Iga i Damian rok póżniej (1.XI.2013)
Written by Jacek Gabryś   
Friday, 01 November 2013

    Przypominam o przępięknych zdjęciach ze Sri Lanki - Igusi. Igusia bardzo sobie zachwalała tą wyspę, mówiąc, że łączy w sobie ona to, co lubimy - małe odległości, dobrą kuchnię, miłych ludzi (wyłączając Colombo), sympatyczne słoniki i duże fale. Tylko bilety mogłyby być na Sri Lankę tańsze, choć na miejscu bilet za 15 zł na 10 godzinną podróż rekompensuje nam trochę wydatki poniesione na dolot...

SRI LANKA 2013 

SRI LANKA

RELACJA AKTUALIZOWANA , ZAWIERA LOKOWANIE PRODUKTU.


Wyświetl większą mapę

 

PONIEDZIAŁEK 23.IX - Powiemy Wam, że to bardzo ciekawe, podobno w sri lańskich kolejach (mówi się w lankijskoch) działa WIFI! To najwolniejsze, najbrudniejsze i najbardziej sympatyczne koleje, którymi było mi podróżować... a może to roaming ? Siedzimy w Colombo, stolicy Sri Lanki, za chwilę sunset, wg Lonely Planet jedyne Must See w Colombo, powoli będziemy się kierować w kierunku lotniska i 10 h lotu do Rzymu. Wakacje uważam powoli za zakończone...

CZWARTEK 19.IX - My znowu zmieniliśmy plany i byliśmy dzisiaj w Yala East NP. Tak więc już nie jedziemy do Douda Wale. Widzieliśmy to, co poprzednicy, ale bez kotka (czyli nie można zaliczyć), ale za to słonie i inne mniejsze zwierzaki. Tak więc zrobimy dłuższy chill w Arugam Bay i pomijamy Galle. Pojedziemy za to do Ella i stamtąd pociągiem do Colombo. Planujemy też jeden dzień w colombo. Dzisiaj miałem 1,15 h lekcji surfingu i kilka razy wstałem i popłynąłem (to wielki sukces), tak więc jutro może coś więcej poćwicze. Arugam Bay ma taki przyjemny klimat - dużo młodych ludzi, dużo bungalowów, dużo restauracyjek i brak biedy i co lepsze, brak bardzo drogich hoteli.

Co ważne, mimo dosyć dużych fal można się kąpać i bawić z nimi. Kolejny temat to jedzenie. Jak do tej pory to wszystko jest na prawdę bardzo dobre, żadnych obaw nie mamy (tak jak i Kania). Dzięki temu, że zawsze czekasz na jedzenie godzinę, to wiesz, że jest swieże. Piliśmy też sok z mango, smakuje wybitnie dobrze. 

Śmieszna akcja, idziemy sobie plażą, rybacy przypłynęli z jakimś połowem, inni się schodzą, aby wyciągnąć łódkę. Ja podchodzę zobaczyć co złowili, proszą, to pomagam i sekundę później jeden gość do mnie 'do you want join?'. Ja odpowiadam, że  nie, że nie chce to join, a on 'it is really nice, you could  chill on the beach' :-) 

ŚRODA 18.IX - ze śmiesznych historii. Ciągle chcą nam coś tu sprzedać, jedną z pamiątek jest tzw. Magic Box. A więc podchodzi facet i mówi: - "magic box, magic box, try to open it sir!". Oczywiście się bronimy, więc pyta "where are you from", my na to , że z Poland, a on na to: "szkatułka, szkatułka". 

Już w Arugam Bay chociaż podróż ciężka. Jestesmy w przyjemnym miejscu nad morzem, oczywiście z plażą za 5000 rupii per day, czyli chyba ok 15 zł. Fale dosyć duże. Dzisiaj poszukam jakiejś szkoły, aby się jutro pouczyć surfować.

WTOREK 17.IX - plaże na wschodzie są piękne, piasek, palmy, ciepła woda i prawie nikogo przez 8 kilometrów wybrzeża. Bardzo przyjemnie tutaj minęły nam 2,5 dnia. Niestety, spora bieda wokoło. Widać tutaj skutki wojny i tsunami. Ogromny kontrast, bo po jednej stronie bardzo drogi elegancki hotel z noclegiem za 200$, a z drugiej domek z liści palm, oczywiście bez prądu. Nie zmienia to faktu, że ludzie bardzo szczęśliwi i bardzo mili. Czas na wybrzeżu, to również ryby i owoce morza w cenie 700 rs (5 $) za kilogram ryby / krewetek i 2 razy tyle za kilogram krabów, jeśli prowadzicie statystyki :-). Jutro już koniec tego lenistwa, jedziemy do Arugam Bay sprawdzić jak wygląda najlepsze miejsce do surfowania na Sri Lance i może też się tam wypróbować?

SOBOTA 14.IX - Następnie udaliśmy się do Annurathapurmy lokalnym autobusikiem w rytmie diso srilsko. Niestety, trafiliśmy na jakiś jadący przez okoliczne wioski i dosyć długo nam to zajęło, więc rowery zamieniliśmy na tuk tuka. Swiątyńki ok, ale lepsze są te importowane z Tajlandii. Oczywiście warto zobaczyć.

PIĄTEK 13.IX -  Dziękuje dobrze - odpowiedział Damian na zapytanie, co słychać w pięknej Sri Lance. Dzisiaj transfer z deszczowego Kandy do Dambulli, spacer z zakupami (ludzie, co to za wyjazd, turystyczny czy handlowy?? - przyp. JG) i przejazd tam i z powrotem ze zwiedzaniem Sigiryji. Skała fajna. Na górę nie wchodziliśmy, bo lepszy widok w mojej ocenie był z dołu. (coś mi się wydaję, że nie o widok tu chodzi, a o 30 USD za wstęp :), ale nie przejmuj się, ja podjąłem taką samą decyzję - przyp.JG). Stacjonujemy w guesthause przy jaskiniach i jutro je sobie rano zwiedzimy i udamy się na przejażdżkę rowerową do Anurathapurny, a tak naprawdę udamy się tam lokalnym autobusem, a rowery wynajmiemy na miejscu (absolutnie się z tym zgadzam, możecie odwiedzić lokal, w którym Pan Pilch zbeształ obsługę za ryż z kurczakiem, w którym nie mógł znaleźć kurczaka), Właśnie piję browar za 350 rs i zjadłem świnkę w chili za 650 rs- szału cenowego tu nie ma, jest jak w krakowskim chińczyku. (tysiąc rupii to 25 zł, tyle zapłacił więc nasz bohater).

   Był rownież bird and monkey watching przy okazji oraz parę bezpańskich piesków, ale mniej nachalnych niż w Rumunii. Miał być spacer wokół skały, ale przegoniły nas dzikie słonie. Z darów Wieziemy już (oby to dary dla nas, czytelników - JG): herbatkę czarną i zieloną, przyprawy, ajuwerdyjskie maści na wszystko, parasol w kolorach tęczy, spodnie alladynki w barwach lokalnych mnichów oraz sukienkę ze wzorem, jaki kiedyś robiło się domestosem na podkoszulkach. Wszystko pachnie i świeci.

 --------------- 

  Iga i Damian leżą teraz w łóżkach grzecznie, na Sri Lance jest 1:25 w nocy, a oni lubią chodzić do spania zaraz po Wiadomościach. Ale do meritum. Kilka słów ze Sri Lanki.

   Wylądowali w środę rano, była chyba 5.50, Colombo. To lotnisko to wielka hucpa, do Colombo jedzie się busem 2 godziny. Wylądowali o 5.50, a wylecieli we wtorek o 17.40 z Rzymu, gdzie ciule pozdrawiał ich papież Franciszek. Ten człowiek nie raz wypisał się ze schematów, może naprawdę pożegnał ich na Fiumicino? W każdym razie, linie Sri Lankan Airways, 2 250 PLN za lot Rzym - Colombo - Rzym.

CZWARTEK 12.IX - Panśtwo Grela stacjonują w Kandy. Pobudka o 7 rano, wynajęcie kierowcy, który poobwoził po okolicy. Z tego co wiem, to Damian wyznaczył sobie 2 dni w tej miejscowości, my spędziliśmy w niej 1,5 godziny, z tego większość czasu to był lancz. W Kandy jest słynne Muzeum Zęba, ale zabijcie mnie, nie pamiętam kogo był ten ząb. Mógł to być ząb samego Buddy, może jakiegoś mnicha, może słonia ? W każdym razie historia jego transportu była tak nieprawdopodobna, że zrezygnowaliśmy z jego oglądania (mógł być w tym czasie u konwersatora). Miasto leży wokół jeziora, my byliśmy świadkiem jakiejś wojskowej parady, gdzie wszyscy robili groźne miny, bo przyjechał sam genera Szwajri. (komandosi Sri Lańscy liczą sobie 1,70 m wzrostu).

    W każym razie przekazuję klawiaturę Damianowi: 

   Wszystko dobrze, driver zawiózł nas do słoni, gdzie jak w szkole, 9.15 karmienie, 10 mycie w rzece a po drodze możliwości zakupowe u zaprzyjaźnionych firm handlowych. Potem ogród przypraw i ziół wykorzystywanych w ayuverdzie, z nieobowiazkowymi zakupami, tea faktory, ale takie bardziej zabytkowo-pokazowe z degustacją i możliwością zakupu (całość oczywiście za free). Potem świątynia z XIV wieku i plantacje herbaty. Następnie ogród botaniczny i Świątynia Zęba. Wszystko byłoby ok, gdyby nie lekkie deszczyki przechodzące losowo w ciągu dnia.

  W międzyczasie driver zawiózł nas do sklepu z sari oraz sarum. Pięknie w tym wyglądamy, musimy chyba zakupić, aby mieć potwierdzenie, że jesteśmy lokalsami i możemy płacić lokalne wstępy. Pan Kierowca polecił jakąś knajpę na obiad rownież (u kuzyna oczywiście i w sumie dosyć tanio, zjedliśmy lokalny ryżyk). Najlepsze było coś, co smakowało i wyglądało jak mięso, a naprawdę było jakimś drzewem... 

ŚRODA 11.IX - to jest dla nas black box, prawdopodobnie zużyta na transfer do Kandy, po drodze mogły być przeróżne słoniowe sierocińce, którymi Sri Lanka stoi.

» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» No Comments
There are no comments up to now.