Kuba (6.XII.2017)
Written by Jacek Gabryś   
Wednesday, 06 December 2017

   Krótko o Kubie. Jeśli żyć w komunie, to właśnie na Kubie, a nie w ZSRR czy Korei Północnej, w której biedocie pozostaje tylko tania wódka i jedzenie kamieni z korzeniem.

    Minęły już czasy, kiedy braćmi Castro straszono niegrzeczne dzieci. A w zasadzie tych czasów nigdy nie było, to był przecież komunizm z ludzka twarzą, z pomarańczą w ręku, a bracia zawsze chętnie wpuszczali do kraju zachodnich turystów, każdy komunizm musiał mieć jakieś kapitalistyczne źródło dochodów.

   Na przejściu granicznym wszystko odbywa się błyskawicznie, obowiązuje wprawdzie tarjeta de turista, karta turysty, ale za 17 euro można ja kupić za kontuarem check-in’u w mieście, z którego na Kubę się leci. Żadnych podroży do ambasady, żadnych pośredników, problemów, Raul zachęca jak może. Charakterystycznym dla modelu udanej gospodarki są widoki tabunów miejscowych, którzy do kraju wlatują z telewizorami, mikrofalówkami, odkurzaczami i szczotkami do czyszczenia sedesu.

   Na miejscu wpadamy w dualistyczny model ekonomiczny, w dwa światy, od momentu przybycia będziemy płacić za dostępne towary walutą 24 razy mocniejszą od waluty, którą używają na co dzień styrani przez wrogów rewolucji obywatele. W CUC’ach, w przeciwieństwie do Kubańczyków, płacących w CUP’ach. 1 CUC, popularny kuc, to sztywny amerykański dolar. 99% ludzi na Kubie za jakąkolwiek usługę zażąda stawki w kucach, drodzy imperialiści! (swoją droga Kubańczycy o polityce nie rozmawiają, a jeśli już, to nie wypowiadają się o Castro krytycznie). Za CUPy można odwiedzić jakiś mały lokalny targ, na którym do wyboru są zwykle maniok, trochę marchewki, z rzadka ananas, a najczęściej puste skrzynki. W sklepach za CUPy z reguły leży 10-15 towarów, które przeciętnemu turyście się nie przydadzą. Gwoździe, fasola w puszce, mąka, czerstwy chleb, już nawet nie cukier, bo z cukru (trzciny cukrowej) Kuba zrezygnowała. Na Kubie spać możemy w casa particulares, na popularnej kwaterze, stawki od 15-20 CUC za dwójkę poza Hawaną, od 25 CUC w stolicy. Standard z reguły na poziomie blokowiska z meblościanką i boazerią made in PRL 1970, ale jakie to ma znaczenie, jeśli całe życie i tak toczy się na ulicy?

   Ulica to osobna historia. To nie ulica, to dom publiczny, po którym obwożą klientów amerykańskimi cackami sprzed rewolucji! Smartfony używających hasz tagu #metoo rozładowałyby się po 30 minutach, jeśli w ogóle udałoby się podłączyć do Internetu, bo ten jest tylko w kilku punktach w mieście, za odpowiednią karta, zakupiona wcześniej w miejscowej telekomunikacji (własnej, kubańskiej!). Większości kobiet atrybuty praktycznie wypadają ze skąpej odzieży (Kuba to przecież wyspa jak wulkan gorąca!). Mężczyźni odwracają się, gwiżdżą, mlaskają, kobiety jednakowoż robią to samo, ale w odwrotnym kierunku. Tu nikt nie bierze jeńców, tu nie ma konwenansow, tu obietnic bycia Królową Nocy składa się bez liku, tu ciałem się bawi lub kupczy, albo jedno i drugie.

    Sprzyja temu konsumpcja rumu, dla turystów 7-letniego Havana Club, dla reszty coś lokalnego, dla wszystkich w postaci najlepszych koktajli, jakie kiedykolwiek nam zaserwowano. Mojito, cuba libre, daiquiri, cubanito, pinacolada w Hawanie i okolicach reprezentują klasę światową (ceny od 2 do 4 USD, zazwyczaj po 3). Wina się tu nie pija, piwo jest niezłe, ale po piwo latamy do Niemiec, a nie na Kubę.

   Przeciętny Janusz na Kubie będzie się więc dobrze czuł. Amerykańskie auta z lat 50-tych to około 40% ruchu na kubańskich drogach, niektóre są w świetnym stanie, niektóre w gorszym, ale to czysta mechanika, maja potencjał na długie lata, są dopieszczane, Kubańczycy wiedzą, że to ich asy w rękawie.

    Janusz i Juergen mają więc motoryzacje, alkohol, gorące rytmy miejscowych obywateli i towarzyszek, mają też piękne plaże kultowego, choć trochę zgranego Varadero (lepsze plaże widziałem chociażby na Filipinach, Dominikanie czy Mauritiusie), coraz bardziej odrestaurowaną Hawanę (niestety w 90% wciąż ruinę), kolonialny Trinidad i wapienne pagórki Vinales. Komunistyczna Partia Kuby dba o to, aby turysta był zadowolony i nie specjalnie doświadczył przejściowych (od 1959 roku) kłopotów w zaopatrzeniu i trzeba przyznać, ze dość dobrze się to Partii udaje. Ludzcy panowie! (Z tego, co wiem w 2018 roku Raul odda władze obecnemu premierowi i statek pod tym samym masztem popłynie dalej).

» Post Comment
Email (will not be published)
Name
Title
Comment
 remaining characters
Captcha Image Regenerate code when it's unreadable
» No Comments
There are no comments up to now.