Iran (6.VI.2016)
Written by Jacek Gabryś   
Monday, 06 June 2016
  Iran zawsze mieć warto na swoich radarach, dlatego z powodu katolickiego święta Bożego Ciała pozwoliśmy sobie zakupić relatywnie tanie bilety z Wiednia do Teheranu, praktycznie w czwartą rocznicę poprzedniej wizyty w Krainie Islamskiej Republiki Ajatollahów.

  Plan.. w zasadzie nie było żadnego planu, raczej ad hoc agenda i weryfikacja tego, co zastaliśmy w 2012 roku. Różnice trzeba przyznać są mocno widoczne, od kiedy zaczęli grzebać przy słynnych sankcjach Iran ruszył w kierunku utraty statusu egzotycznej lokalizacji. Globalizacja już puka do bram Iranu, choc była już tutaj niecałe przecież 40 lat temu, za znanego i niezbyt lubianego szacha Pahlaviego. Do Iranu najtaniej dotrzeć liniami Pegasus albo Ukrainian Airlines, najtaniej zrobić to z Pragi, Wiednia, Lwowa, czy Budapesztu. Najbliżej jest z Lwowa, najłatwiej chyba z Wiednia, do którego z Krakowa można dotrzeć na przykład Tiger Expressem. Cena między 500 i 1000 zł w dwie strony.

   Same linie Pegasus idą za trendem, warunki można śmiało nazwać bydlęcymi, coraz mniej miejsca na nogi, coraz wyższa temperatura wewnątrz samolotu, coraz droższe lotnisko Istambuł Sabiha, coraz więcej podróżujących. Ale latanie już dawno przestało być elitarnym zajęciem.


   Na lotnisku w Teheranie ceny amerykańskie, choc można też płacić w euro. Wiza bez zaproszenia to 75 euro (1 miesiąc), dodatkowo naciągają turystę na ubezpieczenie (15 euro), chyba, że posiada się swoje własne, wydrukowane na dużej kartce A4, choć Pan z okienka zrobi wszystko, aby je zakwestionować.

   Po godzinie papierków stąpamy po demokratycznej ziemi irańskiej.

   Kurs dolara podobny do tego jak w 2012 - 34 000 riali za 1 USD - ale złotówka mocno od tego czasu osłabła, a i same ceny w Iranie poszły do gory. Efekt? Iran stał się dla Polaków od 50 do 100% droższy niż 4 lata temu. W Teheranie widoczny jest podział północ-południe (i będzie dalej widoczny przez następne pewnie 100 lat). Dwa różne światy, południe jest biedne, szare, zasmogowane niczym Kraków w szczycie sezonu grzewczego, nastrojami rządzi tam bazar i meczet. Północ usadowiła się przy wierzchołkach gór Elburs, przy dobrej widoczności można dostrzec szczyt Damavand - 5604 m. Powietrze jest czystsze, ludzie bardziej elegancy, kawiarnie rodem z warszawskiej hipsteriady, a naftowe rody ogrodziły się w luksusowych willach. Tylko korki są takie same, pełnen egalitaryzm (choć pewnie w północnym są większe, bo góry i bo drogi węższe), mimo tego, że w tym 13 milionowym molochu wyjazdówka z miasta ma 9 pasów.
 
 
   
   Badamy Erbil, muzeum zbrodni szacha, dużo propagandy (jak od rana przy śniadaniu w Press TV, to taki irański CNN, płyną informacje o gigantycznym kryzysie w Europie i w USA), również tradycyjny bazar, nie obywa się bez próby wcisnięcia dywanu, choc Persowie to nie Arabowie (biada temu, kto pomyli) i na siłę nikogo do kupna zmuszać nie będą. Szybka relokacja metrem (inny transport w Teheranie nie ma sensu) do północnych dzielnic, Darwandu i Velenjaka i wyciągi i kolejki wywiozą nas na szczyty, z których roztacza się widok na cały Teheran. Ceny też poszły w górę co najmniej 2 razy, w stosunku do tego co na południu i w stosunku do tego, co 4 lata temu.

   Nocleg w Teheranie tylko u Firouzeha http://www.firouzehhotel.com/. To człowiek instytuacja, który w Iranie zna każdego, kogo należy znać. Coś a la Krzysztof Jarzyna ze Szczecina.

   Na drugi dzień autobus do Kashan, dla fanatyków religijnych po drodze jest Qom. W Kashan jak zwykle piękne hotele w starych pałacach handlarzy dywanami i daktylami i kolejna smutna niespodzianka, ceny za wstęp wzrosły z 0,5 $ do mniej więcej 4$. Kilkuset procentowy wzrost to chyba dużo.
 
 
   
   Nie pozostaje nic innego jak wynając taksówkę i przez niesławne zakłady wzbogacania uranu w Natanz dojechać do Abyaneh (kolejna zmiana ... przy wjeździe do wioski postawiono kasę i szlaban... po wiosce spacerują setki turystów... 4 lata temu było ich 5 i nas 3) i w końcu do Isfahanu. Wszędzie są tłumy, rozrosła się klasa średnia, która uzbierała pieniądze na podróżowanie, na razie jeszcze nie wyjeżdza poza granicę gremialnie, ale trend się zapoczątkował. Widać to Chinach, widać to w Iranie, widać w Tajlandii i w Indiach. Każdy chce się przemieszczać, każdy chce podróżować, zwiedzać, konsumować i lansować się na Instagramnie, Snapchacie i starym, dobrym Fejsbuku.

   Isfahan to drugi największy plac na świecie, po tym chińskim Tianmen w Pekinie, do około północy wypełniony dywanami, na których perskie rodziny organizują ciepłą kolację, mało kto przejmuje się tym, że dzieci nie poszły po bajce spać. Wciąż dziwi mnie brak w Iranie bazy gastronomicznej, restauracje to rzadkość w irańskich miastach, budek z kebabem jest znacznie mniej niż na przykład w Krakowie. Tu po prostu gotuje się w domu, "na mieście" jada nazwijmy elita. Ale nie wiem, czy to dobre słowo na określenie tej grupy. Na Isfahan proponuję 2 dni, tuż obok "rynku" jest fajny hotel - 60 USD za trójkę. To ważne, bo w Isfahanie z reguły hotele są kilka kilometrów od tego przyjemnego miejsca. Miło się chodzi po miejscowym bazarze, coś na kształt Sukiennic, niestety w większości chińszczyzna, ale nikomu nie przyjdzie do głowy nagabywać przechodnia.

   W czerwcu w Iranie już dobrze powyżej 30 stopni.

   Ruszamy do Yazd, 5 godzin, ceny transportu autobusowego w Iranie dalej są pomijalne. I wciąż autobusy mają w rzędzie konfigurację 2+1 i rzędów 2 razy mniej niż w autobusach europejskich, przeciwieństwo Pegasusa czy Ryanaira. W Yazd wizyta u słynnego cukiernika Ali Rahbara, to jest poziom lodziarni ze Starowiślnej .Prawdopodobnie jedne z najlepszych słodyczny na świecie. Słynne wieże wiatrowe, czyli jedna z pierwszych klimatyzacji naszej cywilizacji, to tylko dodatek do powyższego. Ale i tak po Yazd warto się chwilę pokręcić, sam Marco Polo tutaj się zatrzymywał, ale zawsze do takich informacji sceptycznie trzeba podchodzić, tak jak i do tej, że Krzysiek Kolumb to syn Władka Warneńczyka, polskiego króla.

   W tamtych rejonach Bafq i Kalmand Protected Area zapraszają na zabawy na wydmach, za 50 USD można mieć pełne wyżywienie, wielbłąda, quada, piknik pod gwiazdami i towarzystwo prawdziwego Persa. Iran to głównie miasta, więc taka wycieczka to dobra odskocznia. Polecamy, choćby nawet siedzieć cały dzień w namiocie. I w nocy też w nim siedzieć. Pamiętajmy, że to ponad 40 stopni i pobyt na pustynii nie jest wskazany.

  Część wycieczki udała się dalej na południe, klasyczna trasa przez Persepolis do Shirazu, a dla na prawdę chętnych jeszcze dalej na południe, część samolotem (bilet około 60 USD, generalnie bilety w Iranie można kupować w biurach podróży nawet na dzień przed wylotem za stałą cenę, z reguły 45 USD, ustalone dekretem państwowym) udała się do Mashhadu. Do świętego miejsca szyitów należy podróżować odpowiednimi liniami, żeby nie doczekać się statusu męczennika, jak Imam Reza, który w Mashhadzie zginął. Samoloty w Iranie nie są najlepiej serwisowane, z powodu sankcji USA zalecam wybrać linię, która operuje na Airbusach, a nie na Boeingach, czy Ilyushinach. A nawet jeśli wybierzemy Airbusa, to i tak zobaczymy coś, co wyszło z fabryki 40 lat wcześniej, jeszcze za szacha, kiedy do Iranu zwożono wszystko, bez względu na cenę, kiedy trzeba było jakoś zyski z ropy zrealizować, a nie koniecznie dobrze zainwestować.
 
 
 
    Masshad to w zasadzie tylko Holy Shrine, kompleks do którego rocznie przybywa 20 mln pielgrzymów, kompleks około 400 x 400 metrów, miejsce pochówku Imama Rezy, uniwersytet, biblioteka, muzeum. Obiekt typu Watykan, na 2 dni zwiedzania. Mili i sympatyczni duchowni z Los Angeles próbują przekonać, że Islam to nie taka zła religia, jak się ją w mediach przedstawia. Każdemu nie-islamiście przysługuje obowiązkowy przewodnik, raz z lepszym, raz z gorszym angielskim, w sumie jednak przy ciemniej karnacji da się w tłum wtopić i udawać pobożnego pielgrzyma. Wokół kompleksu są SETKI hoteli, w każdej kategorii cenowej.

   Do Teheranu wracamy znów samolotem, samoloty do stolicy odlatują literalnie co 10-15 minut. Iran to naprawdę lotnicza potęga... szkoda jednak, że zbudowana na na sprzęcie z demobilu !!! I znowu Azadi Tower ... I Melad Tower... wieże symbole gorszego i lepszego Teheranu... i do tego Mauzoleum Chomeiniego... w drodze na lotnisko, otwarte całą dobę, ludzie nocują przykryci dywanem. W Islamie meczet to nie tylko miejsce modlitwy, ale sypialnia, jadalnia, klub dyskusyjny.

   Docieramy na lotnisko, 10-20 USD z Teheranu, godziny szczytu między 1 i 6 nad ranem i znów się nic nie zmieniło, tuż po starcie większość kobiet nerwowo pozbywa się obowiązkowego w Iranie nakrycia głowy. To że hidżab, czador i reszta nakryć zostanie wycofana z użycia, jest kwestią czasu.
 
    Dla znudzonych klasycznym Iranem przedstawiamy poniżej dodatkową, 3 dniową pętlę po górach i wybrzeżu Morza Kaspijskiego. 
 
ZDJĘCIA 
 
 
» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» No Comments
There are no comments up to now.