Srilanka - Yala National Park i podróże(16.III.2013)
Written by Damian Grela   
Saturday, 16 March 2013

    Written by Jacek Gabryś

    Po jakze produktywnym dniu, po ktorym i dla Was i dla nas proces tworzenia herbaty nie ma dzieki Pilchowi tajemnic, rozpoczelismy piatek, dzien znacznie mniej produktywny. Ruszylismy z Nuwara Eliya, 9 km tuktukiem, tam skad mial nas wziac tzw. Mixed Train. Na dworcu poruszenie, Amerykanski Klub Milosnikow Kolei pakowal sie wlasnie do pociagu na ksztalt Orient Expressu, szybko zarzadalismy widzenia z bossem tego calego przedstawienia, ktory byl bardzo mily, ale nie chcial nas zabrac na poklad, argumentujac, ze to nie fair nas brac, jesli dziadki za 2 tygodniowa podroz zaplacily po 7 tysiecy dolarow. Jeden z nich wychylil sie dziarsko i krzyknal, "to niesamowite, jade najwyzej polozona trasa w kategorii tej szerokosci torow!!!!". Poczekalismy na Mixed Train, ktory z godzinnym opoznieniem wtoczyl sie na stacje. Nie wygladalo to dobrze, lokomotywa, wagon cysterna, wagon pocztowy, wagon kurnik, a miedzy nimi 2 pasazerskie. Ruszyl ten cyrk. To slynna kolej, slynna ze swej predkosci, 70 km pokonala w 4 godziny. Widoki sa dobre, jedzie przez plantacje herbaty, pod najwyzszym szczytem Sri Lanki (2500 m), pozdrawiamy sie wzajemnie z paniami zbierajacymi herbate. Pamietajmy, ze jestesmy dzentelmenami, dzien wczesniej nabylismy czlonkostwo w Hill Clubie. Po drodze temperatura spada do dramatycznych 20 stopni, jest nawet mgla, ale szybko wszystko wraca do normy, marzec jak mowi internet i panie od geografii to najlepszy z miesiecy do odwiedzenia Sri Lanki. Jedziemy z Elle w kierunku Yala, Sri lanscy kierowcy lokalnych pekaesow to chyba najwieksi popierdzielency jakich widzialem na drogach. Wyprzedzaja na zakretach, na trzeciego, nie zwalniaja w terenie zabudowanym, a wszystko to z otwartymi drzwiami, zeby byl przewiew. Dzis jeden z nich przeszedl samego siebie, z calym impetem wpadlismy na prog zwalniajacy, wybijajac w gore i samochod i my w srodku. Trojka Kania, Pilch i Gabrys zaryla glowami o sufit, wychodzac z progu niczym Kamil Stoch w Trondhaim. Myslalem, ze takie rzeczy tylko na filmach akcji, w kazdym razie kregoslupy chyba sa cale. Dojechalismy do Tisy, bazy wypadowej do Yala National Park, wszechobecni biznesmeni szybko wzieli nas do swojego hotelu I zaproponowali deal - 12 zl za osobe za hotel + 6 tysiecy rupii za 7 godzinne safari. 3,8 tysiaca to wstep, 2,2 za safari dzipa, razem wiec 150 zl za osobe. Takie safarii w Tanzanii to nawet i 800 zlotych, choc zwierza jest wiecej, to prawda. Co my tu zobaczylismy? Przede wszystkim 2 leopardy, w Yala zyje paczka 35ciu, to najwieksze skupisko leopardow na swiecie. Przepiekne kotki, caly dzien chill outujace sie w koronie drzew, tam ich szukamy. Do tego slonie, krokodyle, bawoly, a takze dziki, sarenki I bociany, dzieki ktorym poczulismy sie jak w Bialowiezy. Samemu parkowi wydaje najwyzsze oceny, mimo ze jeden z uczestnikow blysnal nam wiedza, nie bedac zachwyconym brakiem slynnych 50-metrowych anakond ;) To ten, ktory ma za soba doswiadczenia kenijskie. Ruszylismy dalej, dotarlismy do Tangali, gdzie o 16 rozpoczelismy oficjalne wakacje, 2 dniowy pobyt na plazy. To te plaze, gdzie w 2004 roku szalalo tsunami i zamordowalo 30 tysiecy mieszkancow Sri Lanki. Fala jest wysoka, ale my zainstalowalismy sie na drugim pietrze, wiec jestem optymista. Bedziemy raportowac z plazy w kolejnej pilnej depeszy.

   

» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» No Comments
There are no comments up to now.