Bali, Java, C++ (5.III.2013)
Written by Jacek Gabryś   
Tuesday, 05 March 2013

   Sporo czasu minęło od ostatniej relacji, a to za sprawą tego, że przez kilka ostatnich dni naprawdę dużo się działo. A kiedy już dotarliśmy do Yogyakarty, to marzyliśmy tylko o tym, żeby odespać nasze ostatnie wycieczki ;) Ale od początku...


Bali - Kuta

  Kuta

   Wszystkie drogi w Indonezji prowadzą na Bali. Trafiliśmy tam po raz kolejny po przygodzie z biletami lotniczymi w Bimie. Z początku nie za bardzo chcieliśmy tam nocować (Kuta jest stanowczo odradzana w chyba wszystkich wątkach na travelbicie). Ale koniec końców okazało się to całkiem sympatyczne miejsce. Marcin docenił zwłaszcza możliwość zakupu browara o 4 nad ranem zaraz obok hostelu ;) Kuta to ogólnie sklepy, knajpy, kluby i dłuuuga plaża z całym tabunem naciągaczy. Ale tak czy tak uważam, że to miejsce ma całkiem fajny klimat. Mieliśmy zostać tylko na noc, bo z samego rana mieliśmy wykupiony bilet lotniczny na Jawę, ale tak nam się spodobało, ze olalismy bilet i poszliśmy rano na plażę :) Na plaży oczywiscie wysyp surfer-wannnabe.

   Ostatecznie postanowiliśmy jednak ukrócić to niesamowite lenistwo (trochę czujemy na plecach oddech Jacka Gie, który strasznie z nas szydzi) i wykupiliśmy nocny busik na Jawę. Oczywiście po 4 godzinach turbo niewygodnej jazdy pożałowaliśmy, że nie wsiedliśmy z rana w samolot, no ale nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem :)
 

Jawa - Probolingo

   Z samego rana dotarliśmy do miasteczka Probolingo, we wschodniej części Jawy, które głównie słynie z oszustów, zlodzieji i naciągaczy, ale jest też główną miejscówką wypadową na wulkan Bromo. Naciągacze faktycznie pojawili się dość szybko, chcąc nam sprzedać wycieczkę na wulkan Bromo po trzykrotnie wyższej cenie, niż w przewodniku. Ostatecznie postanowiliśmy odespać podróż, a resztę dnia zainwestować w poszukiwanie taniej wycieczki.

Bromo 

   I udało się! Za trip do wulkanu Bromo, kopalni siarki w Ijen i przejazd do Yogyakarty daliśmy po 700 000 rupii od osoby. Wszystko z noclegami, opłatami wstępu i sniadaniem w hotelu. Co prawda można tą wycieczkę kupić taniej w Yogyakarcie (nawet za 540 000 rupii), ale z tego co wiemy nie zawiera ona opłat wstępu do parków. No i niestety większość osób podróżuje w tą stronę, więc w Yogyakarcie jest większa konkurencja... Z takich całkiem przyziemnych i praktycznych informacji, to z czystym sumieniem możemy polecić restaurację Pepperbells zaraz koło KFC w centrum Probolingo. Super jedzenie, szybki net, a wieczorem koncerty jazzowe live!

 

Jawa - Bromo

   Następnego dnia (a raczej nocy) o 2:00 zwlekliśmy się z łóżek, żeby wyruszyć na wulkan Bromo. W programie było podziwianie wschodu słońca nad Bromo, a następnie godzinny trekking na sam wulkan. Nie ma się co oszukiwać. W porze deszczowej wschód słońca nad Bromo wyglądał podobnie jak widok na kolej Goryczkową w grudniu z Kasprowego :) Temperatura w zasadzie też podobna. Ąnyway... Po wymarznięciu i oglądnieciu z każdej strony wielkiego białego obłoku ruszyliśmy na trekking na Bromo. Tu już widoki były o wiele lepsze. Chmury się trochę podoniosły i można było zobaczyć fajną świątynie zbudowaną u podnóży wulkanu. Samo wyjście na krater nie jest może zbyt męczące, natomiast podczas naszego wyjścia warunki atmosferyczne były tak ciężkie, ze trzeba się było trzymać poręczy, żeby człowieka nie zwiało do krateru :) Tak czy tak, uważam, że warto było wyjść na górę. Widok dymiącego krateru na wyciągnięcie ręki naprawdę robi wrażenie!!
 
Bromo 
 

Jawa - dojazd do Sempol
 
   Po śniadaniu ruszyliśmy busikiem do miejscowości Sempol, która jest bazą wypadową do wulkany Ijen. Jedzie się tam prawie cały dzień, gorskimi drogami, ale tu zastało nas pierwsze bardzo pozytywne zaskoczenie w Indonezji. W Probolingo, stolicy oszustów, gość sprzedający nam wycieczkę wychwalał pod niebiosa hotel, w którym mamy się zatrzymać. W rzeczywistości wyglądał on jeszcze lepiej niż to sobie wyobraziłam!! Całkiem przyjemny hotelik położony w otoczeniu plantacji kawowców, z basenem i gorącymi źródłami na wielkim tarasie z widokiem na dolinę. Coś pieknego. Temperatura tutaj nie była zbyt wysoka, więc po całodziennej podróży busikiem, wskoczenie do gorącego jakuzzi było szczytem marzeń :) W dodatku w łazienkach była gorąca woda pod prysznicem, co również można uznać w Indonezji za ogromny luksus.

  Ale koniec zachwytów nad hotelem, bo nam Jacek zaraz powie, że nastepne wakacje to z Orbisem :) Jak przystało na prawdziwych backpackersów, ruszyliśmy w miasto (a raczej w górską wioskę), na spotkanie z tubylcami. Sempol jest bardzo ciekawą wioską, niezwykle malowniczą, ponieważ składają się na nią cudne małe różowe domki pozostawione tu przez Holendrów. Przed domkami biegają stada dzieciaków puszczających latawce (tu muszę przyznać, że są w tym całkiem nieźli, bo niektóre latawce wypuszczają nawet na 200-300 metrów, tak, że już ich prawie nie widać). Szybko okazało się, że my sami jesteśmy tu większa atrakcją, niż lokalne plantacje kawowców i zostaliśmy zaproszeni na kawę do jednego ze ślicznych różowych domków :). Pokoje wewnątrz są tak malutkie, że aż sprawia to wrażenie, że domki zostały wybudowane dla lalek. W każdym domu znajduje się przedsionek i 3 małe pokoje. Kuchnie sa wspólne, na zewnątrz pomiędzy domami, a łazienki? Cóż.. Tego nie dane nam było się dowiedzieć, ale może to i lepiej, bo przy braku kanalizacji można się domyślić jak wyglądają ;) (nie znalazłem tych domków w necie, to jakaś fikcja, znalazłem tylko to, ale to nie takie malutkie - przyp.JG)
 
Sempol 

   Nasz gospodarz okazał się być czlowiekiem orkiestrą. Rano uczył w szkole (wszystkich przedmiotów - podejrzewamy, że to jakieś nauczanie początkowe). Po południu zawiadywał lokalną elektrownią atomową. Nie wiemy co dokładnie robił, ale twierdził, że na noc wyłącza prąd w wiosce :) Dodatkowo o kawie i lokalnych atrakcjach wiedział wszystko. Naprawdę bardzo sympatyczny gość. Strasznie mi się to podoba, że ludzie tu sa tak otwarci. Mimo sporej bariery językowej, chętnie zaproszą na kawę i językiem angielsko - migowym próbują opowowiedziec jak im się żyje, jak również bardzo chcą się dowiedzieć, jak wygląda życie w Europie. Niestety musieliśmy się stamtąd zawinąć zaraz po zmroku, bo o 3:30 czekała nas kolejna wczesna pobudka i wyprawa do kopalni siarki w Ijen.

 

» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» No Comments
There are no comments up to now.