfigera przypominają farmerskie worki na ziemniaki. Ani tego zareklować, ani nic... co z tego, że 50 zł taniej, jak i tak szyte w tej samej bangladeszowskiej fabryce, co te kupowane w Polsce, więc pewnie tak samo i wytrzymałe

- codziennie jakiś ewent światowej skali. Wtorek koncert Johna Bon Jovi, wczoraj Shanii Twain, dziś rozdanie nagród Latin Grammy, nawet wpadłem podobno na jakieś słynnego latynoskiego piosenkarza, ale rozpoznaje tylko Enrique Iglesiasa i nie był to on. Dziś pojawiliśmy się również na planie "Kacvegas 3".

- sama konferencja to gigantyczna impreza, 11 tysięcy osób. W skali Las Vegas to jednak malutka imprezka, zdarzają się zjazdy niektórych amerykańskich kościołów, na które przyjeżdża 150 tysięcy luda.

- imponujące śniadanie - 11 tysięcy, po 8 przy stole, wychodzi ponad 1 200 stołów jak dobrze liczę. Dobre, polskie wesele.

- w piątek koniec, zawiną, przemalują, wykwaterują i od poniedziałku biznes będzie kręcił się od nowa - setki sal, salek konferencyjnych, tysiące miejsc. Fabryka. Po raz kolejny fabryka. 

- Amerykanie wyjątkowo mili - "how are you today, thank you for joining, have a wonderful evening sir". Ale dalej nijaki się to ma do irańskiego tarofu.

- kilka strzelanin, kilka morderstw, widziałem w Las Vegas TV, dzień jak codzień w Ameryce

- cały czas opłaca się kupować elektronikę (Kindle po 75 USD, wiozę już 3 na eksluzywne zamówienia do Polski, Iphone 5 tu po 700 USD, w Polsce po 3200 zł-kto to w ogóle kupuje, kto ma w Polsce tyle pinindzy ?)

-  znaczący spadek Czarnych i Latynosów, tu wciąż, w przeciwieństwie do Nowego Jorku, biały jest najbardziej widoczny

» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» No Comments
There are no comments up to now.