Irlandia (25.X.2015)
Written by Jacek Gabryś   
Sunday, 25 October 2015
  Irlandia nie wygląda na bardzo egzotyczny kierunek, przecież mieszka tam około (?) 150 tysięcy Polaków, czuć się tam można jak w domu, choć wierzyłem, że Polak czai się tu za każdym rogiem, a jednak trzeba było trochę poniuchać. Jak na wyspę, na której mieszka w sumie 4,6 mln ludzi, to całkiem dobry wynik, a dziś po 21 na pewno się jeszcze polepszy!!

  Do Irlandii warto się wybrać (z Polski w 2 strony można polecieć poza sezonem już za 150-200 zł tam i z powrotem, irlandzkie miasta - Dublin, Shannon, Cork, Belfast - obstawiły równo Ryanair i Wizzair, wożąc spragnionych dewiz Polaków w zasadzie z każdego większego miasta, które posiada lotnisko - a w Polsce posiada je np. Radom, Gdynia i Szymany), bo tam po prostu jest fajnie!
 
  Krótka obserwacja miejscowej społeczności mówi mi jednak, że asymilacja nie przeszła do końca idealnie, ciężko Polaków spotkać w irlandzkich pubach, ani po jednej, ani po drugiej stronie kontuaru. To że nie ma ich po stronie klienteli to pewnie i dobrze, choć chyba nie ma nic bardziej irlandzkiego niż irlandzkie puby, ale to że nie ma ich po stronie nalewającego, będąc równocześnie obecnymi na zapleczach w kebabiarniach i hamburgerowniach, napawa mnie smutkiem!
 
 
  Ale nie idźmy tą drogą, nie dokonujmy analizy sytuacji emigrantów z Polski na Wyspach. Przykładowe 4-5 dni rekonesansu w Irlandii może wyglądać tak:

Dzień 1

- przylot do Shannon, tam nic oprócz lotniska nie ma, obok jest Limerick (ujdzie), skansen w Bunratty (wraz za zamkiem) i Adare (jedna z najstarszych irlandzkich wsi)

Dzień 2

- Moherowe Klify, zdecydowane nr 1 w Irlandii, dojeżdżamy klasycznymi lokalnymi dróżkami, kamienne murki, farmy, trawa, konie i ocean na horyzoncie. Niekoniecznie trzeba wchodzić czy wjeżdżać przez główne wejście, bo to koszt ponad 10 euro, 1-2 kilometry dalej da się wejść na obiekt "od strony pastwiska", wygląda na całkiem legalne wejście, korzystają z niego obywatele nie tylko Polski, a również Hiszpanii i Portugalii, których w Irlandii jest zaskakująco dużo. Wysokość klifów to nieco ponad 200 m, niby niewiele w stosunku do norweskich fiordów, ale upadek z nich może być równie bolesny. Robią wrażenie!
 
Klify

- Zamek w Kinrava -  po drodze, więc niczego nie tracimy i zdecydowanie niczego wielkiego nie zyskujemy

- Ashford Castle + Lough Corrib - 5* hotel, za bodajże 5 euro można ogrzać się w jego blasku, obejrzeć jego ogrody, jezioro, ale do środka wstępu mieć nie będziemy. Zdecydowanie jednak numero uno irlandzkiej sztuki zamkowej. Po 18-tej wpuszczają na teren kompleksu za darmo.
 
Ashford

 
Dzień 3

- przenieśmy się na południe, do Killarney National Park, choć w Polsce znajdziecie zdecydowanie ciekawsze...
 

- Cork i zamek w Blarney... też przy odrobinie zachodu do pokonania bocznym wejściem (do czego nie zachęcam) ... sam zamek nie jest zbyt imponujący, ale Poison Garden (ogród z trującymi roślinami) już jak najbardziej

Dzień 4

- Hook Lighthouse - reklamuje się jako najdłużej wciąż operująca latarnia morska na świecie. Dlaczego im nie uwierzyć, okolica też bardzo ciekawa
 

- Kilkenny - taki irlandzki Kraków, swego rodzaju skansen, warto zobaczyć tą irlandzka cepelię z typowym zamkiem, katedrą, cmentarzem, wszystkim otoczono idealnie przystrzyżonym trawnikiem
 
- Wicklow Mountains National Park - rzucić okiem, przejechac, pojechać dalej

Dzień 5

- Dublin, czyli Muzeum Guinessa, którego w stałej cenie 4,50 euro poza Dublinem kupuje się na każdej irlandzkiej ulicy (na świecie dziennie pije się 10 milionów kufli tego ciemnego piwa), do tego przyjrzeć się życiu w jednej z kilkudziesięciu europejskich central amerykańskich gigantów (Google, Facebook, Twitter mają swoje EMEA HQ właśnie w Dublinie), Phoenix Park, czyli Błonia razy kilka w centrum, Trinity College, the Spire (120 metrowa antena stojąca na głównym deptaku), i parę innych. W Dublinie żyje około 40% mieszkańców Irlandii, tu Polaków jest ponoć najwięcej, ale giną w tej międzynarodowej mieszance, na wsi też występują, ale tam giną z kolei w tej sielskiej atmosferze, w której jednak ton nadają irlandzcy wieśniacy w swetrze znanym z filmów o IRA
 
 
 
Dzień 6

- opuścić Dublin na pokładzie zawsze gościnnego Ryanaira, albo przejechać za 15-17 euro do Belfastu, gdzie zdołować się klimatem tego podzielonego murem miasta (podobne cuda można zobaczyć jeszcze w Izraelu, w Meksyku, w Nikozji czy u Orbana na Węgrzech). Takiej beznadziei nie widziałem nawet w Radomiu. I za prawdę lepiej Wam będzie w Polsce przez kolejne 4 lata, niż w katastrofalnym Belfaście
 
 
   Generalnie Irlandia jest finansowo w zasięgu przyjeżdżającego na kilka dni Polaka. Noclegi za około 20 euro, posiłki w pubie za około 15 euro z Guinessem, auto za 20 euro za dzień. A jakość dostajemy całkiem wysoką, widziałem już gorsze miejsca do życia i do podróżowania i nie dziwię się miłości, którą Polacy Irlandię obdarzyli.
» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» No Comments
There are no comments up to now.