Mołdawia (26.IX.2015)
Written by Jacek Gabryś   
Saturday, 26 September 2015
  Jeśli komuś wpadł do głowy tak dziwny pomysł, jak wycieczka do Mołdawii, najbiedniejszego kraju Europy (PKB bodajże 2 razy niższe per capita niż na Ukrainie), to ja mówię: "dlaczego nie?". Krępujący będzie tylko dojazd, z Krakowa do granicy węgiersko-rumuńskiej jest mniej więcej 6 h (Satu Mare), a do granicy rumuńsko-mołdawskiej kolejne 8 h jazdy.

  Rumunią już absolutnie nie można straszyć dzieci, coraz trudniej spotkać na drodze wszechobecne jeszcze kilka lat temu nieoświetlone wozy z sianem, praktycznie nie można ujrzeć już dziur w nawierzchni (dawniej bywały leje po bombach), miasta przypominają te austriackie, a ludzie tych z Champs Elysee w Paryżu. Ameryka. Setki odnowionych monastyrów umilają drogę północnymi rubieżami Rumunii (w kierunku granicy w Iassy), słynną Bukowiną, która nie tak dawno pozostawała jeszcze pod polskim jarzmem. Nie ma już na rumuńskich drogach osławionych patroli, które wyciągały rękę po jakąkolwiek walutę, zdecydowanie polecam tak do Mołdawii dojechać i absolutnie nie kierować się przez Ukrainę (ryzyko kilkugodzinnego postoju krajoznawczego na obu granicach). Tylko autostrad nie widać zbyt wiele.
 
Rumunia 

  Zabawa zaczyna się na granicy mołdawsko-rumuńskiej. Rozbieranie auta na części, niemiła obsługa, zielona karta (5 euro), podatek wjazdowy (4 euro)... ale jest WiFi! Czego się nie robi dla klienta, żeby się nie nudził, podczas "wykonywania czynności". Jeszcze tylko 100 km do Kiszyniowa (2 h jazdy dość wyboistą, ale znośną drogą) i jesteśmy w stolicy, która na pewno robi lepsze wrażenie niż takie radzieckie cudeńka jak Duszanbe czy Biszkek. Blokowiska wyglądają całkiem przyjaźnie, w centrum setki kwiaciarni, jest McDonald, BMW X5, eleganckie "Lounge", w których mołdawska klasa wyższa omawia jak biznesowo lawirować między UE, a Rosją, choć wielu Mołdawian głośno myśli i marzy o Mołdawii jako części Rumunii. W końcu nikt nie chce być pariasem kontynentu, na którym mieszka, choć po tych wszystkich zapowiedziach spodziewałem się czegoś znacznie gorszego.
 
 

  Ceny są bardzo przystępne, hotele w centrum od 60 PLN za dwójkę, restauracje od 40 PLN za parę. No i większość atrakcji jest praktycznie maksymalnie poł godziny od Kiszyniowa (na sam Kiszyniów kilka godzin wystarczy). Oto ich krótka lista:

No1. - Milestii Mici - potentat na rynku winiarskim, 1,5 mln butelek wina pochowanych w kilkudziesięcio kilometrowych korytarzach podziemnych... pomiędzy tym wszystkimi jeździ się samochodem... notowane w Księdze Rekordów Guinessa, atrakcja na skalę światową. 60 zł bez degustacji, 70 zł z degustacją. Po wyjściu z lokalu obowiązkowy sklep, gdzie chyba całkiem znośne wina sprzedają już od 5 zł za butelkę. Idealne miejsce dla krakowskich centusiów.
 
 

No2. - Cricova, jak wyżej, ale już bez możliwości manewrowania bolidem pomiędzy beczkami i butelkami. Obowiązuje wcześniejsza rezerwacja, wydaje się być bardziej wysublimowana niż jej konkurentka.

No3. - Monastyr Orheiul Vechi - wart krótkiej przejażdżki, kilkuset letni, położony na skale. Choć Meteory greckie to jednak zdecydowanie wyższa liga
 
 

No4. - Soroca Fortress - dla bardzo dużych koneserów fortec...chyba nie warto tłuc się dla tej fortecy po mołdawskich drogach.

Reasumując - 2 dni w Mołdawii to wystarczający czas na obejrzenie głównych atrakcji. Z ludźmi się bardzo nie zaprzyjaźnicie, ale wina napijecie i wszechobecną atmosferą "mam wyje..ne" się zachłyśniecie. Wszystko wśród pól, lasów i winnic.

POLECAM.
 
ZDJĘCIA
 
 
 
» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» No Comments
There are no comments up to now.